adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj

Japońska otchłań

magazine cover

unsplash.com

20 marca 1995 roku, Japonia. To miał być leniwy dzień roboczy wypadający między dniami świątecznymi, wolnymi. Dokładniej rzecz ujmując, między niedzielą a 春分の日 – shunbunnohi, świętem równonocy wiosennej.

Był to więc „dziurawy” długi weekend. Sporo zaspanych ludzi w Tokio wsiadło do metra i ruszyło do pracy. Część z nich dojechała do niej bez szwanku. Nie wszyscy jednak mieli to szczęście.

Pięciu mężczyzn w zatłoczonych składach metra

Do pięciu pociągów, z trzech różnych stacji metra, wsiadło pięciu mężczyzn z parasolami i foliowymi torebkami z dziwnym płynem.

Zachowywali się normalnie. Przebijali worki parasolem (przedmiotem zupełnie nierzucającym się w oczy – parasole są w Japonii powszechne i często używane) i wysiadali. Szli do czekającego na nich auta z szoferem i znikali w dżungli miasta.

Zwykle chwilę zajmowało pasażerom dostrzeżenie dziwnego pakunku – plastikowej torby owiniętej w gazetę, z której coś cieknie. Usuwali je peronowi, rutynowo zerkający do wagonów na każdej stacji. W jednym pociągu pakunek usunięto później – ze względu na niekompetencje peronowych.

Stan części pasażerów szybko się pogorszył – mdleli, słabli, potrzebowali pomocy. Ale spora grupa pospiesznie udała się do pracy. Dopiero w niej, czując bóle głowy bądź dostrzegając, że mimo słonecznego dnia widzą „ciemno”, udawali się do lekarzy.

Wielka masakra

Bilans ofiar był straszny. Zmarło czternaście osób (w tym paru dzielnych pracowników metra). W różnym stopniu poszkodowanych było ponad sześć tysięcy. Objawy obejmowały zarówno dolegliwości fizyczne – osłabienie, problemy ze wzrokiem, bóle głowy, jak i psychiczne – PTSD czy problemy z pamięcią.

Atak terrorystyczny przeprowadzony przez quasi-buddyjską, apokaliptyczną sektę オウム真理教 (Ōmu Shinrikyō) wstrząsnął Krajem Kwitnącej Wiśni. Zamachowcy z Ōmu wykorzystali sarin własnej produkcji. Sarin to związek chemiczny, który kiedyś produkowano z myślą o wykorzystaniu go w wojnie. Polski czytelnik może skojarzyć go z iracką Halabdżą, gdzie użyty został w 1988 roku na Kurdach, za rządów Saddama Husajna (arab. صدام حسين). Albo z wojną w Syrii, w której sarin został wykorzystany w atakach w 2013 i 2017 roku (przypisywanych powszechnie rządowi Baszara Al-Assada [arab. بشار حافظ الأسد]).

Sarin nie jest „gazem bojowym”. Ma formę bezbarwnej cieczy. Kontakt z nią, jak również wdychanie jej wyziewów wywołuje szereg konsekwencji. Zwężenie źrenic, kaszel, duszności, skurcz oskrzeli, ślinienie się, porażenie i paraliż mięśni, śpiączka, a ostatecznie skurcz mięśni oddechowych i serca powodujące śmierć. Dzieje się tak dlatego, że sarin blokuje jeden z kluczowych dla funkcjonowania organizmu enzymów. Mimo iż wiele ofiar zamachu w Tokio deklarowało, że czuło w pociągu dziwny, irytujący zapach, to zasadniczo sarin jest bezwonny.

Dziwaczna grupa poważanych ludzi

Ktoś mógłby się zdziwić, że „jakaś japońska sekta” zdołała wytworzyć tak zabójczą substancję. Jednakże do liczącego około dziesięć tysięcy członków i sympatyków ruchu religijnego należało wielu przedstawicieli elity. Miał on więc również ludzi potrzebnych do produkcji aparatury i nadzoru prac nad sarinem. Jeden z nich, 林 郁夫 (Hayashi Ikuo), ceniony specjalista w dziedzinie medycyny, znalazł się w grupie zamachowców (podłożył sarin w linii Chiyoda).

