adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Sprawdź nowy numer konta

Wesprzyj
Społeczeństwo

Między Freudem a Gogginsem – czego naprawdę potrzebuje pokolenie XXI wieku?

Viktor Frankl napisał: „Kiedy nie jesteśmy już w stanie zmienić sytuacji, jesteśmy zmuszeni do zmiany siebie”. W tych prostych słowach pokazał, że akceptacja cierpienia wcale nie oznacza bierności czy gloryfikacji bólu, ale wolność wyboru przybranej wobec niego postawy.

Sam przeszedł przez najgorsze piekło, jakie człowiek może stworzyć dla drugiego człowieka – obóz koncentracyjny. Przebywał m.in. w Auschwitz i Dachau, gdzie jednocześnie zobaczył szlachetną część natury ludzkiej i najobrzydliwsze czyny, do jakich jesteśmy zdolni. Uwięziony, bity, bosy i skrajnie wygłodzony nie pozwolił odebrać sobie człowieczeństwa, wytrwale trzymając się ostatecznej wolności – prawa do wyboru postawy przyjmowanej wobec cierpienia, którą opisał słowami: „Człowiekowi można odebrać wszystko z wyjątkiem jednego – ostatniej z ludzkich swobód: swobody wyboru swojego postępowania w konkretnych okolicznościach, swobody wyboru własnej drogi”.

Współczesna ucieczka przed wysiłkiem

W kontraście do biografii Frankla warto zwrócić uwagę na nastroje przejawiane przez pokolenie Z, tj. osoby urodzone pomiędzy rokiem 1995 a 2012. Ta generacja kojarzona jest – zwłaszcza przez wiele osób starszych – z wygodą i komfortem. Niektórzy uważają, że młodzi ludzie stanowią pokolenie egoistyczne, którego pole widzenia nie sięga dalej niż poza czubek własnego nosa. Nietrudno dostrzec, że obecnie panuje dość powszechna pogoń za dopaminą oraz łatwą rozrywką. Według wielu przedstawicieli starszych pokoleń współczesna młodzież nie napotyka zbyt wielu wyzwań – głównie przez konsumpcjonizm XXI wieku i godziny spędzone na bezmyślnym przeglądaniu internetu.

Istotnie, przejawiamy tendencje do uciekania przed dyskomfortem, a nasze działanie stanowi niekiedy odzwierciedlenie cytatu pochodzącego z książki Antona Szandora LaVeya – The Devil’s Notebook. Założyciel Kościoła Szatana napisał: „żyję dla przyjemności. Jest niewielu ludzi, którzy mogą dać mi tyle przyjemności, co czyny, które wykonuję sam. Wolałbym tworzyć przyjemność według własnego kaprysu, niż być poddanym kaprysom innych” (cyt. za: azquotes.com). To zjawisko opisał już wybitny twórca psychoanalizy – Zygmunt Freud, nazywając je zasadą przyjemności, zgodnie z którą unikamy bólu i postępujemy tak, by w możliwie najprostszy sposób zmaksymalizować doznawanie rozkoszy.

„Moda” na cierpienie

Z drugiej strony wielu przedstawicieli młodego pokolenia jest obsesyjnie skupionych na osiąganiu sukcesu. Walczą o wysoki status majątkowy, najdroższe samochody, idealne ciała i nieustannie pną się po kolejnych szczeblach kariery, zaniedbując zdrowie zarówno fizyczne, jak i psychiczne. Idolem i wzorem do naśladowania dla takich ludzi stał się w ostatnich latach David Goggins – słynny emerytowany amerykański żołnierz uważany za najtwardszego człowieka na Ziemi. Jako jedyny członek Sił Zbrojnych Stanów Zjednoczonych ukończył szkolenie SEAL, szkołę Army Ranger School oraz szkolenie kontrolera lotów taktycznych Sił Powietrznych. Ponadto był ultramaratonistą i przekraczając granice ludzkiej wytrzymałości, pobił rekord świata w podciąganiu się w czasie dwudziestu czterech godzin.

Stawianie ekstremalnych wyzwań i nawoływanie do „stawania się najlepszą wersją samego siebie” zaowocowało rozwojem osobistym i poprawą sytuacji finansowej wielu młodych ludzi. Jednocześnie jednak zainicjowało zjawisko swoistej gloryfikacji cierpienia. Motywacyjną część Instagrama przepełniają teraz filmiki głoszące slogany podobne do „trauma made me stronger” – trauma uczyniła mnie silniejszym, a użytkownicy chwalą się codziennym wstawaniem o czwartej nad ranem i nocnymi wyjściami na siłownię.

