adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Sprawdź nowy numer konta

Wesprzyj
Społeczeństwo

Przełamując tabu, część IX

W ostatnim czasie z Niemiec docierały do nas informacje na temat postulatów formułowanych przez tamtejszą Drogę Synodalną. W katolickim internecie aż roi się od filmików i konferencji na temat seksualności, często wzajemnie sprzecznych. Synod zapoczątkowany przez papieża Franciszka stworzył atmosferę większej otwartości i zaufania, co pozwala na śmielsze stawianie pytań i wychodzenie ze strefy tabu. Postanowiłam wpisać się w ten dialog, rozmawiając z kilkoma osobami dla Adeste. Moim kolejnym rozmówcą był ks. dr hab. Andrzej Kobyliński, profesor UKSW, filozof, etyk, absolwent Uniwersytetu Gregoriańskiego w Rzymie. W latach 1998-2011 był wykładowcą i wychowawcą w Wyższym Seminarium Duchownym w Płocku, a w latach 1999-2004 pełnił w tej uczelni funkcję prorektora ds. wychowawczych. W ostatniej części wywiadu z księdzem profesorem rozmawiamy o formacji do kapłaństwa oraz roli sumienia w podejmowaniu decyzji moralnych.

Monika Chomątowska: Teraz, tak już powoli kończąc, porozmawiajmy o kwestii formacji do kapłaństwa. Moje pokolenie jest już skażone pornografią i mogę się założyć, że również kapłani w moim wieku i młodsi, czy obecni seminarzyści, mieli z pornografią kontakt i stanowi ona dla nas pewne wyzwanie. Pojawia się rozległy temat tego, jak w Kościele łacińskim rozumie się charyzmat celibatu. Obiło mi się o uszy takie stwierdzenie, że jeśli ktoś przyjął święcenia kapłańskie, to można wnioskować, że ten charyzmat ma – tak jakby same święcenia były dowodem na jego posiadanie. Bardzo mnie poruszyło postawienie sprawy w taki sposób. Można przecież błędnie rozeznać.

Ksiądz dr hab. Andrzej Kobyliński: Gdzie się Pani z tym spotkała? Przecież to nonsens.

Tak, to był nonsens, który usłyszałam od jednego z duchownych. Zrodziło we mnie to refleksję, że jest to niemożliwe, ponieważ gdyby tak było, to Kodeks prawa kanonicznego nie mówiłby o jednej z przyczyn dyspensy od celibatu, którą jest niezdolność do życia w celibacie. To raz. Dwa, wtedy pytanie rodzi się o sam sakrament kapłaństwa, ponieważ na Wschodzie kapłani go przyjmują i nie wszyscy otrzymują charyzmat celibatu. Więc sakrament kapłaństwa na pewno nie udziela takiego charyzmatu. To jakaś bzdura. Zadałam sobie trud i sięgnęłam do dokumentów synodu o kapłaństwie i znalazłam tam wyraźnie odwrotny kierunek. Pozwolę sobie zacytować: „Synod na nowo z naciskiem potwierdza postulat Kościoła łacińskiego, by kapłaństwo było udzielane tylko tym mężczyznom, którzy otrzymali dar powołania do czystości w celibacie”. Czyli najpierw kandydat powinien rozeznać, że ma charyzmat celibatu, a wtedy może się zastanawiać, czy ma też powołanie kapłańskie, czy może inne, na przykład do życia w świecie jako celibatariusz. Często w praktyce jest odwrotnie. Chłopak chce być księdzem, to znaczy sprawować sakramenty i głosić Ewangelię, idzie do seminarium i przyjmuje celibat w pakiecie. Co gorsze, nie bardzo ma możliwość rozeznania. Widać też, że mowa jest nie tylko o rozumieniu celibatu jako nieposiadania żony, ale o życiu w czystości w stanie bezżennym, czyli w praktyce o wstrzemięźliwości seksualnej. Mam kolegów i w seminarium rzymskokatolickim, i ormiańskokatolickim. Część tych z ormiańskokatolickiego też się decyduje na celibat, ale oni mają totalną wolność. I rzeczywiście niektórzy wstępują, myśląc o celibacie, ale w trakcie seminarium spotykają dziewczynę, w której się zakochują i ostatecznie zostają księżmi żonatymi. Również odwrotnie – myśleli o małżeństwie, ale jednak odkrywają charyzmat celibatu. Oni się normalnie mogą spotykać z dziewczynami czy założyć konto na portalu randkowym, nikt im tego nie ogranicza. Natomiast nasze rzymskokatolickie seminarium przypomina klatkę. Może to się powoli zaczyna zmieniać, ale wyobrażam sobie, że jeśli ktoś ma dziewiętnaście czy dwadzieścia kilka lat i trafia do dużej izolacji od kobiet, to może sobie radzić z życiem w czystości w celibacie. Ale kiedy później z tej klatki jest wypuszczany do świata, funkcjonuje w duszpasterstwie z niewiele młodszymi od siebie kobietami czy rówieśniczkami, zaczynają się problemy. Można rozeznać taki dar w izolacji, tylko pytanie, czy to jest naprawdę rozeznanie, skoro kleryk nie żyje tak, jak w przyszłości będzie żył jako ksiądz. Wydaje mi się, że coś powinno zostać zmienione w kwestii formacji seminaryjnej, aby zapewnić autentyczne rozeznanie. 

