adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Sprawdź nowy numer konta

Wesprzyj
Z życia Kościoła

Czy to trads?

youtube.com

Zajrzałem ostatnio na Facebooka Adeste i zobaczyłem dyskusję pod grafiką do tekstu Jacka Hożejowskiego. Zainspirowany katharsis, jakim była ta luźna i kulturalna wymiana opinii, postanowiłem napisać własny tekst. Uprzedzam, nie będzie przesadnie poważnie.

Jest taka słynna (wyłącznie z memów, mało osób potrafi się pochwalić znajomością tej serii, również autor tych słów nie może) scena z anime Taiyō no Yūsha Faibādo (ang. The Brave of Sun Fighbird). Bohater wskazuje na motyla i pyta: これはハトですか – czyli „Czy to jest gołąb?”.

Kadr ten przeszedł do powszechnego użycia w memach i postanowiłem z niego skorzystać.

Prace nad tym memem trwały siedemdziesiąt sześć godzin i trzydzieści jeden minut, natomiast nad tekstem – dwie godziny z przerwą na gotowanie ryżu.

Taki zasadniczo jest problem z tekstem Jacka Hożejowskiego. Autor nieco mija się z rzeczywistością w kwestii oceny tradycjonalistów. Na tym można by zakończyć ten artykuł, jednakże sądzę, że jest parę punktów, do których warto się odnieść.

Zgadzam się z oceną słowa „modernizm” jako pustego słowa.

„Modernista” zajął poczesne miejsce wśród rozmytych etykiet pokroju „liberał”, „faszysta” czy „fundamentalista”.

Sensowna też jest krytyka ciągłego powoływania się na bullę Piusa V Quo primum. Drodzy koledzy tradycjonaliści, przestańcie się do niej odwoływać. Nikt (poza garstką historyków Kościoła i teologów) nie rozumie, o co chodzi z tą bullą i jakie przełożenie na rok 2024 ma dokument papieża z 1570 roku.

Tak właśnie patrzą na ciebie ludzie, kiedy zaczynasz cytować Quo primum.

Co zaś do konkretnych zarzutów: Zacznijmy od tego, że dyskusja na fanpage’u Adeste potoczyła się wokół jednej tezy – Bractwo Kapłańskie Świętego Piusa X jest w stanie „zimnej schizmy”. Osobiście jestem raczej po stronie papieża Franciszka, który ewidentnie nie uważa FSSPX za schizmę. W czym zresztą jest kontynuatorem Benedykta XVI. Nie da się jednak zaprzeczyć, że istnieją kontrowersje – mój redakcyjny kolega Piotr Ulrich, który uważa bractwo za schizmę, podnosi często argument o podważaniu sądowniczej władzy ordynariuszy. Nie da się zaprzeczyć, że jest to istotne i nie można wobec tego przejść obojętnie.

Jednakże problem jest znacznie szerszy.

Za trwających w „zimnej schizmie” ludzie Kościoła bardzo często uważają tradsów w ogóle. Wspomniany papież Franciszek jednak przyjaźnie traktuje bractwo (swoją drogą, nie mówcie i nie piszcie „lefebryści”, jak już musicie koniecznie od założyciela, to używajcie terminu „marcelianie”, ha, ha).

Zdaje się również neutralnie traktować mniejsze tradycyjne instytuty, takie jak Instytut Dobrego Pasterza czy Instytut Chrystusa Króla. Jednakże jest jednoznacznie wrogi wobec tradycjonalistów poza nimi. Wrogość wyraża się w retoryce, przypisywaniu tradycjonalistom „sztywności”, „nowego pelagianizmu” i „ostentacyjnej troski o liturgię i prestiż Kościoła” (cokolwiek ten ostatni zwrot miałby znaczyć). Wrogość przejawia się w czynach, takich jak napisanie niesprawiedliwego i prawnie głupiego Traditionis custodes i następujących po nim tekstów. Ten pierwszy był dla wielu biskupów po prostu pretekstem do likwidacji z dnia na dzień normalnie funkcjonujących duszpasterstw.

Przede wszystkim uniwersum Traditionis custodes” od początku – wspomnienia Matki Bożej z Góry Karmel Anno Domini 2021 – nie ukrywało, że jego celem jest ostateczna likwidacja tradycjonalizmu, zostawienie rezerwatów dla tradsów, których już się nie zreedukuje, i reedukacja pozostałych. Gdy wspominam o tych wydarzeniach, nie mogę nie wspomnieć o „kronikach”, czyli naszych tekstach na łamach Adeste – wspomnę jedynie dwa, moją rozmowę z Piotrem Ulrichem i mój prześmiewczy felieton o małpach w klatce.

