adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj

Gdy papież nie jest w stanie odejść, czyli czy Kościołowi są potrzebne nowe procedury sede vacante?

magazine cover

yt.com_HBO Polska

(Tekst zawiera spoilery fabuły serialu Nowy papież).

Białe łóżko na środku pokoju, a za nim duży krzyż. Siostry zakonne krzątają się wokół. Urządzenia podtrzymujące pracę serca pikają monotonnie. Ojciec Święty Pius XIII leży w śpiączce po rozległym zawale serca. Kościół od tej chwili i razem z nim zastygł w stagnacji i oczekiwaniu. Tak będzie zawsze? Co dalej z Kościołem? A może wydarzy się cud i papież się wybudzi?

Ten opis to kadr z serialu Nowy papież w reżyserii Paolo Sorrentino. I chociaż opisana sytuacja jest wytworem wyobraźni reżysera, to nie jest z gatunku sci-fi. Scenariusz, w którym widzialna głowa Kościoła, biskup Rzymu zapada w śpiączkę bądź w inny sposób nie jest w stanie wyrazić woli, a ciągle żyje, jest niepokojąco możliwy, chociaż upartym zbiegiem okoliczności dotąd się nie wydarzył. Czy Kościół – tym razem ten rzeczywisty, a nie serialowy – ma jakieś wyjście awaryjne z tej sytuacji?

My, Paweł VI, deklarujemy

Mimo tego, że opisywany na początku problem nie miał dotąd miejsca (papieże umierali naturalnie bądź inni im w tym pomagali), to następcy św. Piotra byli świadomi powagi sytuacji. Przynajmniej w jakimś stopniu rozumieli, że gdyby zdrowie czy inne czynniki nie pozwalały im pełnić urzędu, a Kościół był na to całkowicie nieprzygotowany, powstałby poważny problem. Działo się to jednak zawsze nieoficjalnie, na podstawie przekazów ustnych bądź osobistych reskryptów; nigdy nie wprowadzono tych zasad do prawa ogólnego. Ciekawe światło na tę kwestię rzuca jedna z publikacji. W 2018 ukazała się w Rzymie książka ks. Sapienzy pt. La barca de Paolo (pol. Barka Pawła). Zawiera ona niepublikowane wcześniej listy i korespondencje papieża czasu przełomu. Jak podaje portal stacja7.pl w artykule pt: Ujawniono treść listu, w którym Paweł VI dopuszcza rezygnację, przetłumaczony tekst warunkowej rezygnacji brzmiał: „My, Paweł VI, deklarujemy, że w przypadku choroby, przypuszczalnie nieuleczalnej lub długotrwałej, lub w przypadku innej poważnej i długotrwałej przeszkody (…) zrzekamy się naszego urzędu”.

List datowany jest na 2 maja 1965 r., a więc dwa lata po objęciu urzędu przez papieża. W przypadku wystąpienia trudności list miał trafić do dziekana kolegium kardynalskiego, który był władny stwierdzić wakat. Pomysł Pawła VI nie był wcale nowinką. Poprzednio warunkową rezygnację brał pod uwagę m.in. Pius XII. Jak relacjonuje Andrea Tornielli w swojej książce: Pio XII. Eugenio Pacelli. Un uomo sul trono di Pietro, Pius XII miał powiedzieć: „Monsignore, proszę wiedzieć, że jeśli nie wrócą mi siły w wystarczającej mierze, nie zawaham się przed rezygnacją, ponieważ Kościół, w tak trudnych chwilach, musi być rządzony przez osobę cieszącą się pełnym zdrowiem i siłą”.

„Pozwólcie mi odejść do domu Ojca”

Kłopotliwy scenariusz, w którym widzialna głowa Kościoła ciągle żyje, ale nie jest na tyle sprawna, by wypełniać swoje zadania, mógł zdarzyć się także szesnaście lat temu. Doskonale to pamiętamy. Kwiecień 2005 roku. Polski papież przykuty do łóżka w agonii miał wypowiedzieć słynne: „Pozwólcie mi odejść do domu Ojca”. To zdanie interpretujemy dziś jako prośbę o nieprzedłużanie uporczywej terapii. Prośba, być może nieświadomie, miała także inny kontekst: już szesnaście lat temu medycyna była na tak dobrym poziomie, że lekarze byli w stanie utrzymać życie polskiego papieża. Jednak tworzyłoby to precedens historyczny nieobecnej głowy Kościoła i spowodowałoby trudności, które już wtedy były poważne. Według części publicystów medialna otoczka i umieranie na oczach świata, a także ryzyko paraliżu Kościoła stanowiły jeden z powodów renuncjacji jego następcy, Benedykta XVI. Pełne pokory pozostawanie na krzyżu urzędu, a jednocześnie nieupieranie się przy nadmiernie ciągnącej się terapii było opatrznościowym zachowaniem papieża, jednak kard. Ratzinger, będąc jego najbliższym współpracownikiem, mógł mieć świadomość, że sama choroba Jana Pawła II była czasem, w którym jego władza nad Kościołem była tylko nominalna.

