adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj
Kultura

Co poradzić mogę na to? Parę słów o filmie Zenek

Zacznijmy od pewnego usystematyzowania. Ten tekst powstał, ponieważ widziałem film Zenek. Dodajmy od razu – oglądałem go w kinie, kilka dni po premierze, z własnej woli i za własne pieniądze. Nie zostałem do tego zmuszony przez redaktora naczelnego, nie była to randka ani wyjście w ramach wolontariatu. Poszedłem na Zenka z moim przyjacielem, ponieważ obaj lubimy piosenki Zenona Martyniuka. I tak, w towarzystwie pięciu pozostałych widzów, którzy wybrali ten sam seans, obejrzeliśmy sobie tę jedyną w swoim rodzaju produkcję.

Skoro już to sobie wyjaśniliśmy, mogę przejść do opisu moich wrażeń. Ogólnie w wielu miejscach zgadzam się z większością recenzji, które znalazłem (już po seansie) w internecie. Nie zgadzam się natomiast z licznymi głosami tych, którzy krytykują film dla zasady, choć nawet go nie widzieli. Po prostu nie uważam, że sam pomysł nakręcenia produkcji o wokaliście grupy Akcent jest zły. Ta historia ma potencjał i jest kilka sposobów, za pomocą których można by na jej podstawie zrealizować naprawdę ciekawy film. Niestety, Zenek żadnego z tych sposobów konsekwentnie nie wykorzystuje. Z tego względu łatwiej mi napisać o tym, czym ten film mógłby w mojej opinii być i na tym tle stwierdzić, czym w rzeczywistości jest.

Zenek i Zenek

Po pierwsze, Zenek mógłby być po prostu ciekawą opowieścią o tytułowym bohaterze: pokazać życie prostego chłopaka z Podlasia, który wbrew przeciwnościom zostaje gwiazdą muzyki tanecznej i zdobywa ogólnopolską sławę. To mogłaby być historia z umiejętnie wplecionymi wątkami miłosnymi i kulturowymi, momentami troszkę podkoloryzowaną, ale bez przesady. I mniej więcej do połowy Zenek z grubsza taki jest, choć trzeba przyznać, że fabuła jest trochę poszarpana i momentami łatwo się pogubić. Zgadzam się również z negatywną oceną paradokumentalnych wstawek, które wyglądają trochę tak, jakby twórcy nie mieli pomysłu na opowiedzenie niektórych wątków.

Kadr z filmu Zenek (fot. YouTube)

Prawdziwy problem zaczyna się jednak w momencie, gdy akcja przeskakuje z końcówki lat 80′ do 2003 roku, a „młodego Zenka” (bardzo sympatyczna rola Jakuba Zająca) zastępuje jego „starsza wersja” (w tej roli Krzysztof Czeczot, który robi co może, ale fizycznie jest irytująco niepodobny do oryginału). Druga połowa filmu została zdominowana przez wątek porwania syna Zenona, Daniela i jego bohaterskiego odbicia przez wokalistę. Nie jest to prawdziwy epizod z życia artysty, choć nie jest też zupełnie zmyślony – podobna historia przydarzyła się w roku 2005 Sławomirowi Świerzyńskiemu z zespołu Bayer Full. W filmie ten sensacyjny wtręt robi wrażenie wciśniętego na siłę po to, żeby uatrakcyjnić akcję.

Dodajmy jeszcze, że nieprawdą jest również zawarta w filmie informacja, jakoby to wokalista Akcentu był autorem nazwy „disco polo”. W rzeczywistości określenie to wymyślił w 1993 r. Sławomir Skręta, właściciel jednej z wytwórni płytowych produkujących nagrania z muzyką tego gatunku.

