Adeste

Adeste jest za darmo i bez reklam
Utrzymują nas tacy czytelnicy jak Ty.

Wesprzyj

Transhumanizm a filozofia: komentarz do artykułu V. Possenti

magazine cover

pixabay.com

Transhumanizm – ten termin może budzić albo niepokój, albo konsternację. Bo niby jak mielibyśmy przekraczać samych siebie? Co to w ogóle miałoby oznaczać? I kiedy człowiek jest sobą, a kiedy nie jest? Odpowiedzi na te pytania to tak naprawdę zręby problematyki transhumanizmu we współczesnej filozofii. Analizując niniejszą kwestię, przyjrzyjmy się, co w tej sprawie ma do powiedzenia Vittorio Possenti, wenecki profesor filozofii.

Problem transhumanizmu tak naprawdę jest tylko częścią szerszego zagadnienia, znanego w filozofii jako spór o naturę ludzką. Possenti zauważa: „Jeszcze w epoce oświecenia przyjmowano istnienie powszechnej, niezmiennej natury ludzkiej – dziś natomiast dominująca kultura jest całkowicie temu przeciwna: teorie ewolucjonistyczne prowadzą do pojmowania natury ludzkiej jako zmiennej, posiadającej różne odcienie, zdolnej do transformacji […]” (Possenti V., Negacja natury ludzkiej i humanizmu w filozofii nowożytnej i współczesnej¸ w: Zadania współczesnej metafizyki tom 16 – spór o naturę ludzką, Lublin 2014, s. 114).

Czy to oznacza, że sama teoria ewolucji przyczynia się do odrzucenia klasycznej koncepcji natury ludzkiej? W pewnym dość wąskim sensie tak, ponieważ postuluje, że gatunki mogą się zmieniać, ewoluować w miarę następujących stopniowych mutacji w kodzie DNA. Jest to proces rozciągnięty w czasie, jednak wyraźnie wskazuje, że jedne gatunki mogą przechodzić w inne. Jeśliby się pospieszyć z wnioskami filozoficznymi, można by bardzo szybko stwierdzić, że skoro tak się sprawy mają, to natura ludzka jest właściwie płynna. Czy aby na pewno?

Trzy poziomy określania natury

Pojęcie natury w filozofii jest wieloznaczne. Possenti zwraca uwagę na jego trzy aspekty (tamże, s. 117-⁠118): natura jako physis, czyli to, co podlega ewolucji. Chodzi tu o wszelkie struktury objęte mechanizmami fizycznymi. Natura jako istota, czyli to, co określa byt i go definiuje. W tym rozumieniu należy postawić pytanie: dlaczego człowiek jest człowiekiem? – ponieważ ma typowe dla niego cechy: intelekt, wolę, wolność, ciało, kulturę, którą tworzy. Trzecim aspektem pojęcia natury jest rozumienie jej jako wewnętrznej zasady działania i rodzenia. W tym sensie – zauważa Possenti – naturę mamy wspólną z każdą istotą żywą. Dzieje się tak, ponieważ każda istota żywa ma w sobie siłę ją organizującą i pozwalającą na rozwój i rozmnażanie.

Przyjąwszy takie rozumienie, nie dziwi krytyka Possentiego, który zauważa, że to, co tak naprawdę postuluje się jako zmienne, jest jedynie ludzką physis, czyli przypadłościami. Natomiast niezmienna pozostaje zawsze natura w rozumieniu istoty bytu oraz natura w rozumieniu siły życia i rozrodu. Człowiek nie byłby bowiem człowiekiem bez swojej istoty oraz wewnętrznej zasady organizującej jego procesy życiowe.

Transhumanizm – co i jak?

Ogólnie mówiąc, jest to ruch o charakterze naukowo-filozoficzno-politycznym, postulujący konieczność przemiany człowieka i jego natury za pomocą zabiegów technologicznych. Owa zmiana miałaby się dokonać na dwa sposoby: albo poprzez modyfikacje ludzkiego ciała przy pomocy wszczepów, implantów czy dodatków technologicznych, albo przez wzbogacenie ludzkiego DNA kodem genetycznym innego gatunku (postulat tzw. hybryd ludzko-zwierzęcych) (tamże, s. 132).

