adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj
Z życia Kościoła

Rok w uniwersum Traditionis custodes [ROZMOWA]

Foto: Piotr Ulrich, Adeste ©

Kościół świętował doroczny obchód ku czci Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel, gdy opublikowano Traditionis custodes, list apostolski w formie motu proprio. Papież Franciszek wprowadził w nim daleko idące ograniczenia w sprawowaniu tzw. mszy trydenckiej, nazwanej przez jego poprzednika nadzwyczajną formą rytu rzymskiego. Stało się to 16 lipca 2021 roku, a więc rok temu. Upływ tego czasu jest dobrym pretekstem do spojrzenia na tę kwestię w szerszej perspektywie.

Rozmawiają Piotr Ulrich i Marceli Hejwowski

Piotr Ulrich: Mija rok od wydania listu apostolskiego w formie motu proprio Traditionis custodes (dalej: TC). W tym czasie padło dużo słów, opublikowano wiele artykułów – często nie bez żalu i rozgoryczenia oraz krytyki, ponieważ niejedna osoba mogła poczuć się potraktowana niesprawiedliwie. Nie będę krył, że również odbieram decyzje i wypowiedzi Papieża Franciszka oraz urzędników jego kurii jako rażąco niesprawiedliwe i krzywdzące.

Rocznica daje nam możliwość podsumowania tego czasu. Dzisiaj możemy powiedzieć znacznie więcej, spojrzeć na tę sytuację z pewnym dystansem. Mamy także wiele nowych narzędzi do interpretowania zarówno samego TC, dokumentów z nim powiązanych, jak i intencji ustawodawcy. Zarówno papież Franciszek, jak i m.in. abp Roche, prefekt Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów (chociaż od niedawna powinienem mówić już „dykasterii” ze względu na reformę kurii rzymskiej) wielokrotnie komentowali okoliczności wydania TC. Jak oceniasz ten rok?

Marceli Hejwowski: Co do nazw, warto podkreślić, że wciąż nie mamy pewności, jak określać przedmiot naszej dyskusji – tzw. mszę trydencką, stary ryt, nadzwyczajną formę rytu rzymskiego. Przede wszystkim myślę, że TC pokazało, że decentralizacja zarządzania Kościołem w dużej mierze się udała. Cios, który miał powalić i spychać niedobitków do rezerwatów, praktycznie usuwając mszę trydencką z życia Kościoła, okazał się niewystarczający, a miejscami wręcz stymulujący. Dodał tradycjonalistom sympatyków.

W minionym roku widzieliśmy bardzo wiele rozpaczliwych prób naprawienia chaosu spowodowanego tym ciosem. W tę narrację Stolicy Apostolskiej wpisuje się także najnowszy list ojca świętego o liturgii, Desiderio desideravi, niekryjący pewnego poirytowania faktem, że tradycjonaliści w Kościele nadal istnieją. Myślę, że ten czas pokazał, że nie da się ich usunąć, a jednocześnie Watykan nie jest zbyt przyjaźnie nastawiony do opcji prowadzenia z nimi dialogu, „dogadania się”. Niestety w mojej ocenie ta dychotomia będzie się nasilała.

Czym jest uniwersum Traditionis custodes?

PU: Wydaje mi się, że miniony rok pozwolił na utworzenie pewnego systemu – nazwę go „uniwersum Traditionis custodes”. Składają się na niego nie tylko TC i dokumenty wykonawcze, lecz także wszystkie wypowiedzi papieża i urzędników jego kurii (zarówno w tym temacie, jak i innych, powiązanych).

Skoro mówimy o decentralizacji, to zauważam sporą niejednorodność. Są takie miejsca, które okazały się jeszcze scentralizowane – tam przeważnie TC zostało przyjęte z radością (przynajmniej przez biskupa i jego prezbiterium), są także takie, które funkcjonują w sposób zdecentralizowany. Uniwersum TC to dla mnie dobry powód do refleksji nad tym, czy decentralizacja oficjalnie postulowana przez papieża rzeczywiście jest jego intencją.