Kryzys autentyczności

Postawa wielu „współczesnych gogginsów” może wynikać z presji, pod jaką znajduje się człowiek XXI wieku, zwłaszcza ten z dostępem do social mediów. Na zdjęciach widzimy idealne, wysportowane ciała, często poprawione przez AI. Oglądamy czyjeś spektakularne sukcesy i zachwycamy się luksusowym życiem innych. Wpływa to niestety na nasze poczucie własnej wartości. Zasłużony odpoczynek zaczynamy określać lenistwem, gdyż postrzegamy go przez pryzmat cudzej, często przerysowanej produktywności, a zjedzenie większej liczby kalorii czy jednorazowy brak treningu oceniamy jako porażkę. Stoimy pomiędzy dwiema sprzecznościami: zasadą przyjemności Freuda i potrzebą nieustannego samodoskonalenia się.

Zobacz też:   Zbawienne cierpienie

Nie chcę przez to powiedzieć, że praca nad sobą jest czymś złym – wręcz przeciwnie, zostaliśmy do niej powołani. Świadczy o tym choćby wezwanie do świętości pojawiające się w Piśmie Świętym: „Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski” (Mt 5, 48). Jednocześnie jednak powinniśmy pamiętać o obowiązku działania w ramach własnych możliwości – nie możliwości innych, którzy być może mieli inne predyspozycje lub po prostu więcej szczęścia.

Pokora w cierpieniu

W przeciwieństwie do kultury współczesnej Viktor Frankl daleki był od romantyzowania bólu. Nie odnajdywał sensu w samym cierpieniu, a dopiero w postawie, jaką mógł wobec niego przybrać. Zaakceptował rzeczywistość, uznając fizyczną walkę za bezcelową. Nie dokładał sobie niepotrzebnego trudu, ale mając możliwość ucieczki przed zesłaniem do obozu koncentracyjnego, postanowił zostać, by opiekować się rodzicami. Do tego heroicznego czynu skłoniła go inskrypcja zapisana na jednej z marmurowych rzeźb, które pokazał mu ojciec. Tekst przedstawiał czwarte przykazanie Dekalogu – „Czcij ojca swego i matkę swoją”.

Postępowanie Frankla stanowiło naśladowanie postawy Chrystusa. Jezus doświadczył niewyobrażalnego bólu, a w jego ranach zmieściło się cierpienie całego świata. Dobrowolnie wziął na swoje ramiona krzyż, lecz jednocześnie nie idealizował cierpienia. Przed męką okazywał strach i przyznawał się do swoich emocji, mówiąc: „smutna jest moja dusza aż do śmierci; zostańcie tu i czuwajcie ze Mną!” (Mt 26, 38). Według Nietzschego potrafimy znieść trudną drogę, jeśli znamy jej cel: „Mając swe »dlaczego?« życiowe, godzimy się z każdym niemal »jak?«” (Nietzsche F., Zmierzch bożyszcz, czyli jak filozofuje się młotem, 1910, s. 7). Kiedy Jezus uginał się pod ciężarem krzyża, sens każdego kroku w kierunku Golgoty stanowiła miłość. Z tego tytułu każda kropla Jego krwi wynikała z najpiękniejszej przyczyny.

Cierpienie jako odpowiedź na XXI-wieczny hedonizm

Być może gloryfikacja bólu jest sprzeciwem wobec świata ukształtowanego przez właścicieli ogromnych koncernów i twórców sztucznej inteligencji, których rolą jest zapewnienie nam łatwego dostępu do rozrywek. Jeszcze trzydzieści lat temu, gdy ktoś miał ochotę na obejrzenie filmu, musiał wyjść z domu, by wypożyczyć kasetę. Obecnie zaś jedną z wielu platform streamingowych można otworzyć przy pomocy kilku kliknięć. Warto zauważyć, że każdy człowiek potrzebuje wyzwań, zatem stawianie przed sobą trudności jest naturalną i zdrową potrzebą, o ile nie przybiera zbyt radykalnych form.

Oczywiście pokolenie Z również zmaga się z wieloma poważnymi problemami, często natury psychicznej, dlatego trzeba pamiętać o tym, że nie jest to charakterystyka całego pokolenia, a jedynie pewnej grupy młodych. Jednocześnie uważam, że zbyt łatwy dostęp do rozrywki odbiera nam szansę na nudę, której efekty zdecydowanie mogłyby rozwinąć kreatywność. Moim zdaniem w świecie, w którym o uwagę walczą zasada przyjemności Freuda oraz tytaniczna praca Gogginsa, warto przyjrzeć się postawie Frankla – człowieka, który pozostał wolny nawet w obozie koncentracyjnym.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

Zapisz się na newsletter i bądź na bieżąco

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.

The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.