Często w dyskusjach o aborcji pada stwierdzenie, że Kościół chroni życie od poczęcia tylko do momentu urodzenia, a później już się tym życiem nie interesuje. Czy tak faktycznie jest? Sprawdzam!
Dyskusje prowadzone wokół kontrowersyjnych tematów zawsze są pełne emocji i niekoniecznie trafnych argumentów. Nie inaczej jest w przypadku aborcji. Kościół (jego nauczanie, biskupi i wierni) za każdym razem, gdy ten temat wypływa, przypomina o świętości życia od poczęcia aż do naturalnej śmierci, postuluje zmiany w prawie mające na celu całkowitą ochronę życia, wykluczającą możliwość dokonania aborcji z jakichkolwiek przyczyn (sytuacja ratowania życia matki to nie aborcja). Często pod takimi postulatami rozpętuje się burza z naczelnym argumentem, że Kościół (tutaj prawdopodobnie jako instytucja) nie interesuje się już urodzonymi, że najważniejsza jest tylko zygota, a jak dziecko przyjdzie na świat, to nikt nie pomoże ani jemu, ani jego rodzicom. A jak jest naprawdę?
Zacznijmy od początku
Gdy rodzice nie mogą zająć się swoim nowo narodzonym dzieckiem, mają możliwość oddania go do okna życia. Co to właściwie jest? Alternatywa dla matki, która chce pozostać anonimowa. Nie zastępują one szpitali, gdzie kobieta może pozostawić dziecko, jednocześnie zrzekając się do niego praw. Okna życia są ogrzewane i wentylowane, by zapewnić bezpieczeństwo maluszkom. Po pozostawieniu dziecka włącza się alarm, a osoba opiekująca się oknem wzywa pogotowie (by zapewnić opiekę medyczną noworodkowi) i zawiadamia sąd rodzinny (by uruchomić procedury administracyjne umożliwiające późniejszą adopcję). Dzieci w oknach życia przebywają krótko, prosto z nich są zabierane do szpitala, a później do ośrodka preadopcyjnego. W Polsce funkcjonuje sześćdziesiąt jeden okien życia (dane ze strony www.caritas.pl) z czego czterdzieści pięć (73,8% wszystkich okien życia) jest prowadzonych przez Kościół (większość przez zakony i zgromadzenia żeńskie, a także Caritas, parafie i diecezje). No fajnie, może ktoś powiedzieć, ale tu dzieci są tylko na chwilę, a co później? No to idźmy dalej.
„Ja nie zapomnę”
Powyższy cytat pochodzi oczywiście z Pisma Świętego i w całości brzmi on następująco: „Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? A nawet, gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie” (Iz 49,15). Jak już wspomniałam w poprzednim akapicie, dzieci z okien życia trafiają do ośrodków preadopcyjnych. Czy w takim razie pomoc Kościoła kończy się na przekazaniu dziecka z okna życia w bliżej nieokreślone „gdzieś dalej”? Otóż nie. Jeśli chodzi o to, co ustawodawca nazywa ogólnie instytucjonalną pieczą zastępczą, to jest takich placówek w Polsce 1165 (dane GUS za 2018 r.). Spośród owych instytucji wyróżnia się ośrodki opiekuńczo-wychowawcze o profilu socjalizacyjnym, interwencyjnym, specjalistyczno-terapeutycznym, rodzinnym oraz instytucje łączące zadania kilku powyższych. Oprócz tego w Polsce działają również regionalne placówki opiekuńczo-terapeutyczne oraz interwencyjne ośrodki preadopcyjne. Wszystkie te instytucje zapewniają podopiecznym całodobową opiekę i wychowanie oraz zaspokajają niezbędne potrzeby, w tym te emocjonalne. Regionalne placówki opiekuńczo-terapeutyczne służą dzieciom, które ze względu na stan zdrowia wymagają specjalistycznej opieki, a interwencyjne ośrodki preadopcyjne przyjmują dzieci do pierwszego roku życia, czekające na przysposobienie, a wymagające specjalistycznej opieki. Trzeba zaznaczyć, że większość (72,4%) tych instytucji prowadzonych jest przez lokalne samorządy (wojewódzkie, powiatowe, gminne). Kościół prowadzi 119 takich placówek, co stanowi 37,0% placówek prowadzonych przez jednostki sektora prywatnego. Co ciekawe, w naszym kraju funkcjonują tylko trzy interwencyjne ośrodki preadopcyjne, w tym jeden właśnie kościelny (GUS).
