Adeste

Adeste jest za darmo i bez reklam
Utrzymują nas tacy czytelnicy jak Ty.

Wesprzyj

Szyderoza, czyli chroniczny brak powagi

magazine cover

pixabay.com

W środowiskach oazowych ukuty został kiedyś termin „szyderoza”. Odnosił się on do postawy obecnej w tymże ruchu i miał charakter autokrytyczny. Ludzie posługujący się tym określeniem dostrzegali, że jest to choroba duchowa, niebezpieczna dla chorego i stanowiąca przeszkodę dla otoczenia w wędrowaniu drogą wiary. Zasięg jej występowania nie ogranicza się jednak do duchowych dzieci ks. Franciszka Blachnickiego.

Ta duchowa dolegliwość może dotknąć każdego. Gdy zadeklarowałem się, że napiszę tenże felieton, jeden z redaktorów napisał mi: „Bardzo ważny temat, sam kiedyś tak robiłem, więc wiem, jaką to pustkę w pewnym momencie tworzy”. Jakie są symptomy „szyderozy”?

Mogą być różne, bo i ludzie są różnorodni. Typowa jest dążność do ciągłego żartowania oraz chęć rozbawiania wszystkich, których się spotyka. Problemy na studiach? Obśmiej wykładowców, panie z dziekanatu, sesję i wszystkie przedmioty. Melanż, na którym byłeś przedwczoraj, wyewoluował w złym kierunku? Opowiedz, jak było śmiesznie. Problemy w związku? Szybki żarcik o drugiej płci. Rozmowa o Kościele? Rzuć dowcip nawiązujący do Biblii. Polityka? No, tutaj to nie będzie kłopotu z humorem! Towarzystwo schodzi nieustannie na tematy poważne? Zadbaj o to, by ani na minutę nie zapomniało, czym jest śmiech. I tak dalej, i tak dalej…

I w ten oto sposób ludzie, którzy są w pobliżu, niewiele o tobie wiedzą. Kiedy ktoś zapyta znajomych o ciebie, odpowiedzą: „śmieszny ziomek, bardzo fajny”. Albo po prostu: „on jest spoko”. Raczej nie będą wiedzieli o twoich problemach, zostaniesz z nimi sam. Nie będą znali twoich poglądów, nie będą wspierać cię w tarapatach. Nie dowiedzą się, że zachwycają cię kwitnące róże, piosenki Krzysztofa Zalewskiego czy Korteza, filmy Hayayo Miyazakiego czy ogólnie produkcje studia Ghibli. Nie dowiedzą się, że fascynuje cię język japoński i jest dla ciebie jasne, że「スタジオジブリ」 to właśnie „studio Ghibli”. Że na przykład frustruje cię bajzel z japońską transkrypcją.

Dusza towarzystwa, ale jednak samotny. Co z tym zrobić? Ważne jest, by nie poddać się odczuciu beznadziei; powoli, małymi, zdecydowanymi krokami można ten stan rzeczy zmienić. Naucz się więcej milczeć, słuchać innych ludzi. Naucz się odpowiadać z powagą na ich wypowiedzi. Czasami opowiedz coś o sobie. Co myślisz o sytuacji. Jak odnajdujesz się w miejscu, w którym jesteście. Chętnie odpowiadaj na pytania dotyczące ciebie. Ale bez pośpiechu, rób to na swój sposób. Tak, żeby nie było to sztuczne. Powoli odmieniaj swoje serce w codzienności. Rewolucje zawsze wiążą się z nieodwracalnymi, niepożądanymi zmianami, więc nie ponawiaj błędu wszystkich rewolucjonistów.

