adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Sprawdź nowy numer konta

Wesprzyj
Kultura

W księżycowym pyle

youtube.com/David Bowie

David Bowie to jedna z najistotniejszych postaci kultury końca XX wieku i początku XXI. Może to i dobrze, że stosunkowo długo czekał na filmowe „omówienie”.

„Moondust will cover you”.

Dziewczyna z ogonem zbliża się do ciała astronauty. Wyjmuje jego czaszkę i idzie z nią do tajemniczego miasta.

„Moondust will cover you”.

Temu obrazowi z teledysku Blackstar towarzyszy piosenka Hallo Spaceboy. Niepokojący kawałek z dekadenckiej płyty 1.Outside to jeden z czterech utworów nawiązujących do tej samej postaci – astronauty, majora Toma – uważanego za jedno z alter ego Bowiego. Jego kreację sceniczną? Albo porte-parole? Symbol osobowości Bowiego, która zniknęła, rozpłynęła się dawno temu.

„But moondust will cover you
so bye bye, love”

„z popiołu w popiół
z funku w funky
wszyscy wiemy że major Tom jest ćpunem,
który utknął wysoko w przestworzach
i spadł na samo dno” – śpiewał w Ashes to Ashes (która to piosenka, oczywiście, też się pojawia w filmie). Tak samo jak słynne Space Oddity. I Blackstar.

Moonage Daydream to film zdecydowanie dziwny. Dokument? Nie. Koncert? Też nie. Biografia? Zdecydowanie nie. Tematem filmu nie jest David Bowie, a przynajmniej nie jest on najważniejszy. A co jest?

Na to pytanie odpowiada sam Bowie w formie cytatu na początku filmu. Przywołuje słowa Nietzschego, który powiedział, że Bóg umarł, zabili go ludzie. Ludzie próbowali wejść w rolę Boga, ale zawsze kończyło się to katastrofą. W obliczu tego stwierdzenia powstaje pytanie: co zrobić z pustką, która jest w człowieku po zabitym Bogu?

Bowie szuka w filmie odpowiedzi. To poszukiwanie jest czymś, czym można przykryć pustkę. Poszukiwanie odpowiedzi na temat natury świata, natury człowieka, natury Absolutu. Tak, artysta zdecydowanie nie był ateistą. Kim był? To już inne pytanie.

Wszyscy umrzemy. Bowie mówi o tym, jak bardzo nieprzystosowany do myślenia o śmiertelności jest młody człowiek.

Mówi o tym, że sztuka jest poszukiwaniem. Ciągle się zmieniał. Gdy już coś raz powiedział, nie kłopotał się mówieniem tego po raz drugi. Stąd ciągłe zmiany. Najzabawniejsze, że przez pewien czas – mniej więcej od Let’s Dance do Tonight – zajął się po prostu zapewnianiem rozrywki masom. I wielu myślało wówczas, że to jego prawdziwe oblicze.

Zobacz też:   Skomponował Marcin Luter

Być może zmiana i poszukiwanie były jedyną prawdziwą, tj. niesceniczną cechą Bowiego.

Sztuka jako poszukiwanie. Bowie śpiewał, grał, pisał teksty i melodie, inspirował innych muzyków, malował, rzeźbił, grał w filmach. Mówił, że z dni najbardziej nie lubi tych zmarnowanych. Starał się wykorzystać życie do końca.

„Ważne jest, co robisz, a nie ile życia ci zostało” – mówi w filmie.

Dziwność tego filmu – niedokumentalność – sprawia, że dobrze się go ogląda. Choć, równocześnie, jest dość artystyczny, awangardowy – nie do końca wiem, jak to ująć – i przez to dla nieprzygotowanego widza może być trudny. Jego wadą jest też na pewno to, że w ograniczonym czasie przedstawia aż sześćdziesiąt dziewięć lat – ostatnie lata są przedstawione chyba nazbyt krótko. W końcu najbardziej emocjonujące są finały.

Możemy zobaczyć wiele archiwalnych materiałów z Bowiem. Oprócz jego narracyjnego głosu pojawiają się jedynie pojedyncze wypowiedzi fanów. Film tym też się różni od innych muzycznych dokumentów, że nie ma irytujących ekspertów i znajomych mówiących o artyście. On sam mówi o sobie. Sam siebie zna najlepiej, a i tak nie wie wszystkiego.

Jest też świadomy niebezpieczeństw sławy. Dobitnie to podkreśla, mówiąc „[my, artyści] jesteśmy jak bogowie pragnący uwielbienia, którzy i tak skończą w piekle”.

David Bowie jest wykwitem niechrześcijańskiej kultury (czy też kontrkultury, jak to ujmują karoniści). Chyba jednak jako jeden z nielicznych dostrzegł zaułek, którym jest proste łamanie tabu. To było dobre w szalonych czasach Ziggy’ego Stardusta. Artysta nie powinien zatrzymywać się na skandalizowaniu. On ma być Poszukiwaczem Prawdy, Stawiaczem Pytań, Odkrywcą Nieoczywistości. I Odkrywcą Zapomnianych Oczywistości.

I taki obraz brytyjskiego muzyka wyłania się z filmu Moonage Daydream. „Lektura obowiązkowa” dla fanów, artystów i studentów artystycznych kierunków.

„Ground to major: bye, bye Tom”.

Film Moonage Daydream (2022) to film Bretta Morgena. Więcej informacji na oficjalnej stronie.

http://www.impawards.com/2022/posters/moonage_daydream_ver2_xxlg.jpg, fair use, https://en.wikipedia.org/w/index.php?curid=71505831

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.