adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj
Wiara

Marcel Lefebvre – od misjonarza do ojca Vaticanum II

„Jednemu z nich [czterech biskupów wyświęconych przez abp. Lefebvre’a – przyp. M.T.H.] wypomnieli dziennikarze wypowiedź zaprzeczającą ogólnie uznawanym rozmiarom holokaustu. Co charakterystyczne, słowo »lefebryści« odmieniano wówczas przez parę tygodni na wszelkie sposoby, ale żadna gazeta nie pokusiła się o przedstawienie istoty ruchu, poza ogólnikowym stwierdzeniem, iż neguje on osiągnięcia II Soboru Watykańskiego”.

Ten cytat z W skrócie Rafała A. Ziemkiewicza (z hasła „Lefebryści”) dobrze wyraża, czemu w ogóle zabrałem się do napisania tego tekstu.

Potrzeba prawdy

Powodem jest milczenie. Milczenie może być cnotą. Ale w tym przypadku jest zgorszeniem. Prawdę trzeba mówić, nawet jeśli jest niewygodna. Prawdy trzeba szukać, nawet jeśli może to kogoś urazić bądź obrazić.

„Wstyd, wstyd, hańba, wstyd” jak to śpiewał Kazik. Można wybaczyć dziennikarzom „zwykłym”, że w sprawach Kościoła nie mają wystarczającej wiedzy i mylą subdiakona z diakonem. Jednakże ludzie Kościoła, duchowni i świeccy, mający warsztat – powinni już dawno z uwagą pochylić się nad postacią Marcela Lefebvre’a, szczegółowo przedstawić historię ruchu tradycjonalistycznego i przeanalizować, prześwietlić Sobór Watykański II. Choćby dla dobra apologetyki. Dla ochrony koncepcji „hermeneutyki ciągłości”.

Nie rozmawiać z nimi!

Tego nie uczyniono. Wiem, że to modne ostatnio, zamilczeć przeciwników. Abstrahując od polityki w Europie i od różnych kościelnych przypadków, sam papież Franciszek uczynił tak z zarzutami byłego nuncjusza amerykańskiego. Nie mówię, że tezy abp. Viganò były prawdziwe. Możliwe, że były stekiem bzdur. Ale gdy świat czekał na odpowiedź papieża albo Kurii Rzymskiej, otrzymał w odpowiedzi: „Nie powiem ani słowa na jego temat”. To mnie i wielu katolików zgorszyło.

Podałem ten przykład „zamilczenia kogoś”, bo jest chyba najbardziej jaskrawy. Nie jest to odosobniony przypadek, ale – niestety – popularna praktyka.

Dobrze, że chociaż w katolickim światku YouTube’a Szymon Pękala i Dawid Mysior podjęli uprzejmą polemikę bądź rozmowę z ks. Szymonem Bańką FSSPX. Dobrze, że świeccy dojrzewają do debaty na temat Kościoła – którego przecież są integralną częścią.

Nie uciekajmy od tematu

Historia Lefebvre’a, w którą zaangażowani byli wielcy ludzie Kościoła, intelektualiści, politycy i media – wtedy angażowała uwagę Kościoła i świata. Dziś zdaje się być tematem tabu.

A Bractwo Kapłańskie Świętego Piusa X rozwija się, buduje kolejne kościoły, przeoraty, szkoły i wyświęca licznych kapłanów. Przybywa też im wiernych. Zwłaszcza w czasie zarazy, wobec której biskupi wydawali sprzeczne komunikaty i zdawali się nie mieć żadnej wizji, liczba ich członków znacznie wzrosła (wg szacunków samego Bractwa w Polsce – nawet czterokrotnie). Zresztą, Kościół w Polsce żenującym poziomem liturgicznym oraz gorszącym kryciem nadużyć seksualnych i Tajnych Współpracowników przez wiele lat ciężko pracował na ten przepływ wiernych.

Najwyższy czas wzbudzić refleksję i podjąć konkretne działania. Chciałbym, by moje artykuły były do tego przyczynkiem.

Uprzejmie proszę Cię zatem, Czytelniku – zrób sobie kawę czy herbatę. I poświęcając przynajmniej kwadransik, przeczytaj pierwszy z dwóch tekstów o tej arcyciekawej postaci: misjonarzu, konserwatywnym buntowniku, antykomuniście i piewcy Chrystusa Króla.