Inną odmianą „szyderozy” jest przesadne używanie ironii i sarkazmu. Po pierwsze, są ludzie, którzy nie rozumieją, że o ile w w spotkaniu twarzą w twarz można dostrzec niewerbalne aspekty komunikacji, takie jak ton głosu, mimika twarzy, gesty, spojrzenie etc., o tyle w rozmowie telefonicznej ma się tylko głos (jego intonację, tempo, ale już bez wizualnych sygnałów), a w komunikacji internetowej czy sms-owej (również przez Direct Message, czyli Messengera) wszelka ironia czy sarkazm stają się ledwo czytelne, przypominają czystą złośliwość, obrażanie drugiej osoby, nieetyczne chwyty erystyczne, czyli generalnie postawy, które w poważnej dyskusji są powszechnie potępiane. Gdy jeszcze miałem facebookowe konto, dyskutowałem sporo na liczne tematy okołokościelne w pewnej katolickiej grupie. Był tam jeden człowiek, którego osobiście cenię i uważam, że dzięki niemu wypracowałem u siebie myślenie krytyczne, sceptyczne i większy obiektywizm. Mimo iż był to wykształcony erudyta o wielkich predyspozycjach intelektualnych, pogrążał go ostry i sarkastyczny język. Wyglądało to tak, jakby cały czas obrażał i lekceważył swoich adwersarzy. Zdarzyło się, że we dwóch broniliśmy pewnego poglądu przed zarzutami znaczącej grupy osób (był to jeden z tych przypadków, w których siły wroga są przeważające). Druga strona odpowiadała nam frazesami. Pisałem w sposób wyważony, podając proste argumenty. Wtedy ów erudyta przyszedł mi w sukurs, sarkastycznie wyśmiewając oponentów i ich nielogiczne argumenty, czym wyświadczył mi niedźwiedzią przysługę. Na tym forum uważany był za aroganta, choć chyba każdy, spotkawszy go na żywo, przyznałby, że to prostu uszczypliwy, mówiący dość mocnym językiem intelektualista, który mimo wszystko jest dobrym katolikiem.

Wiele już o tym napisano, ale ja jeszcze powtórzę: w dzisiejszych czasach doświadczamy za dużo hejtu i ostrego języka w sieci. Trzeba pamiętać, że w internecie język powinien być bardziej stonowany, merytoryczny.

Po drugie, i w realu można przesadzić z tymi językowymi środkami. Często wiąże się to z ucieczką w żartowanie, w tym przypadku połączoną jeszcze z przekonaniem, że to bardziej finezyjne „śmieszki”. Miałem polonistkę, która ilekroć coś źle zrobiliśmy, zawsze po prostu ironicznie nas wyśmiewała, zamiast powiedzieć nam, jak powinniśmy uczynić w danym przypadku, nauczyć nas czegoś. Szkoda, że nie czytałem wówczas zbyt często Zbigniewa Herberta, bo przytoczyłbym fragment Z mitologii:

[…] już tylko zabobonni neurastenicy nosili w kieszeni mały posążek z soli, przedstawiający boga ironii. Nie było wówczas większego boga.

Wtedy przyszli barbarzyńcy. Oni też bardzo cenili bożka ironii. Tłukli go obcasami i wsypywali do potraw

Wydaje mi się, że posługiwanie się językowymi chwytami w nieodpowiednim celu wbija w pychę i rodzi pogardę dla „zwykłych” ludzi.

Moje wnioski są następujące: bądźmy łagodni, bądźmy też poważni. Ale i śmiejmy się, bawmy, żartujmy. Twórzmy satyry. Pamiętajmy jednak, że śmiech nie jest celem samym w sobie. Że satyra ma kogoś skłonić do refleksji i myśli „co ja mogę z tym zrobić?”. I w tym wszystkim nie zapomnijmy o człowieku, o jego godności, o jego potrzebie bycia wysłuchanym, potraktowanym poważnie.

W chwili, w której Państwo ten tekst otrzymujecie, mamy za sobą połowę Wielkiego Postu. Przed nami Wielkanoc, czas naszej największej radości. I tej prawdziwej radości w naszym Panu, Jezusie Chrystusie, a nie tylko wesołości (która może być fałszywa i pusta), na ten czas wam życzę.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

Zapisz się na newsletter i bądź na bieżąco

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta witryna jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej Polityka prywatności oraz Warunki korzystania z usług Google.

Weryfikacja reCAPTCHA wygasła. Odśwież stronę.