Adeste

Adeste jest za darmo i bez reklam
Utrzymują nas tacy czytelnicy jak Ty.

Wesprzyj

Anielski orszak, hej!

magazine cover

pixabay.com

„Pogrzeb kojarzy nam się ze łzami, smutkiem i żałobą. A gdyby dodać do tego nadzieję na życie wieczne i radość ze zmartwychwstania?” – napisał o. Remigiusz Recław SJ po pewnym pogrzebie, którego nagranie obejrzało w serwisie YouTube przeszło 22 000 osób, i który to stał się powodem do dyskusji na temat charakteru współczesnej liturgii pogrzebowej. Paradoksalnie, chcąc odpowiedzieć na powyższe pytanie, dojdziemy do wniosku, że gdyby do łez, smutku i żałoby dodać nadzieję na życie wieczne i radość paschalną, to… otrzymamy po prostu zwyczajny pogrzeb katolicki, którego nie potrzeba na siłę udziwniać autorskimi dodatkami i radosnymi pląsami z machaniem kolorowymi flagami.

Na wstępie muszę przyznać, że czuję się trochę niezręcznie, odnosząc się w tym artykule do konkretnego pogrzebu (śp. Piotra Tomaszewskiego, związanego ze wspólnotą charyzmatyczną Mocni w Duchu przy kościele jezuitów w Łodzi), ponieważ nie chciałbym, żeby ktokolwiek odebrał poniższy tekst jako wyraz braku szacunku dla zmarłego. Wręcz przeciwnie, ponieważ choćby pobieżne zaznajomienie się z postacią zmarłego sprawia, że nie można o śp. Piotrze myśleć bez wyrazów uznania i bez dziękczynienia Bogu za jego życie. Przywołana celebracja to jednak nagromadzenie wielu nadużyć i wprost podręcznikowy przykład realizacji pewnego, coraz bardziej popularnego sposobu myślenia o pogrzebie, który nie jest jednak w pełni zgodny z teologią Kościoła katolickiego.

Liturgia – człowiek – serce

To, że msza święta sprawowana w kościele łódzkich jezuitów z udziałem grupy muzycznej Mocni w Duchu jest zwykle, nazwijmy to, urozmaicona – wiadomo nie od dziś. Sama wspólnota działa od dawna jako „zespół ewangelizacyjny”, którego członkowie formują się w duchowości ignacjańskiej, prowadzą rekolekcje, koncerty uwielbieniowe, warsztaty muzyczne i taneczne oraz konferencje. Szeroko komentowana w internecie i wzbudzająca duże kontrowersje była celebracja Wigilii Paschalnej sprzed kilku lat, dzięki której grupa Mocni w Duchu i łódzcy jezuici zasłynęli jako środowisko wprowadzające do liturgii nowe elementy (przede wszystkim taniec z machaniem dużymi flagami), własne śpiewy, zmianę niektórych tekstów mszalnych.

Nie można zarzucić liderom ani duszpasterzom Mocnych w Duchu braku wiary, autentyczności, zaangażowania ewangelizacyjnego, pewnego zapału i świeżości w dawaniu świadectwa o Bogu czy też braku życia słowem Bożym – dlatego w krytyce ich eksperymentów liturgicznych nie należy wykazywać postawy niechrześcijańskiej, a więc obrażania, inwektyw, przesadzonej „gorliwości o dom, która pożera”. Czy w modlitwie, również liturgicznej, nie liczy się przede wszystkim postawa serca? Oczywiście. Czy liturgia nie jest, wbrew niektórym twierdzeniom, przede wszystkim dla człowieka, a nie dla Boga? Tak jest. Czy, oceniając czyjeś postępowanie, nie powinniśmy patrzeć na całokształt, odrzucając przy tym nadmierny rygoryzm i surowość zasad, a zwracając większą uwagę na potrzeby ducha? Tak, to prawda.