Rzemieślnicze początki

Marcel zaczął jak każdy z nas. Urodził się. Otoczony był miłością licznej rodziny. Był to listopad 1905 roku. Był trzecim dzieckiem René i GabrielleLefebvre’ów. Lefebvre (często nieco inaczej zapisywane) to nazwisko we Francji bardzo popularne, zwłaszcza na północy. Wywodzi się od łacińskiego faber, znaczącego „rzemieślnika”.

Rodzinnym miastem Marcela było Tourcoing, rzemieślnicze miasteczko na pograniczu Francji i belgijskiej Walonii, w okręgu Lille.

Trzy wojny

„U schyłku mego długiego życia […] mogę powiedzieć, że było ono naznaczone wydarzeniami wyjątkowymi o skali globalnej: trzema wojnami światowymi (pierwsza w latach 1914-1918, druga 1939-1945, a trzecia – II Sobór Watykański – 1962-1965).

Zniszczenia spowodowane tymi trzema wojnami […] są nieoszacowane w dziedzinie materialnej, a bardziej jeszcze w sferze duchowej” (Marcel Lefebvre, Podróż duchowa). René Lefebvre stracił życie w obozie koncentracyjnym (po bohaterskiej pracy na rzecz alianckiego wywiadu).

Zagalopowałem się jednakże – wszak w 1944, gdy zginął jego ojciec, Lefebvre miał już 39 lat.

Otoczenie jest ważne

Trzeba kilka rzeczy zaznaczyć o środowisku, w którym wyrósł i wychował się młody Marcel (nazwany tak na cześć św. Marcelego I, papieża i „bezkrwawego męczennika”).

Północna Francja (Pikardia, Normandia i Bretania) to regiony bardziej tradycyjne i konserwatywne. Do dzisiaj wierzących jest tam więcej niż na południu. Zdaniem Petera Mayle’a, angielskiego pisarza mieszkającego w Prowansji, jest to kwestia jedzenia. Francuzi zastąpili rozkosze mistyki przyjemnościami podniebienia; a im bardziej na południe, tym lepsza kuchnia.

Poza tym okręg Lille był (i nadal jest) okręgiem rzemieślniczym, robotniczym. Marcel każdego dnia mógł oglądać prostych ludzi ciężko pracujących i szanujących ciężką pracę.

Pobożna rodzina

Rodzina Lefebvre’ów mimo ciężkiego, surowego życia była bardzo pobożna. Sporo jej członków było zaangażowanych w rozmaite świeckie apostolaty, przede wszystkim w III Zakon św. Franciszka. René Lefebvre codziennie przed pracą chodził do kościoła i słuchał mszy świętej. (Słuchać mszy świętej – ta być może już archaiczna forma oznacza kontemplacyjne, skupione uczestnictwo w mszy).

rodzina Lefebvre’ów

Poza tym ojciec udzielał się w katolickich związkach pracy (nie mających nic wspólnego ze związkami zawodowymi) w których katolicy praktykowali solidarność i promowali katolickie zasady w pracy. Na długo przed opisaniem tego przez stosowne encykliki zwalczali socjalizm i cyniczny liberalizm.

To wszystko, oraz fakt, że szkolnictwo w dużej mierze prowadzone było przez duchownych niewątpliwie stoi za tym, że nie tylko Marcel, ale i jego starszy brat (po ojcu również nazywający się René) wybrał drogę kapłańską. Oprócz tego trzy z jego sióstr zostały zakonnicami; jedna z nich, Bernadetta (pod imieniem Marie-Gabriel), odegrała później ważną rolę przy zakładaniu Bractwa św. Piusa X.

Młodość w cieniu sutanny

Dzięki św. Piusowi X Marcel Lefebvre mógł przyjąć pierwszą komunię świętą w bardzo młodym wieku. Napisał zresztą do owego papieża list, w którym z dziecięcą prostotą za to dziękował.

Nie stwarzał większych problemów, jeśli chodzi o naukę. Dość szybko rozeznał, że pragnie być kapłanem. Gdy uczył się w szkole średniej, jego brat był już w Rzymie. „Rzym i Seminarium Francuskie to są dwa dary łaski, o które należy prosić Boga” – pisał do niego René junior.

Marcel podjął ostateczną decyzję pod wpływem rekolekcji benedyktyńskich i rady trapisty, Juliusa Garmijna. Początkowo Marcel chciał wstąpić do diecezjalnego seminarium w Lille, by nie musieć studiować po łacinie i zostać zwykłym, wiejskim księdzem. Jednakże jego ojciec wybił mu ten pomysł z głowy. Już w tamtych czasach seminaria diecezjalne miały złą opinię (lub jak kto woli – niewiele się zmieniło). Głowa rodziny Lefebvre’ów stanowczo oświadczyła, że wyśle Marcela do Rzymu, gdzie dołączy do swojego brata.

