adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj
Społeczeństwo

Kościół i szkoły dla Indian w Kanadzie: jak było naprawdę?

Płonące kościoły w Kanadzie i akty wandalizmu w innych krajach świata to kolejny w ciągu kilku ostatnich lat przykład masowej agresji wobec Kościoła katolickiego. To element szerszego zjawiska, którego cechą wspólną – oprócz antykatolicyzmu – jest uleganie silnym emocjom zbiorowym, wywoływanym i podsycanym przy użyciu manipulacji. Reszty dokonuje psychologia tłumu, dzięki czemu szybko przestaje się liczyć to, jak było naprawdę. A jak było naprawdę?

Tematem, który w ostatnich tygodniach rozpala antykatolicką wściekłość, jest sprawa szkół dla Indian w Kanadzie. To dość szeroki i skomplikowany obszar, którego dodatkowo nie wolno rozpatrywać w oderwaniu od dość specyficznych realiów. Wiąże się on również z realną krzywdą wielu niewinnych ludzi, co czyni go bardzo bolesnym, ale i ułatwia budowanie pewnych kłamliwych narracji. Szacunek wobec prawdy historycznej, a także wobec pokrzywdzonych każe więc szukać prawdy i tonować negatywne emocje, które nie zmienią już losu tamtych indiańskich dzieci, a prowadzą do nowych krzywd tu i teraz.

Dlatego właśnie piszę ten tekst. Nie chcę usprawiedliwiać żadnego zła ani deprecjonować niczyjej krzywdy. Nie chcę też stawiać wyraźnych ocen moralnych – moim celem jest raczej przytoczenie faktów, a ocenę poszczególnych zachowań pozostawiam Wam. Gdy parę dni temu wyszukałem w Google hasło „szkoły dla Indian w Kanadzie”, zalała mnie fala artykułów przypisujących Kościołowi wyłączną odpowiedzialność za rozliczne zbrodnie. Co jednak znamienne, w żadnym z nich nie udało mi się znaleźć uzasadnienia tych straszliwych oskarżeń, jakiejkolwiek próby skonfrontowania ich z rzeczywistością historyczną. Zaskoczenie? Chyba nie, ponieważ wystarczy odrobinę poczytać o historii Kanady, by przekonać się, że wiele z tych oskarżeń jest wyolbrzymionych, wiele źle zaadresowanych, a niemało w ogóle kompletnie irracjonalnych. Spróbujmy więc spojrzeć na sprawę chłodno, biorąc pod uwagę wszelkie okoliczności i fakty historyczne.

Szkoły dla Indian

Historia kanadyjskiego systemu szkół z internatem dla Indian sięga pierwszej połowy XIX w., choć formalnie powołano go w roku 1876. Pojedyncze szkoły istniały wcześniej – pierwsza powstała już w 1828 r. na terenie dzisiejszej prowincji Nunavut – jednak dopiero w 1876 r. rząd Kanady przyjął przełomowy dokument, który przeszedł do historii jako Indian Act. Ten obszerny, obowiązujący z licznymi poprawkami do dziś akt regulował różne obszary egzystencji rdzennych mieszkańców Kanady w państwie kanadyjskim.

W obszarze szkolnictwa Indian Act powoływał system szkół z internatem dla indiańskich dzieci, którego finansowaniem i zarządzaniem miał się zajmować Departament Rządu Kanady ds. Indian. Wiele rozwiązań zaczerpnięto z podobnego systemu funkcjonującego w sąsiednich Stanach Zjednoczonych. Programy nauczania były ukierunkowane na zwalczanie przywiązania do kultury indiańskiej i zaszczepiania w zamian kultury europejskiej. Aby ten proces był skuteczniejszy, dzieci mieszkały w internatach. Placówki budowano najczęściej w znacznej odległości od rezerwatów Indian, by maksymalnie utrudnić uczniom kontakty z rodzinami. Dodatkowo poprawka z 1894 r. wprowadziła obowiązek szkolny dla wszystkich indiańskich dzieci w Kanadzie – do tej pory szkoła była bowiem dobrowolna. Od lat czterdziestych XX wieku stopniowo znoszono obowiązek szkolny, a ostatnia szkoła z internatem została zamknięta w Marieval w prowincji Saskatchewan w 1997 r. Szacuje się, że przez całą historię systemu przez szkoły dla Indian przewinęło się około 150 tysięcy uczniów.

