adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj

Niewidoma, która widziała więcej – matka Róża Czacka

magazine cover

wikimedia.org

Bliżej, coraz bliżej do 12 września. To już niecały tydzień do ogłoszenia matki Róży Czackiej błogosławioną. W tym artykule pragnę zatem przybliżyć jej biografię oraz bliską relacją z mającym zostać beatyfikowanym tego samego dnia kard. Stefanem Wyszyńskim. Jak powiedział bowiem kard. Kazimierz Nycz: „wspólna beatyfikacja tych postaci nie jest kwestią przypadku, bo ich drogi przecinały się przez czterdzieści lat”.

„W tym wydarzeniu podwójnej beatyfikacji jest głęboki Boży zamysł. Bóg chce nam pokazać, jak dwoje ludzi może sobie wzajemnie pomagać w drodze do świętości” (Wspólna beatyfikacja Ks. kard. S. Wyszyńskiego i Matki Czackiej [w:] youtube.com) – mówił ks. Andrzej Gałka w homilii 22 kwietnia br. podczas mszy świętej o owoce beatyfikacji Prymasa Tysiąclecia. Dlatego właśnie przez pryzmat odczytania życiorysu przyszłej błogosławionej możemy poznawać świętość drugiej osoby.

Korzenie rodu i dzieciństwo

Róża Czacka, córka Feliksa Czackiego i Zofii z Ledóchowskich, urodziła się w Białej Cerkwi na Ukrainie. Była prawnuczką Tadeusza Czackiego, twórcy Liceum Krzemienieckiego, i bratanicą kard. Włodzimierza Czackiego.

Od samego dzieciństwa miała słaby wzrok, ale ani jej rodzice, ani ona sama nie zdawali sobie sprawy z powagi sytuacji. „Naturalnie wtedy ani mi na myśl nie przychodziło, że stracę wzrok, a to, że często nie widziałam tego, co w moim otoczeniu widziano, wydawało mi się rzeczą naturalną i do tego się nie przyznawałam” (Czacka E., Notatki, Warszawa 2006, s. 167).

W szóstym roku życia Róża z rodzicami przeniosła się do Warszawy. W domu rodzinnym wzrastała w atmosferze religijnej, zwłaszcza dzięki swojej babci Pelagii, która uczyła ją podstawowych modlitw. W środowisku rodzinnym otrzymała ona gruntowne i wszechstronne wykształcenie. Znała biegle cztery języki obce, a przy pomocy ojca zdobyła znajomość spraw gospodarczych.

W 1887 roku Rózia przystąpiła do Pierwszej Komunii Świętej. To wydarzenie mocno zapadło jej w pamięci, ponieważ: „w domu Czackich panował kult Ofiary Eucharystycznej. Nawet niesforni bracia Róży codziennie przed lekcjami udawali się na mszę świętą. Feliks Czacki do Komunii Świętej przystępował kilka razy w roku, co wówczas było rzadkością w świecie mężczyzn. W kościele parafialnym w Koniuchach z jego polecenia celebrans odprawiał mszę świętą, w której ojciec Róży uczestniczył z mszałem w ręku i starał się udostępnić liturgiczne teksty zebranym. Były to prekursorskie posunięcia” (Stabińska J., Matka Elżbieta Róża Czacka, 1981, s. 31).

W wieku dwudziestu dwóch lat Róża straciła jednak wzrok po upadku z konia. Rodzina nie mogła się pogodzić z wiadomością, że ich córka faktycznie nic nie widzi. „Zrozpaczony dom zamknął się na gości. Ślepota młodej Róży stała się dla rodziny upokorzeniem nie do przyjęcia. Jak zaakceptować to, na co nie potrafią zgodzić się nawet najbliżsi? Szybko zrozumiała, że w sytuacji, w jakiej się znalazła, może liczyć tylko na siebie. Musi stać się ostoją dla swoich rodziców, dla swoich bliskich, którzy nie potrafią zrozumieć i pogodzić się z tym, co się stało” (Czacka E., Wyszyński S., Listy, red. T. Chachulski, J. Kuczyńska-Kwapisz, M. Prussak, 2006, s. 8).

