Adeste

Adeste jest za darmo i bez reklam
Utrzymują nas tacy czytelnicy jak Ty.

Wesprzyj

I tu dochodzimy do sprzeczności…

magazine cover

pixabay.com

Ateiści nie mogą mieć racji. Ich argumenty mają tyle sensu, co piosenka o piwie Lubelski Full, a ich umysły bywają ciaśniejsze niż wnętrze Daewoo Tico. Twierdzą, że Boga nie ma – co jest oczywistą bzdurą – oraz że ich poglądy są oparte o naukę, z czym naprawdę ciężko się zgodzić. Przecież każdy wie, że Bóg istnieje, bo jest to oczywiste; nie wierzyć w Niego to tak, jak nie wierzyć w to, że Ziemia krąży dookoła Słońca.

Brzmi przekonująco? Raczej nie, prawda? I nie powinno. Powyższy akapit jest bowiem najeżony błędami logicznymi do tego stopnia, że każdego człowieka umiejącego samodzielnie myśleć powinny od patrzenia choć trochę zaboleć oczy. Często nie zauważamy nieprawidłowości oraz nadużyć, gdyż nie zawsze bywają one widoczne. Pojawiają się jednak w przytłaczającej większości dyskusji – niezależnie od tego, czy jest to rozmowa w gronie znajomych, debata transmitowana przez telewizję czy publiczna dyskusja w social mediach. W szerokim spektrum błędów logicznych znajdziemy również ten, nad którym chciałbym się szczególnie pochylić, a jest nim nieuprawniona redukcja do absurdu.

Zanim jednak do niej przejdziemy, ktoś mógłby zapytać, dlaczego właściwie poruszam taki temat na łamach „Adeste”. Skąd w czasopiśmie o tematyce religijnej miejsce na tekst o logice? Najlepszą odpowiedzią będą słowa jednej z piosenek Jacka Kowalskiego: „Jeżeli Bóg dał ci rozum, to rób użytek z rozumu!”. Bóg dał nam go po to, abyśmy – właściwie z niego korzystając – poznawali świat i siebie, a przede wszystkim Stwórcę. Rozum wykorzystujemy również po to, aby przekazywać prawdę o Bogu tym, którzy z różnych powodów w Niego nie wierzą.

Niestety, często nie pamiętamy o tym, iż religijność, wiara w Boga – a wreszcie katolicyzm – są zbiorami poglądów mających logicznie uzasadnienie. Przez to „zapominanie” nieraz nieświadomie pozwalamy, by zaniżany był poziom dyskusji na tematy fundamentalne dla człowieka. Wydaje się to dużą stratą, ponieważ im więcej intelektualnej głębi w dyspucie, tym bardziej zbliża się ona do poznania prawdy. Bez nacisku na zasady logiki nie będziemy w stanie zauważyć i prawidłowo rozpoznać błędów w rozumowaniu oponenta. Co więcej, możemy nawet sami nieświadomie je popełniać. W takich przypadkach owocuje to niemożnością udzielenia odpowiedzi na argumenty drugiej strony. W dalszej perspektywie zamyka również drogę do dogadania się, co z kolei przekreśla podstawowy z katolickiego punktu widzenia cel dyskusji, czyli prowadzenie wszystkich dusz do jednego Kościoła.

Tak, tak, nie, nie

Zacznijmy od przypomnienia najważniejszych zasad i pojęć logiki. Najbardziej podstawowym z nich jest zdanie logiczne, a więc wypowiedź, o której możemy stwierdzić, że jest prawdziwa lub fałszywa, czyli posiadająca wartość logiczną. Zdaniem logicznym jest więc przykładowo stwierdzenie: „Dziś jest wtorek”, które – w zależności od tego, kiedy czytasz ten tekst – jest prawdziwe lub fałszywe. Zdanie: „Placki ziemniaczane są dobre” nie jest natomiast zdaniem logicznym, gdyż wyraża opinię, a nie fakt; jednemu placki mogą smakować, a innemu nie.