Co ważne, szkoły dla Indian były prowadzone przez wspólnoty i organizacje religijne. Ze względu na strukturę wyznaniową Kanady w tamtych czasach w dużej mierze były to zakony czy diecezje katolickie – przykładowo, w latach trzydziestych XX wieku spośród osiemdziesięciu szkół tego typu w skali kraju czterdzieści cztery były prowadzone przez Kościół katolicki, a pozostałe przez protestantów. Trzeba jednak pamiętać, że szkoły wciąż pozostawały elementami systemu rządowego i to władze państwowe decydowały o tym, czego w szkołach się uczy i jak ogólnie ma wyglądać ich funkcjonowanie. Do władz państwowych należało także finansowanie placówek.

Kościół i państwo

Już na tym etapie można postawić pytanie, dlaczego w ogóle Kościół uczestniczył w tak, a nie inaczej pomyślanym systemie szkolnictwa, i to prowadząc większość szkół. Sama koncepcja szkół dla indiańskich dzieci wydaje się być nie do pogodzenia z doktryną katolicyzmu. Podstawą owego systemu było bowiem całkowite oderwanie rodziców od wpływu na wychowanie ich dzieci, co stoi w sprzeczności z tradycyjną katolicką wizją rodziny. Również sposób nawracania dzieci na chrześcijaństwo – poprzez zupełne oderwanie ich od korzeni i swego rodzaju pranie mózgu – nie zgadzał się z katolicką drogą ewangelizacji, której piękne przykłady pokazywali chociażby jezuici w Ameryce Południowej. Skąd więc w Kanadzie taki nieoczekiwany alians? Czynników, które do tego doprowadziły, jest co najmniej kilka.

Przede wszystkim – pamiętajmy, że szkoła prowadzona przez Kościół była w tamtych czasach czymś… naturalnym. Nie inaczej było w Kanadzie. Kanadyjskie szkoły w XIX wieku tak czy inaczej były prowadzone przez organizacje religijne, więc gdy zaczęły powstawać specjalne szkoły dla Indian, było oczywiste, że i one nie będą tu wyjątkiem. Dla Kościoła czymś absolutnie naturalnym jest też prowadzenie działalności oświatowej wśród ludów słabo rozwiniętych, na terenach, gdzie nie ma dostępu do powszechnej edukacji lub jest on bardzo utrudniony. Po dziś dzień Kościół buduje i prowadzi szkoły na różnych terenach misyjnych, dając tym sposobem wielu zdolnym ludziom szansę na lepszą przyszłość.

Trzeba także pamiętać, że końcówka wieku XIX była dla kanadyjskiego szkolnictwa czasem ogólnie burzliwym. System edukacji stał się jedną z głównych aren pewnego społecznego napięcia, związanego z podziałem pomiędzy Kanadyjczykami francuskojęzycznymi a anglojęzycznymi. Podział ów nakładał się w pewnym stopniu na podział pomiędzy katolikami a protestantami. Spór o nauczanie języka francuskiego w szkołach oraz publiczne finansowanie szkół katolickich doprowadził m.in. do poważnego kryzysu politycznego w Manitobie w latach dziewięćdziesiątych XIX wieku. Kanadyjski Kościół, chcąc nie chcąc, był jednym z podmiotów tych procesów, co mogło być dodatkowym impulsem do zwiększenia zaangażowania w szkoły dla Indian.

Trudno mieć pretensje do Kościoła o to, że chciał włączyć się w edukację indiańskich dzieci. Problemem był systemowy, państwowy charakter tej edukacji, z natury mniej sprawny w rozwiązywaniu problemów i podatny na patologie, oraz model zakładający przymusowe oderwanie dzieci od rodzin. Czy jednak dało się od niego uciec? Nie, ponieważ był to system zamknięty i Kościół nie mógł sobie tak po prostu otworzyć swoich, zupełnie niezależnych od rządu szkół dla indiańskich dzieci. Prowadzenie placówek będących w obrębie państwowego systemu było w tamtych warunkach i okolicznościach, mimo wszystko, dość naturalnym wyborem. Można tę postawę ostro skrytykować, ale przede wszystkim warto wyciągnąć z niej wnioski na przyszłość.

