adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj
Areopag Młodych, Kultura

Czarnobyl: Promieniowanie kłamstwa

Okres od 5 maja do 3 czerwca 2019 roku był czasem niezwykłej przygody dla fanów kina i telewizji. W tym czasie na kanale HBO GO swoją premierę miały kolejne odcinki amerykańskiego serialu o pewnej katastrofie w elektrowni jądrowej na wschodzie Europy. Czarnobyl, bo o nim mowa, z miejsca zdobył pochlebne recenzje krytyków i widzów, plasując na wysokich miejscach w rankingach. W jaki sposób ten krótki, pięcioodcinkowy serial zdołał podbić serca kinomaniaków na całym świecie? I czy nie jest on tylko zwykłą, miłą dla oka, ale pozbawioną głębszego sensu wydmuszką?

Strona techniczna serialu

Wojciech Gałek: Trzeba szczerze powiedzieć, że jest to jedna z tych produkcji, których każdy element jest przemyślany. Każdy element scenografii, kostium, dźwięk, ruch kamery czy sposób oświetlenia planu jest tu po coś, a nie bierze się z przypadku. Wszystkie zabiegi twórców służą temu, czemu mają służyć: opowiadaniu historii. Gdybym miał wybrać najlepszą scenę, to od razu wskazałbym moment sprzątania dachu przez tzw. likwidatorów. Cała akcja pokazana jest na jednym ujęciu. Kamera śledzi jednego bohatera pozwalając widzom niemal stać się jednym z „biorobotów” (takim mianem określano ludzi sprzątających radioaktywne odpadki, z którymi ze względu na promieniowanie nie radziły sobie prawdziwe roboty). I, co ciekawe, od wyjścia na dach do sygnału nakazującego powrót faktycznie mija 90 sekund, czyli tyle, ile likwidatorzy mogli spędzić w tamtym miejscu. Majstersztyk.

Piotr Krajski: Czarnobyl stroną wizualną przykuł moją uwagą od pierwszego teasera. Już wtedy w zdjęciach zawierała się charakterystyczna surowość i chłód, które oddają klimat epoki. To także potwierdził sam serial. Od czołówki sprowadzonej do minimum (które w dzisiejszych czasach potrafią być bardzo efektowne) po dbanie o każdy najmniejszy scenograficzny detal. Z jednej strony serial poszedł w stronę dokumentalną, z drugiej nie spotkamy tu nadmiaru ujęć “z ręki”. Od formalnej stylizacji ważniejsze są tu bardziej wymowne szczegóły, które budują charakterystyczny niepokój: specyficzna muzyka, wizualne sygnały zagrożenia: upadający ptak na trawnik osiedla, zbliżenie na radioaktywne ubrania strażaków rzucane przez pielęgniarki do szpitalnego pomieszczenia. To w zasadzie jednocześnie realistyczne i symboliczne ujęcia.

Człowiek wobec systemu

P.K. Wspomniane przenikanie się realizmu i symboliki zawiera się także w innych aspektach produkcji. Na zarzut, że serial nie zawsze w pełni zgodny jest z wszystkimi faktami, dosyć rozsądnie jedna z fanek zauważyła, że sama awaria w Czarnobylu jest tu bardziej pretekstem do ukazania działania systemu. Państwo Radzieckie ze swoją polityką braku informacji, gdzie każda decyzja opóźnia się w czasie lub jest źle dobrana ze względu na strach, kalkulacje i oczekiwanie na pozwolenie z góry uderza na każdym kroku. Człowiek wobec takiego systemu staje się bezradny, nawet jeśli jest świadomy zagrożenia, w większości jednak uderza wszechobecna nieświadomość zagrożenia. Ludzie obserwują pożar reaktora jak chwilową atrakcję, żona obejmuje i całuje chorego strażaka na szpitalnym oddziale, nawet wysocy oficjele ignorują poziom zagrożenia, choć często zagraża to ich własnemu zdrowiu. W idealnym państwie nie ma miejsca na zagrożenie. A jeśli się pojawia, fakty przestają mieć znaczenie.