Ona sama przyjęła to natomiast jako wolę Bożą. Jej cierpienie wynikające z oślepnięcia przyczyniło się do odkrycia przez nią swojej misji, zadania bycia „apostołką niewidomych”. Poniekąd miał w tym także swój udział lekarz Gepner. To on wypowiedział ważne słowa: „Niech pani nie pozwoli wozić się od jednej sławy zagranicznej do drugiej, tu nie ma nic do zrobienia, stan wzroku jest beznadziejny. Niech pani zajmie się niewidomymi, którymi w Polsce nikt się nie zajmuje” (Żółtowski M., Blask prawdziwego światła. Matka Elżbieta Róża Czacka i jej dzieło, 2005, s. 49).

Róża przez prawie dziesięć lat przygotowywała się do założenia zgromadzenia. Nauczyła się alfabetu Braille’a, odbywała podróże zagraniczne do Francji, do Belgii, Austrii, Szwajcarii i Niemiec, czytała dostępną na tamte czasy literaturę, z której dowiadywała się o metodach i szkoleniach oraz możliwości zatrudnienia niewidomych w Stanach Zjednoczonych i Anglii.

W 1908 roku Róża rozpoczęła działalność na rzecz niewidomych. Wtedy to przeszczepiła na grunt Polski realizowaną we Francji ideę niewidomego tyflologa Maurice’a de La Sizeranne’a: „niewidomy – człowiekiem użytecznym”.

Najpierw założyła schronisko dla niewidomych dziewcząt, a potem fundację, której zadaniem było objęcie opieką niewidzących starszych kobiet i uczenie zawodu niewidomych mężczyzn przychodzących w tym celu z całego miasta. Z biegiem czasu napisała też statut, który został zatwierdzony przez władze carskie w 1911 roku. Dokument zawierał wytyczne odnośnie do Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi. W ten oto sposób od 1911 do 1914 roku w Warszawie powstały: ochronka dla niewidomych dzieci, szkoła elementarna, warsztaty, biblioteka książek brajlowskich i tzw. patronat, który obejmował opieką niewidomych mieszkających w mieście.

Wcześniej, w lipcu 1909 roku, na raka wątroby zmarł jej ojciec. To był dla niej bolesny czas, który wspomina tak: „Trzeba modlić się za mnie, abym ten nowy okres należycie zrozumiała i wypełniła” (Stabińska J., dz. cyt., s. 45).

Niestety wybuch I wojny światowej przerwał rozwój wszystkich placówek. Dlatego Róża wyjechała na Wołyń do swojego brata Stanisława, gdzie pierwotnie miała być przez trzy tygodnie. Okazało się jednak, że pobyt przedłużył się aż do trzech lat. Następnie trafiła do Żytomierza, w którym miała więcej czasu na modlitwę i dojrzewanie do swojej działalności. Pod okiem kierownika duchowego – ks. Władysława Krawieckiego – złożyła śluby zakonne i przywdziała habit III Zakonu św. Franciszka. Później, 15 sierpnia 1917 roku, złożyła śluby wieczyste jako siostra Elżbieta.

Kiedy w 1918 roku wróciła do Warszawy, członkowie Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi nieprzychylnie przyjęli wiadomość o jej ślubach zakonnych, nadal nazywając ją „hrabianką”.

Początki Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża

W listopadzie tego samego roku siostra otrzymała zgodę abpa Aleksandra Kakowskiego na założenie Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża. Wtedy to przyjęła pierwsze kandydatki i właśnie to wydarzenie przyjmuje się za początek zgromadzenia, które czerpie z elementów duchowości franciszkańskiej, dominikańskiej i benedyktyńskiej.

Śmierć pierwszego kierownika duchowego siostry Elżbiety (zmarł na nowotwór mózgu w lipcu 1920) przyczyniła się do przerwania działalności. Pomocą w tym czasie był jednak wizytator apostolski w Polsce – biskup Achille Ratti, późniejszy Pius XI, który poradził wybrać siostrze Elżbiecie ks. Władysława Korniłowicza na kolejnego kierownika. To ks. Korniłowicz w 1924 roku nadał dziełu nazwę „Triuno” dla zaznaczenia trzech grup osób tworzących to dzieło (niewidomych, sióstr i świeckich) oraz trzech celów (charytatywnego, apostolskiego i tyflologicznego – wychowawczego). Nazwa ta przypominała również członkom o chwale Boga w Trójcy Jedynego i głębokim zjednoczeniu się z Jezusem, który może zaprowadzić do Ojca.

