adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Sprawdź nowy numer konta

Wesprzyj
Wiara

Doświadczenie korony cierniowej u św. Weroniki Giuliani

Mistyczne doświadczenia świętych związane z męką Jezusa kojarzą nam się głównie z krwawymi stygmatami na dłoniach, stopach czy przebitym bokiem. Jednak Jezusowa męka to nie tylko sam krzyż, ale również doświadczenia go poprzedzające, takie jak na przykład korona cierniowa.

Oprócz wspomnianej stygmatyzacji czy transwerberacji (rana serca nawiązująca do przebicia boku Jezusa) liczni święci doświadczali również innego rodzaju nadzwyczajnych cierpień. Wielu z nich odczuwało również biczowanie czy cierniem ukoronowanie. W niektórych przypadkach zdarzały się także ból czy rana od dźwigania krzyża.

Jedną ze świętych, których życie obfitowało w cierpienia związane z męką Jezusa, jest św. Weronika Giuliani. Kapucynka klaryska żyjąca w latach 1660-1727. Na pozostawionych przez siebie kilku tysiącach stron dziennika duchowego opisała liczne doświadczenia nadprzyrodzone, także te będące odczuwaniem bólu męki Jezusa. Również tego związanego z koroną cierniową.

„W tym momencie Pan zdjął koronę cierniową ze swojej głowy i włożył ją na moją. Poczułam odnowienie bólu, tak jak za pierwszym razem, gdy to zrobił. Szczególnie odczuwałam ogromny ból w środku głowy, w skroniach i oczach. Dał mi do zrozumienia, że ​​wkrótce będę musiała cierpieć inne bóle z powodu jego pasji” (Dziennik I, s. 158).

Ponawiane doświadczenie

Doświadczenie korony cierniowej czy też samego bólu przez nią spowodowanego nie było zjawiskiem jednorazowym u św. Weroniki Giuliani. Klaryska często wspominała w swoim dzienniku o tego typu przeżyciach oraz ich powtarzalności.

„Z głębi serca prosiłam Go [Jezusa] o trochę cierpienia, a on często dawał mi odnowienie korony cierniowej wraz z innymi bólami i cierpieniami” (Dziennik I, s. 72).

Korona cierniowa podczas mistycznych uniesień świętej była przez nią widziana nie tylko w rękach lub na głowie Jezusa. W swoim dzienniku św. Weronika kilkukrotnie odnotowała także, że to Maryja wkładała na jej głowę koronę cierniową.

„Tej nocy dokonało się odnowienie korony cierniowej i wydaje mi się, że Najświętsza Maryja Panna, nakładając na mnie tę koronę, prosiła mnie o akt zgody […]” (Dziennik III, s. 592).

Korona cierniowa, która dostarczała klarysce tak wielu cierpień, była przez nią widziana również w rękach św. Filipa Benicjusza. Przy czym sama św. Weronika zaznacza, że w tamtym momencie nie było to dla niej zrozumiałe.

„[…] św. Filipa Benicjusza, który trzymał gwóźdź i koronę cierniową. […] nie rozumiałam, dlaczego Ona [Maryja] sprawia, że wspomniany Święty trzyma w ręku gwóźdź, który wyciągnął z tego serca i koronę, którą zdjął z mojej głowy. Niech wszystko będzie zgodne z wolą Boga i Najświętszej Maryi Panny!” (Dziennik IV, s. 13).

Wszystko dla zbawienia dusz

To udręczenie na ciele święta znosiła w cichości i pokorze ducha. Jej wzrok był utkwiony w Bogu, jej wola skupiona na tym, by przez wszystkich był poznany i kochany. Święta Weronika Giuliani była gotowa do wielu poświęceń, upokorzeń czy cierpień, byle tylko przybliżyć dusze do Boga.

Ofiary składane Bogu za dusze nie podobały się oczywiście demonom. Święta wyrywała bowiem ofiary trzymane w szatańskich szponach. Niejednokrotnie więc te piekielne istoty atakowały św. Weronikę w różnoraki sposób. Także i w kwestii związanej z bólami korony cierniowej próbowały odwieść klaryskę od jej drogi poprzez krzyki i uderzenia.

„O czwartej w nocy, blisko piątej, ofiarowałam mękę Jezusa Ojcu Przedwiecznemu za wszystkich grzeszników. Nagle poczułam wiele uderzeń w całe moje życie, szczególnie w głowę; i usłyszałam straszny głos mówiący: »Przeklęta! Przeklęta i przeklęte ciernie! Nie musisz ciężko pracować, aby ocalić inne dusze; twoja jest już przeklęta. Wygraliśmy z tobą. Zwycięstwo! Zwycięstwo!«. Tak powiedzieli i uderzyli mnie bardzo mocno” (Dziennik I, s. 842).

Warto w tym miejscu pamiętać, że nie trzeba mistycznych doświadczeń bóli związanych z męką Jezusa, aby czynić z cierpienia dar dla Boga. Również nasze codzienne zmagania i boleści możemy ofiarować Bogu we wszelakich intencjach (więcej o przeżywaniu cierpienia można przeczytać w kolejnym artykule).

