Adeste

Adeste jest za darmo i bez reklam
Utrzymują nas tacy czytelnicy jak Ty.

Wesprzyj

„Widzę zamiast mężczyzn…”

magazine cover

pixabay.com

„Nie każdy mężczyzna to świnia… zdarzają się też osły i barany”, czytam na jednym z tysięcy demotów. Mężczyźni są straszni i seksistowscy, mówią feministki w najróżniejszych językach świata. „Jesteś mężczyzną, nie masz prawa wypowiadać się w kwestii aborcji”, usłyszałem w jednej z dyskusji.

Jak to jest, że mężczyźni są tymi złymi? Jak to jest, że zamiast pochwały odpowiedzialnych, opiekuńczych i zdolnych mężów, słyszę o opresyjnym patriarchacie, męskich frustratach i nieudacznikach? O „kulturze gwałtu”? Jak to jest, że męskość w naszej cywilizacji przeżywa taki regres?

Pożytki z bycia doomerem

Znajoma w pracy powiedziała mi kiedyś, że jestem doomerem. Urodziłem się w latach dziewięćdziesiątych, moje pokolenie nie pamięta czasów sprzed komórek, internetu. Nie pamiętamy PRL-u. Wychowaliśmy się we względnie dostatnich warunkach. Depresja? To norma. Ucieczka w używki? Bardzo kuszące. Życie jak rodzice przykazali – skończenie studiów, znalezienie stałej pracy, mieszkania, żony i zestarzenie się? Hm… nie ma mowy.

Szeroki dostęp do informacji, przytłoczenie groźbą globalnej katastrofy – nieważne, czy ekologicznej, wojennej, czy technologicznej – poczucie bezsensu podejmowania działania. To wszystko sprawia, że nihilizm wkrada się do serca.

Bez serc, bez ducha, to szkieletów ludy;
Młodości! dodaj mi skrzydła!
Niech nad martwym wzlecę światem
W rajską dziedzinę ułudy:
Kędy zapał tworzy cudy,
Nowości potrząsa kwiatem
I obleka w nadziei złote malowidła

Oda do młodości wybitnego polskiego poety Adama Mickiewicza zdecydowanie nie pasuje do tego pokolenia. Bo my jesteśmy właśnie „bez serc, bez ducha, szkieletów ludy”.

Porzuciwszy optymizm, mogę spojrzeć badawczo na moich współziomków, równych wiekiem (lub podobnych wiekiem) mężczyzn. Co widzę, jaką diagnozę stawiam?

To nie motor, który pruje przed siebie, ale motor, który ciągle się psuje

Mężczyźni niezdolni do stworzenia trwałego związku. Przeorani przez dyktat erotyzmu, zniszczeni przez wielokrotnie oglądaną pornografię. Często nałogowo.

Mówi się, że to alkohol niszczy młodzież – ale to nieprawda, przynajmniej w przypadku płci męskiej. Nie alkoholizm, a pornografizm. Nie wódka na imprezach, ale „piguły”. Tak, narkotyki też nie są rzadkim zjawiskiem, przynajmniej w wielkomiejskiej Warszawie, w której wyrosłem.

Często nie znajdują miejsca w Kościele. Oaza, skauci, neokatechumenat – to raczej nie zatrzymuje ich na długo. Wielu z nich trafia do duszpasterstw tradycyjnych, lecz tam często jest to zaangażowanie „niedzielne”, „od święta” lub „od internetu”. Zresztą, podobnie jest z tymi z „normalnej” mszy świętej.

Niczym dziwnym nie jest trudność ze znalezieniem sobie miejsca na studiach. Już od dziesięciu lat utrzymuje się trend, że to kobiety częściej uzyskują dyplom. Statystyki pokazują, że w Polsce ponad 60% osób, które kończą studia, to kobiety. Z danych unijnych wynika też, że jedynym etapem studiów, na których więcej jest mężczyzn niż kobiet, są studia doktoranckie. Mężczyźni mają większy problem z dostosowaniem się do trybu studiów. Częściej też je rzucają albo zmieniają.