A co, jeśli?

Możemy hipotetycznie założyć, oczywiście z pełnym szacunkiem dla osoby i urzędu obecnego bądź przyszłego papieża, że spekulacja staje się faktem. Szybka zapaść zdrowia, kilka godzin, zawał bądź inny czynnik i schorowany papież zostaje przykuty do łóżka. Traci przytomność i rokowania są na tyle złe, że może nie odzyskać jej nigdy bądź przez dłuższy czas. Co wtedy mogłoby się wydarzyć w Watykanie i w samym Kościele? Prawdopodobnie przez pierwsze tygodnie Kościół jako całość nie odczułby większych zmian. Poza publicystyczną burzą i szokiem wiernych życie parafialne dalej by działało, sakramenty byłyby udzielane, a biskupi wyświęcaliby księży i diakonów. W takim scenariuszu przez określony czas kuria rzymska pracuje swoim standardowym rytmem, mając wypracowane wielowiekowe mechanizmy. Można sobie także wyobrazić, że w przypadku przedłużającej się trudności pewne obowiązki dyplomatyczne przykutego do łóżka papieża przejąłby szef sekretariatu stanu, odpowiednik premiera w innych państwach.

W tej perspektywie wydaje się, że mimo wszystko Kościół mógłby tak trwać przez wiele miesięcy. Jednak tylko do pewnego czasu. Problemy mogą się pojawić w momencie kontaktu krajowych episkopatów z Watykanem i innych spraw, w których nie można zastąpić ojca świętego. O ile technicznymi aspektami nominacji biskupich zajmuje się Kongregacja ds. Biskupów, to tradycyjnie każdą nominację podpisuje papież.

Nie inaczej jest z przyjmowaniem rezygnacji biskupów ze względu na wiek czy inne okoliczności. Nie działają one automatycznie, a do ich ważności wymagana jest zgoda biskupa Rzymu. W takiej sytuacji stworzyłaby się swoista kolejka spraw, których nie wolno byłoby podjąć bez ryzyka oskarżenia o nieważność aktu.

Problemy nie kończą się na sprawach proceduralnych. Chodzi także m.in. o kanonizację. To akt bezpośredniej władzy papieża. Biskup Rzymu kanonizuje błogosławionych, zwyczajowo odczytując bullę, mając na głowie założoną mitrę i trzymając pastorał. To liturgicznie oznaki władzy w Kościele i tu także trudno sobie wyobrazić zastąpienie papieża urzędnikami.

Zobacz też:   Droga Helenki ku pastwiskom Ojca

Tę intuicję podziela Tom Sundaram, sędzia sądu biskupiego archidiecezji Portland. Na łamach portalu Quora wyjaśnia:

„Z mocy samego prawa, gdy nikt nie sprawuje urzędu, zarządzanie Stolicą Apostolską jest delegowane kolegium kardynałów, które musi zachować status quo – nie ma mowy o zmianach w zarządzaniu. To, co może, a czego nie może zrobić kolegium kardynałów, jest przedmiotem pewnej debaty, ale ogólnie życie toczyłoby się dalej, dopóki papież by nie wyzdrowiał i nie objął stolicy, w jakiś sposób nie zrezygnował (przy pełnej świadomości) lub nie umarł, co przyniosłoby konklawe i wybór nowego papieża” (za: What would happen at the Vatican if the Pope fell into a coma? [w]: quora.com, tłum. własne).

Czas napięć

Zdaniem politologa i watykanisty prof. Arkadiusza Stempina z Uniwersytetu Albrechta i Ludwika we Fryburgu, gdyby dziś doszło do takiej sytuacji, byłaby ona trudna także ze względu na obecną sytuację i rozgrywki polityczne w Watykanie: „Nie mieliśmy w nowożytnej historii Kościoła przypadku, by papież całkowicie nie mógł pełnić swoich funkcji. Dopóki mówi lub nawet może tylko kiwnąć głową, na tak lub nie, uchodzi za zdolnego do sprawowania urzędu. Sytuacja śpiączki lub analogiczna byłaby więc precedensem” – przyznaje profesor.

Watykanista widzi pewne wyjście w jednym z kanonów obecnego Kodeksu prawa kanonicznego: „W teorii bardzo skromnie tę kwestię reguluje kanon 335 prawa kanonicznego, bo zabrania jedynie podejmowania przez zaplecze papieża istotnych decyzji dla Kościoła katolickiego. Po drugie, można na urząd papieski rozciągnąć przepis dotyczący każdego biskupa ordynariusza. A ten mówi, że ordynariusz na zaistnienie takiej sytuacji zawczasu ustala, kto i w jakiej kolejności ma go zastąpić (koadiutor, biskup sufragan czy wikariusz generalny). Papież Franciszek taką regulację z pewnością wydał. I władzę formalnie na czas własnej niezdolności do sprawowania urzędu rozłożył na dziekana kolegium kardynalskiego, czyli jego honorowego przewodniczącego, i kardynała sekretarza stanu, najważniejszego urzędnika kurii rzymskiej. Pierwszym z nich jest obecnie Giovanni Battista Re, drugim kard. Parolin. Obydwaj Włosi, obydwaj »bergolianie«, lojalni wobec papieża Franciszka. Z perspektywy obecnej, watykańskiej realpolitik i atmosfery, jaka panuje w Watykanie, byłby to bardzo trudny czas, skoro w Kościele od 2013 budowana jest fronda grupy kardynałów (Burke, Mueller, Sarah) przeciwko papieżowi. Parolin i Re decydowaliby jednak o tym, że komisaryczny zarząd nad Watykanem i Kościołem katolickim dostałby się w ręce »bergolian«” – zaznacza Stempin.