Przez twe oczy, te oczy zielone

Po drugie, Zenek mógłby być świetną produkcją o disco polo. Muzyki „rynsztokowej” czy też „chodnikowej” można nie lubić, ale jest to jednak pewien fenomen naszej kultury, który zasługuje na dobrą kinową opowieść. Ciężko w Polsce znaleźć kogoś, komu nigdy, na żadnym weselu, wiejskiej imprezie czy szkolnej dyskotece nie zdarzyło się radośnie popląsać przy dźwiękach takiej muzyki. Tymczasem jak dotychczas szczytowym osiągnięciem krajowej kinematografii był film o jakże oryginalnym tytule Disco Polo z 2015 roku, osadzony jednak w mocno odrealnionej scenerii (Polska lat 90′ stylizowana na USA, wesołe miasteczko pod Pałacem Kultury, wszechobecne kabriolety i neony, ekscentryczni i wszechwładni producenci muzyczni). Oczywiście ta konwencja miała swoje uzasadnienie, choć osobiście nie przypadła mi do gustu. Mam wrażenie, że Zenek w pewnym sensie miał stanowić odpowiedź – to mógł być film o disco polo pokazujący lata 90′ tak, jak one naprawdę wyglądały w oparciu o prawdziwą, wiernie odtworzoną historię jednego z zespołów. Całkiem prawdopodobne, że może nawet był to jeden z celów twórców, jednak ciężko uznać, by udało się im go w pełni osiągnąć. Dlaczego?

Kadr z filmu Zenek (fot. YouTube)

Otóż – nie do końca wiadomo, z jakiego powodu – w filmie praktycznie nie ma… disco polo. Serio. Przez cały film o Zenku Martyniuku przewijają się Papierowy Księżyc, Hooray Hooray it’s a holi-holiday czy Karma Chameleon, ale w sumie nie usłyszymy żadnej z piosenek Akcentu. W finałowej scenie słynny Limahl w towarzystwie trzech Zenków (w tym tego prawdziwego) wykonuje Never Ending Story, natomiast Przez Twe oczy zielone słyszymy jedynie podczas napisów końcowych i w zwiastunie (nie licząc krótkiego momentu, gdy w filmie pojawia się motyw refrenu zagrany na pianinie). Na początku jest jeszcze scena, w której państwo Martyniukowie jadą samochodem, śpiewając razem Królową Nocy – i to tyle. Przyznam szczerze, że brak piosenek Zenka w jego filmie biograficznym dość mocno mnie rozczarował. Pod tym kątem Zenek wypada zresztą blado na tle wspomnianego filmu Disco Polo, w którym wpleciono wykonania bardzo wielu przebojów gatunku, również tych śpiewanych przez grupę Akcent.

Zobacz też:   Nadzieję oddaję ludziom

Moje miasto to Białystok

Po trzecie, Zenek mógł być świetną opowieścią o Podlasiu – i do tego chyba finalnie jest mu najbliżej, choć całościowo film winien był pójść w tę stronę jeszcze bardziej i wyszłoby mu to na dobre. Pierwsza część pokazuje Podlasie końca lat 80′ w sposób bardzo sugestywny. Nie ukrywam, że było to dla mnie bardzo wartościowe posunięcie, gdyż z Podlasia pochodzi moja babcia i okolice słynnej Sokółki są jedną z moich małych ojczyzn. Mam więc w głowie pewną rodzinną wizję tych ziem na przestrzeni różnych okresów i mogłem ją jakoś skonfrontować z tą przedstawioną na wielkim ekranie. A jest co konfrontować, gdyż Podlasie było zawsze miejscem, w którym stykało się wiele kultur. Zenek pokazuje życie tutejszych Polaków i Romów, wspomina się w nim też o prawosławnych Rusinach. Do tego należy jeszcze doliczyć wpływy tatarskie (we wsiach Bohoniki i Kruszyniany po dziś dzień stoją drewniane meczety), litewskie oraz, jak wszędzie na Kresach, żydowskie. Podlasie było frontem wojny z bolszewikami, przetrwało okupację sowiecką i hitlerowską by stać się terenem przygranicznym najpierw z ZSRR, a następnie z Białorusią. Mieszało się tu wiele kultur, języków i religii.

