W dobie wszechobecnej pornografii i napastliwej seksualizacji życia codziennego papieska teologia ciała jawi się jako promyk nadziei i zwiastun nowego podejścia do cielesności. Kojarzony głównie z kremówkami i upadkiem komunizmu św. Jan Paweł II zaprasza nas do odkrycia wartości nas samych i naszych ciał.
Jak to Polacy, często narzekamy, że w naszych czasach jest tragicznie, nieświadomie ulegając mitowi „złotego wieku”. A bo to przed wojną były obyczaje i szarmanckość, a to znowu za komuny była praca, nie mówiąc już o 1612 roku, kiedy to husaria na Kremlu biła Moskali. Zapominamy, że ludzie dawnych wieków mieli takie same problemy jak my, borykali się z podobnymi trudnościami i wadami swych współziomków. Jest jednak taka rzecz, której Mickiewicz i Piłsudski nie mieli i zapewne nawet o takim cudzie nie śnili. Internet – sieć pozwalająca na błyskawiczne przesyłanie informacji na drugi koniec globu. Filmy, obrazy i teksty mknące po podmorskich światłowodach, dostępne w każdym miejscu, o każdym czasie, praktycznie za darmo. Takiej rewolucji nie przewidzieli Luter, Robespierre ani Lenin. Witamy w trzecim tysiącleciu.
Każde narzędzie można wykorzystać w dobry albo zły sposób. Młotkiem mogę przybić do ściany gwóźdź albo rozłupać sąsiadowi czaszkę. Podobnie jest z Internetem – ograniczona jedynie ludzką wyobraźnią baza danych stała się głównym źródłem wiedzy dla uczniów i studentów, gdzie szukają odpowiedzi na nurtujące ich pytania. Ta sama Sieć przyczynia się do rozpowszechniania propagandy Daesh i radykalizowania nabuzowanych nienawiścią do zachodniej cywilizacji muzułmańskich imigrantów. Z wrogą propagandą mieliśmy jednak do czynienia już w czasach antycznych. Ale pod nasze strzechy zawitało zło o wiele bardziej perfidne i trudne do okiełznania, niż komukolwiek się wydawało. Pornografia.
Tylko liczby
Nie było wcześniej takiej epoki, w której ludzie byliby dosłownie bombardowani seksem w najróżniejszych postaciach. Od półnagich modelek na bilbordach reklamujących bieliznę na skrzyżowaniach, przez obowiązkowe sceny erotyczne w filmach akcji, w artykułach, w popularnej prasie wychwalającej przeróżne pozycje i gadżety łóżkowe. Ale to i tak mało – na kliknięcie myszką mamy dostęp do milionów kopulujących ludzi. Bez żadnej kontroli, bez żadnych limitów, teoretycznie całkowicie anonimowo. Dane są zatrważające. Portal Fight the New Drug opublikował statystyki największej strony z pornografią1, którą w samym 2016 roku odwiedzono (uwaga…) 26 MILIARDÓW razy. Dziennie to 64 miliony, prawie tyle, ile wynosi populacja Wielkiej Brytanii. A to tylko jedna strona! Gdyby spróbowano podliczyć całokształt internetowego pornobiznesu, chwycilibyśmy się za głowę. Skala tego zjawiska jest bezprecedensowa – nigdy wcześniej ludzie obojga płci, wszystkich ras, języków, religii i narodów nie byli tak wystawieni na działanie nieczystego ducha.
Jak odnaleźć się w takim świecie? Jak żyć i zachować czystość w obliczu takiego zagrożenia? Promykiem nadziei może być dziedzictwo Papieża Polaka, który poświęcił lata na głoszenie nowego podejścia do ludzkiego ciała. I choć od środowych katechez minęły już dekady, nauczanie św. Jana Pawła II nigdy nie było tak aktualne jak dziś.
Życie ludzkie
W 1968 roku papież Paweł VI wydał encyklikę, która wzburzyła ówczesny świat. Rewolucja seksualna właśnie nabierała tempa, studenci paryskich uniwersytetów święcili tryumfy, a nadchodzący wyrok Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych na zawsze miał zmienić demograficzne oblicze Zachodu. W tym czasie, krótko po zakończeniu Soboru Watykańskiego II, Ojciec Święty przedstawia dokument, który stał się kością niezgody dla katolików Europy i Ameryki. Zamiast zezwalać na nieograniczoną konsumpcję seksu i sztuczną regulację urodzin, czego gorąco pragnęły media i liberalne „elity”, przyszły błogosławiony stanowczo potępia antykoncepcję i podążając za ojcami soborowymi, ukazuje piękno małżeńskiego współżycia. Prawno-naturalistyczna koncepcja do wielu jednak nie trafiła, na papieża zaś spadła fala krytyki i – jak byśmy to powiedzieli dzisiaj – zwyczajnego hejtu. Musiała minąć dekada i dwa pontyfikaty, by pierwotny zamysł Pawła VI mógł zostać zrealizowany – na Stolicy Piotrowej zasiada Jan Paweł II, który od samego początku zabiera się do żmudnej i wręcz benedyktyńskiej pracy, by naprawić popełnione wcześniej błędy i przygotować świat na coś zupełnie nowego.
