adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj

Po Namyśle: Po Damazym II to już nie ma papieży

magazine cover

wikimedia_canva

„Nie możesz krytykować papieża! On jest nieomylny!”. Owszem – jest. Ale nie wszystkie, wręcz mało które poczynania papieża podpadają pod dogmat o nieomylności. Pozostałe jego działania jak najbardziej można poddawać pod dyskusję, a nawet wyrażać się o nich sceptycznie.

Czemu o tym piszę? Przy okazji niedawnej decyzji papieża w kwestii mszy „trydenckich” zdarzyło mi się podlinkować wywiad Piotra Ulricha z doktorem Pawłem Milcarkiem na temat Traditionis custodes. Było to pod postem na profilu pewnego dość znanego charyzmatyka z południa Polski. Dowiedziałem się wówczas od jednego z komentujących, że…

„Adeste” jest antypapieskie i rozdarte

„Zaglądam do miesięcznika »Adeste« od jakiegoś czasu, bo interesujący jest dla mnie głos katolików o jedno pokolenie młodszych ode mnie. I muszę przyznać, że jest to dla mnie wzorcowe studium przypadku rozdarcia między wiernością papieżowi a miłością do starego rytu. Studium, które ujawnia wewnętrzną sprzeczność tych dwóch postaw i pokazuje, że mimo starań i dobrej woli pełne uspójnienie trydenckiego tradycjonalizmu i posoborowej katolickiej ortodoksji wydaje się niemożliwe. Myślę, że pan Krzysiek Namyślak, jako jeden z redaktorów, czuje to nie od dziś”.

Tak? Ja nic nie czuję. Jakikolwiek by nie był stosunek obecnego papieża do „starego rytu” – a stosunek, jaki jest, każdy widzi – nie rozumiem, w jaki sposób miałby uniemożliwiać on zdrowo uformowanym tradycyjnym katolikom wierność urzędującemu następcy św. Piotra. Szczególnie że komentarz tego naszego czytelnika nie odnosi się do obecnej sytuacji, tylko do względnej normalności czasów sprzed nieszczęsnego Traditionis custodes.

Pojawił się również wątek artykułu Marcelego Hejwowskiego o arcybiskupie Marcelu Lefebvrze (części pierwsza i druga), założycielu Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X. Bazując na źródłach biograficznych, Marceli dokonywał niejako apologii tego hierarchy. Sytuacja bractwa jest niewątpliwie cokolwiek skomplikowana – mają tak zwany „nieuregulowany status kanoniczny”. Ja na przykład nigdy nie miałem z nimi nic wspólnego i odradzam uczęszczanie do nich, aż się „doregulują”, jednakże mam świadomość tego, że Watykan zezwala na korzystanie z ich posługi sakramentalnej. Tym niemniej podjęcie refleksji nad poglądami i działaniami arcybiskupa, nawet przy pozytywnej ocenie niektórych z nich, nie jest przecież świadectwem antypapizmu!

Papieska nieomylność a papolatria

Dogmat o nieomylności papieża został ogłoszony w 1870 roku na soborze watykańskim I. Według ojców soboru nauka o nieomylności papieża jest ściśle związana z jego prymatem oraz biblijnym zapewnieniem Jezusa o stałości wiary Piotra Apostoła. Aby papieska wypowiedź mogła zostać uznana za nieomylną, musi zostać spełniony szereg warunków. Zacytuję w tym miejscu konstytucję dogmatyczną Pastor aeternus, która zawiera nie tylko definicję dogmatu, ale również teologiczne uzasadnienie jego ogłoszenia.

„Za zgodą świętego Soboru nauczamy i definiujemy jako dogmat objawiony przez Boga, że Biskup Rzymski, gdy mówi ex cathedra – tzn. gdy sprawując urząd pasterza i nauczyciela wszystkich wiernych, swą najwyższą apostolską władzą określa zobowiązującą cały Kościół naukę w sprawach wiary i moralności – dzięki opiece Bożej przyrzeczonej mu w osobie św. Piotra Apostoła posiada tę nieomylność, jaką Boski Zbawiciel chciał wyposażyć swój Kościół w definiowaniu nauki wiary i moralności. Toteż takie definicje są niezmienne same z siebie, a nie na mocy zgody Kościoła. Jeśli zaś ktoś, co nie daj Boże, odważy się tej naszej definicji przeciwstawić, niech będzie wyłączony ze społeczności wiernych”.

