Adeste

Adeste jest za darmo i bez reklam
Utrzymują nas tacy czytelnicy jak Ty.

Wesprzyj

Nie zmarnujmy Adwentu!

magazine cover

pixabay.com

Idą Święta! Już powoli zaczynamy odczuwać nadchodzącą falę mikołajów, choinek, reniferów i świątecznych piosenek – ale na to wystarczająco narzekają moje koleżanki i koledzy z redakcji. Chciałbym zwrócić uwagę na nieco inną kwestię; już niedługo z wielu religijnych mediów, blogów, a nawet ambon popłynie dobrotliwe przesłanie mówiące o tym, iż Jezus tak naprawdę rodzi się każdego dnia i powinien robić to także w naszych sercach! Słyszeliśmy to już nieraz – jak jednak wpływa to na nasze postrzeganie świąt Bożego Narodzenia?

Bardzo lubię słuchać wpisu z Martyrologium Rzymskiego na dzień 25 grudnia: „W 5199 roku od stworzenia świata, kiedy Bóg utworzył z początku Niebo i Ziemię; w roku 2957 od potopu; w 2015 roku od narodzenia Abrahama; w 1510 roku od Mojżesza i od wyjścia ludu izraelskiego z Egiptu; w 1030 roku od namaszczenia Dawida na króla; w sześćdziesiątym piątym tygodniu po proroctwie Daniela i w sto dziewięćdziesiątej czwartej olimpiadzie; w 752 roku od zbudowania miasta Rzymu; w czterdziestym drugim roku panowania Oktawiana Augusta, kiedy Ziemia pogrążona była w pokoju, w szóstej epoce świata, wtedy to Jezus Chrystus, odwieczny Bóg a Syn Ojca przedwiecznego, chcąc świat uświęcić Swym łaski pełnym przybyciem, poczęty został z Ducha Świętego i w dziewięć miesięcy po Swym poczęciu w Betlejem ziemi Judzkiej narodził się jako człowiek z Maryi Dziewicy”.

Czy Jezus rzeczywiście rodzi się w nas każdego dnia? Myślę, że można tak powiedzieć. Mieszka On w duszach ludzi, którzy zachowują Jego naukę, tak, jak to zapowiedział w Ewangelii: „Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go i przyjdziemy do niego, i będziemy u niego przebywać” (J 14,23). To przebywanie dokonuje się poprzez Miłość – Bóg jest miłością, zatem jeśli w duszy znajduje się prawdziwa miłość, to także i Bóg. Oczywiste jest zatem, że spotykamy Go również, okazując ją, to znaczy pełniąc dobre uczynki według Jego nauki. Dlatego Jezus mówił: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25,40). Namacalnym wyrazem obecności Syna Bożego wśród ludzi jest Kościół: Chrystus – Słowo Boże to Prawda i jako Prawda jest obecny w Piśmie Świętym i nauczaniu Kościoła Katolickiego; Ciało Chrystusa to postacie eucharystyczne, które możemy wielbić podczas każdej Mszy Świętej i adoracji Najświętszego Sakramentu. Wreszcie, karmiąc się Bożym Słowem i Ciałem, sam Kościół staje się mistycznym Ciałem Chrystusa. W ten sposób Zbawiciel wypełnia każdego dnia swoją obietnicę: „A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28,20).

Można by w takim razie zapytać: dlaczego właściwie obchodzimy Boże Narodzenie? Po co świętujemy dzień narodzin Jezusa, skoro powinniśmy codziennie radować się z Jego obecności wśród nas? Istotnie, powinniśmy. Może więc warto przemyśleć w czasie Adwentu inne pytania: jak często dziękujemy Bogu za to, że jest pośród nas? Czy regularnie przychodzimy adorować Go w Najświętszym Sakramencie? Jak wygląda nasza cześć wobec Eucharystii? Jak wiele z tego, co czynimy braciom Jego najmniejszym, jest rzeczywiście prawdziwą Miłością?

Kościół w swojej mądrości nieprzypadkowo wyznacza czterotygodniowy okres przygotowań, „radosnego oczekiwania” na Zbawiciela. Tylko dobrze przeżyty Adwent pozwoli nam bowiem dostrzec prawdziwy sens świąt Bożego Narodzenia, czyli świętowanie tego pierwszego przyjścia Jezusa na świat. Im bardziej świadomie spojrzymy na Bożą obecność, tym pełniej zrozumiemy znaczenie dnia, w którym Bóg stał się człowiekiem i przyszedł po to, by poprzez swoją śmierć odkupić nasze grzechy. Aby obchodzenie tej uroczystości miało w ogóle sens, nie możemy stracić sprzed oczu konkretnego momentu w historii świata – tego, w którym Boże Słowo stało się Ciałem i zamieszkało wśród nas. Spróbujmy się zadziwić tym, co tak naprawdę się wówczas wydarzyło: tym, że wszechmogący Bóg stał się człowiekiem. Postanowił przeżyć 33 lata jako jeden z nas. Co więcej – umrzeć wyjątkowo okrutną śmiercią, skazany przez ludzi, którzy nie rozumieli, kim jest. Pomyśl sobie: „Jestem jednym z ludzi, dla których Bóg porzucił Niebo i wycierpiał okrutną mękę”. To właśnie miłość Boża jest podstawą naszego człowieczeństwa.

Dlatego u progu Adwentu w 7217 roku od stworzenia świata, kiedy Bóg utworzył z początku Niebo i Ziemię; w roku 4975 od potopu; w 4033 roku od narodzenia Abrahama; w 3528 roku od Mojżesza i od wyjścia ludu izraelskiego z Egiptu; w 3048 roku od namaszczenia Dawida na króla; w sto pięć tysięcy pierwszym tygodniu po proroctwie Daniela i w sześćset dziewięćdziesiątej dziewiątej olimpiadzie; w 2770 roku od zbudowania miasta Rzymu; w 2018 roku od narodzenia Chrystusa, kiedy Ziemia nie jest pogrążona w pokoju, w kolejnej epoce świata, gorąco życzę sobie i wszystkim, którzy czytają ten felieton, niezmarnowania tego Adwentu.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

Zapisz się na newsletter i bądź na bieżąco

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta witryna jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej Polityka prywatności oraz Warunki korzystania z usług Google.

Weryfikacja reCAPTCHA wygasła. Odśwież stronę.