To jest temat oceaniczny. Mam w tym obszarze spore doświadczenie, ponieważ przez trzynaście lat pracowałem jako wychowawca i wykładowca seminaryjny. Dwie uwagi. Pierwsza dotyczy Polski. Mamy w naszym kraju dramatyczny spadek liczby powołań kapłańskich i zakonnych. W tym roku zamknięto kilka seminariów diecezjalnych, w ostatnich latach zlikwidowano kilkanaście seminariów zakonnych. W najbliższych latach ten proces będzie postępować. To jest katastrofa. I oczywiście wraz z kryzysem ilościowym jest też kryzys jakościowy. Druga uwaga dotyczy zmian zachodzących w Kościele, do których trzeba dopasować formację seminaryjną. Czy chcemy w Polsce wcielać w życie dokument watykański z roku 2005, który mówi jasno, żeby nie przyjmować do seminariów i do życia zakonnego kandydatów homoseksualnych, czy też raczej się tym nie przejmujemy i akceptujemy wszystkich niezależnie od tego, jaką mają tożsamość seksualną? Przecież to w Polsce kompletnie nikogo nie interesuje. Natomiast mamy ten rewolucyjny, pierwszy od dwóch tysięcy lat przepis w Kościele, nigdy takiego wcześniej nie było, żeby nie przyjmować do seminariów i nie udzielać święceń kapłańskich kandydatom, którzy mają głęboko zakorzenione skłonności homoseksualne, dopuszczają się aktów homoseksualnych bądź reprezentują tzw. kulturę gejowską. Mamy ten zapis w dokumencie watykańskim, natomiast w wielu krajach wyrzucono go do kosza. To jest pytanie: czy kogokolwiek w Polsce te przepisy interesują? Co się dzieje w polskich seminariach? Jakie są kryteria przyjmowania kandydatów? Mamy kompletną obojętność. Największym wyzwaniem jest postępująca w Kościele na świecie decentralizacja doktrynalna. Dowartościowanie osobistego rozeznania i sądów sumienia indywidualnego wymaga gruntownego przemyślenia dotychczasowego modelu formacji w polskich seminariach diecezjalnych i zakonnych. Warto w tym miejscu zauważyć, że w świecie zachodnim coraz więcej młodych ludzi nie tworzy stałych związków, żyjąc jako single. To zjawisko o charakterze masowym częściowo relatywizuje wyjątkowy charakter życia bezżennego duchownych katolickich.

Tak, jednak jest to tylko celibat rozumiany jako bezżeństwo, ale już nie jako wstrzemięźliwość seksualna. Wiele z tych osób jest aktywnych seksualnie, czy to w związkach, czy przez masturbację i pornografię. 

