adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj
Areopag Młodych, Kultura, Wiara

Bo nie ma miejsca dla Ciebie… Piękno i mądrość polskich kolęd

Podobno ten, kto śpiewa, modli się dwa razy. Dlaczego? Ponieważ śpiewając mamy więcej czasu na przemyślenie wypowiadanych słów. Słowo śpiewane płynie wolniej i rytmiczniej niż mówione, a rymowany tekst pozwala w przystępny sposób przekazać mądrą treść. Wiedzieli o tym autorzy pobożnych pieśni – również kolęd.

Łacińskie słowo calendae z pozoru nie ma nic wspólnego z piosenkami o Bożym Narodzeniu. Terminem tym Rzymianie określali po prostu pierwszy dzień miesiąca. Szczególnie uroczyste były kalendy stycznia – dzień wymiany konsulów i początek nowego roku. W tym dniu obdarowywano się prezentami, a także śpiewano specjalne pieśni. Brzmi znajomo? Tak, to właśnie te zwyczaje zostały zaadaptowane przez chrześcijan do obchodów Bożego Narodzenia, a Polacy wzięli sobie dodatkowo słowo kolęda. Nasi przodkowie śpiewali kolędy co najmniej od XV w. – najstarszym znanym tekstem jest Zdrow bądź, krolu anjelski z 1424 r. Od tego czasu w języku polskim napisano ponad 500 kolęd i pastorałek. Ponad 500!

Nad nim anieli w locie stanęli

Są różne kolędy. Mówiąc ogólniej, są różne pieśni i piosenki związane ze świętami, ale o tym później. Na razie skupmy się na prawdziwych kolędach – tych, którymi wierny lud przez lata wychwalał Boga, i z których uczył się prawd wiary związanych z Jego narodzeniem. One też się między sobą różnią – nastrojem, w jaki wprowadzają oraz emocjami, jakie wywołują.

Mamy więc kolędy podniosłe, potężne zarówno melodią, jak i tekstem. Kolędy, których dźwięk wskazuje na doniosłość Bożego Narodzenia. Przypominają nam one, że to, co wydarzyło się w betlejemskiej stajence ponad 2000 lat temu, było punktem zwrotnym w historii ludzkości. Oto „Bóg się rodzi, moc truchleje, Pan niebiosów obnażony” – jak pisał poeta Franciszek Karpiński. Oto, jak stwierdził ks. Piotr Skarga, „jest nam dany Emmanuel w niskości”, którego miłość „człowieka wywyższyła pod nieba empirejskie”. Oto „Aniołowie się radują, pod niebiosa wyśpiewują: Gloria, gloria, gloria in excelsis Deo!”. Oto mędrcy świata, monarchowie przychodzą zobaczyć tryumfy Króla Niebieskiego, który przyszedł na świat „w Betlejem – nie bardzo podłym mieście”. Oto wreszcie przychodzi Chrystus, który uczyni swoje ciało i krew pokarmem wierzących, a my „padniemy na twarz przed Tobą wierząc, żeś jest pod osobą chleba i wina”. To te pieśni towarzyszą nam podczas Bożego Narodzenia od setek lat, objaśniając związane z nim prawdy wiary.

Są też kolędy spokojne, melancholijne, z tekstem wskazującym na bardziej przyziemne aspekty tego, co wydarzyło się w stajence i tego, co w związku z tym wydarza się w naszym życiu. Od wielu lat o tajemnicy Wcielenia opowiadają spokojne, nastrojowe kołysanki, jak Gdy Śliczna Panna czy Lulajże, Jezuniu. W podobnym klimacie jest utrzymana „międzynarodowa” Cicha Noc, napisana przed 200 laty w Austrii i przetłumaczona od tego czasu na ponad 300 języków. Nieco inaczej dotyka nasze dusze XVII-wieczna kolęda Jezus Malusieńki, której pierwsze zwrotki skupiają się na ubóstwie i prostocie betlejemskiej stajenki. Jednak i tu pojawia się odniesienie do królewskiej godności Chrystusa. Mało kto pamięta, że siódma zwrotka kolędy brzmi: „O najwyższy Panie! Waleczny Hetmanie! Zwyciężonyś, mając rączki miłością związane”. Tak spektakularnych odniesień pozbawiona jest inna niezwykła kolęda – Nie było miejsca dla Ciebie. Ta smutna pieśń, napisana w latach 30. XX w. w klasztorze jezuitów w Nowym Sączu, stała się popularna podczas II wojny światowej. Często śpiewali ją więźniowie obozów koncentracyjnych, dostrzegając w okrucieństwie niemieckich oprawców pychę i bezbożność: „A teraz czemu wśród ludzi tyle łez, jęków, katuszy? Bo nie ma miejsca dla Ciebie w niejednej człowieczej duszy”.

