Cały bezsens naszej walki staje mi się sensem, kiedy ojciec podnosi Hostię i Kielich.
Andrzej Romocki „Morro”, dowódca 2. kompanii „Rudy” batalionu „Zośka”
W ostatnich latach nie gaśnie spór dotyczący sensu powstania warszawskiego, temat wraca przy obchodach kolejnych rocznic. Warto jednak wyjść poza ten polityczny kontekst i spojrzeć na powstanie warszawskie pod kątem życia duchowego. Jakie były postawy duchownych, żołnierzy i mieszkańców, odnoszących się w tym piekle wojny do Boga?
Warto zauważyć, że chociaż powstało mnóstwo opracowań i książek dotyczących powstania warszawskiego, sfera religijności w czasie zrywu to temat nadal słabo zbadany. Historyk Karol Mazur podkreślił, że przydałaby się „syntetyczne opracowanie” stanowiące zapis duchowości z czasu powstania. Obecnie operujemy głównie pojedynczymi świadectwami. To rozproszone skrawki. Pomimo tego można wyczytać z nich konkretny obraz.
W czasie wybuchu powstania funkcjonowała kuria polowa, a 1 sierpnia dziekan obszaru stolicy ks. Stefan Kowalczyk (pseudonim „Biblia”) zwołał ostatnią odprawę kapelanów. Zjawiło się ich wtedy czternastu, ale warto odnotować, że w czasie powstania posługiwało ok. 150 duchownych. Jak wspominał ks. Mieczysław Paszkiewicz: „»Biblia« (…) czuwał, by żadna formacja, a łącznie z tym i dzielnica, nie była pozbawiona opieki duszpasterskiej”. Pomimo początkowych trudności z łącznością kapelani służyli w wielu formacjach. Na mocy papieskiego zezwolenia każdy ksiądz mógł odprawić trzy msze święte w ciągu dnia. To właśnie obrazy odprawianych na podwórkach mszy i ślubów (oraz pogrzebów) są najbardziej rozpoznawalne na powstańczych fotografiach. Warto jednak podkreślić, że kapłani także spowiadali, nieśli pokrzepienie czy rozstrzygali problemy moralne. Często praktyką było też udzielanie żołnierzom absolucji zbiorowej, na wypadek gdyby nie wrócili z walki.
Norman Davies pisząc o powstaniu podkreślał, że „dowództwo Armii Krajowej doskonale zdawało sobie sprawę ze związku między praktykami religijnymi a wojskowym morale”. Można by także postawić tezę, żę w obliczu zagrożenia śmiercią, w sytuacji ekstremalnej ludzie zwracają się bardziej do Boga, nawet jeśli wcześniej byli mniej zaangażowani w sprawy duchowe. Niemniej oba te powody – wojskowe morale i potrzeba ratunku w obliczu zagłady – wydają się niewystarczające dla wyjaśnienia charakteru religijności w czasie powstania. Wielu żołnierzy pomimo prowadzonych działań wojennych miało wątpliwości natury moralnej wynikające z wyznawanych przez nich przekonań. Jak zauważa Mazur, niektórzy żołnierze zastanawiali się, czy można dobić rannego wroga – czy rozpatrywać to jako „akt litości”, czy rodzaj odwetu, zawierający w sobie pragnienie zemsty. Ustawodawstwo wojskowe dopuszczało takie zachowanie, natomiast w sumieniach żołnierzy pozostawało to często trudnym do rozstrzygnięcia problemem. Tak samo kwestia możliwości popełnienia samobójstwa. Chodziło przede wszystkim o metody niemieckich żołnierzy stosowane wobec powstańców i chęć uniknięcia ogromnego cierpienia. „Duszpasterze AK ostatecznie stanęli na stanowisku, że samobójstwo jest dopuszczalne, ale w sytuacji absolutnej ostateczności” – zauważa Mazur. Zastanawiano się także nad moralnym aspektem prowadzenia walki z wrogiem. Pojawiła się np. koncepcja zatrucia pokarmu wrogów, ale taką propozycje całkowicie odrzucono.