Oczywiście, że tak. Wśród singli niekiedy występuje okresowa wstrzemięźliwość seksualna. Są też osoby aseksualne. Niemniej generalnie kultura singli relatywizuje wyjątkowość celibatu w Kościele katolickim.

Jeśli chodzi o nieposiadanie rodziny, to tak. Ale już wstrzemięźliwość seksualna jest jeszcze bardziej wyjątkowa niż kiedyś. 

Moje osobiste przekonanie jest takie, że obowiązkowa bezżenność i wstrzemięźliwość duchownych heteroseksualnych w Kościele rzymskokatolickim stanowią pewien ideał moralny. Ale kandydaci muszą być do tego ideału odpowiednio przygotowani i nie każdy może sprostać wymogom takiej drogi życiowej. Uważam, że powinniśmy iść w tym kierunku, że z jednej strony zachowujemy tę tradycję, to znaczy szanujemy tę drogę. Jeśli ktoś chce nią iść, to wspieramy go w tym, pomagamy odpowiednio się przygotować w seminarium itd. Ale też powoli otwieramy inną drogę dla mężczyzn heteroseksualnych, którzy chcieliby połączyć kapłaństwo z życiem małżeńskim i rodzinnym. Takie rozwiązanie postulują coraz częściej niektórzy kardynałowie, biskupi i wierni świeccy w wielu krajach świata.

Jak oceniać różnego rodzaju stałe związki księży z kobietami? Z jednej strony celibat nie jest prawem Bożym, tylko kościelnym, z drugiej – taka para nie ma małżeństwa sakramentalnego.

W przeszłości w Kościele był z tym ogromny problem. W pierwszym tysiącleciu z jednej strony wprowadzano w życie zasadę życia bezżennego duchownych, z drugiej – dość często w wielu regionach świata duchowni katoliccy prowadzili różne formy życia rodzinnego. Dyscyplina kościelna w tym obszarze została zaostrzona w drugim tysiącleciu. Natomiast obecnie otwiera się przed nami trzecie tysiąclecie, w którym problem obowiązkowego celibatu jest jednym z ważnych wyzwań stojących przed Kościołem katolickim. Różnego rodzaju stałe związki duchownych z kobietami stanowią naruszenie przyjętych zobowiązań i powodują zgorszenie wśród wiernych. W niektórych przypadkach chyba najlepszym rozwiązaniem byłoby zawieszenie wykonywania funkcji kapłańskich, uzyskanie przez duchownego dyspensy od celibatu i zawarcie sakramentalnego związku małżeńskiego. Tak uczyniło wielu księży znanych mi osobiście. Bardzo nagannym zjawiskiem w naszym kraju jest omerta społeczna dotycząca losu dzieci wychowywanych w niektórych stałych związkach księży z kobietami. W przejmujący sposób pisze o tym problemie Marta Abramowicz w książce Dzieci księży. Nasza wspólna tajemnica. Te dzieci czasami oskarżają Kościół, że ukradł im dzieciństwo. Tym, co mnie osobiście najbardziej boli w tych historiach, są skutki psychiczne dla tych dzieci. Myślę, że w Polsce to jest kolejny problem, który może wybuchnąć w najbliższych latach, gdy chodzi o świadectwa takich kobiet i dzieci. Te osoby będą chciały opowiadać swoje historie. Na razie mamy tylko tego początek, niewielką grupę, która zdobyła się na odwagę, żeby swoje życie opowiedzieć, ale w najbliższych latach może być więcej tego rodzaju świadectw w telewizji, radiu, internecie.

