Jest XXI wiek. Człowiek, stworzony na obraz i podobieństwo Boga, korzysta ze swojego rozumu w imponujący sposób. Rozbija atomy, podróżuje w kosmos, bada rzeczy małe i gigantyczne, bliskie i odległe, ludzka wiedza rozwija się w błyskawicznym tempie. Przez sto lat nauka dokonała olbrzymiego postępu w dziedzinach ścisłych i przyrodniczych. Znamy bardzo dokładnie mechanizmy i zasady rządzące światem fizycznym. Sięgamy tysiące lat wstecz badając skamieniałości, opisujemy przebieg ewolucji. Tworzymy urządzenia, które kilkadziesiąt lat temu wydawałyby się czymś odległym, a które są naszą codziennością, to nowoczesne telefony. Przykładów na rozwój technologiczno – naukowy człowieka można by wymieniać w nieskończoność. Jednak wraz z dynamicznym rozwojem nauki niektórych ludzi, w tym niestety także naukowców, dotknęła fala pychy i ślepej wiary we własną inteligencję.
Czym jest nauka?
Gdy słyszymy słowo „nauka” najczęściej każdy z nas wyobraża sobie linijki, fiolki, mikroskopy, komputery, etc., etc. Jednak jeśli dość ogólnie chcielibyśmy określić czym jest nauka, musimy wejść na płaszczyznę niemalże filozoficzną. Nauka nie jest jakimś zbiorem zasad czy też jedną z gałęzi rozwoju ludzkiej cywilizacji. Przez naukę należy rozumieć wszelką wiedzę o tym świecie, którą człowiek wciąż pogłębia. Jest to wszystko to, co da się zbadać za pomocą zmysłów i opisać. Front badań nauki jest rozległy – medycyna, fizyka, chemia, matematyka, socjologia, lingwistyka, etc., etc. W dzisiejszych czasach za pomocą nauki można wyjaśnić niemalże każde otaczające nas zjawisko. Warto jednak powiedzieć też, czym nauka nie jest. Nauka w swojej istocie nie zajmuje się sprawami wiary – jakiekolwiek odkrycia naukowe czy postęp w dziedzinie technologii nie wchodzi w żaden sposób na grunt wiary. Dlatego wiary nauką nie da się ani nie wolno badać, ponieważ wiara jest czymś wykraczającym poza ten świat, jak i obszar nauki. Nauką nie są również prywatne opinie i poglądy naukowców – jeżeli dany naukowiec deklaruje się jako wierzący w „X” lub niewierzący w „Y”, nie ma to wpływu na owoc jego badań. Przykładowo prawo grawitacji nie zależałoby w żaden sposób od jego odkrywcy, tak jak wynalazek nie ma różnych właściwości zależnie od jego twórcy. „Nauka nie jest ateistyczna i bezbożna. Nauki ściśle nie zajmują się Bogiem ani religią, ani wartościami moralnymi […] Bóg i etyka nie wchodzą w zakres fizyki i chemii” mówił abp Fulton J. Sheen (Warto żyć, str. 31, wyd. Esprit 2017). Pamiętajmy jednak, że często spotykanym błędem wśród ludzi wierzących jest całkowite odcinanie się od niesprzecznych z wiarą rzeczy naukowych jak np. teoria ewolucji czy Wielki Wybuch. Przeciwstawianie Boga nauce nie kończy się dobrze – On jest jej twórcą. Twierdzenie, że zbadać można tylko to, co fizyczne i materialne może mieć bardzo złe skutki. Metoda naukowa nie jest skuteczna w zagadnieniach typowo filozoficznych, moralnych czy etycznych (Por. Józef Bocheński OP, Sto zabobonów, roz. „Pozytywizm”). Dobra i zła, moralności, ludzkiej duchowości nie da się zbadać linijką i mikroskopem. Nauką nie zgłębi się piękna ludzkiego wnętrza. Ograniczanie racjonalności do nauk przyrodniczych i ścisłych w gruncie rzeczy nie jest prawdziwą racjonalnością, o czym wspominałem w poprzednim artykule.
