adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj

„Krzyż jest naszą jedyną drogą wzwyż”

magazine cover

pixabay.com

Wrzesień i przypadające w nim święto Podwyższenia Krzyża Świętego to doskonała okazja do tego, aby spojrzeć na obecność krzyża w świętych obrzędach Kościoła. On wciąż jest obecny w kulcie, a my tak często go nie dostrzegamy i nie doceniamy – warto to zmienić. 

Jednym z podstawowych symboli chrześcijaństwa jest krzyż. Jego znak towarzyszy katolikowi przez całe życie: od chrztu, gdy na znak krzyża namaszcza się głowę dziecka olejem krzyżma, przez wszystkie dni życia, gdy sami wykonujemy znak krzyża w czasie codziennej modlitwy, po sam grób, na którym również ustawia się krzyż. Jako że tajemnica Paschy, która dokonała się przez krzyż, stanowi centralne wydarzenie chrześcijaństwa, to i sam krzyż stoi w centrum naszego życia.

Nie są jednak moim celem w niniejszym tekście dywagacje na temat znaczenia krzyża w życiu chrześcijanina, ale odniesienie się do szczególnej sfery tego życia, jaką jest liturgia. Krzyż zajmuje w niej szczególne, bardzo poczesne miejsce, z czego możemy nie zdawać sobie sprawy. Jako że w obecnym miesiącu obchodzimy święto Podwyższenia Krzyża Świętego, celem niniejszego tekstu będzie ukazanie miejsca krzyża w liturgii Kościoła na kilku przykładach zaczerpniętych przede wszystkim ze starego rytu rzymskiego, który tajemnicę krzyża uwypukla w sposób bardzo widoczny.

„Stat crux dum volvitur orbis”

Aby opisać właściwe miejsce krzyża w liturgii, należy wyjść od faktu uprzedniego – od znaczenia krzyża dla kultu Bożego. Bardzo trafnie tę problematykę podjął kard. Ratzinger/Benedykt XVI w swych rozważaniach o teologii liturgii. Ukrzyżowanie pojmuje on jako centralne wydarzenie w dziejach świata. Tak więc i sam krzyż Benedykt uwypukla jako centralne miejsce wszechświata. Warto przytoczyć jego cytat: „Ukrzyżowanie Chrystusa, śmierć na Krzyżu, a w nieco inny sposób także akt powstania z grobu […] są jednorazowymi wydarzeniami historycznymi, które same z siebie należą do przeszłości. Do nich w ścisłym sensie odnosi się semel (ephapax), »raz na zawsze«” (Ratzinger J., Duch liturgii, [w:] Teologia liturgii, 2012, s. 57). Powiedzą też kartuzi: „Stat crux dum volvitur orbis” („Krzyż stoi, a świat toczy się/przemija”). My wciąż przemijamy, a on trwa – stojąc i wyznaczając wciąż centrum jak gwiazda, wokół której krążą planety.

W tej perspektywie krzyż jawi się jako centrum kosmosu, przez niego Chrystus zaprowadził nowy porządek. Benedykt XVI na krzyżu widzi początek kultu chrześcijańskiego. Scott Hahn, w rozważaniach na temat Benedyktowej teologii liturgii, pisze: „Krzyż oznacza nowy i niespotykany wcześniej typ ofiary […] W Chrystusie i jego krzyżu ponownie stał się możliwy prawdziwy kult – […] kult jednoczący ciało i krew, ciało i duszę, ducha i materię, niebo i ziemię” (Hahn S., Przymierze i komunia, 2021, s. 216).

Centrum liturgii

Taka perspektywa – krzyża jako początku kultu – uzasadnia takie, a nie inne miejsce krzyża w liturgii. Jakie to miejsce? Spójrzmy na liturgię tradycyjną, która nie pozostawia w tym żadnej dowolności: krzyż ołtarzowy stanowi centrum przestrzeni liturgicznej. „Wyrasta” niejako z ołtarza, górując majestatycznie nad zgromadzoną wspólnotą, jak umieszczony na wysokim palu miedziany wąż, którego Mojżesz kazał sporządzić na pustyni.