Ōmu Shinrikyō została założona w 1987 roku przez 麻原晃 彰 (Asaharę Shōkō). Człowiek ten był bardzo charyzmatyczny. Pochodził z biednej rodziny producentów tatami – japońskich łóżek, a właściwie mat do spania – i był ociemniały. W latach osiemdziesiątych zaczął w stolicy Japonii bezpłatnie nauczać jogi. Podróżował do Indii; zaowocowało to stworzeniem synkretycznej nauki, łączącej rozmaite buddyjskie ryty i tradycje.

W 1990 roku sekta wystawiła reprezentację w wyborach do parlamentu. Kampania wyborcza odwoływała się do indyjskiej stylistyki (na wiecach pojawiały się osoby przebrane za ludzi z głowami zwierząt i wykonywali tańce wzorowane na hinduskich). Partia zdobyła jednak niecałe dwa tysiące głosów.

Nadchodzi koniec

Jednym z ważniejszych założeń doktryny Asahary był rychły koniec świata. Prawdopodobnie ten pogląd, w połączeniu z przekonaniem o własnej wyjątkowości, stopniowo pchał założyciela do coraz brutalniejszych czynów, np. eksperymentów na członkach sekty (zwanych pustelnikami; był to wewnętrzny krąg ruchu, mieszkali w quasi-klasztorach w kilku miejscach Japonii). Testowano na nich LSD; oprócz tego próbowano na nich różnych tortur, takich jak elektrowstrząsy czy dłuższe zamykanie w karcerze o bardzo małej powierzchni i bez wyposażenia.

Wobec osób próbujących porzucić „mnisie życie” w ramach sekty stosowano przemoc. Kilkadziesiąt z nich zamordowano.

W czerwcu 1994 roku sekta dokonała „próby generalnej”. W Matsumoto w prefekturze Nagano (centralne Honsiu) wypróbowano sarin. Asahara wybrał to miasto z dwóch powodów. Po pierwsze lokalny sąd prowadził postępowanie administracyjne przeciwko Ōmu Shinrikyō. Po drugie jego mieszkańcy nie życzyli sobie obecności sekty. Zebrali około sto czterdzieści tysięcy podpisów pod petycją przeciwko niej (co stanowiło miażdżącą większość obywateli miasta).

Zamachowcy użyli specjalnie przygotowanej ciężarówki, by rozpylić chmurę sarinu. Urządzenie w środku zamieniało płyn w gaz. Gaz przedostał się przez wentylację do budynku, w którym mieszkali sędziowie. Oprócz tego rozproszył się po okolicy. Osiem osób zmarło, około pięćset było poszkodowanych.

Podwójna ofiara

Dobrze znana już w społeczeństwie sekta oczywiście była podejrzewana o zamach. Wątek ten pojawia się w niektórych wspomnieniach ofiar późniejszego o dziewięć miesięcy zamachu w Tokio. Policja jednak w swym śledztwie szybko skupiła się na żyjącym w sąsiedztwie Yoshiyukim Kōno (河野 義行). Był on sprzedawcą maszyn. Jego żona, Sumiko, została ciężko poszkodowana w ataku. Uwagę policji przykuła znaczna ilość pestycydów na terenie posesji podejrzanego. Mimo że nie dało się z nich zrobić sarinu, policja podejrzewała, że stworzono inną substancję o podobnym działaniu. Również niektóre media oskarżały go o dokonanie ataku. Nazywany był „człowiekiem od trującego gazu”. Otrzymywał też anonimowe groźby śmierci.

Ostatecznie w 1995 Kōno został oczyszczony z zarzutów (na rzecz Ōmu). Media (również te, które nie oskarżały go bezpośrednio, a jedynie relacjonowały śledztwo) i przedstawiciel japońskiego rządu przeprosiły go. Policja prefektury Nagano zrobiła to parę lat później, w 2003 roku. W sierpniu 2008 roku zmarła Sumiko Kōno, jego żona. Od zamachu do śmierci pogrążona była w śpiączce. Przedtem uczyła gry na organach elektrycznych.

