adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj
Areopag Młodych

Nie ma wojny w Ba Sing Se

Niektórzy moi znajomi lubią wracać do baśni Disneya. Cóż, ja nie mam kreskówek obciążonych bagażem sentymentalnym, ale w przeciwieństwie do wielu „dorosłych” osób uważam, że animacje mogą być dziełem poważnym i wartościowym, nawet bardziej od „zwykłych” filmów i seriali.

Niegdyś Konrad Myszkowski napisał na tym portalu recenzję BoJacka Horsemana, animacji zdecydowanie nie dla dzieci. Takie produkcje zyskują ostatnio na popularności.

We mnie refleksję wzbudziła jednakże seria nie najnowsza (z 2005 roku), która teraz zyskała na popularności, bowiem niedawno trafiła na Netflixa – mowa o Awatarze. Legendzie Aaanga (w tekście mogą pojawić się spoilery – ostrzegam tych, którzy się tym przejmują).

Samotność

Wiele dni spędziłem w osamotnieniu; moją główną rozrywką było czytanie książek i oglądanie seriali. Pisałem o tym ze znajomą, a ona podsunęła mi najpierw jedno dobre anime, a później – jakoś przypadkiem, przy rozmowie o moich zainteresowaniach – Awatara.

fot. youtube.com

Jest to amerykańska animacja, choć twórcy inspirowali się japońską kreską. Jej akcja toczy się w świecie wiele razy przywołującym na myśl Japonię, Państwo Środka i Tybet i mocno romansuje z taoizmem oraz innymi filozofiami i wierzeniami Dalekiego Wschodu, w tym ideą czterech żywiołów.

Obiecałem (chyba bardziej z grzeczności), że „obczaję” ten serial. Ledwo jednak zasiadłem do oglądania, zaczął mnie on pasjonować.

Drugie dno

Ktoś zapyta: jaki jest sens oglądania serii dla dzieci? Pewnego dnia napisałem wspomnianej koleżance: „Mam takie wrażenie, że bajki nie są dla dzieci, tylko dla rodziców, którzy je z nimi oglądają, bo tam jest mnóstwo rzeczy, których nie zrozumiesz, jeśli nie pożyjesz”. Odpisała mi następująco: „xD możliwe”, a potem: „Dziecko mało co zrozumie: patrzy na akcję, zwierzątka i wygłupy, a przekaz jest dla starszych – i wszyscy dobrze się bawią”.

fot. youtube.com

To jest jak z archetypami w baśniach: dzieci nie rozumieją tych utworów – mogą to zrobić dopiero po czasie, kiedy zdekodują ukryte przesłania. Umberto Eco ukuł termin „partyzantka semiotyczna”. Twierdził, że w kulturze i w mediach prawdziwy przekaz jest ukryty pod warstwą symboli i kłamstw. Partyzantką semiotyczną jest podjęcie codziennego trudu odkrywania tego, co znajduje się za zasłoną rzeczy zauważalnych na pierwszy rzut oka.

Oglądając film czy serial, nie jest zatem jedyną istotną rzeczą śledzenie fabuły – trzeba snuć nad nim refleksję i myśleć nad przesłaniem oraz – last but not least, jak to się pisało na angielskim w szkole – śmiać się z dowcipów twórców.

„There’s no war in Ba Sing Se”

W tytule użyłem frazy, która przeszła do licznych memów. Jest to bardzo mroczne zdanie pochodzące z jednej z lepszych części serialu. Bohaterowie przychodzą do Ba Sing Se, bohatersko broniącego się przed Narodem Ognia miasta w Królestwie Ziemi. Chcą ostrzec jego króla przed wielkim zagrożeniem i zarazem powiedzieć o pewnym strategicznym uwarunkowaniu, które może dać zwycięstwo w wojnie.

Najpierw pojawiają się problemy biurokratyczne: uzyskanie audiencji u władcy to długotrwały proces. Potem bohaterowie odkrywają znacznie poważniejszy problem – według propagandy Ba Sing Se jest całkowicie bezpieczne, a o wojnie nie wolno mówić. O toczącym się konflikcie nie wie również król, zajmujący się kulturą. Faktyczną władzę sprawuje Long Feng, szef miejscowej bezpieki, nazywającej się Dai Li (notabene Dai Li to imię twórcy wywiadu w Chinach za rządów Kuomintangu). Agenci służb bezpieczeństwa skutecznie uciszają niewygodnych ludzi i piorą mózgi tym, którzy rozmawiają o wojnie.

fot. youtube.com

Wątek działania służb bezpieczeństwa jest jeszcze soczystszy. Co zrobią agenci Dai Li, gdy król nakaże im zamknąć ich szefa pod wieloma zarzutami? Czy będą solidarni z armią? Czy ostatecznie okażą patriotyzm i chętnie zmienią mocodawców?