Uwaga – zdanie logiczne wcale nie musi brzmieć logicznie. Przykładowo wyrażenie: „Adolf Hitler nie wiedział o holocauście” jest zdaniem logicznym, gdyż można jednoznacznie przypisać mu wartość. Hitler nie mógł wiedzieć o holocauście „częściowo” – wiedział albo nie – zdanie jest więc fałszywe lub prawdziwe. Formułując i uzasadniając twierdzenia, posługujemy się tylko i wyłącznie zdaniami logicznymi. Uzasadnianie swoich twierdzeń niepopartą logicznymi argumentami opinią lub przypuszczeniem stanowi błąd logiczny. Przestrzegał przed nim sam Jezus, mówiąc: „Niech wasza mowa będzie: tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi” (Mt 5, 37).

Bardziej złożone zdania logiczne składają się najczęściej z szeregu prostszych zdań połączonych spójnikami. Pozwolę sobie wymienić najważniejsze z nich. Negacja („nieprawda, że”) to po prostu zaprzeczenie pojedynczego zdania. Koniunkcja („i”) jest prawdziwa, gdy prawdziwe są oba zdania, które ona łączy. Dla prawdziwości alternatywy („lub”) wystarczy jedno zdanie zgodne z prawdą. Implikacja („jeżeli…, to…”) oznacza, że z prawdziwego pierwszego zdania wynika prawdziwość drugiego. Równoważność natomiast („wtedy i tylko wtedy, gdy”) to w istocie implikacja działająca w obie strony.

Samo twierdzenie jest zdaniem składającym się z założeń oraz tezy, które łączy implikacja. Dowód twierdzenia polega z kolei na pokazaniu – krok po kroku – że jeśli założenia są prawdziwe, to teza również. Oczywiście u progu każdej teorii stoją pewne aksjomaty, czyli twierdzenia przyjmowane za pewnik i niewymagające dowodu. Na ich podstawie dochodzi się coraz bardziej skomplikowanych wniosków.

W tym momencie chwila przerwy na przełożenie teorii na praktykę. W powyższym akapicie użyłem bowiem wielu „brzydkich” słów i określeń, na czele z „dowodzeniem twierdzeń”, które budzi w nas pamięć o najczarniejszych momentach przygotowań do matury z matematyki. Trzeba sobie jednak uświadomić, że wypowiadanie zdań logicznych, stawianie i dowodzenie twierdzeń to nasza codzienność. Zawsze, kiedy staramy się przekonać kogoś do jakiejś racji, to właśnie, w sensie logiki, dowodzimy pewnego twierdzenia.

Oczywiście dotyczy to tylko zdań logicznych. Przekonywanie kogoś, że Messi jest lepszym piłkarzem niż Ronaldo, a Passat 1.9 TDI to wspaniały samochód, to już nie dowodzenie twierdzenia, tylko uzasadnianie swojej opinii. Lubię pierogi z mięsem, ale jeśli ktoś przedkłada nad nie pierogi ruskie, to bezcelowe byłoby przekonywanie go, że nie ma racji jedynie dlatego, iż żaden Polak nie powinien lubić ruskich. Tak rozumiem powiedzenie: „O gustach się nie dyskutuje” – rozmawia się o nich, ale się nie dyskutuje.

Warto przypomnieć w tym miejscu, że twierdzenie jest implikacją, a zatem dowodząc tezy, zawsze przyjmujemy pewne założenia. Ponieważ nie za każdym razem są one jasno wyartykułowane, w codziennych dyskusjach nieraz o nich zapominamy. Trzeba jednak upewnić się, że zarówno my, jak i nasz rozmówca, przyjmujemy te same założenia (nawet domyślnie). Oczywiście będą się one różnić w zależności od interlokutora. Próbując przekonać człowieka niewierzącego, że Bóg istnieje, wyjdziemy zazwyczaj od przesłanki, że istnieje logicznie urządzony świat zamieszkany przez rozumnych ludzi. Dyskutując na tematy teologiczne z protestantem, możemy opierać się na słowach Biblii, jednak w rozmowie z osobą niewierzącą lub buddystą będziemy zmuszeni użyć argumentów pochodzących z innej dziedziny – dla owych ludzi Biblia nie stanowi bowiem punktu odniesienia w kwestiach wiary.