Zobacz też:   Po Namyśle: Czy dzisiaj zależy od polskiej młodzieży następne tysiąc lat?

Oprócz Matsumoto grupa dokonała kilku innych, drobniejszych zamachów, z mniejszym lub większym powodzeniem. Wart wymienienia jest zamach na Taro Takimoto, prawnika, który działał w obronie ofiar zbrodniczego kultu.

Wróćmy jednak do zamachu w Tokio. Co się działo dalej? Wywołał duży szok. Szybko został on przekuty w gniew przeciwko sekcie. W końcu jej członkowie byli zamachowcami. Większość z odpowiedzialnych za atak została sprawnie złapana przez japońską policję.

Sylwetki zamachowców

Ikuo Hayashi sam zgłosił się na policję i współpracował z organami ścigania. Stwierdził, że kara śmierci dla niego byłaby słuszna, jednak ostatecznie dostał dożywocie. Podobnie stwierdził jego kierowca, Tomomitsu Niimi (新実 智光). Odmówił jednak składania zeznań, nie wyraził skruchy i ostatecznie został skazany na karę śmierci.

Kenichi Hirose (広瀬 健一) tak jak Hayashi należał do naukowej elity w Ōmu Shinrikyō. Podłożył sarin w tokijskim metrze linii Marunouchi. W tym samym roku nieco ponad trzydziestoletni naukowiec został złapany. Skazano go na karę śmierci. (Miał też na koncie inne przestępcze działania – m.in. zaangażowany był w prace nad nielegalnymi karabinami). Jego szofer, Kitamura Kōichi (北村 浩一), dostał karę dożywocia.

Toyoda Tōru (豊田 亨) miał w dniu zamachu dwadzieścia siedem lat. Również należał do elity, był uznanym magistrem fizyki z Uniwersytetu w Tokio. Zabójczą substancję podłożył w metrze linii Marunouchi (w innym pociągu niż Hirose). Został skazany na karę śmierci. Jego szofer, Takahashi Katsuya (高橋 克也), został ujęty dopiero w 2012 roku. Dostał karę dożywocia.

Yokoyama Masato (横山 真人) to kolejny młody (trzydzieści jeden lat w dniu zamachu) fizyk w gronie zamachowców. Podłożył sarin w linii Hibiya. Skazany na karę śmierci. Jego kierowca, Tonozaki Kiyotaka (外崎 清隆), dostał dożywocie.

Hayashi Yasuo (林 泰男 – jak można zobaczyć po znakach kanji, zbieżność nazwisk z Hayashim Ikuo przypadkowa) był najstarszy, miał trzydzieści siedem lat. Studiował sztuczną inteligencję i, podobnie jak Asahara, był w Indiach, gdzie uczył się jogi. Został ujęty półtora roku po zamachu, na wyspie Ishigaki – należącej do Kraju Wschodzącego Słońca wyspy z archipelagu Nansei (Riukiu), położonej dużo bliżej Tajwanu niż Archipelagu Japońskiego. (Zachęcam do zerknięcia na mapę po lekturze tekstu – lub w trakcie). Miał przy sobie buddyjski amulet, który miał być wyrazem jego pokuty za zabicie ludzi. Został skazany na karę śmierci. Sugimoto Shigeo (杉本 繁郎) – kierowca samochodu, którym Hayashi uciekał – dostał dożywocie.

Kara śmierci w Japonii

Przez policję zatrzymanych zostało kilkuset członków ruchu. Część uniewinniono. Jedni dostali drobne wyroki więzienia, inni większe. Jeszcze inni – jak założyciel sekty, Asahara Shōkō – dołączyli do grona skazanych na karę na śmierci. Łącznie wykonano trzynaście wyroków śmierci – w tym na skazanych zamachowcach i Asaharze.