Zenon Martyniuk (fot. Wikimedia Commons)

W filmie ukazano odrobinę tych smaczków i trochę szkoda, że twórcy nie pozostali w takiej konwencji do końca. Potencjał miała historia przyjaźni młodego Zenka z Ryśkiem i Kazikiem, a więc odpowiednio katolika z prawosławnym i Romem. Pod tym kątem bardzo oryginalnie wypadła scena pogrzebu w cerkwi. Plastycznie mocno zapadło mi też w pamięć ujęcie pod blokiem w Bielsku Podlaskim, gdzie tło posępnego blokowiska z wielkiej płyty stanowi monumentalna, bardzo egzotycznie wyglądająca sylwetka prawosławnej świątyni. To niezwykle podlaski widok. Ciekawa, choć chyba w niezamierzony sposób śmieszna była scena, kiedy Zenek wchodzi na chór kościoła i przed wielkimi organami śpiewa Ave Maria. Bardzo interesująco jest pokazana społeczność Romów – ich obozowisko, zwyczaje, tańce i podejście do życia (w roli młodej Cyganki Sylwii świetnie wypadła zresztą Magdalena Berus). Uwagę zwracały również akcenty (nomen omen) typowo polskie – przedstawienie koncertów, wiejskich potańcówek, wesel, bazarków z kasetami z tamtego okresu – no i ten barman, puszczający swoim klientom muzykę „Led Zepellin i A Ce De Ce”. Myślę, że gdyby historia o Zenku i Akcencie nie została sztucznie przerwana w końcówce lat 80′ i przewinięta o piętnaście lat do przodu, film mógłby utrzymać klimat do końca i stać się ciekawą opowieścią o przemianach lat 90′. Polska transformacja ustrojowa, szczególnie na tak ciekawym terenie jak Podlasie, mogła stać się fascynującą kanwą dla dalszych losów młodego zespołu disco polo.

Kadr z filmu “Zenek” (fot. YouTube)

Jedyna (na dziś dzień) recenzja filmu Zenek na portalu Filmweb nosi tytuł Zenek zasługuje na więcej. Myślę, że to zdanie dobrze podsumowuje również moje odczucia na temat obejrzanego przeze mnie seansu – on po prostu mógł być dużo lepszy. Niestety, potencjał klimatycznego ukazania Podlasia i w większości dobrej gry aktorskiej został zmarnowany przez nie najlepszy scenariusz, niedopracowane dialogi, nieudany przeskok akcji do roku 2003, niepotrzebne wstawki paradokumentalne no i wysoce zastanawiający brak piosenek Zenona Martyniuka w ścieżce dźwiękowej. Pewnym plusem tego filmu jest jeszcze jeden fakt – od dawna (a konkretnie od 2016 roku i seansu Sausage Party) wizyta w kinie nie wywołała u mnie tyle śmiechu. I chociaż był to w dużej mierze śmiech spowodowany nieporadnością Zenka, to i tak będę ten film wspominał miło, nawet mimo tego, że na Filmwebie oceniłem go na naciągane 4/10. Nie jest to film dobry, ale moja prosta dusza potrafiła się na nim momentami dobrze bawić.

Polskie przemiany lat 90′ zostały pokazane w kilku wybitnych filmach – czy to poważnych, jak chociażby Dług, Psy lub Ucieczka z kina Wolność, czy w niezapomnianych komediach, jak Chłopaki nie płaczą czy Kiler. Wciąż jednak brakuje filmu, który pokazywałby na tym tle rozkwit muzyki disco polo, w rytm której podrygiwało całe ówczesne pokolenie Polaków, takiej sentymentalnej podróży do kaseciaków, na których ze zużytych magnetofonów puszczało się setki razy Niech żyje wolność i swoboda, Moja mała blondyneczko czy Siwy koniu, kary koniu. W końcu – jak śpiewa bohater niniejszego tekstu – życie to są chwile, chwile tak ulotne jak motyle…

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

4 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.