adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj

Polska – strefa wolna od katolicyzmu

magazine cover

pexels.com

Jesteśmy przyzwyczajeni, by myśleć o Polsce jako o kraju katolickim. Im dłużej jednak przyglądam się sytuacji w kraju, tym bardziej zaczynam zastanawiać się, czy takie określenie nie straciło już przypadkiem racji bytu. Możliwe, że jeszcze nie. Jestem jednak niemal pewien, że już wkrótce straci, a marzenia liberalnych aktywistów o „strefie wolnej od katolicyzmu” zaczną nabierać kształtu. Proces zmian w mentalności już się rozpoczął. Obecnie stoimy na granicy.

Październikowa decyzja Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji poruszyła cały kraj. Najpierw mogłem zaobserwować radosne reakcje konserwatywnych znajomych, często wyraźnie związanych z życiem religijnym. Wkrótce we wszystkich mediach społecznościowych zostałem zalany głosami niezadowolenia i sprzeciwu. Wielu moich znajomych poszło na odbywające się w polskich miastach protesty. Mogłem się tego spodziewać po osobach, które od dawna występowały przeciwko katolickiej nauce społecznej i uważały religię za największe zło tego świata. Nie sposób od nich oczekiwać przyjmowania katolickiej moralności. Ci znajomi nie byli jednak jedyni. Zobaczyłem osoby, które jeszcze niedawno aktywnie angażowały się w życie parafii. Znajomą, która dopiero co kierowała jedną z grup znanego duszpasterstwa akademickiego. Ludzi, których widywałem w kościele – i to nie tylko w niedziele i święta.

Polski katolicyzm nie przeciera nowego szlaku. Idzie drogą wydeptaną przez inne narody. Wiemy, dokąd one doszły, możemy więc spodziewać się, gdzie ta sama ścieżka doprowadzi nasz kraj. To droga do wyrugowania wiary z życia publicznego oraz diametralnych zmian norm kulturowo-moralnych. Widzieliśmy to w Irlandii, do której często odwołują się przewidujący przyszłość wiary w Polsce. Ja jednak chciałbym sięgnąć po nieco inny przykład.

Polak-katolik, Quebecois-katolik

Skolonizowana przez katolików Nowa Francja (dzisiejszy kanadyjski Quebec) była przesiąknięta religią. Działający tam jezuici chcieli stworzyć społeczeństwo francuskie i katolickie. Początkowo jedynie takie osoby mogły osiedlać się w kolonii. Z biegiem czasu rola władzy religijnej stawała się coraz bardziej wyraźna. Kościół i państwo promowały dzietność i życie w małżeństwie. W Nowej Francji niemal wszystkie dzieci pochodziły ze związków małżeńskich, a nieliczne bękarty miały zapewnioną opiekę. Aborcja była surowo karana. Gdy kolonia przeszła pod panowanie brytyjskie, katolicyzm stał się jedną z podstawowych cech odróżniających Quebecois od osadników brytyjskich. Działało to też w drugą stronę – słowo „Quebecois” było synonimem katolika. Przywołuje to na myśl popularne jeszcze parę lat temu zawołanie „Polak-katolik”, które zakłada nierozerwalny związek tych pojęć.

Religia ściśle wpływała na moralność i życie społeczne mieszkańców Quebeku. Trudno jednak powiedzieć, czy mieszkańcy regionu byli prawdziwie religijni. Analiza wspomnień z XIX wieku ukazuje zupełnie inny obraz sprawy. Wiele osób traktowało pójście do kościoła jako spotkanie towarzyskie. Podczas liturgii wierni palili tytoń, niekiedy również pili alkohol. Rozmowy w trakcie mszy i szokujące, nieskromne w oczach przybyszów z innych regionów stroje były czymś normalnym. Katolicyzm quebecki był na pierwszy rzut oka silny, lecz był po prostu katolicyzmem kulturowym, często pozbawionym żywej wiary. Był oparty na podtrzymywaniu zwyczajów i modelu życia, jakie istniały wcześniej. Nie stwarzał okazji do rozwoju. Był ułudą.

Osłabienie roli quebeckiego Kościoła wiązało się ze zmianami wprowadzonymi w czasie tak zwanej spokojnej rewolucji. Pod koniec lat sześćdziesiątych doszło do laicyzacji życia i przekazania wielu spraw, którymi do tej pory zajmował się Kościół, państwu. Jednocześnie niesamowicie dużo młodych ludzi zaczęło odchodzić od religii. Wprowadzono śluby cywilne oraz prawo rozwodowe, a społeczeństwo wkrótce zaczęło postrzegać aborcję jako nową metodę antykoncepcji. Parafie bankrutowały, kościoły zamykano, spadała liczba księży. Quebecois przestał być synonimem katolika. Mimo że w 2011 r. niemal 3/4 mieszkańców Quebeku uważało się za katolików, współczesne badania wskazują, że w quebeckich miastach na mszę uczęszcza jedynie 3-5% wiernych. Jeszcze niedawno powiedzielibyśmy „Quebecois-katolik”. Dziś byłoby to już nie ma miejscu. A co z „Polakiem-katolikiem”?