Błądzić – rzecz ludzka

Skoro już wyjaśniliśmy sobie, że dowodzenie twierdzeń nie zawsze musi boleć, a wręcz bywa realizacją powołania misyjnego Kościoła, przejdźmy wreszcie do zasygnalizowanej we wstępie kwestii absurdu. Wiąże się ona z jedną z najczęściej spotykanych w matematyce metod dowodzenia i warto omówić tę sprawę krok po kroku. Wśród wielu metod udowadniania poczesne miejsce zajmuje dowodzenie wprost. Polega ono na przyjęciu założeń i wyciąganiu z nich wniosków, z których następnie biorą się kolejne wnioski i tak dalej – aż w końcu za którymś razem otrzymamy tezę.

Wbrew pozorom nie jest to droga najłatwiejsza, toteż wiele spośród słynnych twierdzeń matematyki zostało dowiedzionych nie wprost – poprzez reductio ad absurdum. Na czym polega ów sposób rozumowania? Na początku zakładamy, że twierdzenie jest fałszywe, czyli jego założenia są prawdziwe, a teza fałszywa, ponieważ nie wynika ona z przesłanek. Prawdziwe są więc założenia oraz negacja tezy – z tych właśnie zdań wyciągamy wnioski, które krok po kroku prowadzą nas do sprzeczności. Skoro fałszywość twierdzenia implikuje sprzeczność, to oczywiście nie może być ono fałszywe. Jest więc prawdziwe.

Gdzie tu jednak błąd? Przecież w pierwszym akapicie pisałem o błędzie w rozumowaniu, a tymczasem prezentuję redukcję do absurdu jako całkiem uprawnioną metodę dowodzenia, na dodatek powszechnie stosowaną przez matematyków. Ano właśnie – tu dochodzimy do clou całego artykułu. Otóż dowód uzyskany poprzez reductio ad absurdum jest nim tylko wtedy, gdy rzeczywiście udało się wykazać ciąg implikacji pomiędzy zaprzeczeniem twierdzenia a sprzecznością. W każdym innym wypadku mamy prawo wytknąć oponentowi błąd w rozumowaniu i nie uznać jego tezy za dowiedzioną. Kiedy następnym razem podczas dyskusji usłyszymy, że nasze poglądy nie mają sensu, a rozmówca zaatakuje nas śmiechem lub sarkazmem, zastanówmy więc się dobrze, czy nie mamy do czynienia z błędem logicznym. Nieprawidłowe zastosowanie reductio ad absurdum wiąże się z różnorakimi błędami, które postaram się wyliczyć, posiłkując się godną polecenia książeczką Błędy Ateistów: 60 najczęstszych pomyłek logicznych autorstwa Jana Lewandowskiego.

Pierwszym z błędów jest reductio ad ridiculum. Polega on na tym, że rozmówca, zamiast odnieść się merytorycznie do argumentów oponenta, wyśmiewa je lub odrzuca bez uzasadnienia swojej postawy. Sztandarowym przykładem są tu wszelkie twierdzenia, że wiara w Boga jest śmieszna i niepoważna. Błąd ten jest jednak szczególnie powszechny w dobie social mediów. Występuje on w przytłaczającej większości tworzonych przez osoby „zaangażowane” memów i komiksów, których funkcją jest wykpienie pewnych poglądów. Osoba popełniająca ten rodzaj błędu zazwyczaj stara się wywrzeć efekt emocjonalny, by za jego pomocą zdyskredytować oponenta i jego argumenty. Emocje mogą być jednak nie tylko skutkiem, ale i przyczyną reductio ad ridiculum, gdy w toku gorącej dyskusji rozmówcy zapominają o swoich argumentach i siebie nawzajem zaczynają przerzucać oskarżeniami o absurd. Aby uniknąć tej pomyłki, należy zachowywać opanowanie w czasie debatowania. Gdy natomiast oponent używa sarkazmu czy szyderstwa wobec naszych argumentów, warto wskazywać, że popełnia błąd logiczny.