Krzyż, będąc nieodłącznie związany z ołtarzem, jest podstawowym punktem odniesienia w liturgii. Przede wszystkim wyznacza kierunek modlitwy – ów oriens, na który zwracają się uczestnicy mszy świętej (do centralnego ustawienia krzyża na ołtarzu, także na nowej liturgii, jak wspominałem w moim felietonie o liturgicznej kulturze zamieszczonym w czterdziestym piątym numerze miesięcznika „Adeste”). W stronę krzyża wykonuje się większość skłonów podczas śpiewu i recytacji przepisanych modlitw. Krucyfiks umieszczony na ołtarzu okadza się także w pierwszej kolejności (po darach ofiarnych).

Znaczenie krzyża jako początku kultu wybrzmiewa w dawnych obrzędach dedykacji kościoła. Przestrzeń kościelną na posadzce znaczono wielkim znakiem krzyża, w którym biskup pastorałem żłobił kolejne litery alfabetu. Bardzo obrazowo ukazuje to, że u początków nowego miejsca sprawowania kultu stoi właśnie symbol tego drzewa, na którym zaczął się cały kult chrześcijański.

Znak błogosławieństwa

Kolokwialnie można by powiedzieć, że symbol krzyża jest najprawdopodobniej najbardziej „wygranym” w historii świata. Ze znaku hańby stał się błogosławieństwem. Ten wymiar znaku krzyża także wybrzmiewa w kulcie: zdecydowana większość liturgicznych błogosławieństw to właśnie kreślenie znaku krzyża nad błogosławionymi osobami lub przedmiotami.

W tym miejscu nasuwa się ponura dość refleksja: być może nie zdajemy sobie sprawy z powagi krzyża; być może krzyż stał się dla nas rutyną. Zawsze porusza mnie fakt, jak często ten gest wykonuje się niedbale. Jest to „zarzut” wobec wszystkich uczestników liturgii. Niektórzy niedbale „żegnają się”, co często bardziej przypomina odganianie muchy. Niestety często zdarza się, że podobnie traktują ten znak księża, którzy mają owych znaków krzyża „do wykonania” znacznie więcej, błogosławiąc zarówno osoby (np. diakona czy subdiakona przy proklamacji słowa Bożego, wiernych przy błogosławieństwie końcowym), jak i dary ofiarne. Co ciekawe, problem ten zauważyłem najczęściej podczas sprawowania nowej liturgii, która ze wszystkich, bardzo wielu, znaków krzyża nad darami ofiarnymi, zawiera raptem jeden.

Zobacz też:   Ofiara z życia w Polskiej kulturze

Kalendarz

Zakończywszy pobieżne omówienie znaczenia krzyża około Ordo Missae (stałych części mszy świętej), warto przejść do kalendarza liturgicznego, który w sposób niezwykły, a dla mnie wręcz intrygujący, buduje misterium krzyża.

Istnieją w kalendarzu dwa „punkty”, między którymi rozgrywa się całe „napięcie” liturgicznej tajemnicy krzyża świętego. Są to – w pierwszej kolejności – święta paschalne z poprzedzającym okresem męki Pańskiej i następującym po nich (czy wręcz „rozciągającym” tę paschalną radość) okresem wielkanocnym. Drugim punktem jest natomiast wrześniowe święto Podwyższenia Krzyża Świętego. Stanowiło ono początkowo rocznicę odnalezienia Krzyża Świętego przez św. Helenę w roku 320 (natomiast święto Odnalezienia Krzyża Świętego obchodzone 3 maja upamiętniało stanowiącym rocznicę ponownego odnalezienia krzyża w roku 629). Później święta te de facto zamieniono. Nasuwa się w tym miejscu pytanie: jaka jest różnica pomiędzy tymi dwoma „punktami” w kalendarzu liturgicznym? Czy świętowanie 14 września nie stanowi, jak to zwykła określać reforma XX wieku, „zbędnego powtórzenia” rozważania tajemnicy krzyża w świętach wielkanocnych?