Czy Polska będzie nową Kanadą?

W naszym miesięczniku wielokrotnie pisano już, że polska wiara ma znamiona katolicyzmu kulturowego – takiego, jaki był w Quebeku. Dla wielu Polaków religia ogranicza się do pójścia w niedzielę do kościoła, ewentualnie niezjedzenia schabowego w piątek. Nie wpływa już zbytnio na moralność, co pokazują między innymi niedawne wydarzenia. Quebeckie prawo zabraniało wielu rzeczy niezgodnych z nauczaniem Kościoła, lecz gdy tylko wprowadzono zmiany, okazało się, że nic nie powstrzymywało już ludzi przed dokonywaniem aborcji i wprowadzeniem nowego stylu życia. Zabrakło formacji wiernych. W takich sprawach katolik nie powinien być ograniczony prawem państwowym, lecz własnym sumieniem. Sumienie quebeckich katolików pozostało niewzruszone, bo zapewne nigdy go nie ukształtowano.

A co z sumieniem Polaków? Dziewczyn z duszpasterstw akademickich domagających się prawa do aborcji, byłych ministrantów odrzucających zasady wiary? Nie mówimy tu nawet o ludziach, którzy z wiarą mieli kontakt minimalny, lecz o osobach, które angażowały się w życie religijne, które chodziły na katechezę, które przygotowywały się do bierzmowania. Z drugiej strony na łamach naszego miesięcznika opisano już jak wygląda przygotowanie do bierzmowania oraz jaką wiarę pokazuje się dzieciom, chociażby w trakcie zinfantylizowanych do bólu mszy roratnich. Takie rzeczy nie pozostają bez znaczenia. To one tworzą obraz wiary w oczach młodych ludzi. Ponadto zdecydowanie brakuje w Polsce katechezy dorosłych, a sami księża często nieprzychylnie patrzą na inicjatywy z tym związane.

Co zobaczy kulturowy katolik, gdy już przyjdzie do kościoła? Innych ludzi, którzy – podobnie jak on – nie chcą tam być i marzą już o niedzielnym rosole? A może usłyszy kolejny list Konferencji Episkopatu Polski, w którym wśród wielu pustych słów ciężko znaleźć jakikolwiek przekaz? Lub, co gorsza, trafi na list rektora KUL lub UPJP2, który przekaz ma jeden – „dajcie pieniądze”. Potem taka osoba wyjdzie z kościoła i zapamięta, że Kościołowi zależy tylko na pieniądzach, a samo chodzenia na mszę jest nudne, smutne i pozbawione sensu. Innego obrazu Kościoła raczej nie uda mu się zobaczyć, bo polski Kościół niezbyt w ogóle chce pokazywać się z innej strony. Gdy przyjdzie więc moment decyzji i trzeba będzie wybrać między tym, co poleca świat, co popierają celebryci, co media uznają za słuszne, a tym, co jest moralne według Kościoła, nie można się dziwić, że wybór będzie prosty.

Zobacz też:   Katolicki feminizm - oksymoron?

Klerofaszyzm i państwo wyznaniowe

Wpływ Kościoła na życie społeczne w Quebeku był gigantyczny, zdecydowanie większy niż w Polsce. Nie dziwi więc, że odrzucenie kojarzonego z uciskiem katolicyzmu było tam tak radykalne. Warto jednak pamiętać, że w oczach przeciwników Kościoła w Polsce (a także w oczach wielu katolików stojących na granicy różnych poglądów) wpływ religii oraz hierarchów na życie społeczne i polityczne jest znacznie większy niż w rzeczywistości. Taki sposób patrzenia na sprawę coraz bardziej zyskuje popularność. Z tego powodu sądzę, że odrzucenie religii w Polsce również może być radykalne. Może nie aż tak jak w Quebeku, lecz wciąż – radykalne, mocne i zdecydowane.

Już teraz katolicyzm staje się dla pewnej grupy ludzi synonimem wszelkiego zła. Protestujący w październikowych marszach skandowali hasła wyraźnie wymierzone w Kościół. W Katowicach tłumy protestowały przed archikatedrą, w Poznaniu doszło do próby wtargnięcia do siedziby arcybiskupa, w Krakowie protesty (po raz kolejny) obrały sobie za cel kurię. Ponownie pragnę zaznaczyć, że w tych marszach brały udział także osoby, które (przynajmniej jeszcze niedawno) uważały się za katolików.

Akty przemocy wymierzone w polski Kościół, a czasem również w konkretnych księży, są coraz bardziej powszechne. W ostatnim czasie czytałem o niszczeniu kościelnych budynków oraz symbolicznych gestach, które miały przynieść autorom popularność w internecie. W sieci można też znaleźć komentarze życzące śmierci katolikom i popierające akty przemocy w nich wymierzone. Obserwujemy w Polsce drastyczną zmianę kulturową, której podstawowym założeniem jest pozbycie się ograniczeń, jakie narzucała na ludzi katolicka moralność. Coś takiego nie wzięło się z powietrza, lecz długo dojrzewało przy milczącej akceptacji osób mających możliwość zajęcia się sprawą.