W.G. Niewątpliwie serial jest dużym krokiem w dobrą stronę jeśli chodzi o przedstawianie Związku Radzieckiego na ekranach. Serial HBO bez ogródek pokazuje stopień zakłamania władz, przerażająco konsekwentną w swojej formie propagandę sukcesu i ciągłą inwigilację społeczeństwa. Natomiast pewnego rodzaju mankamentem jest przedstawienie bardzo prostej opozycji: dobrzy ludzie, złe państwo. Brak tu, choćby minimalnego, pokazania istnienia tzw. „homo sovieticus”. A przecież dekady terroru, inwigilacji i permanentnej kontroli nie mogły nie odbić się na społeczeństwie. Tymczasem postacie niezwiązane bezpośrednio z systemem władzy są bohaterami pozytywnymi. Tak naprawdę, wyjąwszy aparat państwowy, życie mieszkańców Ukraińskiej Republiki Radzieckiej można by uznać za całkowicie normalne. Choć z drugiej strony, czy chcielibyśmy przedstawianie patologii społecznych na kształt filmów Smarzowskiego?

Zwykły heroizm

W.G. Strażacy. Lekarze. Nurkowie. Górnicy. Likwidatorzy. Zwykli ludzie. Bohaterowie. Czarnobyl w genialny sposób pokazuje sylwetki postaci walczących ze skutkami katastrofy. Podaje przy tym niezwykle prostą, ale jakże aktualną definicję heroizmu: robić to, co zwykle, w niezwykłych okolicznościach. Złośliwi mogliby się przyczepić, że większość bohaterów w rzeczywistości nie zdawała sobie sprawy z realnego zagrożenia, że zostali wręcz przymuszeni do ratowania innych. Ale czy to w jakiś sposób deprecjonuje ich pracę? Wątpliwe. Nikt nie ma pretensji do Szymona z Cyreny o to, że został zmuszony nieść krzyż. Wręcz przeciwnie. Czy zatem heroizm strażaków z Czarnobyla miałby być czymś gorszym niż poświęcenie górników?

P.K. Pomimo krytyczniej ocen płynących ze strony Rosji, serial pokazuje heroizm zwykłych ludzi. Niezłomność tych osób, ich determinacja, poświęcenie podkreślane jest wielokrotnie. W jakimś sensie możemy mówić o pewnym zderzeniu: postaw zwykłych ludzi i zachowań polityków, czy dyrekcji elektrowni: ci ostatni przedstawieni są jako tchórzliwe kalkujące jednostki. Na ich tle wyróżniają się pozytywnie tylko nieliczni naukowcy: Walery Legasow oraz Ulana Chomiuk, która jak podkreślają twórcy, chociaż jest fikcyjną postacią, symbolizuje całą rzeszę naukowców, którzy poświęcili się sprawie. Wspominanie zderzenie: zwykli obywatele kontra państwo to być może filmowe uproszczenie, ale można dostrzec jedno: trudno byłoby mówić o końcu kryzysu czarnobylskiego, gdyby nie cała rzesza zwykłych ludzi. na tle działania państwa, paraliżującego strachu i szerzenia kłamstwa, to promyk nadziei jakim dzieli się Czarnobyl.

Realizm produkcji

Zobacz też:   Eter: nieufność wobec widzów

P.K. Czarnobyl wydaje się mimo wszystko bardzo dobrym krokiem w stronę większego realizmu w kinie . Wiele produkcji dba o takie szczegóły jak kostium czy scenografia, ale przedstawienie ducha epoki, czy kulturowej specyfiki, staje się dla nich często rzeczą nieistotną. Pomimo rezygnacji z języka rosyjskiego, słownictwo bohaterów, ich zachowania, gesty, dobór aktorów – wszystko to sprawiało, że nie miałem poczucia, że twórcy stworzyli całkowicie wyobrażony obraz tamtych lat. To duży postęp, gdy porówna się serial z innym produkcjami amerykańskimi , nawet z ostatnich lat: System Daniela Espinozy który osadził akcję w czasach stalinowskiego terroru na każdym kroku raził „zamerykanizowaniem” realiów. To co warte podkreślenia to także to, że Czarnobyl obecnie króluje w polskich, jak i światowych rankingach seriali. Na tle mody na seriale fantasy, supernatural czy sci-fi to duży sukces: pozornie surowy, dokumentalny w stylu kilku odcinkowy serial przyciąga taką uwagę wśród widzów. Być może głód wiedzy o Czarnobylu był spory już wcześniej, ale to także pokazuje głód wiedzy o tym, co dzieje się wokół nas.

W.G. Niemal paradokumentalny charakter Czarnobyla rzuca się w oczy od samego początku. Mocne osadzenie w realiach tamtych czasów, autentyczni bohaterowie, dbałość o detale robi wrażenie od pierwszej do ostatniej minuty. Jednak twórcy nie uniknęli (celowo bądź nie) kilku przekłamań dotyczących tragedii w elektrowni. Przykładem jest to, że żaden z wybuchów nie miał charakteru eksplozji jądrowej i poza materiałem radioaktywnym nie przypominał bomby atomowej. Również perspektywa kolejnego wybuchu, który miał wyludnić połowę Europy jest totalną fikcją. Owszem, zagrożenie istniało, jednak jego potencjalne skutki byłyby niewyobrażalnie mniejsze niż te, które przedstawiają bohaterowie w drugim odcinku.