Kolejną pomyłkę stanowi nieuprawnione reductio ad absurdum, które autor wspomnianej książeczki określa jako sprowadzenie do absurdu części pewnej całości. Dzieje się to zwykle poprzez stworzenie karykatury, najczęściej będącej hiperbolą – chwytliwym środkiem retorycznym, który jednak zazwyczaj wiąże się z błędem logicznym. Jako przykład takiej fałszywej redukcji Lewandowski podaje twierdzenia, iż wiara katolicka oznacza wiarę w płaskość ziemi lub w to, że świat został stworzony w sześć dni – oba poglądy powstały w istocie na skutek błędnej interpretacji Pisma Świętego.

Powyższy przykład można by również zaklasyfikować do błędu określanego jako argumentum ad fidem. Jest to technika manipulacji skuteczna w dyskusjach ze słabo przygotowanymi uczestnikami, którzy bronią swojej religii. Oponenci przekonują taką osobę, że doktryna ich wiary obejmuje pewne stwierdzenie, podczas gdy w rzeczywistości tak nie jest. Oprócz wymienionych w poprzednim punkcie przykładów przytoczyć można wmawianie katolikom karykaturalnej wersji dogmatu o Trójcy Świętej czy nieomylności papieża. Aby ustrzec się przed tym błędem, należy zgłębiać naukę Kościoła. Za każdym razem, gdy oponent przypisuje nam wiarę w coś podejrzanego, warto również sprawdzić, w Katechizmie lub z pomocą wykwalifikowanego teologa, rzeczywiste stanowisko Kościoła w danej kwestii. Jest to szczególnie ważne, ponieważ błąd argumentum ad fidem przyczynił się do porzucenia wiary przez wielu ludzi, którzy nie potrafili go dostrzec i odpowiedzieć na niego odpowiednią ripostą.

Argumentum ad populum to natomiast pomyłka dostrzegalna szczególnie w wypowiedziach osób publicznych. Błąd ten jest w istocie chwytem retorycznym mającym na celu pozyskanie sympatii słuchaczy poprzez odwoływanie się do ich instynktów oraz emocji. Spotkamy się z nim w niemal każdej debacie telewizyjnej, kiedy jej uczestnicy – zamiast odpowiadać na pytania prowadzących czy rozmówców – starają się za wszelką cenę „dobrze wypaść” i zaimponować telewidzom. Nagminnie stosują go również publicyści przy okazji interpretowania danych statystycznych, celowego przeinaczania cudzych wypowiedzi, czy sarkastycznych żartów. Na argumentum ad populum bazują również reklamy wmawiające potencjalnym klientom, że przykładowo, dany szampon jest najlepszy, ponieważ używa go 95% Polaków (gdzie tu związek?).

Wyżej wymieniony błąd wiąże się z argumentum ad numerum – przekonaniem, że teza jest prawdziwa, ponieważ większość ludzi się z nią zgadza. Myślenie według argumentum ad numerum stanowi podstawę współczesnego kultu demokracji oraz demokratyzmu zezwalającego na kształtowanie prawa i moralności według uznania większości. Argumentum ad numerum jest szczególnie często wykorzystywany w dyskusjach światopoglądowych, gdzie z jego pomocą atakuje się przeciwników eutanazji, ideologii gender czy działaczy pro-life. W rzeczywistości skala poparcia dla tezy nie ma związku z jej prawdziwością, a prawda pozostanie prawdą nawet wtedy, gdy wszyscy będą żywić przekonanie fałszywe.

Odniesienie się do braku wiedzy oponenta i przerzucenie na niego ciężaru dowodowego to z kolei argumentum ad ignorantiam. Błąd ten popełniają ateiści twierdzący, że nie spotkali się z przekonującym dowodem na istnienie Boga, a więc dowodzi to faktu, że On nie istnieje. W rzeczywistości brak uzasadnienia tezy nie udowadnia tezy przeciwnej. Jeśli więc ktoś nie potrafi uzasadnić swojego stanowiska, nie oznacza to automatycznie, że nie ma racji.