Nauczyciele i urzędnicy

To wszystko, co powyżej, odnosi się oczywiście do samego zaangażowania Kościoła w system szkół dla Indian. Czymś zupełnie odrębnym i wymagającym osobnego traktowania są nadużycia. Tych niestety nie brakowało, a ich skutkiem była ogromna liczba osobistych tragedii. Prowadziły do nich zarówno nadużycia konkretnych osób, jak i nieprawidłowości systemowe, do których naprawy brakowało narzędzi bądź woli politycznej.

Niezależnie od panującego systemu oraz ról, jakie odgrywają w nim państwo i Kościół, musimy pamiętać o jednym: ostatecznie za każdy zły lub dobry czyn odpowiada jego sprawca. System może ułatwiać powstawanie lub tuszowanie pewnych patologii, ale nie stanowi usprawiedliwienia dla złego postępowania. Tak samo było w Kanadzie. Szkoły dla Indian nie stanowiły, mówiąc delikatnie, wymarzonego miejsca pracy dla dobrze wykształconych i pełnych pasji nauczycieli. Będąc szkołami państwowymi, i to tymi uznawanymi za gorszą kategorię, napotykały więc problemy typowe dla szkolnictwa państwowego, w którym wielu nauczycieli jest po prostu urzędnikami, odbębniającymi swój program zajęć i niespecjalnie zainteresowanymi tym, jak wiele udało im się faktycznie nauczyć. Nie ma więc przypadku w tym, że edukacja w szkołach dla Indian stała generalnie na niskim poziomie.

Oczywiście nie jest też tak, że każda szkoła dla indiańskich dzieci była ponurą placówką prania mózgu w atmosferze terroru. Jak wszędzie, tak i tu nie brakowało osób uczciwie wykonujących swoją pracę, rzetelnie przykładających się do nauczania indiańskich dzieci. Same szkoły też zapewne różniły się poziomem nauczania, sprawnością działania czy warunkami. Nie bez przyczyny wśród świadectw i wspomnień uczniów znajdują się także te pozytywne, podkreślające rolę szkoły w przekazaniu wiedzy na temat osiągnięć europejskiej myśli, techniki czy medycyny oraz zapewnieniu sobie lepszej przyszłości. Co więcej, gdy w latach czterdziestych XX wieku stopniowo zaczynano znosić obowiązek szkolny, niektóre plemiona Indian samodzielnie czyniły starania o utrzymanie szkół, ponieważ uważały je za najlepszą z dostępnych ścieżek edukacji. Nie usprawiedliwia to oczywiście ani przymusowego odbierania dzieci rodzicom, ani licznych nadużyć, do których jeszcze przejdziemy – niemniej jednak trzeba oddać sprawiedliwość tym licznym pracownikom szkół dla Indian, którzy po prostu rzetelnie i uczciwie w nich pracowali.

Zobacz też:   Jacques Cathelineau - bohater kontrrewolucji

Nadużycia i słabości systemu

Czym innym jest jednak wykonywanie swojego zawodu – wybitnie, przyzwoicie czy nawet miernie – a czym innym zachowania absolutnie niedopuszczalne. System zamkniętych, położonych na prowincji szkół z internatem był niestety znakomitym środowiskiem do rozwoju różnych patologii oraz ich krycia, nawet przez długi czas. Z dokumentów źródłowych wiemy o przypadkach agresji fizycznej, znęcania się nad dziećmi (także psychologicznego) bądź przymuszania ich do wykonywania różnych prac. Oczywiście, trzeba tu brać poprawkę na to, że kary cielesne były ówcześnie powszechnie akceptowalne, a nakazanie dzieciom pracy typu sprzątanie korytarza czy mycie naczyń i dziś nie powinno budzić zastrzeżeń – niemniej zdarzały się także nadużycia.

Odnotowano również przypadki dużo cięższych przewinień. W niektórych szkołach dochodziło do eksperymentów medycznych lub żywieniowych na uczniach, przemocy seksualnej czy przymusowego aranżowania małżeństw wśród absolwentów celem rozbicia naturalnych więzi wewnątrzplemiennych.

Pewne jest jedno: zarówno wszystkie z powyżej wymienionych nadużyć, jak i każde zaniechanie osób świadomych sytuacji wiązały się z ogromną krzywdą wyrządzoną niewinnym indiańskim dzieciom. Wina tych, którzy dopuścili się takich przewinień, oraz tych, którzy je tuszowali, nie podlega więc dyskusji.