Katechezy środowe
Papież Polak nie tylko pochodził z dalekiego kraju, ale był także świadomy wizerunkowej porażki Humanae Vitae. Postanowił więc zmienić taktykę: w cyklu katechez wygłoszonych w czasie audiencji środowych w latach 1979–1984 konsekwentnie przybliżał światu nowe podejście oświecone blaskiem personalizmu. Z jednej strony nie była to żadna nowa nauka, następca św. Piotra odwołuje się co rusz do Pisma Świętego i Magisterium. Jednak forma i odkrywcze podejście do odwiecznych prawd stało się prawdziwą rewolucją. Wraz z dramatem Przed sklepem jubilera, Miłością i odpowiedzialnością oraz encykliką Familiaris consortio, katechezy środowe stworzyły spójny system, którego punktem centralnym, jak zresztą w całym personalizmie Wojtyły, jest osoba.
Jak było „na początku”
Święty z Wadowic skupia się na kilku fragmentach Biblii w swym nauczaniu. Jednymi z istotniejszych były perykopy z Księgi Rodzaju o stworzeniu świata i o tym, jak Adam i Ewa przebywali razem w Edenie przed grzechem pierworodnym. Ukazano w nich bardzo wartościowe prawdy. Otóż wszystko, co Bóg dał człowiekowi, jest z natury dobre, bo sam Bóg jest Dobrem Najwyższym. Jan Paweł II stanowczo przeciwstawiał się dwóm skrajnościom: z jednej strony katarskiej herezji o istotowym złu wszelkiej materii, z drugiej marksistowskiemu materializmowi, który nie dopuszczał nic duchowego w otaczającym nas świecie. Zarówno ciało, jak i dusza ludzka, stanowią nierozerwalną całość i dopiero w takim połączeniu możemy mówić o człowieku jako o osobie. Tym różnimy się od aniołów, że Stwórca obdarował nas ciałem. Nie jesteśmy także zwierzętami pozbawionymi duchowej cząstki. Dopełnia to wszystko następujący fragment: „Chociaż mężczyzna i jego żona byli nadzy, nie odczuwali wobec siebie wstydu” (Rdz 2, 25). Jest to istotne, zwłaszcza w kontekście kolejnych wersetów, w których to po upadku pierwsi rodzice upletli sobie przepaski, gdyż „poznali, że są nadzy”. Papież rozwija w katechezach oba te fakty, spostrzegając, że należy rozpatrywać je przez pryzmat istoty grzechu pierworodnego. Człowiek od tego momentu chciał sam decydować co jest dobre, a co złe; według własnego widzimisię dyktować co można czynić, a czego nie. W momencie błędnego ułożenia hierarchii wartości, gdzie cokolwiek innego niż Bóg staje na pierwszym miejscu, wszystko może stać się środkiem do osiągnięcia zamierzonego celu, nawet druga osoba. W strachu przed konsekwencją takich myśli i działań Adam i Ewa przepasali się – nie chcieli stać się przedmiotem pożądliwości, mięsem, skórą i kośćmi, które można wykorzystać dla własnej przyjemności. Ta świadomość była tak silna, że nawet ich małżeńska więź nie była w stanie przesłonić strachu i perspektywy zagubienia własnego ja w oczach ukochanej osoby. Przed grzechem pierworodnym nic takiego nie miało miejsca – to właśnie ten „początek”, o którym wspomina Pan Jezus w rozmowie z faryzeuszami z dziewiętnastego rozdziału Ewangelii według św. Mateusza.
„Nie cudzołóż!”
Rozwinięcie poprzedniej myśli znajdziemy u Apostoła Synoptyka w rozdziale piątym. W Kazaniu na Górze Zbawiciel przybliża właściwą interpretację szóstego przykazania. Otóż cudzołoży nie tylko ten, który fizycznie współżyje z niewiastą, lecz każdy, kto „pożądliwie patrzy na kobietę”. To pożądliwe spojrzenie jest dokładnie tą samą chęcią wykorzystania drugiego człowieka jako środka do celu – w tym przypadku przyjemności płynących ze zjednoczenia ciał. Pan Bóg nie dał jednak człowiekowi narządów rozrodczych dla rozkoszy, są one jedynie dodatkiem, nie istotą i szczytem. Tak samo jak nie zostaliśmy obdarzeni językiem, nosem i żołądkiem po to tylko, by odczuwać feerię smaków i aromatów, ale by móc się bezpiecznie pożywiać, tak samo mężczyzna i kobieta nie zostali stworzeni z odmiennymi ciałami po to, by bezmyślnie uciekać w płciowe doznania. Sakramentalne małżeństwa (bo tylko w nich współżycie jest uczciwe i godne) „z natury swej skierowane są ku płodzeniu i wychowywaniu potomstwa” – tak mówi nam Konstytucja duszpasterska o Kościele w świecie współczesnym Gaudium et spes. Stąd też, jak zauważa Paweł VI w swojej encyklice: „Jeżeli więc ktoś korzysta z daru Bożego, pozbawiając go, choćby tylko częściowo, właściwego znaczenia i celowości, działa wbrew naturze tak mężczyzny jak i kobiety, a także wbrew głębokiemu ich zespoleniu. I właśnie dlatego sprzeciwia się też planowi Boga i Jego świętej woli”. W takim kontekście każdy akt małżeński musi być otwarty na życie i poczęcie z Bożą łaską nowej istoty.
