A co, jeśli cały świat i wszystko, co w nim istnieje, zostały w pełni zdeterminowane przez Stwórcę? Co, jeśli Bóg, tworząc świat, tak zaprogramował go swoją wszechwiedzą, że czegokolwiek nie wybierzemy, to i tak wpisuje się to w plan Boga i my jako ludzie tak naprawdę na nic nie mamy wpływu?
Problem wszechwiedzy Boga w kontekście ludzkiej wolnej woli nie jest zasadniczo tematem nowym. Zajmowali się nim jedni z największych teologów i filozofów chrześcijańskich, tacy jak Boecjusz (V-VI w. n.e.), św. Tomasz z Akwinu (XIII w. n.e.) i Luis de Molina (XVI w. n.e.). Nie bez przyczyny jednak budzi on powszechne zainteresowanie. Trudno bowiem nie głowić się nad tym, czy ostatecznie jesteśmy wolni, czy nie.
W dyskusji tej należy niemniej odróżnić problem filozoficzny, jakim jest konflikt wolnej woli i wszechwiedzy Boga, od kwestii dwóch koncepcji predestynacji w protestantyzmie. Niniejszy artykuł skupia się przede wszystkim na tym pierwszym.
Skąd konflikt?
Zasadniczo trudność ta wyrasta z koncepcji, że wszechwiedza Boga w jakiś sposób wpływa na wolność ludzi. Jej zwolennicy zauważają, że Bóg zna naszą przeszłość, teraźniejszość i przyszłość, toteż w konsekwencji wysnuwają taki wniosek, że nie mamy na naszą przyszłość żadnego wpływu. Bo przecież jakie znaczenie mają mieć ludzkie wybory, jeśli Bóg i tak wie, co zrobimy. Wobec powyższego Stwórca powołał nas do istnienia od razu z bagażem tego, co się stanie w naszym życiu.
Sugerowałoby to zatem, że Bóg stwarza ludzi, wiedząc, że niektórzy z nich się potępią, będąc potwornymi złoczyńcami, czy też umrą w katuszach z powodu jakiejś wyjątkowo bolesnej choroby. Nie bez przyczyny pogląd ten jest bardzo przekonujący. W zasadzie, przyjrzawszy się mu od zewnątrz, może się nawet wydać, że nie ma żadnych dziur ani wad. Problem ten nie jest jednak tak prosty, jak się wydaje.
Wszechwiedza, ale jaka?
Już jako dzieci uczęszczające na zajęcia z religii dowiadujemy się, że Bóg, najprościej ujmując, wie wszystko. Choć w tym prostym sformułowaniu zawiera się prawda teologiczna, łatwo może ono ulec wykrzywieniu z powodu naleciałości ludzkiej wyobraźni. Stąd wszechwiedza Stwórcy najczęściej jest postrzegana jako doskonała znajomość przeszłości, pełny ogląd teraźniejszości wynikający z boskiej wszechobecności oraz wiedza o przyszłości, przypominająca zdolności jasnowidza lub proroka. Bóg zatem według takiej wizji jest jak nadczłowiek, który zna przeszłość, widzi zewsząd teraźniejszość i ma wgląd w przyszłość, tzn. przewiduje ją w sposób stuprocentowo trafny.
Według tak przyjętej definicji wszechwiedzy Boga wolna wola u ludzi rzeczywiście nie mogłaby istnieć. Rzecz w tym, że już w starożytności Boecjusz wskazywał na zupełnie inną wizję dotyczącą wszechwiedzy Stwórcy. Filozof rzymski wyjaśniał, że w Bogu w ogóle nie zachodzi rozróżnienie na przeszłość, teraźniejszość i przyszłość (zob. Boecjusz, O pocieszeniu, jakie daje filozofia, księga V), bowiem On zawsze pozostaje tylko w wiecznym teraz. Innymi słowy, Stwórca doświadcza czasu jako całości, podobnie jak my doświadczamy całokształtu formy np. krajobrazu, który obserwujemy. Dla Boga znać kogoś to być z nim w każdej sekundzie jego istnienia jednocześnie i na wszystkich rozdrożach jego życia.
Myśl klasyczna
W klasycznej myśli filozoficznej można zresztą znaleźć więcej podobnych do Boecjusza ujęć wszechwiedzy Boga. Święty Tomasz z Akwinu wskazywał, że wiedza Stwórcy nie jest szeregiem epizodów, w których On poznaje kogoś lub coś. Zamiast tego stanowi ona jeden akt ogarniający całe uniwersum. Bóg niczego nie przewiduje, niczego nie poznaje w kawałkach i nie tworzy w konsekwencji ludzi obciążonych fatum. Zamiast tego umieszczenie człowieka w czasoprzestrzeni ograniczonej linearnym upływem czasu powoduje, że z perspektywy stworzenia nie zachodzi żadna forma predestynacji ani fatum.
Podobnie Luis de Molina w Concordia liberi arbitrii cum gratiae donis wyróżnił trzy typy wiedzy Boga. Pierwszym jest wiedza naturalna obejmująca rzeczy konieczne, takie jak prawa fizyki. Drugim – wiedza pośrednia dotycząca wszystkich potencjalnych i realnych czynów stworzeń. Ma ona charakter kontrfaktyczny, a więc opisuje to, co mogłoby się wydarzyć, nie zaś bezpośrednie oddziaływanie Boga na ludzkie decyzje. Trzecim typem jest wiedza wolna, odnosząca się do tego, co faktycznie dzieje się w uniwersum.
Bóg stwarza, ale jak?
Omówiony tutaj pokrótce spór o wolność woli w relacji do wszechwiedzy Bożej ostatecznie wyrasta z błędnej koncepcji deizmu, tj. przekonania, że Bóg, stworzywszy raz świat, zostawił go samopas, jakoby straciwszy nim zainteresowanie.
W kontrze do tak postawionego tematu staje koncepcja creatio continua (ciągłe stwarzanie), wskazująca na doniosły fakt, jakim jest ustawiczny charakter aktu stwarzania. Ustawiczny to znaczy ciągły, niebędący pojedynczym wydarzeniem w skali kosmicznej, ale nieustającą partycypacją uniwersum w akcie Bożego stworzenia.
Bóg nie przeznacza człowieka na potępienie, gdy powołuje jego duszę do istnienia. Zamiast tego każda komórka ludzkiego ciała – która się rodzi, umiera, zostaje wydalona i zastąpiona przez inną – jest boskim aktem stwarzania. Każda wolna ludzka myśl, autonomicznie zrodzona przez człowieka, również wpisuje się w akt stworzenia. I dzieje się to na znacznie większą i bardziej doniosłą skalę. Bóg nie stwarza już bowiem jedynie bezwolnych, pozbawionych intelektu głazów w kosmicznej pustce. Nadając stworzeniu wolność decydowania o sobie, zaprosił je do współtworzenia świata – do subkreacji kosmosu.
