adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj
Miesięcznik, Wiara

W oblężonej twierdzy chrześcijan

Marzec 2018. Dyskusje nad ustawą antyaborcyjną. Czarne piątki i Białe marsze jasno nakreśliły linię demarkacyjną między katolikami a ich wrogami. Brak otwartości na dyskusję poskutkował falą nienawiści po obu stronach barykady. Czy momentami nie zapomnieliśmy, że zło zwycięża się dobrem?

Obrona wiary naszą powinnością

„Pana zaś Chrystusa miejcie w sercach za Świętego i bądźcie zawsze gotowi do obrony wobec każdego, kto domaga się od was uzasadnienia tej nadziei, która w was jest” – w taki sposób poucza wiernych święty Piotr w pierwszym ze swych listów (3, 15). Jest to postawa prawdziwie ewangeliczna, gdyż sam Jezus prowadził polemiki z faryzeuszami, a Jego apostołowie wdawali się w dysputy teologiczne z Żydami.

Jako chrześcijanie mamy wręcz moralny obowiązek obrony wiary i po śmierci będziemy z niego rozliczeni. Nie wolno jednak zapominać, że ma on raczej charakter ewangelizacyjny. Nie chodzi o to, aby z każdego ateisty czy wyznawcy innej religii na siłę zrobić katolika. Nie działamy dla poprawienia statystyk Kościoła ani dlatego, że „ tak trzeba”. To nasze życie według Ewangelii ma skłaniać do nawrócenia.

Kto z nami, a kto przeciwko nam

Skłonność do dzielenia ludzi na „wrogów” i „sprzymierzeńców” jest do pewnego stopnia czymś naturalnym. Odpowiedzialnych jest za to jest kilka mechanizmów, które często i niezależnie od naszej woli wpływają na to, jak oceniamy daną sytuację. Warto je sobie uświadomić, aby móc lepiej rozumieć postawy własne oraz te, które przybierają nasi oponenci.

Pierwszym z nich jest potrzeba posiadania strefy komfortu. Zamiast pod wpływem racjonalnych argumentów podejmować wysiłek zmiany swojego światopoglądu, większość go unika, wybierając życie w dotychczasowym systemie wartości. Dwa kolejne mechanizmy to efekt potwierdzenia oraz efekt polaryzacji. Oba polegają na zbieraniu argumentów i dopasowywaniu ich do wcześniej przyjętego założenia – przy jednoczesnym ignorowaniu tych przesłanek, które mogłyby je podważyć. Szczególnie widać je, gdy pojawiają się dowody anegdotyczne, czyli zasłyszane relacje sytuacji oraz ludzkich postaw, które uogólnia się, tworząc tym samym regułę.

Dążenie do prawdy

Świadomość wspomnianych wyżej, jak również tych niewymienionych w artykule błędów jest potrzebna nie tylko po to, aby móc wytknąć je oponentowi. Ważne jest również to, aby samemu się ich wystrzegać. Nie ma bowiem nic gorszego niż bronienie przyjętego przez Kościół poglądu bez dążenia do autentycznego poznania prawdy. Już nieraz bowiem następowały zmiany optyki czy obowiązujących zasad w kwestiach niestanowiących części dogmatycznej Magisterium. Sztandarowe przykłady tego zjawiska stanowią koncepcja wielkiego wybuchu oraz teoria ewolucji. Kościół naucza, iż rozum nigdy nie stoi w sprzeczności z wiarą. Jeżeli więc wiara i logiczne rozumowanie zdają się wzajemnie wykluczać, to w którymś z nich musi tkwić błąd.

Zobacz też:   Dlaczego wierzysz w Boga?

Do podjęcia wszelkiej dyskusji potrzeba wiedzy. Inaczej dysputa nie wniesie do dyskursu niczego nowego. Będzie ona wówczas jedynie emocjonalną, płytką intelektualnie oraz pozbawioną sensu wymianą zdań. Może podnieść dyskutantom samoocenę, dać złudne wrażenie walki o doniosłe wartości, lecz wciąż jej motywacją pozostanie pycha. Z pewnością nie będzie się więc podobała Bogu, oponenta zaś jedynie utwierdzi w jego własnych przekonaniach.

Złota zasada św. Ignacego

Rozsądne wydaje się także przyjęcie, że nasz adwersarz jest człowiekiem myślącym. Jeżeli tkwi w błędzie, prawdopodobnie nie jest tego świadomy. Jako chrześcijanie wierzymy przecież, że wszyscy ludzie są dobrzy i z natury poszukują prawdy.

Z tego powodu założyciel zakonu jezuitów zaproponował kierowanie się w dyskusji regułą, którą z biegiem lat nazwano praesupponendum (z łac. „wstępne założenie”). Na czym ona polega? Na tym, że uznajemy dobrą intencję oponenta, nawet wtedy, gdy już na pierwszy rzut oka wydaje się, że kieruje nim nienawiść. My mamy być tą stroną, która uosabia Chrystusa. Patrząc na nas, inni wyrabiają sobie zdanie na temat Boga. Dlatego tak ważne jest, aby kierowała nami miłość.

„Każdy dobry człowiek winien być bardziej skory do ocalenia wypowiedzi bliźniego niż do jej potępienia. A jeśli nie może jej ocalić, niech spyta go, jak on ją rozumie; a jeśli on rozumie ją źle, niech go poprawi z miłością; a jeśli to nie wystarcza, niech szuka wszelkich środków stosownych do tego, aby on, dobrze ją rozumiejąc, mógł się ocalić” – oto dokładne brzmienie zasady praesupponendum sformułowanej przez świętego Ignacego.

Nie jestem wymowny…” (Wj 4, 10)

Zgodnie z nauką Kościoła wierzymy, że Duch Święty jest Tym, który uzdalnia nas do głoszenia Ewangelii oraz do obrony jej prawd. Zatem nieodłącznym elementem dyskusji o wierze powinna stać się modlitwa – zarówno o światło Bożej mądrości dla nas samych, jak i łaskę jej przyjęcia dla rozmówcy.

Ewangelizacja prowadzona agresywnie, bez miłości i zrozumienia dla bliźniego zupełnie mija się z celem. Zamiast przyciągnąć błądzących do wiary, prędzej ich od niej oddali. Nie należy więc traktować z pogardą tych, którzy z różnych powodów nie zdołali poznać Prawdy.

Jednym z nich był kiedyś święty Augustyn, którego historia nawrócenia jest powszechnie znana. Jego matka, święta Monika, miała zapytać jednego z chrześcijańskich biskupów (którego imię pozostało nieznane), co robić, aby Augustyn powrócił na łono Kościoła. Biskup ów przepowiedział, że wystarczy czekać i nie ustawać w modlitwie, a Bóg sam dokona reszty.

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.