Podczas gdy wcześniej kompetencje w sprawie tradycyjnej liturgii znajdowały się w ręku proboszczów (stan prawny w latach 2007-2021), w 2021 roku papież przekazał je w ręce biskupów (przynajmniej tak mówią sympatycy TC). Gdy ci miejscami okazali się zbyt łaskawi dla tradycjonalistów (to właśnie przykład rzeczywistego istnienia decentralizacji), w kolejnym dokumencie, tym razem wykonawczym, znaczna część kompetencji biskupów została zastrzeżona dla Stolicy Apostolskiej lub obwarowana dodatkowymi ograniczeniami. To przecież wyraźny ruch w stronę systemu silnie scentralizowanego i rządów silnej ręki. Jakby z Watykanu było słychać teraz donośne: „hola, hola, nie o taką decentralizację nam chodziło”.

MH: No właśnie, gdy systemowo ta decentralizacja być może nie postępuje, to w rzeczywistości jest faktem.

PU: Tak, TC brutalnie zderzyło się z rzeczywistością. Wiele osób i środowisk nie doświadczyło owego mocnego „uderzenia ręką w stół” (choć papież twierdzi, że takowego nie było) zbyt boleśnie, a to dzięki życzliwości swoich biskupów.

To też okazja do zauważenia szerszego zjawiska: TC według mnie miało jeszcze jeden skutek, tym razem uzdrawiający dla nas wszystkich – wiele masek opadło po wydaniu tego dokumentu. Wspomniane uniwersum bardzo dobitnie obnaża intencje i dążenia.

MH: Tak samo jak wojna pokazuje, czy dane państwo jest mocarstwem, czy olbrzymem na glinianych nogach, czy krajem słabym, czy silnym i przygotowanym na wojnę, tak też podobne znaczenie miało wydanie TC i utworzenie się systemu/uniwersum, o którym mówisz. Pokazało to, że potęga papieża i jego wpływ są słabsze, niż się spodziewaliśmy, a „przeciwnik” jest mocniejszy i żywotniejszy, niż przypuszczano.

Synodalność

PU: Myślę, że istotną częścią wspomnianego uniwersum są także inne okoliczności i wydarzenia, które mają miejsce w Kościele. Nie sposób w tym kontekście pominąć kwestii toczącego się właśnie synodu o synodalności. Obecnie bardzo często słyszymy o dialogu, rozmowie – mam wrażenie, że niebawem, gdy otworzę szafę, znajdę tam plakat z napisem „Ku Kościołowi synodalnemu. Komunia, uczestnictwo, misja”. Sam papież powiedział, że synod to nie slogan, ale wyraz natury Kościoła i jego stylu. Skoro tak, to styl ten powinien wyrażać się w działaniu – również papieża i urzędników jego kurii. Jak zatem owa synodalność wygląda w kontekście TC i systemu stworzonego przez ten dokument?

MH: Wiele osób na początku „drogi synodalnej” pytało mnie, co uważam – czy warto zabrać głos w ankietach. Mówiłem, że szkoda mi na to czasu. Dlaczego podchodzę do tego tak sceptycznie?

Moją uwagę zwraca ciekawy „autotematyzm” tego synodu „o synodalności”. Przez wiele ostatnich lat o samej synodalności nie słyszeliśmy praktycznie nic. Zastanawiam się, czy to określenie nie jest tworem nowym i w jakiś sposób sztucznym, bo jeszcze kilka lat temu praktycznie nie istniało w kościelnym dyskursie. Jeżeli chodzi o dialog, to także jest z tym duży problem – dialog tak, ale nie z każdym.

PU: Mówisz o wynikach ustawionych z góry…

MH: Tak, w tej kwestii jestem defetystą.

PU: Po części się z Tobą zgodzę. Warto zwrócić uwagę na pewien kontekst wydania TC, a mianowicie na ankiety o mszy trydenckiej przeprowadzone wśród biskupów, na które powołuje się papież. Rok temu zaczęto podawać w wątpliwość rzetelność przeprowadzenia ankiet, jeżeli chodzi o ich wyniki. Komentatorzy twierdzą, że zdania biskupów na temat mszy trydenckiej wcale nie były tak krytyczne, jak przedstawiał to Franciszek. Nie przytoczył także konkretnych danych z ankiet na potwierdzenie postawionych tez.

Podobne głosy pojawiały się, gdy wspomniany już abp Roche wydał Responsa ad dubia, czyli odpowiedzi na wątpliwości dotyczące sprawowania mszy trydenckiej po wydaniu TC – były one podstawą do dalszych restrykcji. Komentatorzy zauważyli, że opublikowane odpowiedzi w wielu wypadkach wynikają z interpretacji odmiennej od tej przyjętej według zwykłych zasad prawa (chociażby słynnego favorabilia amplianda, odiosa restringenda – interpretowanie przepisów „na korzyść” adresata normy rozszerzająco, a tych niosących uciążliwości – zawężająco). Niektórzy żartobliwie wskazywali, że opublikowane dubia są tak abstrakcyjne, że być może napisał je sam abp Roche.