Zobacz też:   Zabić za życie

Sztandarowymi wypowiedziami papieskimi, co do których teologowie katoliccy są zgodni, iż mają status ex cathedra, są: ustanowienie dogmatów o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny i o jej wniebowzięciu oraz wypowiedź z Evangelium Vitae św. Jana Pawła II, że bezpośrednie i umyślne zabójstwo niewinnego człowieka (morderstwo) jest zawsze czynem moralnie złym, a także potępienie bez względu na okoliczności aborcji rozumianej jako bezpośrednie przerwanie ciąży w jakimkolwiek momencie od chwili poczęcia. Trwają spory, czy wypowiedź św. Jana Pawła II na temat braku możliwości udzielania święceń kobietom również ma taki status.

Czy zatem można krytykować działania papieży?

I w tym miejscu dochodzimy do pojęcia „papolatrii”. Jednym z jej przejawów może być uważanie KAŻDEGO słowa danego papieża za nieomylne, a także potępianie jakiejkolwiek krytyki wypowiedzi danego biskupa Rzymu. W przypadku pontyfikatu św. Jana Pawła II napisałem osobny artykuł, gdzieniegdzie znany aż za dobrze. W przypadku obecnego papieża może być to dogmatyzacja wszelkich niejasnych wypowiedzi dających się dowolnie zinterpretować, nad którymi łamią sobie głowy watykańscy rzecznicy.

Naturalnie można więc krytykować. Oczywiście winniśmy każdemu papieżowi cześć i posłuszeństwo, z tym absolutnie nie ma co dyskutować. Po prostu nie wszystkie ich decyzje są nieomylne i warto zawsze mieć w pamięci, że są przecież tylko ludźmi. Jak najbardziej można krytykować postanowienia Traditionis custodes czy podawać w wątpliwość niejednoznaczne zapisy Amoris laetitia. Bardzo ważne jest jednakże posłuszeństwo, choć nieraz rzeczywistość może być bolesna czy wprost krzywdząca.

Bo przecież zdarzają się ludzie „wybierający” sobie, który pontyfikat papieża będą uznawać jako ostatni. Aktualnie jest to wyjątkowo „łatwe” ze względu na to, że Benedykt XVI jeszcze żyje. Wokół jego abdykacji narosły różne teorie spiskowe, a papież Franciszek miewa dwuznaczne wypowiedzi. Taką postawę można roboczo nazwać „sederatzingeryzmem”.

Ale na tym nie kończą się możliwości z robieniem mentalnych fikołków dotyczących papiestwa.

Inne „sede(…)izmy”

Przecież zawsze można cofnąć się jeszcze dalej. „Sedewojtylianizm” wydaje się być bolączką niektórych przedstawicieli polskiego duchowieństwa. Ale o ile „sederatzingeryzm” jest faktycznym problemem z kategorii sedewakantyzmu, o tyle „sedewojtylianizm” to bardziej mentalność na zasadzie: „po Janie Pawle II to już nie ma papieży”, służąca deprecjacji działań kolejnych biskupów Rzymu, którzy mają nie być tak wspaniali jak nasz Największy Rodak Papież Polak.

Stale powracającym żartem ze smutnej rzeczywistości sedewakantystycznej frakcji tradycjonalistów jest mający być w wieku stu czterdziestu pięciu lat Pius XII, który rzekomo ukrywa się w jakiejś piwnicy. Dlatego on, ponieważ jego następca – św. Jan XXIII – zwołał „heretycki sobór watykański II”, a później „było już tylko gorzej”. Czyli „sedepacellizm”. Ale zaraz przyjdzie inna frakcja – „sederattistów” od Piusa XI – wszak „Pius XII zdeformował Triduum”… I tak dalej, i tak dalej.

A dlaczego w tytule jest Damazy II? Ponieważ jego następca, Leon IX, został ekskomunikowany przez Michała Cerulariusza, patriarchę Konstantynopola, co w 1054 roku zapoczątkowało wielką schizmę wschodnią. Ale gdyby podrążyć różne prywatne animozje, to czy chociaż św. Piotr by się ostał…?

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.