Zobacz też:   Katolicyzm w cieniu atomowych grzybów

Jeżeli jakiś ksiądz odmawia rozgrzeszenia parze mieszkającej ze sobą bez ślubu, a sam ma kobietę, z którą regularnie współżyje i nie podejmuje kroków, by uregulować swoją sytuację, to w tym momencie ta para ma ogromne poczucie niesprawiedliwości, ponieważ zarzuca się im grzech ciężki, podczas gdy taki ksiądz normalnie odprawia mszę i przyjmuje komunię. Jeszcze gorsza sytuacja ma miejsce, gdy nie mówimy o stałym związku, ale po prostu rozwiązłym życiu, bez żadnych zobowiązań, ranieniu wielu kobiet. Ksiądz Węgrzyniak ujął to ładnie: „Inni jeszcze liczą kapłańskie lata od przygody do przygody, od zakochania do zakochania. Co wioska, to troska. Zamiast uwierzyć raz na zawsze w to, co się przyrzekło, albo zakochać się raz i porządnie, ożenić się i mieć dzieci, dwadzieścia razy próbują miłości, a żadna z nich ni Boża, ni ludzka. Próbują kobiety jak pszczoła kwiaty. Może trochę miodu nazbierają, ale Bóg wie, ile kwiatków przy okazji niejeden truteń nadepnie”. Często do tego dochodzi wykorzystywanie w hipokryzyjny sposób kan. 916 Kodeksu prawa kanonicznego

Ten fragment Kodeksu prawa kanonicznego brzmi następująco: „Kto ma świadomość grzechu ciężkiego, nie powinien bez sakramentalnej spowiedzi odprawiać mszy świętej ani przyjmować komunii świętej, chyba że istnieje poważna racja i nie ma sposobności wyspowiadania się. W takim jednak wypadku ma pamiętać o tym, że jest obowiązany wzbudzić akt żalu doskonałego, który zawiera w sobie zamiar wyspowiadania się jak najszybciej”. Ksiądz prof. Wojciech Węgrzyniak ma rację. Czasami niedojrzałość emocjonalna księży może prowadzić do krzywdy wielu kobiet. Latem 2022 roku o tego rodzaju problemach w Białymstoku informowały szeroko media lokalne i ogólnopolskie.

Na sam koniec przedstawię jeszcze jeden problem, z jakim się spotkałam. Czasami w hagiografii opisuje się część świętych jako bardzo czystych i nieomal pozbawionych pokus seksualnych. Inni natomiast mieli toczyć duchowe zmagania na tym polu. Pojawia się pytanie o ewentualną aseksualność tej pierwszej grupy. Dawniej nie wiedzieliśmy, że coś takiego istnieje. Może ci święci wcale nie byli cnotliwi, czyli nie zdobyli pewnej umiejętności życia w czystości, ale ich czystość przychodziła im po prostu bez wysiłku? Zainteresował mnie ten temat i myślę, że warto się nad nim zastanowić. Podobnie jak dziś inaczej patrzymy na niektóre cuda, nawet na plagi egipskie, i wiemy, że większość z nich miała naturalne wytłumaczenie. To oczywiście rodzi dalsze pytania o rozumienie grzechu i cnoty w sferze seksualnej. Druga kwestia – zmiana warunków życia, co łączy się z tematem singielstwa. Dawniej dużo łatwiej było zachować czystość przedmałżeńską, bo po prostu trzeba było w niej wytrwać przez dużo krótszy czas. W momencie kiedy pojawiał się popęd seksualny, a przecież nie możemy odcieleśniać seksualności, bo aspekt fizyczny jest w niej równie ważny jak emocjonalny, dosyć szybko ludzie się pobierali. Mieli po szesnaście, osiemnaście, dwadzieścia lat. Czyli w bardzo krótkim, kilkuletnim okresie po dojrzewaniu i początku odczuwania swoich potrzeb seksualnych mogli już w naturalny sposób realizować swoją seksualność. Obecnie wiek zawierania małżeństw przesunął się do trzydziestki, a w niektórych krajach nawet blisko czterdziestki. To rodzi pytania o wpływ tej sytuacji na ciężkość winy, odpowiedzialność moralną. Bezdyskusyjne wydaje się, że zasługa i trud wytrwania we wstrzemięźliwości do ślubu są dużo większe, gdy czeka się nie pięć, a piętnaście czy dwadzieścia lat. Są to bardzo ciekawe pytania, które chcę zadać, spinając klamrą początek naszego wywiadu, czyli konieczność pochylenia się Kościoła nad etyką seksualną w zupełnie innych warunkach społecznych niż jeszcze sto, a nawet pięćdziesiąt lat temu. Wielu katolików rozmawia o tym między sobą, ale te problemy nie są w ogóle podejmowane publicznie w Kościele, jakby nie istniały.