Są wreszcie kolędy wesołe, pastorałki o prostej i skocznej melodii, ale niekoniecznie prostym tekście. I właśnie te, które w lekkiej z pozoru formie potrafią przekazywać bardzo głębokie teologicznie treści, fascynują mnie najbardziej. Moim zdaniem takie utwory jak Pójdźmy wszyscy do stajenki czy Mizerna Cicha stanowią małe arcydzieła poezji religijnej. Skomplikowane prawdy teologiczne są w nich wyłożone z niezwykłą gracją:

„Któż to słyszał takie dziwy?
Tyś człowiek i Bóg prawdziwy,
Ty łączysz w Boskiej Osobie
Dwie natury różne sobie”.

Nie ma się jednak temu co dziwić, skoro większość z tych pieśni to dzieła wysoce wykształconych artystów. Przykładowo, autorem Bracia patrzcie jeno był Franciszek Karpiński, zaś wspomnianej Mizernej Cichej poeta Teofil Lenartowicz. Znacznie starsze są należące do najpopularniejszych pastorałki Przybieżeli do Betlejem i Pójdźmy wszyscy do stajenki, a także barokowa kolęda A wczora z wieczora. Ta ostatnia, wbrew pozorom, nie pochodzi bowiem z Podhala, ani w ogóle z kultury ludowej; w XVII w. była to pieśń dworska. Podobnie jest z większością pastorałek, których archaiczny język i nawiązania do pasterzy wywołują skojarzenia z góralszczyzną. Pasterze mili, Gore gwiazda, Z Narodzenia Pana, Przystąpmy do szopy czy Świeć gwiazdeczko pochodzą jeszcze z XVIII w., a O gwiazdo betlejemska czy Skrzypi wóz z wieku XIX, ale nie są one elementem folkloru Podhala. Górale mogą się jednak poszczycić przynajmniej jedną powszechnie znaną pastorałką – Oj maluśki, maluśki, a najprawdopodobniej także Jezusa Narodzonego.

Przyjdź na świat, by wyrównać rachunki strat

Pisząc o polskich kolędach, nie sposób nie wspomnieć o szerokiej gamie współczesnych piosenek świątecznych. Oczywiście nie śpiewa się ich w kościołach (tzn. nie powinno się śpiewać), ale wciąż stanowią istotny obszar polskiej kultury. Mam na myśli piosenki związane stricte z obchodami świąt Bożego Narodzenia, a nie po prostu opowiadające o zimie. Osobiście patrzę na nie przez pryzmat religii, tzn. odróżniam te, które odwołują się do chrześcijańskiej istoty Bożego Narodzenia od tych, w których przeżywanie świąt jest oderwane od wiary. W tej drugiej kategorii najpopularniejsza jest bez wątpienia piosenka Jest taki dzień, nad którą trochę się popastwię. Cóż, po prostu tej piosenki nie lubię, a powodów jest kilka. Po pierwsze przesłanie: autor słów – Krzysztof Dzikowski stwierdził jasno, że miała ona być „świąteczną piosenką (…) bardziej o nastroju, o klimacie, bez tych wszystkich religijnych akcesoriów”. Co z tego wyszło? Święta bez Chrystusa są pozbawione treści, nie inaczej jest ze świątecznymi piosenkami. Dlatego po drugie – tekst: jest on po prostu płytki i o niczym. Niby „jest taki dzień”, niby „wszyscy wszystkim ślą życzenia”, ale nie wiadomo z jakiej okazji. No i po trzecie melodia: doprawdy nigdy nie zrozumiem dlaczego czołowi polscy rockmeni z Czerwonych Gitar, autorzy chociażby tak niezapomnianych melodii jak Historia Jednej Znajomości czy Nie spoczniemy, w tym przypadku zaśpiewali melodię tak smętną i nieciekawą. To jednak moja prywatna opinia i pozostaje mi żałować, że Czerwone Gitary w obszarze piosenek świątecznych nie poszły w ślady chociażby Skaldów, dzięki którym mamy Zawieję i beznadzieję czy Dróżki kalwaryjskie.