Warto także odnieść się do sposobu traktowania jeńców przez polskich żołnierzy. Niemcy byli często zdziwieni sposobem, w jaki traktują ich powstańcy. Jeden z żołnierzy wspomina sytuację wzięcia do niewoli Niemców. Kiedy ci „trzęśli się z zimna i strachu” jeden z polskich żołnierzy rozdał im po butelce wina. Sam musiał wypić kilka łyków by przekonać Niemców, że im nie zaszkodzi.
Jak zauważa historyk, rozważania żołnierzy i rozmowy z kapelanami mające rozstrzygnąć wątpliwości wskazywały także, że „całą walkę próbowano prowadzić w ramach norm zgodnych z chrześcijaństwem”.
Warto podkreślić, że w czasie powstania obowiązywały także rozkazy dowódcy powstania Antoniego Chruściela w porozumieniu z ks. Kowalczykiem, które określały konkretne obowiązki duchownych, m.in: „błogosławieństwo, święcenie dewocjonaliów, które mają pomagać żołnierzom, dokładne uściślenie procedury powstańczych pogrzebów i ślubów” (kapelani liniowi mieli sporządzać także raporty odnośnie morale żołnierzy, żadne zapiski jednak się nie zachowały). Kapelani nie mogli prowadzić walki zbrojnej. Warto zwrócić uwagę, iż zdarzały się pojedyncze przypadki, że duchowni oprócz posługi duszpasterskiej podejmowali się także walki. Jak zauważa Mazur, było to jednak „wbrew ogólnie przyjętym regułom”. Warto odnotować, że np. w przypadku ks. Czajkowskiego wynikało to z tragicznego wypadku. Przy odbezpieczaniu broni powstańca ciężko go zranił. W wyniku tego postanowił zastąpić go w oddziale przyjmując pseudonim postrzelonego chłopaka. Po dwóch tygodniach walk wrócił jednak do posługi duszpasterskiej.
Oprócz kryzysów wśród duchownych nie brakowało ich także wśród samych żołnierzy. Dochodziło do przypadków utraty wiary czy długotrwałych kryzysów duchowych. W wspomnieniach żołnierzy Baonu „Zośka” wydanych niedługo po wojnie, jeden z żołnierzy notuje: „Koniec człowieczeństwa i związanymi z tym pojęciem przywilejami litości, miłosierdzia, braterstwa. Już jest tylko – słabszy albo silniejszy (…). Jednak mamy dużo cech zwierzęcych w sobie”.
Warto podkreślić jednocześnie postawę autora słów z początku tekstu: dowódcy 2. kompanii Andrzeja „Morro”. Żołnierz o pseudonimie „Czart”, po dramatycznym i brawurowym przebiciu oddziału ze Starówki do Śródmieścia, zanotował:
„Chwilę Ciszy przerywa Morro, zaczyna mówić. Zwykłe żołnierskie słowa nie rażą patosem, trafiają do serc. Mówi o Bogu i Opatrzności, której zawdzięczamy ocalenie, a potem już jak zwykle na Starówce, zdejmujemy hełmy:
O Panie Boże, Ojcze nasz, w opiece swej nas miej
Harcerskich serc Ty drgania znasz, nam pomóc zawsze chciej
Wszak Ciebie i Ojczyznę miłując chcemy żyć…
Warto odnieść się także do podejścia cywili. 17 września, gdy zaczęła płonąć katedra, ks. Wacław Karłowicz uratował figurę Jezusa z krucyfiksu. Ludzie utworzyli spontaniczną procesję, razem z księdzem przenieśli figurę do klasztoru sakramentek. Księża posługiwali nie tylko żołnierzom, ale także cywilom, którzy również potrzebowali sakramentów i uczestniczyli w mszach świętych.
Kapłani spotykali się też z podstawowymi problemami dotyczącymi posługiwania do mszy świętej. Jednym z nich była trudna dostępność komunikantów.