Japońskie społeczeństwo popiera karę śmierci. W badaniach z 2015 roku nieco ponad 80% było za jej stosowaniem i niecałe 10% za jej zniesieniem. Kara wykonywana jest przez powieszenie. Siedem więzień w Japonii jest wyposażonych w cele śmierci. Po odrzuceniu apelacji i zatwierdzeniu wyroku przez Sąd Najwyższy więzień „nie zna dnia ani godziny”. O wykonaniu wyroku jest informowany w dniu egzekucji. Z reguły kara śmierci wykonywana jest na seryjnych mordercach i gwałcicielach – oraz na wyjątkowo brutalnych mordercach, niekoniecznie seryjnych.

Jednym z działaczy abolicyjnych był Yasuda Yoshihiro (安田 好弘), adwokat, który zgodził się bronić członków sekty. Jego współpraca z nimi została przerwana, gdy japońskie władze go aresztowały. Wywołało to wzburzenie zagranicznych organizacji humanitarnych. Yasudę wspierał wspomniany już Yoshiyuki Kōno, w pewnym sensie podwójna ofiara ataku w Matsumoto.

Pisarz wkracza do akcji

W 1997 roku, dwa lata po zamachu, słynny japoński pisarz Haruki Murakami (村上 春樹) napisał książkę Underground. Składają się na nią rozmowy (raczej w formie opowieści, relacji, Murakami rzadko się wtrąca) z ofiarami zamachu. Jest w nich zawarte więcej interesujących faktów. O tym, że Japończycy idący do pracy nie ruszyli na pomoc ofiarom. Że żadna reakcja nie wyszła ze strony położonej obok stacji Kasumigaseki (jednego z cięższych, liczniejszych pod kątem ofiar miejsc), dzielnicy japońskich ministerstw.

Murakami dotarł do dość szerokiego przekroju społecznego. Wśród ofiar, z którymi rozmawiał, są zwyczajni, japońscy salesmani (sprzedawcy różnych branż), oficer, pracownicy biurowi, wracający z Ameryki Południowej biznesmen (ironia losu: sam mówi, że myślał, że w końcu wraca do Japonii, gdzie jest bezpiecznie). Jest nawet cudzoziemiec – irlandzki dżokej, postawiony w niezwykle trudnej sytuacji w dniu zamachu ze względu na barierę językową.

Pojawiają się różne oceny zamachowców – od pełnych gniewu do wyrozumiałych. Niektórzy nawet stwierdzają, że zamach nie jest niczym dziwnym, że musiało do niego dojść w materialistycznym społeczeństwie Japonii!

Pisarz dołączył do tych świadectw swój esej. Opisał w nim przemyślenia na ten temat, które streścić można tak: zbyt płytko, zbyt szybko, zbyt sensacyjnie media potraktowały ten temat.

Nieco później opracował też drugi tom, The Place That Was Promised. Zawiera on rozmowy z członkami Ōmu (dużo bardziej przypominające standardowe wywiady; Murakami dużo w nich dopytuje i czasami wchodzi w polemikę). One również są ciekawe. Niektórzy z rozmówców próbowali się z sekty wydostać i przez to spotykały ich konsekwencje. (Jest np. rozmowa z kobietą, którą poddawano elektrowstrząsom). Inni opisują nieprzyjemności związane z policją (surowo traktującą również tych, którzy żadnej wiedzy o przestępstwach nie mieli). Wielu z rozmówców wykazuje brak pogodzenia się z prawdą o zbrodniczej naturze Ōmu i podkreśla zasługi założyciela przed zbrodniczym okresem.

Jeśli ta historia Czytelnika zaciekawiła, to gorąco zachęcam do sięgnięcia po tę pozycję. Bardzo poszerza spojrzenie na ten największy w dziejach nowożytnej Japonii zamach terrorystyczny.

Całość pracy Murakamiego została ostatnio wydana po polsku pod tytułem Podziemie. Największy zamach w Tokio nakładem wydawnictwa Czarne, marzec 2021 roku.

O autorze

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.