Obrazek z małpą, bo ostatnie kilka akapitów miało dość sporo słów.

Jednakże to jedynie wierzch, Rzym to jedynie czubek drzewa, jakim jest Kościół. Wielu księży za tradycjonalistów uważa schizmatyków lub kryptoschizmatyków. Zetknąłem się z wieloma proboszczami, którzy niemalże nienawidzili tradsów. Tezę o tym, że około dziewięćdziesięciu pięciu procent tradycjonalistów to schizmatycy, głosił niegdyś publicznie, na YouTubie, o. Adam Szustak OP. Wśród hejterów tradycjonalistów są i biskupi. Nie dotyczy to jedynie „zgniłego Zachodu”, choć są u nas i umiarkowanie przyjaźni tradycji biskupi. Są jednak i zaślepieni (co najmniej) niechęcią biskupi tacy jak biskup Jacek Grzybowski. Również „larpujący” konserwatystę Marek Jędraszewski wyrzucił tradycjonalistów z Wawelu. Żeby nie zabrakło w tym wątku jezuitów, to wspomnę o komentatorze politycznym Krzysztofie Mądlu, który z zawodu jest ojcem zakonnym. Jego jeremiady na temat tradycjonalistów i tradycjonalizmu są po prostu czystej wody hejterstwem, żadną miarą niegrzeszącym cnotą obiektywizmu.

Swoją drogą liczę na ruch tradycjonalistów. Kiedy ks. Bańka z fajką?

Skala niechęci wobec tradycjonalizmu jest wśród księży ogromna. Jeśli chodzi o świeckich, to zdaje się, że najwięcej ich można spotkać w grupie uzależnionej od najgorszego medium społecznościowego, jakim jest Facebook.

Wszyscy ci ludzie zachowują się, jakby chodzenie na inną mszę świętą było chorobą do wyleczenia. Jakby można było odbyć jakąś synodalną terapię konwersyjną i nagle stwierdzić, że jednak odpowiada nam ta druga msza święta. Ale tak po prostu nie jest. Pogódźcie się z tym. Dajcie nam żyć i modlić się po naszemu. Nie prześladujcie nas. Czy domaganie się tego, żeby traktować nas sprawiedliwie, jest oznaką nieposłuszeństwa?

Kolejny mem z małpą, bo małpy są bardzo śmieszne.

Co do innych zarzutów – krytyka całkowitego zakazu kary śmierci nie jest oznaką nieposłuszeństwa. Jest oznaką zdrowego rozsądku. Zakaz wprowadzony przez Franciszka był populistyczną zagrywką. Z całą pewnością któryś z następnych papieży, jeśli będzie rozsądniejszy w tej kwestii, zniesie ten zakaz. Jeśli ktoś jest ciekaw rozwinięcia tego tematu, to odsyłam do znakomitej analizy autorstwa Antonia Akmadzy.

Zobacz też:   „Jezu, Ty się tym zajmij!” - wywiad z autorką biografii ks. Dolindo Ruotolo

Z kolei wspomnienie o księdzu Michale Woźnickim byłoby właściwsze w tekście o Kononowiczu niż w tekście o tradycjonalizmie.

Bo kanał tego sedewakantysty to właśnie patostream. FSSPX-R to z kolei margines, ciekawostka. W dużej mierze temat sedewakantyzmu to zagadnienie amerykańskie. Choć są w Polsce nieliczni jego wyznawcy, niekiedy ukrywający się jako wierni bractwa lub innych duszpasterstw tradycyjnych, to jest to marginalna sprawa.

Jeszcze taka jedna sprawa – wspomniany w tekście Jacka Hożejowskiego ks. Karol Stehlin FSSPX. Nie zamierzam bronić jego tez. Jeśli ktoś chce poznać argumentację bractwa zniechęcającą do „nowej” mszy świętej, raczej odesłałbym do umiarkowanych wywodów księdza Szymona Bańki na kanale Szkoły Akwinaty. Warto jednak wspomnieć, że ks. Stehlin jest wychowankiem arcybiskupa Marcela Lefebvre’a. Był wyświęcony przez niego na kapłana w przeddzień słynnych konsekracji biskupich biskupa Williamsona, Tissier de Mallerais, Fellaya i de Galarrety. Siłą rzeczy jest dużo radykalniejszy niż reszta bractwa, które nie jest monolitem i składa się obecnie w większości z księży wyświęconych po śmierci Lefebvre’a lub uciekinierów z diecezji i zakonów. I argument, że jest on szefem struktur w Europie Środkowej, jest po prostu niepoprawny. Równie dobrze można by stwierdzić, że duchowni diecezji łódzkiej powszechnie popierają liturgiczny postmodernizm, bo ich biskup publicznie czynił mszalne ekscesy i nie żałował swoich czynów.