Mężczyźni częściej popełniają samobójstwa. Tak, problemy psychiczne są czymś, z czym nierzadko spotykam się w kontaktach z rówieśnikami.

Im dalej w las, tym więcej drzew. Wielu spośród obecnie i niedawno wchodzących w dorosłość mężczyzn przeżyło traumę rozwodu rodziców. Zaburzony obraz ojca jest często przyczyną problemów z wiarą, z dojrzałym życiem.

Zabrzmiał dzwon podziału

Co widzę – znowu, z perspektywy wielkiego miasta – to rosnący rozrzut światopoglądowy między młodymi mężczyznami a kobietami. Panowie na prawo, panie na lewo.

Wymiotować mi się chce, gdy wszędzie widzę te tęczowe torby – najczęściej właśnie na ramionach młodych kobiet. Tymczasem wśród kolegów coraz częściej słyszę wyrażaną na różny sposób dumę z bycia „normalnym, heteroseksualnym mężczyzną”.

Na uczelni z tym kontrastem – konserwatywni koledzy i lewicujące koleżanki – spotykałem się bardzo często. Ale zarazem trzeba przyznać, że dziewczyny przyznające się do katolicyzmu są znacznie bardziej zaangażowane. Są praktykujące.

Natomiast wielu z moich męskich znajomych to często agnostycy, „wierzący, niepraktykujący” i chodzący do kościoła, by „zapisać się na listę obecności”, odbębnić niedzielną mszę i jak najszybciej wyjść.

Środowiska ministranckie są coraz mniejsze. Zastępy harcerskie są liczne jak zawsze; jednak z mojego (niewielkiego, co prawda) styku z harcerstwem wyniosłem wrażenie obojętności wobec wiary. Owszem, skauci uczą się odpowiedzialności i wielu przydatnych umiejętności – ale pierwszy człon hasła „Bóg, Honor, Ojczyzna” kiepsko funkcjonuje. Ruch Światło-Życie, od lat jedno z głównych duszpasterstw młodzieży, od dawna też cierpi na nadreprezentację niewiast (i chyba dziewczyny też się zgodzą, że nie jest dobrze, gdy chłopaków jest dużo mniej).

Coś się popsuło. „Czas się wywichnął, świat wyszedł z formy”, jak to Szekspir włożył w usta Hamleta.

Dlaczego królewny Disneya potrzebują mężczyzn

Przywołałem w tytule piosenkę z uniwersum Disneya – bodajże z Mulan. Nie oglądałem, ale Zrobię z was mężczyzn znam z wykonania Studia Accantus. To dobra piosenka, pełna pozytywnej werwy. Pamiętam, jak w liceum moja dobra znajoma często podśpiewywała pod nosem „Widzę zamiast mężczyzn mnóstwo bab wśród was”. To było spoko, to bardzo pasowało do jej charakteru. K. (tak ją nazwijmy) nie lubiła wulgarności swoich kolegów. Ceniła szarmanckość, przystojność, dojrzałość i inteligencję.

„Musicie być jak szalona rzeka/ Jak tajfun który rozwala mur/ A równocześnie tak tajemniczy/ Jak księżyc co wygląda tu zza chmur”. Tego właśnie chciała K. u chłopców – męskiej siły i szaleństwa, ale i wysublimowania, głębi charakteru. Myślę, że jej intuicja była dobra.

Potrzebujemy mężczyzn silnych, zdolnych do opieki (czy jak kto woli, obrony) nad słabszymi, a zarazem wysublimowanych, szlachetnych.

Wracając zaś do Disneya, choć nie oglądałem zbyt wiele – nie licząc tych kreskówek z Myszką Miki, Goofym i Kaczorem Donaldem, które miałem jeszcze na kasetach VHS – istnieje pewien ciekawy aspekt disneyowskich baśni. Mocny i częsty jest ten motyw – kobieta, którą ratuje książę na białym koniu. Koń nie musi być biały, nie musi być koniem, książę zaś nie musi być księciem – ale jakaś reguła w tym jest. Choć niekiedy (a nawet często) niewiasty z Disneya są dzielne i mają wiele do powiedzenia, to jednak kluczowy jest jakiś mężczyzna. Nie licząc Frozen (obejrzałem onegdaj, żeby dowiedzieć się, o co chodzi z tym „lodem w lecie”).