Kiedy podsumowujemy te przypadki, nasuwa się pytanie: gdzie tu dialog i synodalność? Nie jestem nastawiony źle do samej synodalności. Papież w ostatnim czasie mówił o niej wiele razy. W jednej z wypowiedzi zaznaczył, że nie powinna być ona sloganem – w pełni się z tym zgadzam. Tymczasem w uniwersum TC jawi się przed nami nieco inny obraz. Skoro ma być to „styl” Kościoła, to nasze działania jako Kościoła, w tym sposoby radzenia sobie z problemami i trudnościami, będą świadectwem o tym, jaka jest nasza synodalność. Patrząc na całą tę sytuację, zaryzykuję tezę, że ten dialog istnieje tylko w pięknie brzmiących wypowiedziach. Dyskutujemy o sposobie rozwiązywania trudności, a same problemy piętrzą się i pozostają nierozwikłane.

MH: Przypomina mi to czołg, który dialog ma wypisany na lufie… Wyniki ankiet synodalnych z różnych diecezji napływają wprawdzie powoli, jednak ten „styl” daje się miejscami już zauważyć. Znamy na przykład wyniki z diecezji warszawsko-praskiej.

PU: Bardzo symptomatyczne.

MH: Tak, ponieważ nie są suchą, pozbawioną emocji analizą, tylko próbą oceny i pouczenia – między innymi tradycjonalistów, którzy wzięli udział w ankietach. Brakuje także podpisu. Niektórzy „złośliwcy” mówią, że pisał to sam bp Jacek Grzybowski, znany z niezbyt przychylnego podejścia do środowisk skupionych wokół liturgii w starym rycie.

PU: Również słyszałem takie głosy, w szczególności od osób uczestniczących w spotkaniach synodalnych bpa Grzybowskiego z „tradsami”, na których usłyszeli pod swoim adresem wypowiedzi zbliżone stylem do tego z „raportu” synodalnego.

MH: Rzeczywiście, pojawia się tu pewna ciągłość. Podobnie już jakiś czas temu, niedługo po wydaniu TC, mogliśmy przeczytać wywiad, którego wspomniany hierarcha udzielił dla Teologii Politycznej. Pokazywał on – przykro mi to mówić o uznanym naukowcu, wykładowcy filozofii, kapłanie niegdyś słynącym z otwartości wobec ludzi – pewną ignorancję księdza biskupa wobec tematu i krzywdzące uprzedzenie. Dało się wyczuć, że z dużą dozą prawdopodobieństwa nie stał on nigdy przy starym mszale, a wiedzę o tradycyjnej liturgii czerpie z propagandowych uproszczeń. Ten resentyment widać w „raporcie” synodalnym: nie tylko przedstawianie wyłącznie tych „jaskrawych” stanowisk tradycjonalistów, lecz także, w końcowych wnioskach, brak odniesienia do samej liturgii i jakości jej sprawowania. Nie ma de facto nic o kulcie Bożym.

Uprzedzenia

PU: Skoro jesteśmy przy temacie uprzedzeń, warto porozmawiać o samym przedmiocie TC i jego uniwersum. Z jednej strony w TC i liście, który mu towarzyszy, jako to, z czym Stolica Apostolska walczy, wskazano nadużycia tradycjonalistów, użycie starego rytu do ideologii i szerzenia podziałów. Zauważmy jednak, że sami zwolennicy tradycyjnej liturgii zostali dotknięci tym dokumentem o tyle pośrednio, że „uderzenie” nie było skierowane wprost w ich nadużycia, ale w sam ryt, który jeszcze kilka lat wcześniej jawił się jako bezdyskusyjne dobro.

Benedykt XVI w 2007 roku zadeklarował, że nie można uznać go za coś szkodliwego, a z kolei abp Guido Pozzo, kierujący Papieską Komisją Ecclesia Dei, stwierdził, że tradycyjna liturgia powinna być rozpatrywana jako dar, a nie zagrożenie dla jedności Kościoła. Nawet papież Franciszek określił decyzję swojego poprzednika (Summorum pontificum) jako dobrą, roztropną.