Possenti opisuje transhumanizm następująco: „Ważnym wariantem kryzysu pojęcia natury ludzkiej jest humanizm technofilski, połączony wielkim przymierzem z nauką i oczekujący w blasku nowych technologii na nadejście postczłowieka. […] Tworzą galaktykę ruchu posthumanizmu, dla którego korzeniem cywilizacji Zachodu jest racjonalność naukowo-techniczna, ewentualnie powiązana z racjonalnością utylitarną, a przede wszystkim z libertyńskim pojęciem jednostki” (tamże, s. 129).

Z dość szorstkiej oceny transhumanizmu wyłaniają się co najmniej dwa problemy. Pierwszy dotyczy próby mieszania życzeniowych tez filozoficznych i politycznych z naukami przyrodniczymi. Transhumanizm jest bowiem koncepcją obecnie nie do zrealizowania. Wskazuje na to nie tylko zdrowy rozsądek, ale także liczni naukowcy mający wątpliwości względem postulatów transhumanizmu. Możliwe są jedynie drobne zmiany ludzkiego ciała, które wspomagają jego kondycję, a nie przekształcają je tak, że w pewnym sensie człowiek jest nie do poznania. Ciężko zresztą mieć coś przeciwko poprawie kondycji człowieka. Uważam, że w tym objawia się u nas łaska Boża, że w obliczu trudów i cierpienia innych nie wycofujemy się, ale tworzymy ogromne machiny miłosierdzia, jak służba zdrowia, szpitale, przytułki i hospicja.

Drugim problemem, na jaki napotyka transhumanizm, jest niepewny filar filozoficzny. Niegodne zaufania jest jego przywiązanie do scjentyzmu (koncepcji, jakoby tylko wiedza naukowo-przyrodnicza była wartościowa), utylitaryzmu (postawy etycznej głoszącej, że liczą się tylko skutki naszych działań) i libertynizmu, absolutyzującego ludzką wolność pojmowaną jako swawolę. Są to stanowiska nie tylko łatwe do obalenia, ale również niemożliwe do przyjęcia jako zasady powszechne. Bo cóżby miało wynikać ze scjentyzmu? Nauka nie rości sobie żadnych praw do bycia suwerenem w dziedzinie poznania. Ona wykonuje swoje, można powiedzieć, statutowe obowiązki. Utylitaryzm jest skuteczny w pewnych warunkach, pomaga oszacować, co się bardziej opłaca (np. w polityce czy ekonomii), ale nie stanowi pełnego wyjaśnienia dla faktu ludzkiej wolności i idącej za nią moralności.

Rozważania na przyszłość

Transhumanizm w mojej ocenie okaże się mniej więcej taką samą porażką jak średniowieczna alchemia i projekty tworzenia homunkulusów (sztucznych ludzi). Stanie się to za sprawą jego niedopatrzeń filozoficznych oraz życzeniowego myślenia. Popychanie technologicznego rozwoju cywilizacji nie jest jedynym sposobem na rozwiązanie trapiących nas kłopotów.

Transhumaniści podają, że dzięki modyfikacjom będziemy mogli zażegnać liczne problemy, także natury moralnej. Zapominają jednak, że sfera moralności leży na poziomie ludzkiej woli. Dopatrując się w pracy mózgu analogii do komputera, nie uwzględniają tego, że współczesne badania i co bardziej śmiałe teorie wskazują, że ludzki mózg w ogóle nie przypomina komputera, ale raczej zbiór zjawisk kwantowych. Dla nas oznacza to tyle, że możemy spać spokojnie, nikt bowiem nie zdoła nam wmówić, że nie mamy wolnej woli. Aktualne pozostaną nadal problemy filozoficzne natury moralnej.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

Zapisz się na newsletter i bądź na bieżąco

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta witryna jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej Polityka prywatności oraz Warunki korzystania z usług Google.

Weryfikacja reCAPTCHA wygasła. Odśwież stronę.