Po śmierci ks. Krawieckiego siostra Elżbieta sama zachorowała na nowotwór mózgu, a operację jego usunięcia miała zaplanowaną na dzień święta Przemienienia Pańskiego 1921 roku. Tego też dnia złożyła prywatny ślub oddania się Bogu na wyłączną służbę, przyrzekając czystość, ubóstwo i posłuszeństwo. Ślubowała ponadto dźwigać wszystkie krzyże z radością.

Niedługo po pierwszej operacji, która zakończyła się pomyślnie, okazało się, że siostra ma przerzuty. Ciężko chora ponownie oddała się zatem Bogu, przyjmując cierpienia zsyłane na nią przez Opatrzność. Wówczas pogłębiła się jej maryjność i 8 grudnia 1921 roku złożyła kolejny ślub – ofiarowania się Matce Niepokalanej. Jednocześnie siostra prosi Maryję, aby była matką, opiekunką, pośredniczką i mistrzynią nie tylko dla niej, ale i dla całego zgromadzenia.

Ośrodek w Laskach

W 1922 roku matka Czacka kupiła od Antoniego Daszyńskiego niewielki skrawek ziemi w Laskach na skraju Puszczy Kampinoskiej. W bardzo szybkim tempie, przy współpracy matki z Witoldem Świątkowskim i Antonim Marylskim, powstał tam zakład dla niewidomych. Laski stały się wkrótce główną siedzibą zgromadzenia i stałym miejscem pobytu matki Czackiej przez kolejne czterdzieści lat. Stopniowo powstawał tam również dom rekolekcyjny, a także Biblioteka Wiedzy Religijnej i wydawnictwo „Verbum”.

Matka Elżbieta troszczyła się o sprawy codzienne, podejmując prace z dziedziny tyflologii, wygłaszając konferencje, publikując artykuły w pismach specjalistycznych. Opracowała ponadto dostosowaną do polskiego systemu fonetycznego wersję systemu Braille’a oraz polskie skróty ortograficzne zatwierdzone przez Ministerstwo Oświecenia Publicznego.

We wrześniu 1939 roku, w trakcie bombardowania Warszawy, matka Elżbieta została ranna. Miała złamane przedramię i zmiażdżone oko, które później zoperowano i to bez znieczulenia. Po powrocie do Lasek zawiadywała pracą nad odbudową zakładu zniszczonego w wyniku działań wojennych. W jednym z internatów zorganizowała szpital powstańczy. Tam współpracował z nią ks. Stefan Wyszyński.

O roli dzieła matki Elżbiety ks. kardynał Stefan Wyszyński pisał tak: „To jest jakaś przedziwna, delikatna linia Boga, który dobiera sobie ludzi właściwych dla zadań szczególnych. I tak na czele wielkiej rodziny niewidomych postawił Matkę niewidomą, jak ongiś na czele rodziny Bożej postawił Boga-Człowieka. Bóg jest Ojcem do końca, i to dla wszystkich. Do wszystkich chce przemawiać językiem dla nich zrozumiałym. Bóg jest wolny od narzucania swego stylu. On raczej wczuwa się w nasze możliwości i działa na nas nie według swoich, ale według naszych możliwości – delikatnie, oględnie. Taka też była Matka Elżbieta” (Znani i nieznani ludzie Lasek, t. I, oprac. M. K. Rottenberg, L. Witkowska, 2019, s. 489-490).

Natomiast ojciec duchowny matki Czackiej – ks. Korniłowicz – pisał o niej tak: „W Matce jest ta mądrość i niej kryje się tajemnica połączenia modlitwy oraz zjednoczenia z Bogiem ze zmysłem praktycznym, z mądrością życiową, stanowiącą charakterystyczny rys niewiasty mężnej, który tak bardzo uderza w Matce […] Matka ma pełną świadomość tego, że Pan Bóg Ją powołał do stworzenia Dzieła, które Jej powierzył” (Landy T., Wosiek R., Ksiądz Władysław Korniłowicz, 2003, s. 209).