Argumentum ad personam oznacza natomiast stwierdzenie, które nie odnosi się do argumentów oponenta, lecz do jego osoby. W dziedzinie religii często występuje on w postaci dyskredytacji, przykładowo w postaci słów: „on musi tak mówić, ponieważ jest katolikiem”; „jest księdzem, więc mówiąc o Kościele, nie jest wiarygodny”. Aby uniknąć tego błędu, należy pamiętać, że osoba rozmówcy nie ma związku z prawdziwością głoszonych przez nią tez.

Kolejny sposób błędnego uzasadniania to argumentum ad novitatem, czyli twierdzenie, że pogląd jest prawdziwy ze względu na swoją „nowoczesność”. Ten błąd napotykamy, ilekroć ktoś twierdzi, że katolicyzm to „ciemnogród” czy „zacofanie”. Warto jednak zauważyć, że często popełniają go również tzw. „katolicy otwarci”. Nieraz zarzucają oni archaiczność niektórym elementom tradycyjnego nauczania Kościoła czy starszym praktykom pobożnościowym, takim jak msza „trydencka”. W rzeczywistości o prawdziwości tezy nie decyduje nowoczesność argumentacji – prawda bowiem nie zmienia się wraz z upływem czasu.

Kolejny błąd, któremu warto poświęcić uwagę, to Dicto Simpliciter, czyli generalizacja na podstawie pewnej liczby przypadków. Błąd ten często wiąże się z grą na emocjach, gdy przykładowo podważa się świętość Kościoła ze względu na skandale pedofilskie z udziałem pojedynczych duchownych. Popełniają go również ateiści twierdzący, że Boga nie ma, ponieważ oni Go nie widzieli lub nie doświadczyli Jego obecności.

Niewłaściwym zagraniem w dyskusji bywa również ekwiwokacja, czyli porównywanie dwóch zdań, w których to samo słowo użyte jest w różnych znaczeniach. Jako przykład Jan Lewandowski podaje zdanie: „Jeśli wierzysz w Boga to tak, jakbyś wierzył w krasnoludki”. Czasownik „wierzyć” oznacza za pierwszym razem oparte na pewnych przesłankach przekonanie religijne, a za drugim dziecięcą wiarę w bajki. Ekwiwokacja jest również przykładem fałszywej analogii, czyli wyciągnięcia niewłaściwego wniosku z dwóch analogicznych zdań.

Ipse dixit wiąże się natomiast z uzasadnieniem tezy tylko i wyłącznie za pomocą własnego przekonania, a więc stwierdzenie, że ma się rację, ponieważ „jest to oczywiste”. Zwłaszcza studenci matematyki dobrze wiedzą, że zbyt szybkie uznanie czegoś za oczywiste to najprostsza droga do skończenia studiów. Ze skutkiem natychmiastowym. Wreszcie Non causa pro causa oznacza nieprawidłowe wnioskowanie – wyciąganie z założeń wniosków, które wcale z nich nie wynikają.

We wcześniejszych akapitach ukazałem obszernie specyfikę błędów logicznych i jeśli choć jedna dyskusja na temat religii – lub w jakiejkolwiek innej kwestii – osiągnie dzięki temu tekstowi wyższy poziom, warto było je przytoczyć. Oczywiście konieczne jest również zgłębianie tematu na własną rękę, ponieważ istnieje ogromna liczba pomyłek logicznych, o których nie wspomniałem. W ten sposób nie tylko pojawi się okazja do doskonalenia swojej umiejętności debatowania, ale przede wszystkim do nauki logicznego myślenia. Nie jest ono bowiem wcale cechą wrodzoną, lecz trzeba ją w sobie nieustannie kształcić i rozwijać. A ponieważ jako katolicy wierzymy, że rozum jest darem od Boga, z którego mamy korzystać na Jego chwałę – tym bardziej nie wolno nam tego daru zaniedbywać.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

Zapisz się na newsletter i bądź na bieżąco

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta witryna jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej Polityka prywatności oraz Warunki korzystania z usług Google.

Weryfikacja reCAPTCHA wygasła. Odśwież stronę.