Choroby i pożary

Osobną uwagę należy poświęcić zaniedbaniom związanym ze śmiercią indiańskich dzieci. Jest to temat wyjątkowo bolesny i trudny, a jednocześnie najgłośniej podnoszony i najchętniej manipulowany. Hasła w stylu „Kościół mordował indiańskie dzieci” są jednak zupełnie absurdalne i świadczą nie tylko o kompletnym zaślepieniu, ale i bezdennej głupocie. Przede wszystkim dlatego, że nikt nikogo w szkołach dla Indian nie mordował.

Oczywiście prawdą jest, że wiele dzieci, będąc uczniami szkół z internatem, zmarło. Istnieje wiele czynników, które spowodowały, że poziom śmiertelności dzieci w internatach w pewnych okresach znacząco przewyższał i tak wysoki przeciętny poziom śmiertelności dzieci w Kanadzie. Na zwykłe przyczyny tego stanu rzeczy – niższy niż obecnie poziom rozwoju medycyny i infrastruktury opieki medycznej – nałożyły się bowiem w przypadku internatów czynniki dodatkowe, o charakterze systemowym. Niedofinansowanie i złe zarządzanie powodowało, że szkoły były często zbyt słabo ogrzewane. Brakowało także wyposażenia medycznego, osób posiadających wiedzę medyczną oraz lekarstw, a dostęp do pomocy lekarskiej był bardzo utrudniony. W połączeniu z faktem, iż szkoły były zazwyczaj przepełnione, stwarzało to warunki do rozwoju ognisk różnych chorób zakaźnych – największe żniwo zbierały grypa i gruźlica. W szkołach nierzadko wybuchały także pożary.

Trudno dziś jednoznacznie wskazać, kto w poszczególnych przypadkach ponosi ile odpowiedzialności za ten stan rzeczy. Niewątpliwie wiele z tych dzieci nie zachorowałoby na śmiertelną chorobę w tak młodym wieku, gdyby nie poszły do szkoły z internatem. Niewątpliwie zdarzały się sytuacje, w których prowadzący szkołę mogli zrobić więcej dla poprawy bezpieczeństwa swoich uczniów, lecz zabrakło im dobrej woli, a może zwyczajnie wiedzy. Nie ma jednak wątpliwości, że nawet przy najlepszych chęciach byli oni znacząco ograniczeni przez politykę władz państwowych, przez co zwyczajnie nie byli w stanie znacząco poprawić bezpieczeństwa w swoich placówkach. W tym świetle przypisywanie Kościołowi winy za śmierć tych dzieci jest bardzo szkodliwą manipulacją.

„Odkrycia masowych grobów”

Osobną kwestią, również wzbudzającą wielkie emocje, są pochówki zmarłych indiańskich dzieci. Tu manipulacja prawdą historyczną zamyka się właściwie w często powtarzanej zbitce „odkrycia masowych grobów przy katolickich szkołach”. Nie jest prawdą to, że groby są teraz odkrywane – o ich istnieniu wiedziano już od dawna. Nie jest też prawdą, że znajdowały się one tylko przy szkołach katolickich, ponieważ we wszystkich szkołach występowały przypadki śmierci uczniów. Fałszywe jest wreszcie skojarzenie z dołami, do których bezładnie wrzuca się ciała, przywoływane przez określenie „masowe groby”. Zmarłe dzieci były grzebane zgodnie z obrządkiem chrześcijańskim, w pojedynczych ziemnych grobach z krzyżem i – zazwyczaj – tabliczką, a ich szczątki były traktowane z należytym szacunkiem.

Oczywiście czymś bardzo złym i bolesnym był brak informowania rodziców o zgonie ich dzieci oraz transportu ciał do rezerwatów. Jednak i tu trudno jest, trzeźwo oceniając sytuację, mieć pretensje do Kościoła. Trzeba uczciwie przyznać, że w wielu przypadkach znaczne odległości od rezerwatów i słaba logistyka po prostu uniemożliwiały kontakt z rodzicami, nie mówiąc o transporcie zwłok. Przede wszystkim jednak był to skutek polityki rządu, który po prostu nie zapewnił odpowiednich środków i możliwości. Pamiętajmy, że mówimy o czasach, w których podróż do oddalonego o kilkaset kilometrów rezerwatu, bez pojazdów spalinowych i sieci dróg utwardzonych, była bardzo poważnym przedsięwzięciem. W realiach szkół dla Indian w znacznej większości przypadków było to po prostu niewykonalne.