Gdy do władzy w Polsce dojdzie nowa siła polityczna, zapewne spróbuje wyzwolić kraj z dotychczasowego uciemiężenia. Naruszony kompromis aborcyjny może całkowicie przestanie istnieć, a aborcja będzie dostępna na życzenie. W październiku została wygrana bitwa, ale niewiele wskazuje na to, żeby katolicy mogli wygrać tę wojnę. Za tym wszystkim pójdą też inne rzeczy – zmiany w życiu społecznym i rodzinnym, dostosowanie kraju do nowych standardów moralnych, które rzadko będą zbieżne z moralnością chrześcijańską.

Polska ma bardzo dobrze rozwinięte metody płatności bezgotówkowej. Możemy płacić nawet telefonem, co nie jest możliwe w wielu bogatszych i bardziej rozwiniętych krajach. Dlaczego? Bo płatność bezgotówkowa przyszła do nas później i było łatwiej wprowadzić jej nowsze metody na większą skalę. Sądzę, że podobnie będzie ze sprawami obyczajowymi. Odrzucenie katolicyzmu, spadek religijności, coraz mniej powołań, liberalizacja społeczeństwa, chęć wyzwolenia się spod „władzy kleru” – to wszystko otworzy drogę do radykalnych zmian.

Niegdyś kulturowo katolicki Quebec nie odstaje dziś od reszty liberalnej Kanady. Jeśli Polska dalej będzie iść jego drogą, może stać się nową Kanadą – jeszcze bardziej liberalną, jeszcze bardziej „wyzwoloną”. Jeszcze mniej katolicką.

Co będzie dalej?

Polski Kościół dużo stracił w oczach wielu osób. Nierozwiązane afery, zamiatanie problemów pod dywan, udawanie, że wszystko jest w porządku, kiedy tak naprawdę coraz mniej rzeczy jest w porządku. Znamy to już z innych krajów, widzieliśmy to chociażby w Irlandii. Najstraszniejsze w tym wszystkim jest to, że zauważamy, co nas prawdopodobnie czeka, lecz osoby u sterów zdają się nie dostrzegać góry lodowej, w którą za chwilę uderzymy. A może już uderzyliśmy i nasz statek tonie?

Czy więc wszystko stracone? Bynajmniej. Kardynał Robert Sarah w książce Bóg albo nic przypomina, że piękno Kościoła nie tkwi w liczbie jego wiernych, lecz w ich świętości. Internetowy kaznodzieja, ojciec Adam Szustak, mówi wprost: „przegraliśmy ten świat!”. Zauważa też, że brak zgody w społeczeństwie, który obecnie obserwujemy, wynika z zupełnie innego rozumienia tych samych pojęć. Działacze LGBT definiują miłość inaczej niż patrzący przez pryzmat wiary katolik. Operujemy tymi samymi pojęciami, będącymi dla nas czymś zupełnie innym – w takiej sytuacji trudno o zgodę, a brak zgody prowadzi do wrogości, którą już dziś możemy zaobserwować. Tak, przegraliśmy ten świat, ale nie mieliśmy go przecież wygrać.

Możliwe, że Kościół w Polsce czekają trudne czasy. Niesamowicie dużo ludzi młodych radykalnie odrzuca nie tylko katolicyzm, lecz także związaną z nim moralność. Spodziewam się, że jeszcze w trakcie mojego życia katolicyzm w Polsce odejdzie w cień i stanie się dla wielu czymś jak obiekt muzealny, relikt dawnych czasów. Ci, którzy jednak zostaną, będą – daj Boże – ludźmi prawdziwej wiary i świętości.

Zdaję sobie sprawę, że ten tekst brzmi nieco pesymistycznie. Warto jednak pamiętać, że nasz Pan zapowiadał, iż możemy się spodziewać takich rzeczy. Chciałbym więc Was zostawić z dwoma cytatami z Pisma Świętego, które według mnie dobrze wpisują się w to wszystko, co tutaj opisałem:

„Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam. Odtąd bowiem pięcioro będzie rozdwojonych w jednym domu: troje stanie przeciw dwojgu, a dwoje przeciw trojgu; ojciec przeciw synowi, a syn przeciw ojcu; matka przeciw córce, a córka przeciw matce; teściowa przeciw synowej, a synowa przeciw teściowej” (Łk 12, 51-53).

„To wam powiedziałem, abyście pokój we Mnie mieli. Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat” (J 16, 33).

O autorze

Amerykanista, student filologii rumuńskiej. Zainteresowany językoznawstwem i kulturą w najszerszym znaczeniu tego słowa. Zajmuje się także tworzeniem kina niezależnego.
Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.