Trudny dar

Tego typu nadzwyczajne doświadczenia zadziwiają i fascynują wielu ludzi. Jednak trzeba pamiętać, że kryją się za nimi ogromne cierpienia.

Zobacz też:   Opowiedz nam o swoim księdzu. Ruszamy z kontynuacją akcji „Tylko powiedz wszystkim”.

„W niedzielę Męki Pańskiej, w nocy, podczas trwania na modlitwie, zdawało mi się, że nasz Pan odnawia moją koronę cierniową. Ból był tak silny, że przez kilka dni z trudem wstawałam i nie mogłam już dłużej odpoczywać w łóżku, gdyż nie byłam w stanie w jakikolwiek sposób oprzeć głowy. Cały pozostały czas Wielkiego Postu spędziłam bez odpoczynku” (Dziennik I, s. 61-62).

Doświadczenia te są niczym różana aleja ze snu św. ks. Bosko, która dla patrzących na nią z boku jest piękną droga usianą pachnącymi kwiatami, jednak pod tym wszystkim kryją się kolce. Droga jest piękna, ale bardzo wymagająca i bolesna. Miło się na nią patrzy, ale trudno się po niej kroczy. Zachwyca i fascynuje swoją zewnętrznością, ale mało kto jest w stanie na niej wytrwać.

„Wiele gałęzi opuszczało się i podnosiło niczym girlandy; inne zwieszały się pionowo nad ścieżką. Wszystko przykrywały róże, a ja widziałem tylko je – po bokach, nad głową, pod nogami – wszędzie dotykałem róż i czułem coraz ostrzejsze kolce, które mnie kłuły. Krwawiły mi nie tylko ręce, ale całe moje ciało. Zwieszające się z góry róże skrywały także bardzo ostre kolce, które wbijały mi się w głowę. Ale zachęcany przez Błogosławioną Dziewicę, szedłem dalej. Tymczasem ci, którzy mnie obserwowali, mówili: »Ksiądz Bosko ciągle idzie po różach! Idzie naprzód spokojnie; wszystko układa się po jego myśli«. Tylko że oni nie widzieli kolców, które rozdzierały moje członki” (M.B. III, 32).

Jak na to patrzeć?

Dla zewnętrznych obserwatorów takie zjawiska mogą wydawać się fascynujące. Ciekawią i zachwycają ze względu na to, że ktoś doświadcza tak wielkiego i niewyjaśnionego daru. Historia życia św. o. Pio bardzo dobrze obrazuje jednak, jak tego typu ciekawość może wręcz wyrządzać cierpienie i poczucie upokorzenia. Nie tylko poprzez plotki, bezpodstawne oskarżenia o oszustwo, ale również przez ludzki fanatyzm.

Należy się więc zastanowić, czy za tym zachwytem idzie nasz wzrost. Czy szukamy kolejnej sensacji, kolejnej cudowności, czy może pobudza nas to do tego, by zapatrzyć się w Jezusa i pójść drogą świętości.

Ludzie doświadczający tego typu nadzwyczajnych darów jak stygmaty, ale również takich jak na przykład dar uzdrawiania, dar proroctwa czy słowa poznania, mają tylko po części wpływ na nasz odbiór. Również od nas zależy, co uczynimy z tym, o czym słyszymy, lub tym, co widzimy. Czy da nam to wzrost i rozgrzeje naszą wiarę, da jakieś wskazówki jak wzrastać w życiu duchowym. Czy może będziemy biegać od cudu do cudu, jeździć po wszystkich okolicznych mszach z modlitwą o uzdrowienie, podczas gdy sami nie podejmiemy wysiłku modlitwy osobistej, a do kościoła na „zwykłą” mszę jakoś zawsze nam będzie nie po drodze.

Pamiętajmy jednak przy tym, żeby pochopnie nie oceniać drugiej osoby w tej materii. Po pierwsze, możemy nie znać całego kontekstu jej życia. Możliwe, że nasza ocena wynika tylko z kilku sytuacji, które widzieliśmy z udziałem takiej osoby, czy kilku zdań przez nią wypowiedzianych. A po drugie, nasze życie duchowe to droga. Czasami musimy przystanąć na danym etapie.

Warto więc obserwować swoje serce. A także czasami podjąć rozmowę ze znajomym, co do którego mamy wątpliwości, czy nie zaczyna popadać w nadmierną fascynację i szukanie cudowności. Nie oceniać już na początku, ale porozmawiać. Zbadać, czy tak jest w rzeczywistości, a jeśli tak, to łagodnie spróbować pomóc. Nawet pobożne rzeczy mogą bowiem przysłonić nam Boga.

Źródła cytatów:

Dziennik I: Diario di s. Veronica Giuliani, v. I, Città di Castello, 1969.
Dziennik III: Diario di s. Veronica Giuliani, v. III, Città di Castello, 1973.
Dziennik IV: Diario di s. Veronica Giuliani, v. IV, Città di Castello, 1974. (tłum. własne)

Zerbino P. (red.), Sny Księdza Bosko, Warszawa, 2004.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

Podoba Ci się to, co tworzymy? Dołącz do nas

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.

The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.