Choroba i dalsze losy dzieła

Rok po zakończeniu wojny, 26 września 1946 roku, odszedł do domu Ojca ks. Władysław Korniłowicz – kierownik duchowy matki. W tym to okresie powojennym przyszła błogosławiona usystematyzowała swoje pisma i redagowała konstytucję zgromadzenia.

Postępująca choroba przyczyniła się do tego, że w 1950 roku, w wyniku konsultacji z o. Józefem Baronem i prymasem Stefanem Wyszyńskim, przekazała urząd przełożonej generalnej swojej następczyni, przez kolejne dziesięć lat wspierając zgromadzenie i dzieło przede wszystkim przez modlitwę i ofiarę.

Zmarła w opinii świętości 15 maja 1961 roku po dwutygodniowej agonii.

Prymas Wyszyński podczas pogrzebu tak powiedział o matce Elżbiecie: „To był człowiek, który nieustannie stał w obliczu swego Najlepszego Boga; człowiek, który wiedział, że Bóg jest Miłością, przede wszystkim – …Miłością! Człowiek, który wytrwale czerpał z niezgłębionego źródła Bożej miłości! Dlatego zdołała tylu ludzi wokół siebie obdzielić i pożywić Miłością” (Mirabilis deus in sanctis suis – mowa pogrzebowa z dnia 19 maja 1961 [w:] triuno.pl; „Tygodnik Powszechny” 1961, nr 27).

Ku beatyfikacji

Matka już za życia była bardzo znaną osobą. Jan Lechoń w 1942 roku napisał o niej taki wiersz:

„Matko Czacka, która kijkiem szukasz sobie drogi
I masz w oczach niewidzących niebios spokój błogi
I wśród głodu, nędzy, zbrodni wciąż uśmiech panieński,
Której modłów chętnie słucha Jezus Nazareński,
Między Polską a Chrystusem Ty arko przymierza
Włącz nas wszystkich, i mnie także, do twego pacierza”

(Matka Róża Czacka: „Zachciało się ślepej babie zakon zakładać”. A teraz może zostać błogosławioną [w:] pl.aleteia.org).

Zobacz też:   Przepisał ręcznie Pismo Święte: „Pragnę być siewcą Słowa”

Dwadzieścia sześć lat po śmierci matki Elżbiety został otwarty jej proces beatyfikacyjny. Dekret o heroiczności jej cnót Kongregacja Spraw Kanonizacyjnych wydała w październiku 2017 roku. W 2020 roku ojciec święty Franciszek wydał natomiast zgodę na podpisanie dekretu o cudzie dokonanym za jej wstawiennictwem. Tym cudem było „»uzdrowienie dziecka z ciężkim urazem twarzoczaszki i głęboką utratą przytomności«. Wypadek zdarzył się 29 sierpnia 2010. Siedmioletnia dziewczynka doznała urazu głowy przez konstrukcję ciężkiej drewnianej huśtawki, co spowodowało poważne uszkodzenie twarzoczaszki, z bezpośrednią utratą przytomności. Została przewieziona do szpitala w stanie krytycznym. Przebyła dwie operacje neurochirurgiczne. 13 września 2010 nastąpiła niespodziewana poprawa, która utrzymywała się przez następne dni. Dziewczynka opuściła szpital w dobrym stanie zdrowia 5 listopada 2010 roku”.

Jak pisze dalej siostra Radosława: „Bezpośrednio po wypadku podjęto bowiem modlitwę w intencji uzdrowienia dziecka za wstawiennictwem matki Elżbiety. Z inicjatywy cioci dziewczynki, która należała do Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża, w modlitwę zaangażowały się siostry z jej wspólnoty oraz rodzina, podejmując nowennę i wzywając wstawiennictwa Założycielki. Do wspólnoty dołączyło się całe zgromadzenie, jak również znajomi chorej, towarzysząc w modlitwie w poszczególnych etapach choroby i rehabilitacji” (Podgórska R., Niewidoma Matka Niewidomych, 2020, s. 70-71).

A dzisiaj stajemy przed beatyfikacją kardynała Wyszyńskiego i matki Róży Czackiej, która raptem za tydzień – 12 września br. – odbędzie się w Warszawie w Świątyni Opatrzności Bożej.