Zobacz też:   Św. Tomasz a Eucharystia

Eksluzywna uczelnia

Ważna to była decyzja. Seminarium Francuskie w Rzymie było elitarną placówką prowadzoną przez Zgromadzenie Ducha Świętego (duchaczy). W tamtym czasie rektorem był o. Le Floch, tomista, ortodoksyjny katolik i – jakby byśmy rzekli dziś – człowiek o nastawieniu konserwatywnym, reakcyjnym.

Marcel odebrał w tym seminarium solidną formację teologiczną i filozoficzną, zarażając się duchem o. Le Flocha i dogłębnie przyjmując ideę „społecznego panowania Chrystusa” (czyli porządku społecznego wynikającego z nauki Kościoła).

Od tego momentu stale znajdował się w kontakcie z papieżami, intelektualistami i politykami.

Francuscy nacjonaliści i Seminarium Francuskie

Lefebrve bardzo poważał ojca Henriego Le Flocha, toteż nieprzychylnie ocenił odsunięcie tego duchacza od seminarium, gdy rozpętała się burza wokół potępienia Action Française przez Piusa XI. „Akcja Francuska” była monarchistycznym i nacjonalistycznym ruchem, wokół którego ulokowane były sympatie polityczne wielu francuskich katolików i niewierzących konserwatystów. (Uwaga! „Nacjonalizm” to nie to samo, co „szowinizm” albo „rasizm” i w różnych krajach różne formy przybierał – pozdrawiam w tym miejscu autorów niesławnego listu KEP-u o nacjonalizmie ;)).

„Fakt, że Ojciec Święty go [ruch – przyp. M.T.H.] potępił, był ciosem dla porządku i podciął skrzydła kontrrewolucji” – taką ocenę przedstawił młody alumn. Nie był bezpośrednio związany z Action Française; jednakże emocjonalnie utożsamiał się z wieloma jej postulatami. Podobnie o. Le Floch – starający się zachować neutralny stosunek do ruchu; mimo to przestał być rektorem właśnie przez kojarzenie go z Akcją Francuską.

Było to istotne – młody Lefebvre mógł porównać tego rektora z nowym, o bardziej, jakby on sam powiedział, „liberalnym” nastawieniu. W tym porównaniu o. Le Floch zdecydowanie wygrał.

Młody i wykształcony w małym ośrodku

Jednakże kleryk Marcel bez większych perturbacji ukończył seminarium. Przyjął święcenia prezbiteratu z rąk biskupa Achille’a Liénarta we Francji, we wrześniu 1929 roku. Po odprawieniu kilku prymicji (m.in. w klasztorach, w których mieszkały jego rodzone siostry) udał się znów do Rzymu, by dokończyć studia. Otrzymał podwójny doktorat: z teologii i filozofii.

Ksiądz Marcel Lefebvre, z poczwórnym biretem na głowie (symbolizującym bycie doktorem teologii), dogłębnie wykształcony, znający osobiście papieża i inne ważne osobistości, mający raptem dwadzieścia pięć lat, trafił do Lomme, przedmieścia Lille, jako zwykły wikariusz.

Podobnie jak poprzednio, pisał do niego brat. O. René Lefebvre został członkiem Zgromadzenia Ducha Świętego i został misjonarzem w Gabonie. Ksiądz Marcel już przed święceniami zastanawiał się, czy chce być, jako jedyny z rodzeństwa, świeckim duchownym.

Rok spędził na posłudze w robotniczej parafii. Następnie, po rozeznaniu, że trapiści nie są dla niego, zgłosił się do nowicjatu duchaczy.

W gabońskim buszu

Nowicjat odbywał się w Orly (znanym dziś jako miejsce, gdzie znajduje się jedno z dwóch paryskich lotnisk).

Marcel Lefebvre we wrześniu 1932 roku złożył profesję zakonną i w listopadzie wsiadł na statek do Gabonu.

Gabon był częścią Afryki Francuskiej, terenów objętych intensywną pracą apostolską. Ksiądz Lefebvre mógł obserwować intensywny wzrost Kościoła na tych terenach.

Dość szybko został, z racji swego wykształcenia, wykładowcą w seminarium dla Gabończyków. Wykładał dogmatykę i biblistykę. Oprócz tego był wikariuszem w lokalnej parafii. Mimo ciężkich warunków klimatycznych i trudów pracy apostolskiej czuł się szczęśliwy. Klasztor był cichym miejscem, a okolice były piękne.