Trudna odpowiedzialność

Ten tekst nie ma na celu negowania żadnego zła i wybielania niczyich win. Chciałem ukazać realia i nakreślić właściwe proporcje, które w obecnej debacie na temat kanadyjskiego szkolnictwa dla autochtonów są zupełnie wykrzywione. Nie mam więc wątpliwości, że w owych szkołach miało miejsce wiele zła i krzywdy niewinnych dzieci, choć nie jest też tak, że były to miejsca jednoznacznie złe. Praca komisji badających działalność tych szkół (linki do kilku raportów można znaleźć na dole tego tekstu) pokazuje coraz dokładniejszy obraz sytuacji, dzięki czemu zakres winy poszczególnych osób staje się coraz wyraźniejszy. Z katolickiego punktu widzenia najważniejsze jest jednak to, że większość z tych ludzi stanęła już przed Bogiem i odbiera sprawiedliwą zapłatę za swoje ziemskie czyny.

Jeśli chodzi o odpowiedzialność instytucjonalną, to nie mam najmniejszych wątpliwości, że ponoszą ją przede wszystkim ówczesne rządy Kanady. To władze państwowe stworzyły system szkół dla Indian, oparty na takich, a nie innych założeniach, uczyniły go obowiązkowym dla wszystkich indiańskich dzieci i nie pozwoliły na tworzenie szkół niezależnych od siebie. To one odpowiadają więc za wszelkie problemy związane z państwowym charakterem systemu, na czele z niedofinansowaniem, niskimi kompetencjami kadr i niesprawnym zarządzaniem. Jeśli chodzi o kanadyjski Kościół, to na pewno są takie zaniedbania, zwłaszcza w obszarze ukrywania winnych różnych przewinień, które obciążają go instytucjonalnie. Kościół nie odcina się od tej odpowiedzialności, czego wyrazem były wielokrotnie powtarzane przeprosiny – ze strony katolickiego episkopatu, zakonów, a także papieża Benedykta XVI. Nie można jednak przypisywać Kościołowi winy instytucjonalnej za wszystkie indywidualne przewinienia – nawet jeśli dopuszczały się ich siostry zakonne, księża czy biskupi. Winą Kościoła nie było też samo włączenie się w prowadzenie szkół dla indiańskich dzieci.

Błędem, który dostrzegamy coraz częściej, jest także oskarżanie Kościoła pod kątem doktrynalnym. Obecnie nagminnie słyszymy głosy, że przyczyną popełniania przez katolików różnych zbrodni było ich przywiązanie do wiary katolickiej. Jest to kompletna bzdura. Każdy, kto ma choćby najdrobniejsze pojęcie o katolicyzmie, wie, że zgodnie z naszą wiarą grzech jest złamaniem przykazań Bożych, a więc złem. Katolicyzm głosi m.in. potrzebę opieki nad słabszymi, uczciwość, zakaz używania przemocy, czystość, ważną rolę rodziny, szacunek do drugiego człowieka oraz innych kultur i tak dalej. Każdy, kto łamie którąkolwiek z tych zasad, sprzeciwia się Bogu i sprzeniewierza się wierze katolickiej. Na szczęście katolicyzm głosi także przebaczenie, poprawę i zadośćuczynienie i jest to chyba jedna z jego najpiękniejszych stron.

W obliczu wszystkich przytoczonych przeze mnie faktów i okoliczności nie mam wątpliwości, że obecna agresja wobec Kościoła jest zupełnie bezpodstawna i nie jest niczym więcej, jak tylko kolejną falą antykatolickiej furii. Bezrefleksyjne powtarzanie haseł o zmyślonych lub wyolbrzymionych winach Kościoła, demolowanie i palenie świątyń nie ma zupełnie nic wspólnego z jakimkolwiek dążeniem do rozliczenia dawnych win, jakimkolwiek współczuciem wobec pokrzywdzonych indiańskich dzieci czy jakkolwiek rozumianą sprawiedliwością. Pozostaje dążyć za wszelką cenę do przerwania spirali nienawiści i manipulacji.

Bibliografia:

Raport organizacji Truth and Reconciliation Commission of Canada – część pierwsza i druga

The Indian Act

Report of the Royal Commission on Aboriginal Peoples

Z czystym sercem mogę również polecić podcast naszego redakcyjnego kolegi Maćka.

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.