Nasuwa mi się w tym momencie pytanie: co się stało przez te kilka lat, co takiego w tym czasie nabroili tradycjonaliści (czego nie robili wcześniej), że Stolica Apostolska zmieniła swoje stanowisko wobec samego starego rytu o 180 stopni? Czy nadużycia uczestników danej liturgii czynią ją samą szkodliwą? Czy liturgia może być demoralizująca?

Zobacz też:   Bóg się rodzi, człowiek zmartwychwstaje

MH: Musiałaby być heretycka, ale tego chyba nie rozważamy. Myślę, że są trzy możliwości. Pierwsza – Stolica Apostolska czerpie wiedzę na temat starego rytu z patostreamów twórców takich jak chociażby ks. Woźnicki i sądzi, że tak wyglądają liturgie trydenckie w większości kościołów. Jest to chyba jednak wariant mało realny i mówię o tym tylko w kategorii żartu. Druga opcja to prywatny uraz papieża Franciszka (lub kogoś, kto razem z nim kształtuje uniwersum TC, np. abpa Roche). Trzecia możliwość jest taka, że mają oni swoją wizję Kościoła.

W tejże wizji msza święta jest czymś centralnym. Taką świadomość mieli chociażby o. Rahner (współbrat papieża Franciszka) i o. Schillebeeckx OP. Zdawali sobie sprawę, że w takim razie, aby zmienić Kościół, trzeba zmienić sposób sprawowania liturgii. Gdyby tradycyjna liturgia nie istniała w tzw. rezerwatach, tylko miała pole do swobodnego rozwoju, rzucałoby to niemałe wyzwanie rewolucji. Myślę, że stary ryt był dla niektórych symbolem innego światopoglądu.

Eklezjologia

PU: Kwestia wizji Kościoła jest tu o tyle ciekawa, że pojawia się w uniwersum TC pod hasłem eklezjologii, czyli swoistej „teologii Kościoła” – tego, w co wierzymy o Kościele. „Oskarżeniem”, które bezpośrednio podniósł abp Roche wobec tradycyjnej liturgii, jest zarzut, że wyraża ona eklezjologię niebędącą częścią Magisterium. Wyraża taką wiarę o Kościele, jaka była kiedyś, a teraz już jest nieodpowiednia. Argument ten powielali następnie inni hierarchowie, wśród nich cytowany już bp Grzybowski. 

Mam zatem pytanie – jak ma się to do zależności przedstawionej przez Benedykta XVI? Określił on (a była to wypowiedź nie o charakterze konstytutywnym, a deklaratoryjnym – potwierdzała tylko jakiś istniejący już stan rzeczy), że zarówno liturgia tradycyjna, jak i zreformowana są wyrazem tej samej zasady modlitwy (lex orandi), która z kolei wyraża jedną wiarę (lex credendi). Jak zatem tradycyjna liturgia miałaby wyrażać inną eklezjologię niż nowy ryt, skoro obydwie te formy były wyrazem jednej zasady modlitwy i jednej wiary? To pytanie „rzucam” w próżnię – pozostawimy je zapewne bez odpowiedzi, ponieważ nie my wydajemy takie dokumenty i również nie my wypowiadamy się w taki sposób, w mojej opinii nielogiczny i niespójny.

Drugie moje pytanie dotyczy innych rytów, de facto „rówieśników” tradycyjnej liturgii łacińskiej (mam tu na myśli różnorakie liturgie Kościołów wschodnich). Czy one też wyrażają inną, nieaktualną już eklezjologię? Przecież stary ryt Kościoła zachodniego jest do nich bardzo podobny w swojej strukturze i dynamice. Czy zatem ich także nie należy skazać na banicję?

MH: Niestety, takich sprzeczności jest dużo więcej i to zjawisko staje się obecnie nagminne. Wydaje mi się jednak, że stanowi to część szerszego problemu. Jest to ogólny mit, że posoborowa reforma liturgii opiera się na dokumentach soborowych, przede wszystkim na Konstytucji o liturgii świętej Sacrosanctum concilium (dalej: KL).