Wiara
Wiara, o której tak często możemy usłyszeć, jest czymś znacznie innym niż wspomniana wyżej nauka. Wiarę można opisać za pomocą wielu wyrażeń: jest to dobrowolny akt woli (jak mawia przysłowie, wymuszony pacierz nie idzie do Nieba). Wiara zależy od tego, czy my chcemy uwierzyć (podobnie Pan Jezus spytał niewidomego spod Jerycha – „Co chcesz abym Ci uczynił?” – Mk 10, 46-52). Bez naszego osobistego „Tak” nie ma wiary. Wiara jest też relacją z Panem Bogiem. Bóg nie jest posągiem czy jakimś zwierzęciem. Bóg to osoba, z którą możemy utrzymywać relację. Ks. Romano Guardiniemu przypisuje się słowa: „Ludzie dzielą się nie na niewierzących i wierzących, lecz na modlących się i niemodlących się” (por. Benedykt XVI, Ostatnie rozmowy). Nieprzypadkowo bez modlitwy wiara jest martwa. Wiara jest też łaską – Bóg daje łaskę wiary, z którą my musimy współpracować. Bóg nie wyważa drzwi naszego życia (por. Fulton J. Sheen, Stworzeni do szczęścia, s.126, Esprit 2016). Czym się zajmuje wiara? Najprościej rzecz ujmując wiara zajmuje się Bogiem i szeroko rozumianym życiem duchowym. Do spraw wiary NIE należą zagadnienia czysto naukowe takie jak wspomniane wcześniej teorie Wielkiego Wybuchu i ewolucji czy chociażby prawa fizyki jak np. zasady dynamiki Newtona. Wszystkie odkrycia i prawa nauki działają identycznie niezależnie od naszej wiary. Wiarą nie badamy prędkości spadającego jabłka ani głębokości morza. Nie możemy jednak powiedzieć, że wiara stoi na drodze nauki. Przykładów na zgodne łączenie tych dwóch rzeczy nie trzeba szukać daleko. Dla mnie wzorem takiej zgodności jest ks. prof. Michał Heller, który w doskonały sposób wyjaśnia zgodność nauki z wiarą katolicką. Sięgając pamięcią dużo wstecz można odkrywać kolejne przykłady: ks. Georges Lemaître, który stworzył hipotezę Wielkiego Wybuchu czy chociażby Gregor Mendel, augustianin, który wniósł wiele w dziedzinę genetyki. Ich badania na polu naukowym nie przeszkadzały ich wierze. Można być człowiekiem niezwykle wierzącym, a jednocześnie niemało wiedzącym o świecie i odwrotnie – można mieć gigantyczną wiedzę, a w środku być martwym. Wiara bowiem zajmuje się czymś więcej niż światem materialnym. Wiara wie, że istnieje coś więcej niż to, co można zbadać zmysłami.
Skąd konflikt?
Korzeni sztucznego konfliktu między nauką a wiarą należy szukać już w oświeceniu. Dynamiczny rozwój nauk przyrodniczych i ścisłych znacząco powiększył ludzką wiedzę. Nie było w tym nic złego. Inną kwestią natomiast było szybkie rozprzestrzenianie się takich nurtów jak ateizm czy deizm i postępująca laicyzacja. Pośrednim owocem oświecenia stało się ukazanie Kościoła jako siedliska ciemnoty i zacofania. W takiej narracji nieunikniona musiała się stać fałszywa dychotomia wiary i nauki. Później swoje dołożyła epoka pozytywistyczna, w której kluczowe stały się poglądy Augusta Comte’a, które nie pozostawiały miejsca dla wiary i Kościoła. Jak na ironię losu to właśnie Gregor Mendel w XIX wieku dokonał swoich odkryć na polu genetyki. Jednak teoria ewolucji stworzona w tym samym wieku stała się nowym ostrzem skierowanym w Kościół i jego nauczanie o stworzeniu. Wszystko to stało się podłożem współczesnych prób przeciwstawiania sobie nauki i wiary. Tutaj kolejna przyczyna jest jednak bardziej subtelna. Kiedy człowiek przyswaja dużą ilość wiedzy pojawia się w nim pokusa pychy – „Wiem dużo, jestem przecież taki mądry”. Pycha automatycznie ciągnie za sobą proces odchodzenia od Boga. Pisał o tym już św. Augustyn z Hippony: „W pysze usiłowali Cię znaleźć na szczytach uczoności. Dumnie wypinali piersi, zamiast bić się w nie w pokorze.”(Wyznania, X.42) Jakiejkolwiek niewiary nie może być winna biegłość w nauce, ale idąca czasem za nią pycha. Z drugiej jednak strony fanatyczny fideizm w wierze może doprowadzić do kuriozalnego poglądu antynaukowego, którego przykładem może być rozwijający się w Ameryce Północnej nurt kreacjonizmu czy kompletnie nieracjonalne poglądy niektórych sekt takich jak Świadkowie Jehowy.
Jak doprowadzić do zgody?
„Wiara i rozum są jak dwa skrzydła, na których duch ludzki unosi się ku kontemplacji prawdy.” – tak pisał w swojej encyklice Fides et ratio św. Jan Paweł II. Niewątpliwie ta encyklika została napisana wtedy, gdy była bardzo potrzebna. Powyższe zdanie wyjęte z tego dokumentu papieskiego jest najogólniejszym mottem, jakie powinno spajać naukę i wiarę. Te dwie dziedziny są oddzielne, lecz nawzajem się uzupełniają. Zajmują się innymi rzeczami, ale wspólnie mają jeden cel – prawdziwe Dobro. Przychodzi mi na myśl zdanie przypisywane Ludwikowi Pasteurowi (wokół którego krążą pogłoski, że nie rozstawał się z różańcem): „Mała dawka wiedzy oddala od Boga, duża znowu do Niego przybliża”. Aby zachować piękną harmonię między wiarą i nauką potrzeba tak naprawdę jednej rzeczy: pokory. Pokory, która mówi, że nad naszą mądrością jest jeszcze większa Mądrość. Przez naukę należy zgodnie z Bożym zamysłem dążyć do poznania świata stworzonego, wiarą natomiast trzeba sięgać tam, gdzie nie sięgają nasze zmysły.