W przyszłości coraz rzadziej będą tworzone ogólne rozstrzygnięcia Stolicy Apostolskiej dla całego świata. Natomiast coraz częściej będziemy określać kwestie szczegółowe na poziomie regionalnym, krajowym, diecezjalnym. Z pewnością będą podejmowane takie próby jak niemiecka Droga Synodalna, czyli tak naprawdę tworzenie nowej etyki seksualnej i radykalne odrzucenie tradycji. Będzie także chowanie głowy w piasek, jak to jest chociażby w Polsce. Uważam, że takim kompromisowym, zdroworozsądkowym podejściem jest przede wszystkim stopniowalność problemów, z którymi mamy do czynienia. Nie wolno wrzucać stu różnych zagadnień do jednego worka i ustawiać na tym samym poziomie moralnym. To nie jest tak, że te wszystkie problemy mają ten sam ciężar gatunkowy, że odpowiedzialność moralna za różne czyny jest identyczna i że, mówiąc językiem religijnym, mamy te same poziomy grzeszności. Trzeba niuansować ocenę moralną. Zauważmy, że inaczej trzeba ocenić na przykład życie seksualne dwojga młodych i dorosłych ludzi, którzy się kochają i stanowią stabilny związek nieregularny. Oczywiście tego rodzaju sytuacja nie jest w pełni zgodna z ideałem określonym w tradycji katolickiej, ale w tym przypadku odejście od ideału trudno porównywać z nagannym moralnie zachowaniem m.in. dorosłych mężczyzn uwodzących młodych chłopców, osób korzystających z pornografii dziecięcej czy ludzi wyjeżdżających do Tajlandii czy na Dominikanę w ramach tzw. turystyki seksualnej. To są bardzo różne poziomy oceny moralnej.

Czyli kończymy tak naprawdę na sumieniu.

Znany niemiecki kardynał Walter Kasper, jeden z głównych twórców adhortacji apostolskiej Amoris laetitia, powiedział po jej publikacji, że jest ona dokumentem tysiąclecia. To bardzo ważne stwierdzenie, z którym się zgadzam. Do 2016 roku w doktrynie katolickiej akcentowano znaczenie tradycji, kategorii natury ludzkiej, prawa naturalnego, Urzędu Nauczycielskiego Kościoła. Natomiast po roku 2016 zwiększa się rola tego, co indywidualne: rozeznania, samostanowienia, autonomii moralnej, jednostkowych sądów sumienia. Zaczynamy kroczyć nie w kierunku respektowania norm generalnych, ale kształtowania indywidualnych sądów sumienia. W konsekwencji trzeba zmienić w Kościele bardzo wiele, aby zacząć żmudny i trudny proces kształtowania sumień duchownych i świeckich. To jest wyzwanie obecnego tysiąclecia.

Czyli nie sztywne określanie czegoś jako grzechu ciężkiego, lecz rozważenie wszystkich okoliczności i sytuacji danej osoby, jej uwarunkowań psychicznych, społecznych itd.

Zdecydowanie tak. Kluczowe pojęcie to rozeznanie, które wyraża indywidualny sąd sumienia. To jest dopiero rewolucja – w jaki sposób przygotować młodych ludzi do sztuki rozeznawania? Jeśli ktoś dąży do oceny moralnej konkretnego czynu, to przede wszystkim musi wszystko osobiście rozeznać, odwołując się do Ewangelii i sądu własnego sumienia. To jest istota obecnej rewolucji w nauczaniu moralnym Kościoła katolickiego. Ta zmiana wymaga czasu. Trzeba ukształtować nowe pokolenia katolików, którzy będą przygotowani do tej sztuki rozeznawania.

Rozumiem. Serdecznie dziękuję za wyczerpującą rozmowę.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.