adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj
Kultura, Miesięcznik, Wiara

Współczesne legendy templariuszy

„Papieżu Klemensie! Rycerzu Wilhelmie! Królu Filipie! Nim rok minie, spotkamy się na sądzie Bożym!”. Takie słowa według legendy miały paść z ust ostatniego wielkiego mistrza templariuszy, Jakuba de Molay’go, gdy 18 marca 1314 roku rozpalono pod nim stos. Tamten dzień był końcem zakonu. I jednocześnie był momentem narodzin wielu nowych historii.

Papież Klemens V, który przymuszony przez władcę Francji oficjalnie rozwiązał zakon, zmarł miesiąc po Molay’m. W listopadzie tego samego roku swój żywot zakończył król Filip IV zwany Pięknym. Czyżby klątwa faktycznie okazała się skuteczna? Przekleństwo rzucone przez konającego Jakuba de Molay’go to jedna z wielu legend. I raczej tylko legend, bowiem Wilhelm de Nogaret, czyli jeden z trzech głównych „krzywdzicieli” zakonu zmarł na rok przed egzekucją wielkiego mistrza. Chyba że klątwa, w przeciwieństwie do prawa, mogła działać wstecz.

Wokół procesu zakonników oraz wielu późniejszych wydarzeń związanych z likwidacją bractwa narosło wiele innych opowieści, najczęściej z pogranicza fantastyki. Niektóre z nich próbowały przedstawić „prawdziwą” przyczynę kasacji zakonu. Inne opowiadały o dalszych losach zakonników, którym udało się umknąć sądom króla i papieża. Co ciekawe, niektóre z nich przetrwały do naszych czasów. I wciąż trafiają na podatny grunt w różnych dziełach współczesnej kultury masowej.

Tajność nad tajnościami

Czytelnicy Krzyżaków Henryka Sienkiewicza być może pamiętają postać brata Zygfryda, porywacza Danuty Jurandówny. Tenże zakonnik w pewnych momentach sprawiał wrażenie człowieka, któremu bliższe są magiczne obrzędy i tajemnicze rytuały niż sakramenty. Dość specyficznym zachowaniem było częste zastępowanie słowa „Bóg” określeniem „Duch Światłości”, na co zwracali uwagę jego współbracia. Cały wątek niknie jednak w gąszczu innych, ważniejszych wydarzeń.

To, co w Krzyżakach jest tylko drobnym elementem, zabiegiem podkreślającym stopniowe oddalanie się zakonu od swojego prawdziwego powołania, w wielu tekstach o templariuszach jest jednym z podstawowych motywów. Tak. Templariusze nie raz i nie dwa byli przedstawiani jako organizacja, która tak naprawdę nie była zakonem rycerskim, ale… No właśnie. Czym?

Dziś najchętniej do tajemniczej aury zakonu odwołuje się znana seria gier Assassin’s Creed. W pierwszej części cyklu, rozgrywającej się podczas wypraw krzyżowych, główny bohater próbuje odzyskać nieznany artefakt z rąk, a jakże, templariuszy. W trakcie rozwoju fabuły okazuje się, że szyld Ubogich Rycerzy Chrystusa ukrywa organizację zrzeszającą nie tylko katolików, ale wszystkich ludzi pragnących wejść w posiadanie rzeczy pozostałych po tajemniczej Pierwszej Cywilizacji. Wraz z kolejnymi częściami dowiadujemy się, że początki zakonu sięgają starożytności, a proces Filipa Pięknego bynajmniej nie zakończył jego kariery na arenie międzynarodowej. Wręcz przeciwnie. Templariusze, działając „pod przykrywką”, kontynuują swoją misję aż do współczesności.

Zobacz też:   Kłamstwo ma krótkie nogi

Kolejną „prawdziwą” wersję historii zakonu przedstawił Dan Brown w swojej książce Kod Leonarda da Vinci. Zgromadzenie templariuszy powstało tak naprawdę tylko po to, by strzec przed Kościołem i światem dokumentów zdradzających prawdziwą istotę Świętego Graala. Graala, którym miała rzekomo być… Maria Magdalena, żona Jezusa, matka jego dzieci. Po upadku państw krzyżowców w Lewancie templariusze musieli się wycofać do swoich posiadłości w Europie. Tam, na początku XIV wieku, dopadła ich zemsta papieża Klemensa i pomagającego mu w tym wszystkim króla Filipa.

Święty Graal to jeden z ulubionych chrześcijańskich artefaktów, które filmowcy wykorzystują w swoich filmach. Próbowali go odnaleźć Indiana Jones, a także rycerze króla Artura. W 2017 roku Netflix rozpoczął emisję serialu Knightfall. Jest on kolejną wariacją na temat poszukiwań Chrystusowego kielicha, który po zdobyciu Akki przez muzułmanów zaginął, by odnaleźć się kilkanaście lat później na terenie Francji. Serial dość swobodnie traktuje wątki historyczne, zmienia wiek i tożsamość postaci, mnoży spiski wewnątrz spisków oraz wymyśla nowe, międzynarodowe bractwa, które za wszelką cenę chcą odzyskać magiczną wręcz relikwię.

Co ciekawe, po legendarne historie związane z zakonem sięgali także polscy twórcy. Zbigniew Nienacki w ramach cyklu Pan Samochodzik przedstawił historię poszukiwań zaginionego skarbu templariuszy. Z kolei Zofia Kossak-Szczucka w powieści Król trędowaty sięgnęła po wątek tajemnych rytuałów praktykowanych przez niektórych członków zakonu templariuszy, choć tym razem w ramach innej organizacji zrzeszającej ludzi różnych kultur i religii. Wśród różnych znaków tej wspólnoty opisywanych przez autorkę można doszukać się nawiązań do późniejszej symboliki wolnomularskiej.

Zresztą, nic w tym dziwnego. W wiekach późniejszych niektóre ugrupowania masońskie odnosiły się w swojej symbolice do zakonu. Czy templariusze, którym udało się przetrwać proces, stworzyli kolejną tajną organizację, by w końcu pokazać się światu jawnie jako wolnomularze? Wątpliwe, ale brak całkowitej pewności pozwala tworzyć różne warianty historii.

Powyższy tekst ukazał się w 19. numerze Miesięcznika Adeste. Kliknij poniższy przycisk, aby pobrać ten i pozostałe numery archiwalne!

Jeżeli podoba Ci się to, co robimy – kliknij w poniższy przycisk aby dowiedzieć się, jak możesz nam pomóc w rozwoju!

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.