Tajemnicze ścieżki powołania

Zajmowanie się przyszłymi kapłanami nie było jego marzeniem, jednak niedługo później został przełożonym seminarium. Miejscowy biskup powierzył mu to zadanie, gdyż zauważył, że ksiądz Lefebvre dobrze się dogaduje z tubylcami i ma wielkie zdolności organizacyjne.

Z jednej strony rektor Lefebvre starał się mieć przyjacielskie (czy też: rodzicielskie) relacje z klerykami. Z drugiej nie wahał się „odsiewać” alumnów. Raz jeden z seminarzystów, Ange Mba, naśmiewał się z Marcela Lefebvre’a jedzącego maniok. Po napomnieniu nie wyraził skruchy i rektor zadecydował o usunięciu go z seminarium. Ange Mba został potem ojcem Oyé-Mba, późniejszego premiera Gabonu.

Skomplikowany czas wojny

Tuż przed wojną, a po śmierci swej matki, został tymczasowym przełożonym misji w Ndjole. W wakacje 1939 roku zaczął płynąć ze współbratem, o. Verhillem, do Francji. Gdy dowiedzieli się w Dakarze o wojnie, zdecydowali się wrócić do Gabonu. W trakcie wojny był przełożonym kilku misji (mniej więcej co rok, półtora się przeprowadzał).

Nawracali się głównie animiści. Lefebvre sprzeciwiał się wszelkim pomysłom inkulturacji, uproszczania katolicyzmu. Starał się o silną katolicką tożsamość neofitów (w ochronie przed protestantami) i zwalczał poligamię (w przeciwieństwie do muzułmańskich misjonarzy).

W tym czasie siły Wolnej Francji pod dowództwem generała Charlesa de Gaulle’a próbowały zdobyć m.in. Gabon. Apostolat misyjny pracował więc często niejako pod ostrzałem kul. Marcel Lefebvre tylko bardziej zaczął cenić marszałka Pétaina. W wyniku wydarzeń uwięziony przez gaullistów został m.in. miejscowy biskup i o. René Lefebvre.

Znowu seminarium

Po wojnie, już będąc sierotą, został wezwany do Francji. Z żalem opuścił ziemie Gabonu – na których jego prężna administracyjna i apostolska działalność przyniosła liczne owoce – i udał się do Normandii.

Został mianowany rektorem duchackiego seminarium w Mortain. Zająwszy się stanem finansowym i fizycznym seminarium, zadbał o „zdrową doktrynę”. Postarał się, by klerycy rozumieli zło komunizmu i by w studiach teologicznych ich opiekunem był św. Tomasz z Akwinu.

Misjonarz po raz drugi

W czerwcu mianowany został wikariuszem apostolskim w Dakarze. Niedługo później został wyświęcony na biskupa, a w następnym roku był już papieskim delegatem na całą Afrykę Francuską. Czym się zajmował Lefebvre w tym czasie? Utrzymywał kontakty dyplomatyczne z władzami. Sprawował pieczę nad budową kościołów, seminariów, szkół. Wyświęcał duchownych. Zajmował się licznymi personaliami na terenach mu podległych. Głosił kazania i sprawował liturgię. Wysłuchiwał prostych ludzi (co zresztą od pierwszych lat kapłaństwa było dla niego bardzo ważne). Wcielał zalecenia papieża w życie.

To swoista ironia losu. Ale wtedy nic nie wskazywało, że abp Marcel zostanie głową „konserwatywnego buntu”. Był blisko związany z Rzymem, emocjonalnie i duszpastersko, był blisko kolejnych papieży. Otrzymywał kolejne awanse, został arcybiskupem, otrzymał paliusz i można było mieć przypuszczenia, że w końcu stanie się kardynałem. Jednym z tych, którzy są stawiani w Kościele jako wzór wiary, pobożności i gotowości do poświęcenia życia w obronie katolicyzmu. (A przynajmniej kiedyś byli stawiani).

Jan XXIII, Sobór Watykański II

Wszystko się jednakże zmieniło, gdy pod koniec 1958 roku papieżem został Jan XXIII. Zdymisjonował on bohatera tego tekstu z funkcji delegata apostolskiego. Dwa lata później mianował go Asystentem Tronu Papieskiego, a na początku 1962 roku przeniósł go z Dakaru do małej francuskiej diecezji Tulle.

Rok 1962 to był rok rozpoczęcia „trzeciej wojny światowej” (jak to wydarzenie nazwał duchacz) – Soboru Watykańskiego II.

Część druga [KLIKNIJ]

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.