Wierność prawu Kościoła

To wszystko jednak nigdy nie uprawnia do nieposłuszeństwa Kościołowi, jakim jest łamanie przepisów liturgicznych. One nie istnieją dla satysfakcji tzw. liturgistów-terrorystów, członków jakiejś „policji liturgicznej” wchodzących do świątyni jedynie w celu śledzenia uchybień wokół ołtarza – ale wynikają z określonej teologii, będącej zwykle wynikiem długiego namysłu, ciągłości wielowiekowej tradycji, splotu różnych symboli, i wreszcie: są one wyrazem naszej wiary (lex orandi lex credendi, tak się modlimy, jak wierzymy). Nikomu, nawet kapłanowi, nie wolno w liturgii nic zmieniać ani nic od siebie dodawać (chyba że w sposób określony przez prawo kościelne). Posłuszeństwo w tym zakresie to godna pochwały postawa pokornego sługi, a nie właściciela liturgii (może lepiej powiedzieć – reżysera), zaufania Kościołowi nawet wówczas, gdy wydaje nam się, że z jakichś względów lepiej byłoby zrobić coś inaczej, „po swojemu”.

Podczas przywołanego pogrzebu można było zauważyć kilka nadużyć, jak choćby śpiew do Ducha Świętego na wejście, akompaniament fortepianu zamiast organów, długa przemowa o zmarłym wygłoszona podczas homilii przez osobę świecką, improwizowana modlitwa powszechna, śpiew Ojcze nasz na niezatwierdzoną melodię, okadzanie urny z prochami zmarłego. Najbardziej rzucającym się w oczy nadużyciem był oczywiście śpiew radosnej piosenki, połączony z machaniem flagami i radosną muzyką.

Trzeba wyraźnie zaznaczyć, że dla samowolki liturgicznej nie jest usprawiedliwieniem tzw. wola zmarłego. Prośby o np. ulubioną piosenkę lub inny utwór muzyczny (nawet jeśli jest religijny) można spełnić na spotkaniu wspomnieniowym, ewentualnie na cmentarzu po zakończonych obrzędach pogrzebowych. W polskich realiach mamy od dawna do czynienia z różnymi nadużyciami liturgicznymi (przede wszystkim w zakresie muzyki wykonywanej w kościele), choćby na mszach z udziałem dzieci lub tych połączonych z sakramentem małżeństwa. Jednak pogrzeby były raczej traktowane jako wolne od takich oryginalnych i „charyzmatycznych” (uczuciowych, emocjonalnych) pomysłów.

Śmierć – żałoba – nadzieja

Komentując film z pogrzebem w Łodzi, o. Remigiusz Recław SJ napisał: „taki powinien być każdy pogrzeb, pełen radości” – otóż w tym stwierdzeniu widać zasadniczy błąd. Tak nie powinien wyglądać żaden pogrzeb, bo pogrzeb chrześcijański (katolicki) to nie jest miejsce i czas, w których powinna dominować radość. Naturalną reakcją na czyjąś śmierć jest smutek, żałoba, łzy – im bliższa jest dla nas zmarła osoba, tym silniejsze mogą być te emocje. Chrześcijańskie zwyczaje pogrzebowe zawsze odpowiadały na zdrową potrzebę wyrażenia takich uczuć – jedynie tym różniąc się od postaw niechrześcijańskich, że odrzucały rozpacz, beznadzieję, dając w zamian nadzieję, która wynika z Paschy Chrystusa i wiary w życie wieczne oraz zmartwychwstanie ciała w dniu ostatecznym.

Owszem, w niektórych elementach wschodnich tradycji liturgicznych pogrzebu do dzisiaj istnieją oznaki pewnej radości związanej z przejściem zmarłego do lepszego życia, opuszczenia tego padołu łez (np. w rycie wschodniosyryjskim ma to miejsce podczas rytualnego obmycia ciała), ale zasadniczo – i tak zawsze miało to miejsce w tradycji zachodniej – nigdzie nie spotykamy radości jako istotnego elementu pogrzebu. Jeśli szukać najbardziej odpowiedniej postawy, jaką powinien przyjąć chrześcijanin wobec zmarłej osoby – to będzie nią nie radość, lecz nadzieja.