Według prof. Stempina kolegium kardynałów w tym czasie mogłoby także wspólnie podejmować najpilniejsze decyzje: „W przypadku dłuższej absencji żyjącego papieża dopuszczalna jest opcja zwołania posiedzenia całego kolegium kardynalskiego (ponad dwustu kardynałów, w tym także tych bez prawa głosu wyboru następcy w konklawe, czyli kardynałów po osiemdziesiątym roku życia), i to w trybie on-line, by tak jak w przypadku śmierci lub abdykacji głowy Kościoła, podjąć decyzje o charakterze administracyjnym, a najistotniejsze dla funkcjonowania Kościoła katolickiego” – podkreśla prof. Stempin.

Gra w zawieszenie

Co jasne, napięcia byłyby tym bardziej toksyczne, im dłużej trwałaby taka sytuacja. Są tego świadomi komentatorzy, watykaniści i publicyści z całego świata. Aż do dziś Watykan nie stworzył oficjalnego, klarownego dokumentu, który przynajmniej częściowo wyjaśniałaby położenie watykańskich instytucji, gdy papież nie jest w stanie wypełniać swoich zadań. Dla wielu, w tym Huberta Wolfa, niemieckiego watykanisty i historyka Kościoła, to stan, którego nie wolno utrzymywać ani rok dłużej. Napisał on list do papieża, upubliczniony na łamach katolisch.de, w którym prosi Franciszka o to, by pilnie uchwalił przepisy dotyczące przekazania uprawnień w razie niemożności pełnienia przez papieża władzy.

„Chodzi o delikatny temat papieskiego pełnomocnictwa ogólnego lub odpowiadającego mu testamentu życia” – przekazuje słowa Wolfa portal Kirche und Leben (Papstwahl: Kirchenhistoriker Hubert Wolf fordert grundlegende Reform [w]: kirche-und-leben.de). Niemiecki publicysta zaznacza ostro, że czas skończyć swoistą „grę w zawieszenie”, jak określa obecny stan prawny w Kościele wokół tej sprawy, a dalsze czekanie uznaje za ryzykowanie poważnym kryzysem w przyszłości. Wolf odnosi się do ostatniej operacji papieża: „Bo co by się stało, gdyby Franciszek zapadł w śpiączkę po operacji i nie obudził się z niej przez miesiące i lata?” – pyta retorycznie historyk.

To nie pierwszy przypadek, gdy papież jest proszony o to, by przemyślał i uszczelnił prawo dotyczące sede vacante. Już dwadzieścia pięć lat temu, w 1996 roku, włoski historyk papiestwa Alberto Melloni postulował rozwiązania podobne do projektu Wolfa. Był jednak przekonany, że jest to postulat symboliczny, bo w przypadku próby wdrożenia mogą mu się sprzeciwić działacze i konserwatywni duchowni z USA.

Papież przy łóżku… papieża?

W serialu Nowy papież Watykan z jednej strony jest zawieszony na pewnej linie reżyserskiej fantazji i refleksji o Kościele, z drugiej wiele interpretacji da się przenieść do świata rzeczywistego. Tak samo jak w serialu Sorrentino zapadnięcie w śpiączkę bądź inny poważny stan papieża wywołałyby szok i ból. Po czasie watykańska polityka musiałaby okrzepnąć i pytać: co dalej? W serialu kardynałowie uznają, że pontyfikat Piusa XIII się zakończył niezależnie od wszystkiego i trzeba zadbać o to, by Kościół miał widzialną głowę. Dzięki mniej bądź bardziej etycznej dyplomacji, gdy Pius XIII leżał przykuty do łóżka, kardynałowie wybrali nowego papieża. Czy tak mogłoby być w rzeczywistości? Widzielibyśmy zdjęcia podobne do fotosów z serialu, gdy nowo wybrany papież chwyta za rękę nieświadomego papieża (no właśnie – emeryta, byłego papieża, jaki tytuł byłby tu odpowiedni?). A może jednak Franciszek zreformuje procedury wyborcze i wyjaśni sytuację wymuszonego sede vacante? Na wiele pytań odpowiedzi możemy poznać już w najbliższych miesiącach.

O autorze

Redaktor Naczelny miesięcznika Adeste. Z wykształcenia politolog specjalizujący się w cyberbezpieczeństwie, z zawodu dziennikarz. Prywatnie melancholik lubiący dobrą muzykę, kubek ciepłej herbaty i spotkania z przyjaciółmi.
Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.