Istnieją jednak współczesne utwory, które nie uciekają od religijnej esencji Świąt Bożego Narodzenia. Zaliczam do nich szczególnie dwie płyty, które rokrocznie w okolicach świąt słychać w moim domu. Pierwsza z nich to Moje kolędy na koniec wieku, zawierająca dwanaście kompozycji Zbigniewa Preisnera. Oczywiście nie wszystkie z nich są tak ściśle współczesne – znajdziemy tam bowiem teksty chociażby Mariana Hemara, Stanisława Balińskiego czy bp Jana Nowickiego. Jednak większość utworów, na czele z najbardziej znaną Kolędą dla nieobecnych, to teksty napisane pod koniec XX w. „Daj nam wiarę, że to ma sens, że nie trzeba żałować przyjaciół (…) że odeszli po to, by żyć, i tym razem będą żyć wiecznie”. Komu z nas na dźwięk tych słów nie stają przed oczami twarze bliskich zmarłych? A jednocześnie kto z nas nie odnajduje w nich nadziei, której źródłem jest przecież nasza wiara w życie wieczne? Życie wieczne, którego źródłem jest ofiara Chrystusa na krzyżu, o czym usłyszymy w tekście Kolędy na koniec dwudziestego wieku:

„Dwa tysiące razy otwierałeś serce
W nieludzkim zdumieniu przygwożdżonych rąk.
Wisiałeś na Krzyżu w uśmiechniętej męce,
Zdany na szyderstwo, zdany na nasz sąd”.

Zobacz też:   Dziecinada - piosenki dla dzieci czy Ofiara?

Druga ze wspomnianych płyt to Szukamy Stajenki Jacka Kaczmarskiego i Zbigniewa Łapińskiego z 1995 r. Zarówno teksty Kaczmarskiego, jak i melodie Łapińskiego są bardzo różnorodne i zawierają mnóstwo odniesień kulturowych. Efekt bogactwa znaczeń potęguje wyjątkowo różnorodne jak na poezję śpiewaną instrumentarium. Jak zwykle u Kaczmarskiego, wątki historyczne i religijne tworzą opowieść uniwersalną, co sygnalizuje już pierwszy utwór na płycie: „Szukamy stajenki, gdzie kwili Dziecina,
Trafiamy na pożar w obejściu sąsiada”. Genialne, do bólu prawdziwe i przenikające duszę cytaty znajdziemy właściwie w każdej piosence. „Jak długo w miłości wytrzyma lud prosty nim krzywda znów wsączy nienawiść do krwi, nim hymn jakiś wzniosły żelaza wyostrzy i pięści uderzą o drzwi?”. Kilkakrotnie pojawia się również antycypacja męki krzyżowej, jak choćby w utworze Scena to dziwna: „Skoro ma umierać za nas i Go męka czeka – w niemowlęciu czcijmy Pana: Boga – i człowieka”.

Daj nam Boże Dziecię pokój na tym świecie

Oczywiście taki felieton nie jest w stanie przybliżyć ogółu bogactwa polskich kolęd, czy też muzyki związanej ze świętami w ogólności. Wszyscy znamy i śpiewamy te teksty, a jednak zapewne u każdego z nas wywołują one inne emocje, wspomnienia. W tym tekście chciałem podzielić się swoimi przemyśleniami, cytatami, wykonaniami, które uważam za wyjątkowe. Chciałem zasygnalizować, jak wielkim i różnorodnym obszarem polskiej kultury jest ten związany z Bożym Narodzeniem oraz przypomnieć, że mamy wiele bardzo mądrych kolęd, z których można uczyć się wiary katolickiej lepiej niż z niejednej książki. Trzeba o nich pamiętać i przekazywać je następnym pokoleniom. Współcześnie powstało i pewnie jeszcze powstanie wiele wartościowych, dających do myślenia piosenek świątecznych. Nade wszystko pamiętać należy o tym, że Boże Narodzenie bez Boga traci sens i treść. Całe nasze życie bez Boga traci sens i treść. Pamiętajmy i mówmy o tym głośno, byśmy nigdy nie poznali najbardziej brutalnego sensu słów: „bo nie ma miejsca dla Ciebie w niejednej człowieczej duszy”.

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.