Ten pogląd pojawia się także w najnowszym liście papieża Franciszka o liturgii, Desiderio desideravi. Co zabawne w tym tekście, skądinąd zawierającym wiele cennych refleksji, pojawia się tam także odniesienie do pierwszych punktów KL, co powiela mit, że obrzędy zreformowane po soborze są wyrazem „ducha” tego dokumentu. Symptomatyczny jest fakt, że papież powołuje się tylko na początkowy fragment tejże konstytucji, bo w przeciwnym razie doszlibyśmy do pewnych paradoksów. Między innymi byłoby to zdziwienie, że stary ryt równie dobrze, a może i lepiej spełnia zamysł ojców soborowych, a na pewno nie jest z nim sprzeczny.

To wszystko, w tym mit o zmienionej eklezjologii, bierze się z przekonania, że sobór watykański II był tu jakimś punktem węzłowym i zwrotnym. Mit ten należy odkłamywać, ukazywać, że inaczej postawione akcenty nie zmieniają jeszcze tego, jaki Kościół jest w rzeczywistości.

Doktryna i ideologia

PU: W kontekście argumentu eklezjologicznego dużym niepokojem napełnia mnie zdanie, które żartobliwie wypowiedziałeś chwilę temu: że tylko liturgia heretycka mogłaby być demoralizująca. Uważam, że rozważania na temat eklezjologii wyrażanej przez stary i nowy ryt zmierzają właśnie w kierunku uznania tego rytu za błędny doktrynalnie. Może nikt nie użyje słowa „heretycki” (tym bardziej, że jest ono teraz dość niemodne), ale to właśnie słowo oznacza niezgodność danego poglądu z Magisterium Kościoła.

MH: Jak najbardziej. Papież Benedykt XVI, jeszcze wcześniej jako kardynał (między innymi podejmując próby negocjacji z abp. Marcelem Lefebvre’em) dostrzegał, że takie podejście – uznanie „starej mszy” za heretycką – doprowadzi do chaosu w strukturach kościelnych na wiele, wiele lat. Podobnie jak analogiczna prosta opozycyjna teza: że nowa msza jest heretycka. Dlatego też podkreślał wagę hermeneutyki ciągłości i uważam to za jego wielką mądrość. Obecny pontyfikat otworzył puszkę Pandory.

PU: Hermeneutyka ciągłości jest też o tyle istotna, że mówimy o pewnej ciągłości komunikacyjnej. Mamy funkcjonować w kulturze dialogu, a on nie może być wyłącznie tu i teraz, bo Kościół to nie tylko teraźniejszość. Chcielibyśmy na drodze tego dialogu być spójni – również dziejowo. W dążeniach Benedykta XVI, o czym zresztą papież pisze wprost, daje się zauważyć ogromne pragnienie dziejowej spójności Kościoła. Tradycja to nie tylko kwestia historyczna, ale właśnie komunikacyjna, dialogowa, ponieważ stanowi dla nas idiomatyczny język pozwalający się porozumieć z poprzednimi pokoleniami katolików.

Dialog w Kościele odbywa się w pewnych ramach, które stanowi oczywiście Magisterium, nauczanie Kościoła. Dlatego też mamy do czynienia z próbą takiej ideologizacji „problemu” mszy trydenckiej, że czyni się ją zagrożeniem doktrynalnym. W ten sposób można bardzo łatwo uznać sprawę za zamkniętą, bezdyskusyjną.

Dialog, dyskusja i polemika

W tym kontekście zastanawia mnie teza, jakoby według papieża Franciszka doktryna nie mogła być ograniczeniem dla dialogu. Przecież dzisiaj działania urzędników jego kurii czynią kwestię tradycyjnej liturgii zagadnieniem doktrynalnym, co ma być pomocne w „ucięciu” dyskusji w tym zakresie.

Dobitnie ukazuje to klauzula zamykająca TC, w której czytamy, iż dokument wchodzi w życie „bez względu na wszelkie argumenty, nawet gdyby były godne szczególnej wzmianki”. Jeżeli coś jest godne uwzględnienia, to należy to uwzględnić. Jeśli ktoś tak mówi, a potem nie uwzględnia żadnych argumentów, to czym jest dialog? Chyba tylko frazesem i jaskrawym napisem na lufie naszego czołgu.

MH: Rzeczywiście. Ten punkt ukazał kontrastowo pewną miałkość argumentacji papieża, co zauważyło bardzo wielu biskupów, chociażby dyspensując od tego dokumentu.