Kobieto, też jesteś ważna
A jeśli matka nie chce porzucać swojego dziecka, ale znajduje się w trudnej sytuacji? By zaradzić takim problemom, powstały domy samotnej matki. I tu widoczny jest duży wkład Kościoła. W Polsce jest pięćdziesiąt pięć takich domów, z czego trzydzieści trzy (60,0%) prowadzone są przez organizacje kościelne lub związane z Kościołem. Z tych trzydziestu trzech domów Caritas prowadzi piętnaście, a dziesięć – zakony i zgromadzenia żeńskie (dane ze strony www.mamaniejestsama.pl). Domy samotnej matki mają za zadanie zapewnić miejsce do życia osobom (matkom z dziećmi, kobietom w ciąży) w sytuacji, gdy te nie mają się gdzie podziać lub ich zdrowie i życie jest zagrożone. Często oprócz dachu nad głową kobiety otrzymują też wsparcie finansowe i psychologiczne.
Tylko tyle?
No dobrze, ale to nie wystarczy, nie pokryje wszystkich potrzeb – można by zarzucić. Owszem, ale pamiętajmy, że oprócz wymienionych wyżej instytucji funkcjonuje jeszcze cała masa kościelnych i katolickich organizacji, stowarzyszeń, fundacji, ośrodków itp., które swoją działalnością obejmują matki, dzieci, niepełnosprawnych, ubogich, bezdomnych i innych potrzebujących. Na koniec kilka przykładów. Jedną z bardziej znanych organizacji, głównie dzięki naprawdę zaangażowanej postawie jej prezesa, księdza Tomasza Kancelarczyka, jest Fundacja Małych Stópek. Jej misją jest ochrona każdego poczętego życia. Swoje cele realizuje nie tylko poprzez promocję wartości pro-life czy edukację, ale także bardzo konkretną pomoc specjalistyczną i materialną. Kobiety (i ich dzieci), które trafiają pod skrzydła Fundacji, mają niejednokrotnie zapewniane mieszkanie, środki do życia i opiekę nad dzieckiem, pomoc prawną czy psychologiczną. Swoją działalność Fundacja prowadzi nie tylko na terenie Szczecina, gdzie ma siedzibę, ale również w całej Polsce, a niektóre inicjatywy mają charakter międzynarodowy. Fundacja zaczerpnęła nazwę i ideę od Bractwa Małych Stópek, wspólnoty osób pro-life, która jednak nie ma struktury formalnej. Bractwo przez swoją działalność między innymi w social mediach, stronę internetową, grafiki i filmy stara się docierać do obrońców życia od poczęcia i ich integrować, a także edukować i wpływać na opinię publiczną. Fundacja początkowo angażowała się głównie w organizację Marszu dla Życia w Szczecinie, jednak wraz z czasem i ofiarnością darczyńców rozszerzyła swoje działania i teraz coraz skuteczniej pomaga kobietom i dzieciom zagrożonym aborcją (www.dlazycia.info). Inna instytucja, o której ostatnio było głośno, to Dom Pomocy Społecznej w Broniszewicach prowadzony przez siostry dominikanki. Zapewniają one schronienie oraz specjalistyczną pomoc pięćdziesięciu sześciu chłopcom o różnym stopniu niepełnosprawności intelektualnej i fizycznej. Mieszkańcy domu podzieleni są na cztery grupy pod względem wieku i stopnia niepełnosprawności. Wielu chłopców ma niepełnosprawności sprzężone. Siostry mają do czynienia w swojej pracy z całym spektrum dysfunkcji. Są wychowankowie, którzy nie widzą, nie słyszą, z zespołem Downa, z zaburzeniami ze spektrum autyzmu, dotknięci porażeniem mózgowym czy epilepsją. Duża część z nich nie porozumiewa się z otoczeniem w sposób werbalny, wielu z nich nie wykształciło nawyku gryzienia, co utrudnia przyjmowanie pokarmów. Mimo tych wszystkich trudności i ograniczeń siostry tak na swojej stronie mówią o wychowankach: „Każdy tutaj jest chciany i akceptowany takim, jaki jest. Każdy też chętnie dzieli się z drugimi »tym darem, jaki każdy otrzymał« (1 P 4, 10)” (www.broniszewice.dominikanki.pl).