Swoją drogą ciekawe, czy jest więcej memów ze zwierzętami, czy więcej memów z ludźmi.

Jest jednak jedno najpoważniejsze zastrzeżenie do tekstu, z którym polemizuję. „Na mszy trydenckiej w życiu nie byłem i jak na razie się nie wybieram”, pisze autor.

Dlaczego?

Zachęcam do wybrania się na mszę świętą trydencką. Nie tylko autora, ale również czytelników, którzy nigdy nie byli. Również tych, którzy może byli raz, dwa albo kiedyś dawno temu. Można łatwo znaleźć w internecie materiały na temat tego, co się mniej więcej dzieje na takiej mszy świętej, jak się zachować. O tradycyjnej duchowości rozmawialiśmy z Piotrem Ulrichem w naszej drugiej rozmowie, którą bardzo serdecznie polecam.

Tak w skrócie tylko powiem: „stara” msza święta jest piękna. Nie dlatego, że używa się jakichś pomponów, wzorzystych ornatów czy najbardziej „walącego po nosie” kadzidła. Piękne jest to, że pomaga zarówno kapłanowi, jak i wiernym kontemplować. Poza epizodycznym, przykrym momentem, jakim jest kazanie, nie ma większego znaczenia, kto odprawia. Konstrukcja mszy świętej sprawia też, że można na niej spokojnie wykonywać długie chorały czy polifoniczne arcydzieła starych twórców, czy też zwyczajnie wielozwrotkowe nabożne pieśni w językach narodowych. Bo jest na to czas. Msza święta trydencka jest też bardzo biblijna, jest w dużej mierze utkana z biblijnych fragmentów. Bardzo sprzyja wyciszeniu, modlitwie, medytacji, uniesieniu serca w górę.

Po więcej odpowiedzi na pytanie „Czemu msza święta trydencka?” odsyłam do wspomnianej nieco wyżej rozmowy.

Mały offtop – wiedzieliście, że rytów zachodnich było znacznie więcej? Choćby ryt ambrozjański, po dziś dzień zachowujący odrębność i sprawowany w Mediolanie. I sprawowany gdzieniegdzie ryt dominikański, posiadający kilka bardzo ciekawych różnic w stosunku do mszy trydenckiej. Gorąco żałuję, że dominikanie w Polsce go zarzucili. Duchowość dominikańska w pewnym stopniu mnie fascynuje. Cenię ten zakon jako Zakon Kaznodziejski, szanuję też o. Szustka jako YouTubera. Poza tym wiele świątyń dominikanów jest wybudowana w stylu gotyckim bądź modernistycznym, a są to style, które mi się podobają (z kolei nie przepadam za barokiem).

Dlatego proszę, dominikanie, jeśli to czytacie, wróćcie do rytu dominikańskiego, wtedy będę Was bardzo szanował.

Byłoby blisko do najciekawszych knajp stolicy.

Dobrze, to by było na tyle. Dziękuję Jackowi Hożejowskiemu za tekst i za inspirację do stworzenia tego felietonu. 

Na koniec garść konkluzji:

Krytyka niesłusznych decyzji i domaganie się sprawiedliwości to nie jest nieposłuszeństwo (wobec papieża robił to już św. Paweł z Tarsu).

Powinniśmy poluzować trochę emocje i zamiast się wyzywać – dyskutować.

Potrzebujemy zrezygnować z prostego etykietowania ludzi i sądzenia ich.

Przydałoby się w końcu przyznać, że Facebook to nieudany eksperyment, i przenieść się na bardziej ludzkie medium.

Musimy się modlić za naszego papieża, naszych biskupów oraz naszych plebanów i wikarych.

Teologia mogłaby stać na znacznie ambitniejszym poziomie, nie zatrzymywać się na sporach z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych.

Msza święta trydencka nie powinna być sekowana. 

Bractwo św. Piusa X powinno się w końcu dogadać, zostać trochę utemperowane, ale dostać prałaturę personalną i pewną dozę samodzielności.

Poszedłbym z o. Adamem Szustakiem OP do irlandzkiego pubu na piwo.

To tyle, dziękuję za uwagę. 

„No nie, znowu tekst z memami” – słowa zastępcy redaktora naczelnego przeglądającego ten felieton.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

Podoba Ci się to, co tworzymy? Dołącz do nas

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.

The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.