Dlaczego? Bo tak po prostu jest. Kobiety potrzebują mężczyzn, a oni – kobiet.

„Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam. Uczyńmy mu zatem odpowiednią pomoc” (Rdz 2,18). Ten fragment redukuje się często do: „to jest pochwała małżeństwa”. Tymczasem jest to głęboka, egzystencjalna prawda – istotna jest ta druga płeć. Przecież nie wszystkie kobiety to nasze żony – w wielu przypadkach żadne – ale są jeszcze matki, siostry, babcie… Są kobiety ważne w naszym życiu, które spotykamy w różnych sytuacjach życiowych.

Poznanie K. zmieniło mnie, odcisnęło na mnie piętno, ubogaciło. No i dobrze (jeśli to czytasz, droga K., to pozdrawiam, jak zawsze :-)). O to chodzi.

I co ciekawe, to właśnie przypadkowe spotkania wpływają na nasze życie

Manners maketh man

Biskupowi z XIV wieku, Wilhelmowi z Wykeham, przypisuje się powiedzenie „maniery czynią męża”.

Męskość mierzy się nie fizycznymi wyznacznikami, ale postępowaniem. Czy mężczyzna jest odpowiedzialny, szlachetny i intrygujący? A może jest niemęski, szuka tylko zaspokojenia swojej próżności i seksualnych potrzeb, „skacząc z kwiatka na kwiatek”? Czy każdego dnia klęczy przed Bogiem, szukając Jego woli? Czy może, wierząc nawet, działa, jakby Boga nie było? Czy odwleka spowiedź, „bo to i tak nie pomoże”, odcinając się od zbawiennej Komunii Świętej? Czy może z cierpliwością i wytrwałością zmienia się drobnymi kroczkami? Czy jest człowiekiem umiejącym się zachować w towarzystwie i dobrze czującym się ze sobą w samotności? Czy może jego towarzyskość jest „pozerstwem”, bowiem nie ma nic do zaoferowania? Czy może zapewnia o swoim pragnieniu bycia z drugą osobą, a nie jest w stanie być nawet ze sobą samym?

Można mnożyć i mnożyć takie pytania. Sprowadzają się one do jednego: czy jesteś mężczyzną szlachetnym, mającym coś światu do zaoferowania? Jeśli odpowiedź brzmi „nie”, to czas to zmienić. Praca nad sobą, rozwijanie swojego umysłu, pogłębianie wiedzy, zdobywanie umiejętności oraz modlitwa. Każdego dnia. Na spokojnie; jesteś groźniejszy, niż by się mogło wydawać i zbyt szybkie reformowanie może ci się nie spodobać. Nikt nie lubi rewolucji.

Księżyc, co wygląda tu zza chmur

Tak bym to widział. Potrzebujemy mężczyzn, a nie Don Juanów i „przegrywów”. Szlachetnych, wysublimowanych, będących wzorem dla młodszych – takich nam potrzeba. Nie zatrzymamy tej katastrofy, która już nastąpiła. Dewastacja męskości to fakt. Czego nie zrealizował komunizm, tego dokonuje pornografizm i utrata wyższych pragnień, dążenia, by dawać coś wartościowego.

Uznajmy, że sytuacja jest tragiczna. Pora zacząć ją naprawiać. Zbudujmy coś, zamiast cementować ruiny. Przodkowie zostawili nam tak wiele; niech po nas zostanie zaczątek nowej cywilizacji.

Cywilizacji, która zrodzi się w naszych sercach.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

Zapisz się na newsletter i bądź na bieżąco

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta witryna jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej Polityka prywatności oraz Warunki korzystania z usług Google.

Weryfikacja reCAPTCHA wygasła. Odśwież stronę.