Warto w tym miejscu przytoczyć słowa prymasa, które wypowiedział na spotkaniu z mieszkańcami Lasek w Wielką Sobotę 13 kwietnia 1963 r.: „Osobiście pragnę wam jasno powiedzieć, że gdy mi jest niełatwo – bo przecież nie brakuje powodu – to mam patronów, do których mogę się odwoływać i wiem, że mi pomogą. Pierwszym jest nasz Ojciec […], a drugim sprzymierzeńcem jest Matka, do której trzeba się tak po cichu podsunąć […]. Ja się nigdy nie modlę za Matkę Czacką, ja się tylko modlę do Niej. Pamiętajcie, więc, że Oni oboje są na pewno w chwale Ojca” (Ks. prof. Gałka: Matka Czacka i kard. Wyszyński potrafili się szlachetnie różnić [w:] ekai.pl).

Relacja ks. Wyszyńskiego z matką Czacką

Skoro los tak chciał, aby byli razem beatyfikowani, a w wyrokach Boskich nie ma przypadków, to jakie były wzajemne relacje Prymasa Tysiąclecia i matki Czackiej? Zacznijmy od ich pierwszego spotkania w Laskach w 1926 roku. Ksiądz Wyszyński miał wtedy dwadzieścia pięć lat i dwuletni staż kapłaństwa. Powodem, dla którego ks. Wyszyński przyjechał do Lasek, był jego spowiednik – ks. Władysław Korniłowicz. Tak sam relacjonował to spotkanie po pięćdziesięciu latach: „Kiedyś byłem tutaj zaproszony na poważną rozmowę na temat pracy i sytuacji gospodarczej Lasek. […] Wydawało się, że ja, jako człowiek zajmujący się naukami społeczno-ekonomicznymi, będę umiał powiedzieć coś o organizacji pracy w Laskach. Tymczasem nie umiałem nic powiedzieć, bo organizacja pracy w Laskach była zaprzeczeniem wszelkich zasad jakiejkolwiek organizacji społecznej. Tutaj wszystko było płynne, niepewne i dla ludzi uporządkowanych – niejasne. Tak zwany »ksiądz profesor nauk społecznych« z Włocławka nie miał nic do powiedzenia Laskom, bo tutaj wszystko było bardzo swoiste, specjalne” (Czacka E., Wyszyński S., dz. cyt., s. 10). 

I dalej pisał Wyszyński: „Mógłbym powiedzieć, że przez wieloletnie kontakty z Laskami, od roku 1926, gdy jeszcze byłem studentem, można było bardzo wiele się nauczyć. Lecz ja ciągle się dziwiłem i tak zwaną naukę, która zazwyczaj zaczyna się od uczciwych wniosków – bo trudno mówić o nauce bez wniosków – odkładałem na później, może nawet do dziś dnia… Chcę powiedzieć tak: Pan Bóg dał mi sposobność zetknięcia się z Matką, z Ojcem i mógłbym się wiele od Nich nauczyć. Powiem krótko: łaski, która wtedy była mi dana, nie umiałem właściwie wykorzystać” (Znani i nieznani ludzie Lasek…, s. 483).

Matka była o dwadzieścia pięć lat starsza od księdza Wyszyńskiego, a mimo to długa relacja, która narodziła się w Laskach, przetrwała aż do jej śmierci w 1961 roku. Tych dwoje przyszłych błogosławionych łączyły współpraca, a także nić wspólnego odkrywania Pana Boga i świadomości, że krzyż prowadzi do zmartwychwstania (por. Siostra Podgórska: matka Czacka mogła być patronką dobrego dialogu [w] dzieje.pl). To, co ich też wiązało, to problemy zdrowotne. Ona wtedy była już zupełnie niewidoma, a on miał wycięte płuco.

Ksiądz Stefan często przyjeżdżał do Lasek, gdzie jego ojciec duchowy – ks. Korniłowicz – mieszkał od 1930 roku do końca życia. Wyszyński przybywał tam, aby skorzystać z sakramentu spowiedzi, równocześnie odwiedzając matkę Czacką. Ich więzy umocniły się natomiast w czasie II wojny światowej, kiedy Laski zostały zbombardowane. 

Dzieci i siostry zostały bowiem ewakuowane do placówki sióstr franciszkanek w Żułowie koło Krasnegostawu i do pałacyku w majątku Zamoyskich w Kozłówce. Wtedy – w 1940 r. – z pomysłu ks. Władysława Korniłowicza i za zgodą matki Czackiej poproszono ks. Wyszyńskiego, by został kapelanem w obydwu tych miejscach, na co on od razu przystał.