Oczywiście, im bardziej życie zmarłego było prawe, uczciwe, pobożne, tym bardziej nadzieja na życie wieczne wśród zbawionych jest większa – jednak nigdy nie przekroczy ona granicy pewności o nagrodzie nieba, zawsze będzie do niej tylko zbliżona. Od czasów starożytnych takie przekonanie żywiono wobec męczenników – ale nawet w ich przypadku zanoszono modlitwy o zaliczenie ich męczeńskiej śmierci jako skrócenie drogi do nieba. Według nauki Kościoła pewność o czyimś zbawieniu mamy dopiero w kontekście publicznego ogłoszenia świętości – ale i tak proces beatyfikacyjny rozpoczyna się przynajmniej kilka lat po śmierci, a nie już w trakcie pogrzebu. Przypominając sobie pogrzeby wielkich postaci w ostatnich dekadach – choćby św. Jana Pawła II, bł. Matki Teresy z Kalkuty czy wcześniej sługi Bożego Stefana Kardynała Wyszyńskiego – dostrzegamy, że choć już wtedy większość wiernych była przeświadczona o ich świętości, to wymieniając trzy dominujące wówczas uczucia, trzeba zaznaczyć, że były to smutek, dziękczynienie oraz nadzieja. Radość, a już na pewno tańce na pogrzebie, nikomu nie przychodziła do głowy (wspomnijmy, że np. przy okazji pogrzebu Jana Pawła II niektórzy Polacy byli skonsternowani oklaskami Włochów, które w tamtejszej kulturze oznaczają po prostu co innego).

Samosąd zamiast Sądu

Radosny charakter pogrzebu de facto kwestionuje naukę o czyśćcu, ponieważ w zewnętrznej formie narzuca przekonanie o zbawieniu zmarłego. To rodzaj swoistego samosądu dokonywanego na podstawie wrażeń ludzi, ich doświadczeń – wierni wychodzą ze swej roli świadków, jakimi powinni być wobec zmarłego, a stają się jego sędziami, wchodząc w kompetencje jedynego Sędziego.

Owszem, Instrukcja liturgiczno-duszpasterska Episkopatu Polski o pogrzebie i modlitwach za zmarłych wskazuje, że pieśni używane na pogrzebie „powinny wyrażać w treści i melodii nadzieję i wiarę w zmartwychwstanie” (nr 4) – ale z pewnością śpiewanie tanecznej piosenki Jezus zwyciężył jest w tym przypadku nadużyciem (tak jak w ogóle śpiew pieśni wielkanocnych na pogrzebach). Pismo Święte przypomina: „Wszystko ma swój czas, i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem: [jest] czas płaczu i czas śmiechu, czas zawodzenia i czas pląsów” (Koh 3, 1.4). Jestem sobie w stanie wyobrazić okoliczności spotkania rodziny lub znajomych zmarłego, które w pewnym momencie doprowadzą do radosnego wspominania jego życia, jakiejś formy braterskiej agapy, tym bardziej, gdyby taką wolę wyraził za życia ten człowiek. Jednak święta liturgia to nie ten czas i nie to miejsce.

Św. Paweł Apostoł pozostawił wskazanie: „Zawsze się radujcie” (1 Tes 5, 16) – jednak chrześcijańska radość ma różne oblicza – nie oznacza wesołkowatości, może być radością cichą, spokojną, zakorzenioną w ufności, nadziei i oczekiwaniu. Zakończenie czyjejś ziemskiej pielgrzymki i wypełnienie uczynku miłosierdzia co do ciała zmarłego nie powinny być przepełnione poczuciem pustki, bezgranicznego smutku i braku nadziei, jednak radość z blasku czyjegoś zbawienia nie powinna nam towarzyszyć wcześniej, niż gdy przyjdzie na nią – oby! – czas.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

O autorze

Mąż i tata. Nauczyciel religii. Organista i dyrygent. Bloger, webmaster, publicysta. Pochłaniacz kawy, książek i seriali.
Zapisz się na newsletter i bądź na bieżąco

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta witryna jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej Polityka prywatności oraz Warunki korzystania z usług Google.

Weryfikacja reCAPTCHA wygasła. Odśwież stronę.