W tym kontekście warto wspomnieć także o kilku ostatnich punktach wspomnianego przeze mnie listu apostolskiego Desiderio desideravi, który niewątpliwie jest jednym z elementów składowych uniwersum TC. Papież przedstawia bardzo osobliwą konstrukcję: KL = reforma posoborowa, dlatego TC jest jak najbardziej zasadne. Jedno z ostatnich zdań tego listu również służy do „zabetonowania” jakiejkolwiek dyskusji: „porzućmy polemiki i razem słuchajmy tego, co Duch Święty mówi do Kościoła”. Piękne, prawda? Wsadzić kij w mrowisko, a następnie powiedzieć: „szanujmy przyrodę”.

PU: Zakończenie, o którym mówisz, jest też ciekawe w odniesieniu do medytacyjnego stylu całego listu. Punkt 61. w mojej ocenie stanowi rozpaczliwą próbę apologii TC i swoim stylem dziwacznie odstaje od pozostałej treści, przedstawionej raczej spokojnie i refleksyjnie.

MH: Oprócz tego zauważam w tej „desperacji” wielki pośpiech. Być może wynika z tego, że duże nagromadzenie dokumentów i wypowiedzi papieża o liturgii to kwestia tylko ostatniego roku. W poprzednich latach pontyfikatu temat liturgii był mocno zaniedbany. Być może pogłębiona refleksja nad tymi sprawami od początku mogłaby odmienić los tego, co się stało. To stawia pytanie, czy papież planuje swoją politykę na kilkadziesiąt, czy ewentualnie kilka ruchów do przodu.

Warto też wspomnieć, że to wszystko, o czym mówimy, dotyka tak naprawdę tylko tych tradycjonalistów, którzy próbują swoje rozgoryczenie połączyć z posłuszeństwem i zaufaniem wobec papieża, a Bractwo Kapłańskie św. Piusa X rośnie w siłę. Wystarczy spojrzeć na statystyki z Polski na przestrzeni ubiegłego roku: wzrost liczby kaplic, przypływ kapłanów i wiernych, nowi seminarzyści. Wygląda to trochę tak, jakby Franciszek im sprzyjał.

Uzdrowienie

PU: Trudno nie dostrzec, że nasza rozmowa jest mocno krytyczna wobec systemu, jaki od roku tworzą TC oraz inne powiązane z nim dokumenty i wypowiedzi. A nie chodzi nam przecież o krytykanctwo. Taka analiza powinna prowadzić do czegoś dobrego. Zastanawiam się zatem, do jakiego dobra wiedzie nas uniwersum TC.

MH: Myślę, że miniony rok nauczył nas wielu rzeczy. Jesteśmy bogatsi o różne doświadczenia.

Na pewno nauczyliśmy się inaczej patrzeć na papieża – jak na człowieka. Mającego wady i zalety jak każdy z nas; mogącego popełniać błędy, mówić rzeczy dziwne czy wykazywać się niekonsekwencją.

Ale to w dalszym ciągu ojciec wszystkich katolików. Potrzebuje naszej modlitwy, z całą pewnością. Część mnie żywi nadzieję, że jeszcze nastąpi jakiś pojednawczy gest papieża i że tradycjonaliści go chętnie przyjmą. Jako pesymista się z tej małej nadziei śmieję. Ale jako katolik często się o to modlę.

PU: Tak, to bardzo istotne. Zauważam też, obok oczywistego pogłębienia się pewnych ran, oczyszczenie i uzdrowienie wspólnoty kościelnej – przynajmniej w jakimś zakresie. Przede wszystkim decentralizacja, która już w jakimś stopniu jest faktem. Miejscami pokazuje, że biskupi naprawdę szukają dobra swoich owiec i nie chcą im zaszkodzić, próbują zniwelować niesprawiedliwość i na miarę swoich możliwości zabezpieczyć pewne potrzeby wiernych.

Poważne ograniczenie możliwości celebrowania tradycyjnej liturgii, a co za tym idzie spadek liczby miejsc celebracji, doprowadziły też do większego zaangażowania osób przywiązanych do mszy trydenckiej. Mam tu na myśli z jednej strony większe docenienie wartości tej liturgii, jej sprawowania i wzrost gorliwości w życiu sakramentalnym, a z drugiej – wyraźny ruch, być może podświadomy, w stronę konsolidacji w środowiskach tradycyjnych. Wynika on być może z przekonania (dobrze, że ono dochodzi do głosu!), że gramy do jednej bramki i nie pozostaje nam nic innego, jak modlić się i robić swoje. A wspólnymi siłami możemy z pewnością osiągnąć dużo więcej. 

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.