W czerwcu 1942 roku ks. Wyszyński przyjechał do Lasek, by wygłosić rekolekcje i wrócić. Okazało się jednak, że jest wielka potrzeba, aby zastąpić dotychczasowego kapelana – ks. Jana Zieję, który z powodu dekonspiracji był zmuszony opuścić Laski.

Wyszyński tak opisał ten czas: „Był to moment, który odsłonił nowe oblicze Matki Róży Czackiej […]. Patrzyłem wtedy na Matkę i myślałem sobie, skąd w tej kobiecie, zajętej przecież swoim Dziełem, taka odwaga, aby wystawiać Dzieło na wszelkie niebezpieczeństwa związane z czynnym zaangażowaniem w powstanie. Matka była zdecydowana. Uważała, że trzeba okazać postawę mężną, bo tego wymaga w tej chwili cały świat […]. Odsłonił mi się wtedy nowy obraz człowieka, który dotychczas oddany był tylko modlitwie i służbie ociemniałym. I taką postać, i taką osobowość widzę do tej pory. Było w niej coś z Traugutta. […] A Matka dla nas wszystkich była źródłem spokoju, rozwagi i gotowości służenia. Zawsze gotowa, zawsze czujna”. (Znani i nieznani ludzie Lasek…, s. 485-486).

Wyszyński w latach 1942-1944 pełnił posługę kapelana Armii Krajowej. W czasie powstania warszawskiego siostra Elżbieta zorganizowała natomiast szpital powstańczy, z którym współpracował ks. Stefan.

W marcu 1945 ks. Stefan Wyszyński opuścił Laski i wrócił do Włocławka. Po powrocie pojechał do Maurzyc, gdzie zatrzymał się z grupą niewidomych z siostrami. Tam napisał swój pierwszy list do matki Czackiej: Uważam, że Laski zdają swój egzamin w Maurzycach. Czym jest wychowanie laskowskie – widzi się dopiero tutaj – w tym budynku szkolnym. Uderzyło mnie to, że ludzie Matki, mają tu jakiś szczególny wzrok. Oni patrzą [z] pogodnym bohaterstwem. Gdy odebrałem pierwsze ich spojrzenia, w izbie, w której, wśród ścian czarnych od wilgoci, leżało sześć osób chorych – poczułem głębokie zawstydzenie” (Czacka E., Wyszyński S., dz. cyt., s. 20). I kontynuował w swym liście: „Ręce Matki ze czcią całuję, pełen wdzięczności za wszystko dobro, którego w Laskach doznałem” (tamże, s. 23).

Po nominacji ks. Wyszyńskiego na pasterza diecezji lubelskiej relacja z matką nie ostygła. Wręcz przeciwnie. Biskup Wyszyński wspierał ją przede wszystkim modlitwą, a kiedy tylko mógł, przyjeżdżał do Lasek, by być podporą w trudnych wydarzeniach. A trzeba przypomnieć, że miał coraz więcej obowiązków – najpierw jako biskup lubelski, potem arcybiskup warszawski i gnieźnieński, następnie jako prymas Polski, a w końcu – od 1952 roku – jako kardynał. Po śmierci ks. Korniłowicza w 1946 roku służył pomocą matce założycielce do końca jej dni. Ona również okazała się mu niezmiernie potrzebna. Mimo wielu pełnionych funkcji kard. Wyszyński zawsze znajdował czas, żeby odwiedzić Laski. Szczególnym czasem wizyt był dla niego zawsze Wielki Piątek, kiedy też odprawiał liturgię męki Pańskiej w Laskach.

Listy Matki Czackiej i Ks. Wyszyńskiego

Po opuszczeniu Lasek rozpoczął się nowy etap relacji ks. Wyszyńskiego z matką Czacką. Pisali oni do siebie nawzajem listy – w sumie sześćdziesiąt pięć przypadło na lata 1938-1952 (por. tamże, s. 107). 