Ogólne przesłanie

W.G. Luke Hull, jeden z producentów serialu powiedział wprost: To nie jest opowieść o katastrofie. To jest opowieść o ludziach. I miał rację. Serial w pierwszej kolejności skupia się właśnie na człowieku. Na tym, jak może się zachować w skrajnych sytuacjach w skrajnie złym systemie. Samo wydarzenie z elektrowni jest tak naprawdę tłem. Albo raczej pretekstem. To nie jest ani serial katastroficzny, ani rozprawa polityczna, ani dramat sądowy. To historia życia ludzi, których postawiono w takiej, a nie innej sytuacji. Część bohaterów, jak np. Szczerbina, zrozumieli kilka spraw. Inni, zacięci we własnej wizji rzeczywistości, potrafili do końca służyć złej sprawie. I choć samo zakończenie serialu ma dość gorzką wymowę, to jednak pozostawia pewną furtkę, zza której widać promień nadziei. Nawet jeśli system zrobi wszystko, by o tobie zapomniano, to kiedyś znajdzie się ktoś, kto się o ciebie upomni.

P.K. Gdybym miał określić jednym zdaniem, o czym jest Czarnobyl, powiedziałbym: o promieniowaniu kłamstwa. Tak jak radioaktywne promieniowanie, kłamstwo w serialu Craiga Mazina, rozprzestrzenia się i zaraża kolejne jednostki. Pierwsze kłamstwa potęgują kolejne, wnikają w ludzi, jak w glebę radioaktywny opad. Choć motyw kłamstwa przewija się przez cały serial, w ostatnim odcinku ta kwestia zostaje wygłoszona w sposób najbardziej dobitny. Główny bohater odwraca częste rozumowanie: nie zastanawia się jaka jest cena mówienia prawdy, jakie konsekwencje się z tym wiążą, ale zadaje pytanie: jaka jest cena kłamstw? Można zaprzeczać rzeczywistości, ignorować fakty, ale rzeczywistość ponad wszelką wątpliwość przypomni o sobie. To chyba najbardziej uniwersalne przesłanie jakie można wyczytać z serialu: wszelkie ideologie, które odrzucają prawdę, które chcą tworzyć nowy świat, kształtować człowieka w oparciu o oderwane od rzeczywistości przesłanki, prędzej czy później będą musiały zderzyć się z konsekwencjami kłamstwa. Im dłużej trwa stan zaprzeczenia, tym więcej ofiar i tym większy koszt takiego postępowania.

Wnioski

W.G. Czarnobyl pojawił się na serwerach HBO w idealnym momencie. Dla dużej części widzów serial stał się pewnego rodzaju zadośćuczynieniem za niespecjalnie udany finał Gry o tron. I widzowie go pokochali. Produkcja momentalnie osiągnęła wysokie noty na portalu IMDB, zajmując pierwsze miejsce wśród rankingów najlepszych seriali. Czy słusznie? Trudno powiedzieć. Natomiast bezwzględnie należy przyznać, że Czarnobyl to jedna z najlepszych produkcji ostatnich lat. Poważna, trzymająca w napięciu, przemyślana. I, last but not least, nie traktująca widza jako idioty.

P.K. Czarnobyl pobudził wyobraźnie. To co dostrzega wielu, to w jak sugestywny sposób dał nam odczuć zagrożenie a jednocześnie bezradność i nieświadomość katastrofy wśród zwykłych ludzi. Po obejrzeniu serialu pozostaje pewien niepokój i niestety świadomość, że takie rzeczy choć być może w nieco innej skali ciągle się zdarzają, czego dowodem jest choćby miasto Dzierżyńsk, które nadal boryka się z skutkami skażenia wód gruntowych od pobliskich fabryk broni chemicznej. Serial to także dowód na to, że jest w nas głód prawdziwych historii i jeśli nawet Czarnobyl nie jest idealny pod względem wierności faktom, skłania do refleksji, nie tylko historycznej.

O autorze

Absolwent kulturoznawstwa, zakochany w filmie, literaturze, oraz pisaniu (nie tylko publicystycznym). Wierzy, że w kulturze popularnej można poruszać ważne tematy bez popadania w banały, z większą nadzieją wobec człowieka i jego poszukiwań, niż to zazwyczaj bywa.
Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.