…do naturalnej śmierci
O tym, jak ważna jest ochrona życia do naturalnej śmierci, dobitnie świadczy Wspólna Deklaracja w kwestiach dotyczących końca życia podpisana 28 października 2019 roku w Watykanie przez przedstawicieli monoteistycznych religii abrahamowych, czyli judaizmu, chrześcijaństwa i islamu. Przedstawiciele tych religii odrzucili możliwość eutanazji i wspomaganego samobójstwa. W dokumencie zachęca się do organizowania opieki paliatywnej. W 2017 r. działało w Polsce dziewięćdziesiąt pięć hospicjów i sześćdziesiąt sześć oddziałów opieki paliatywnej (GUS), z czego około ⅓ prowadzona była przez organizacje kościelne.
Kościół to my wszyscy
„A Ty byś adoptował takie (w domyśle niepełnosprawne, niechciane itp.) dziecko?”. Takie pytanie zdają się rzucać w twarz katolikom osoby pro-choice, gdy my postulujemy ochronę każdego życia. Nie każdy jest powołany do stworzenia rodziny adopcyjnej. Jest to trudne powołanie i chwała tym rodzinom, które je realizują. To w takim razie co ja i Ty, Drogi Czytelniku, możemy zrobić dla ochrony życia? I tu znowu można by wymieniać tysiące przykładów. Po pierwsze wolontariat – wiele domów dziecka, organizacji na rzecz niepełnosprawnych, fundacji czy w końcu hospicjów potrzebuje pracy wolontariuszy i chętnie ich przyjmuje w swoje szeregi. Nie masz na to czasu, możliwości? Nie szkodzi. Możesz przekazać kilka złotych na rzecz tych organizacji. Większość z nich udostępnia na swoich stronach internetowych lub fanpage’ach numer konta, na które można przekazywać datki. Nie trzeba czekać na zorganizowaną zbiórkę, można pomóc, siedząc za swoim własnym biurkiem. Jesteś biedny, jak wszyscy w tym kraju (parafrazując klasyka)? Dowiedz się o różnych fundacjach, organizacjach – co robią, jak można się do nich zgłosić i mów o tym. Szerz dobrą nowinę, bo po pierwsze może trafi to do kogoś, kto takiej pomocy potrzebuje, a nie wiedział gdzie szukać, a po drugie wytrąci z ręki ten bezsensowny argument, że dla urodzonych dzieci nic się nie robi. I najważniejsze – nie bójmy się mówić, że jesteśmy za życiem. Nie od poczęcia do urodzenia, tylko od poczęcia aż do naturalnej śmierci. Nikt nie mówi, że będzie łatwo, ale Pan Bóg 365 razy w Piśmie Świętym woła do nas, byśmy się nie bali. Odwagi!
Zamiast zakończenia
Oczywiście, że nie jest idealnie. Oczywiście, że mogłoby być lepiej, że można by bardziej pomagać, angażować więcej środków finansowych. Nie zmienia to jednak faktu, że Kościół nie porzuca dzieci tuż po narodzeniu, że nie zostawia rodziców na pastwę losu, że czynnie uczestniczy w opiece nad potrzebującymi. W końcu Kościół to taka Matka, która nie „może zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona” i, wspomagając swoje dzieci na ich ziemskiej drodze, prowadzi je do Ojca.