W ostatnim swym liście datowanym na 1 sierpnia 1956 roku, przed samą śmiercią matki Czackiej, ks. Wyszyński zapisał na szerokim passe-partout błogosławieństwo: „Drogiej Matce Róży Czackiej, Dobrej Matce Benedykcie i Radzie Generalnej, Przełożonym, Wszystkim Siostrom i Domom Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Sł. Krzyża oraz Pracownikom, Młodzieży i Dziełom Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi błogosławi w Miłości braterskiej i pasterskiej” (tamże, s. 105) z podpisem u dołu: „Stefan Kardynał Wyszyński Arcybiskup Metropolita Gniezna i Warszawy Prymas Polski”.

Z korespondencji, która się zachowała, dowiadujemy o głębokiej relacji pomiędzy ks. kard. Wyszyńskim a matką Czacką. Uwidacznia się pomiędzy nim też więź modlitwy, przyjaźni duchowej. Nie skupiali się oni na tym, co zewnętrzne, ale na wszystko patrzyli oczami Bożymi. Nie skarżyli się na trudy i przeciwności, a wszystko, co ich spotykało, powierzali samemu Bogu w swoich zawołaniach – kard. Wyszyński: „Soli Deo” („Jedynemu Bogu” lub „Samemu Bogu”), a matka Czacka: „Przez krzyż do nieba”. Po więcej szczegółów odsyłam do lektury listów, zwłaszcza przededniu samej beatyfikacji obojga Sług Bożych.

Przykład

Przyszła błogosławiona uświadomiła mi, jak traktować drugiego człowieka, bliźniego, podmiotowo, a nie przedmiotowo – tak jak proponuje dzisiejszy świat. To ona, mimo tego, że od najmłodszych lat była niewidoma, widziała w drugim człowieku więcej od tych, którzy nie doświadczali problemów ze wzrokiem. Patrzyła głębiej i przyjmowała wszystkie doświadczenia jako wolę Bożą. Nie skarżyła się na to, że cierpi, lecz wszystko zawierzała Bogu poprzez modlitwę i ofiarę. Potrafiła również doskonale zorganizować swój czas, wszystko sobie poukładać i zrealizować mimo wielu przeszkód. Tych cech można jej pozazdrościć i warto od niej się uczyć oraz brać ją za przykład. Mowa nie tylko o osobach niewidzących lub słabowidzących, ale o każdego i każdą z nas, bo matka Czacka nie należy do błogosławionych z minionej epoki, ale jest patronką na dzisiejsze czasy. Dlatego módlmy się dziś już nie za Stefana kardynała Wyszyńskiego i matkę Elżbietę Czacką lub do nich, ale o obfite owoce ich beatyfikacji.

W artykule wykorzystano następujące źródła:

Czacka E., Notatki, 2006.

Czacka E., Wyszyński S., Listy, red. T. Chachulski, J. Kuczyńska-Kwapisz, M. Prussak, 2006.

Ks. prof. Gałka: Matka Czacka i kard. Wyszyński potrafili się szlachetnie różnić [w:] ekai.pl.

Landy T., Wosiek R., Ksiądz Władysław Korniłowicz, 2003.

Matka Róża Czacka: „Zachciało się ślepej babie zakon zakładać”. A teraz może zostać błogosławioną [w:] pl.aleteia.org.

Mazur D. Matka Elżbieta Czacka Życie, duchowość, modlitwy, 2021.

Mirabilis deus in sanctis suis – mowa pogrzebowa z dnia 19 maja 1961 [w:] triuno.pl; „Tygodnik Powszechny” 1961, nr 27.

Podgórska R., Niewidoma Matka Niewidomych, 2020.

Siostra Podgórska: matka Czacka mogła być patronką dobrego dialogu [w:] dzieje.pl.

Stabińska J., Matka Elżbieta Róża Czacka, 1981.

Wspólna beatyfikacja Ks. kard. S. Wyszyńskiego i Matki Czackiej [w:] youtube.com.

Znani i nieznani ludzie Lasek, t. I, oprac. M. K. Rottenberg, L. Witkowska, 2019

Żółtowski M., Blask prawdziwego światła. Matka Elżbieta Róża Czacka i jej dzieło, 2005.

O autorze

Nauczyciel informatyki i religii. Animator przygotowujący młodzież do sakramentu bierzmowania. Nadzwyczajny szafarz komunii świętej. Lubiący dobrą książkę, muzykę chrześcijańską oraz podróże.
Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.