O. Józef Warszawski miał w pewnym momencie powstania problem z odprawieniem niedzielnej mszy dla żołnierzy: nie miał nawet dostępu do chleba, który mógłby konsekrować. Zastanawiał się m.in. nad przedostaniem się do ruin kościoła św. Trójcy, aby poszukać hostii. W pewnym momencie ojciec został wezwany do rannego żołnierza. Znalazł u niego modlitewnik, a w nim kawałek bożonarodzeniowego opłatka, dzięki któremu mógł udzielić komunii żołnierzom.
Ta sytuacja pokazuje, z jak podstawowymi problemami stykali się księża,. Nie chodziło tylko o bombardowania w czasie odprawianych mszy, czy ryzyko otrzymania obrażeń podczas służby na pierwszej linii frontu.
Należy także podkreślić, że Niemcy wykazywali się szczególnym okrucieństwem wobec księży, zakonników i sióstr zakonnych. Nie warto opisywać tu dokładnych form bezwzględności, ale trzeba podkreślić, że wielu kapłanów poniosło śmierć męczeńską z powodu świadectwa wiary: Ojciec Michał Czartoryski odmówił zdjęcia sutanny, za co został rozstrzelany. Znany jest jednak przypadek przetrwania zakonu karmelitanek. Jak twierdziła jedna z zakonnic, ocalały jedynie dlatego, że dowódca oddziału SS miał w Niemczech siostrę-karmelitankę.
Szczególnie symboliczne znaczenie mają wspomnienia spisane przez niemieckiego sapera Mathiasa Shenka. Wysadzał on przejścia, torując drogę dla najbardziej okrutnych w czasie powstania oddziałów Dirlewangera. Shenk był świadkiem morderstwa sióstr z czerwonego krzyża i lekarza z lazaretu, który miał na siebie narzucony kawałek „czerwonej szmaty”, a na głowie „kolczastą koronę”.
Mathias Shenk w czasie ucieczki przed Armią Czerwoną znalazł schronienie u polskich chłopów, przez co w późniejszym okresie odwdzięczał się wysyłanymi do Polski paczkami żywnościowymi w czasach PRL-u.
Ten obraz nieoczekiwanej pomocy i postawy miłosiernej nawet wobec wrogów podkreśla także wspomnienie ks. Wyszyńskiego. Był on kapelanem podczas zrywu i pod koniec powstania znalazł stertę spopielonych kart, wśród nich na jednym skrawku napis „Będziesz miłował…”. Zaniósł ten skrawek do sióstr zakonnych i powiedział „Nic droższego nie mogła nam przynieść ginąca Stolica. To najświętszy apel walczącej Warszawy do nas i do całego świata”.
Jeśli nawet nie wygasają spory o sens Powstania, warto dostrzec jedno: wielu duchownych, żołnierzy i cywili walczyło o zachowanie nie tylko swojego człowieczeństwa w tych najgorszych warunkach, ale okazywało świadectwo wiary, które może dziś nas onieśmielać.
Bibliografia:
Pamiętniki żołnierzy Baonu „Zośka”, Nasza Księgarnia, Warszawa 1959.
strony www:
https://www.1944.pl/powstancze-biogramy/antoni-czajkowski,6772.html
https://ekai.pl/karabin-i-stula-kapelani-powstanczej-warszawy/
https://www.deon.pl/po-godzinach/historia-i-spoleczenstwo/art,308,nie-bojcie-sie-smierci-o-wierze-w-powstaniu-warszawskim.html
https://wpolityce.pl/kosciol/261063-kapelani-powstanczej-warszawy-w-powstaniu-warszawskim-wzielo-udzial-150-duchownych
https://pl.aleteia.org/2017/08/03/kapelani-powstania-warszawskiego-prawdziwi-dobrzy-pasterze/
https://niezlomni.com/nie-utracili-wiary-w-piekle-powstania-warszawskiego-o-tym-jak-niemcy-szczegolnie-nienawidzili-siostr-zakonnych-oraz-jak-ks-stefan-wyszynski-udzielal-ostatnich-sakramentow-wrogom-swietne-zdjecia/
http://wyborcza.pl/magazyn/1,124059,14366798,Moj_warszawski_szal.html