Przypomnij sobie

Może dziecko tego nie zrozumie, a może jednak po latach przypomni sobie o tym wątku, choćby przeglądając archiwalne memy.Być może wówczas pomyśli: tak jest i w życiu. Możemy przegapić rzecz oczywistą, realne zagrożenie, bo ktoś lub coś reglamentuje nam dostęp do informacji. Internet, który miał być przyczółkiem wolności, również to robi – nie tylko poprzez cenzorską politykę niektórych mediów społecznościowych (o tym problemie pisałem ostatnio w tekście o YouTubie), ale też przez algorytmy. Im dłużej poruszasz się po sieci, tym więcej danych na twój temat mają algorytmy, proste. Następuje zamknięcie w bańce informacyjnej: człowiek otrzymuje tylko to, co chce otrzymać. Jeśli coś mu się nie zgadza z jego stanem wiedzy o świecie, wypiera to.

Zobacz też:   Skazani na Netflix?

Brak, strata

Poważnych treści odnajdziemy więcej. Jest wątek przebaczenia – i to większego kalibru. Matka dwójki bohaterów, Katary i Sokki z Plemienia Wody, została zamordowana przez człowieka z Narodu Ognia i to niemalże na oczach Katary, będącej wówczas dzieckiem. To doświadczenie mocno rzutuje na jej postrzeganie Narodu Ognia i to do irracjonalnego stopnia. Dziewczyna musi skonfrontować się nie tylko z zabójcą, ale również ze sobą i z pragnieniem zemsty, by móc przebaczyć.

Motyw straty bliskich stale się przewija w Awatarze. Legendzie Aanga. Tytułowy bohater traci swoich braci (w rozumieniu zakonnym). Zresztą, oryginalny podtytuł – The Last Airbender – czyli „Ostatni, który włada powietrzem”, odnosi się do tego.

fot. youtube.com

Temat ten pojawia się również w wątku księcia Zuko, wygnanego następcy Tronu Ognia. Młodzieniec utracił względy u ojca, czyli tak jakby stracił w ogóle rodzica. W czasie podróży w poszukiwaniu Awatara towarzyszy mu jego stryj, Iroh. Człowiek ten stracił syna; od tego momentua swoją rodzicielską miłość zaczął kierować ku swemu bratankowi. Mimo że nie był oszczędzany przez życie (jak to wychodzi na jaw wraz z toczącą się fabułą), jest zdecydowanie jedną z najsympatyczniejszych postaci. Wszystko dzięki spokojowi, zachwycaniu się drobnymi rzeczami, miłości, mądrości i – znów last but not least – herbacie.

Historia władców Narodu Ognia to przykład źle funkcjonującej rodziny. Starszy widz może stwierdzić, że to tak na prawdę bardzo smutny wątek – z nutką nadziei.

Bawić i edukować

Istniało wiele wcieleń bajeczek pokroju Teletubisiów – bezcelowych, bezsensownych, nic nie wnoszących. Są kreskówki dla dzieci, które są inteligentne – i to je uważam za godne polecenia najmłodszym.

Niech oglądają serię przygód Asterixa (moim zdaniem o niebo zabawniejszych i przyjemniejszych w odbiorze od wersji filmowych). Niech obejrzą sobie Awatara. Legendę Aanga i podyskutują z rodzicami na ten temat. Niech zapoznają się z perełkami japońskiej animacji, choćby pochodzącymi ze Studia Ghibli (wiem, jest hejt w internecie na „chińskie bajki” – zdanie ludzi bezmyślnie krytykujących anime obchodzi mnie tyle, co zeszłoroczny upał). Rok temu oglądałem przepiękny film animowany promujący wartość rodziny – Mirai Mamoru Hosody.

Na prawdę warto sięgać po animacje, nie zatrzymywać się na wybitnym dziele Dema Star Trek Przerobiony. Wiele jest kontrowersji z Disneyem – pojawiają się zarzuty o seksualizację albo promocję jakichś ideologii. Na pewno jednak wiele z filmów tej wytwórni wciąż ma nieocenioną wartość, zwłaszcza baśnie – przekazujące z pokolenia na pokolenie pewne archetypy, które pomagają nam bardziej zrozumieć siebie.

Warto też sięgnąć po animacje dla dorosłych, które przeżywają teraz renesans za sprawą internetowych wypożyczalni (wiem jak to brzmi – ale tym oficjalnie jest np. Netflix).

Kreskówki są nie tylko dla dzieci. Myślę, że pogląd, iż jest inaczej, spocznie na cmentarzu obok myśli lekceważącej gry komputerowe.

Taką właśnie refleksję wzbudził we mnie seans serialu Nictoons Studios.

Pamiętajcie, nie ma wojny w Ba Sing Se. Jesteśmy bezpieczni.

Dedykuję ten tekst Dorocie. Dziękuję za rekomendację, „stryju”!

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.