Centralnym punktem rozważania o krzyżu w świętach paschalnych jest fenomen zachwytu krzyżem, szok odmiany jego srogości. Po dwóch tygodniach patrzenia na zasłonięty krucyfiks w Wielki Piątek odsłania on zabitego Baranka – Jezusa Chrystusa. Wielki Piątek uobecnia ów moment, o którym pisał Benedykt XVI. To przejście – raz na zawsze – od krzyża hańby do krzyża chwalebnego będącego błogosławieństwem. W takim kontekście Kościół patrzy na krzyż w okresie wielkanocnym: krzyż jest drzewem życia, z którego króluje zabity, ale żywy Chrystus. Ten wydźwięk podkreśla wielkanocne suffragium o Krzyżu Świętym (antyfona, werset i oracja dodawane do nieszporów w okresie wielkanocnym) ze starego brewiarza, gdzie wybrzmiewa ta radosna nowina, że „Pan króluje z drzewa”.

Bezsensowne powtórzenie czy ważna „przypominajka”?

Co zatem z 14 września i świętem Podwyższenia Krzyża Świętego? Jest to doskonała okazja do swoistej rewaloryzacji krzyża w naszym życiu — ponownego jego odkrycia, być może odnalezienia. Ta historyczna analogia jest bardzo przejmująca. Niemal trzysta lat po śmierci Chrystusa w Jerozolimie cesarzowa Helena odnalazła, jak wierzymy, drzewo krzyża, na którym umarł nasz Zbawiciel. Patrząc na ten historyczny bieg wydarzeń, możemy postrzegać to wrześniowe święto również jako nasze „odnalezienie krzyża”.

Od świąt wielkanocnych wielu z nas o nim zapomina, mimo tego, że w liturgii wciąż patrzymy na niego, wyznacza on kierunek naszej modlitwy, codziennie znaczymy nim siebie samych. 14 września na nowo wybrzmiewają słowa nieszpornego hymnu: Fulget crucis mysterium („Jaśnieje tajemnica krzyża”). Kościół chce, aby krzyż – wciąż obecny – znów nam zajaśniał, znów stał się widoczny i skupił na sobie nasze rozproszone myśli.

„Krzyż jest naszą jedyną drogą wzwyż. […] Jeśli my sami nie zaczniemy wspinać się pod górę po Drodze Krzyżowej, wówczas i misterium crucis nie zajaśnieje nam z góry” – pisał w rozważaniach na 14 września Odo Casel OSB (Misterium świąt chrześcijańskich, 2014, s. 133-134). Nasza droga przez rok liturgiczny musi wciąż biec Drogą Krzyżową, a krzyż jest naszą „jedyną nadzieją”, ponieważ tylko przez krzyż możemy upodobnić się do Chrystusa.

Przed nami okazja, aby krzyż na nowo odnaleźć i podwyższyć – aby on nam zajaśniał, a my zajaśnieli nim. Doskonałą drogą do tego jest odnalezienie go na nowo w świętych obrzędach Kościoła. Stąd też mój wniosek na sam koniec: nie zaniedbujmy wykonywania znaku krzyża, szczególnie w liturgii. Przywróćmy krzyżowi należyte, centralne miejsce w przestrzeni kościelnej i naszym przeżywaniu świętych obrzędów: niech na nowo wyznaczy on kierunek naszej modlitwy i drogi do nieba. A wtedy krzyż zajaśnieje nam z góry – a my zajaśniejemy światłem krzyża. Co, a raczej Kto, jest tym światłem? Zmartwychwstały Pan, który króluje z drzewa. A zatem: „Krzyż jest naszą jedyną drogą wzwyż”!

O autorze

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.