Zjednoczenie
To jednak nie wyczerpuje znamion godziwości współżycia małżonków wskazany w Humanae Vitae. Jan Paweł II pochyla się dogłębnie nad fragmentem z Księgi Rodzaju: „Mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem”. Owo zjednoczenie nie jest tylko fizycznym kontaktem i spotkaniem dwóch narządów w bezmyślnej kopulacji, a komunią osób, gdzie każdy z małżonków składa „bezinteresowny dar z siebie samego” (Gaudium et spes, 24). Dopiero w takim kontekście człowiek może w pełni zrealizować boski zamysł, by w miłosnym zjednoczeniu móc dać siebie drugiemu, bez żadnych wymagań, oczekiwań czy pożądliwości. Na wzór starotestamentalnej ofiary całopalnej, w której to zwierzę zostawało spalone i unosząc się w dymie ku niebu, całe oddane Bogu jako dar, tak i małżonkowie powinni złożyć całą swą osobę w podarku, by nawzajem przyjąć się i urzeczywistnić stan, który był „na początku”.
Kluczowy w tym momencie rozważań zdaje się powrót do istoty ludzkiej natury. Jak mówi Katechizm Kościoła Katolickiego w punkcie 362: „Osoba ludzka, stworzona na obraz Boży, jest równocześnie istotą cielesną i duchową”. Słowo równocześnie wybrzmiewa tu szczególnie – nie chodzi tylko o to, by były to puste słowa, ale by każdy nasz gest i czyn był nie tylko aktem w świecie materialnym, ale by jednocześnie przenikała go duchowa treść. Przygodny seks w toalecie na stacji benzynowej może stanowić dar ciała, ale ciężko w takim przypadku traktować taki czyn jako ofiarowanie ducha. W naszym codziennym życiu powinniśmy odkrywać piękno dwoistości ludzkiej natury, w której to dwa nierozerwalne aspekty łączą się w jedną, niepowtarzalną osobę, stworzoną na podobieństwo samego Boga. Zaś w akt małżeński muszą być zaangażowane obydwie sfery – dopiero wtedy będziemy mogli mówić o miłosnym darze z siebie – gdyż ja, jako osoba, to nie tylko materia, ale jednocześnie ciało i duch.
Nie będzie to jednak możliwe, gdy ukochany/ukochana będzie stanowić nie podmiot, a przedmiot w naszych oczach. Tę myśl wyraził Karol Wojtyła w swoim dramacie Przed sklepem jubilera, w którym to Anna rozmyśla: „Nie chciałam się czuć jak przedmiot, którego nie można utracić, gdy się raz już posiadło na własność”. W akcie zjednoczenia małżonkowie stają się nawzajem swoją własnością, której nie można jednak rozpatrywać w kategoriach używania rzeczy, a właśnie daru z siebie, który jest osią całego personalizmu Świętego Polaka.
Wyzwanie i zadanie
Wyróżnić możemy więc dwie płaszczyzny, dwa elementy składające się na małżeńskie współżycie: duchowy aspekt zjednoczenia i cielesny otwarcia na życie. Paweł VI jasno wskazuje: „Jeżeli zatem zostaną zachowane te dwa istotne elementy stosunku małżeńskiego, a więc oznaczanie jedności i rodzicielstwa, to wtedy zatrzymuje on w pełni swoje znaczenie wzajemnej i prawdziwej miłości”.
Cały powyższy wywód może się w tym kontekście okazać zbyt wymagający dla współczesnego człowieka. Czy aby na pewno? Śmiem postawić tezę, że każdy, kto rzeczywiście pochyli się nad tą nauką, dostrzeże w niej prawdę i drogę do szczęścia. Ważnym wkładem Jana Pawła II jest uczynienie chrześcijańskiej myśli uniwersalną. Autor Humanae Vitae przyjął perspektywę prawno-naturalistyczną, która we współczesnym świecie relatywizmu może zwyczajnie nie trafić do zlaicyzowanych zakochanych, narzeczonych i małżonków. Być może to był powód, dla którego encyklika przez tak wielu została odrzucona. Jednak nawet ateiści wojujący z Kościołem ogniem i mieczem mogą dostrzec, że traktowanie drugiej osoby jako przedmiotu do zaspokajania własnych żądz jest po prostu nie fair. Podejście średniowiecznych katarów i ich odrzucanie materii raczej nam dziś nie grozi. Za to marksistowski materializm bryluje na salonach i pod strzechami milionów Europejczyków i Amerykanów. Tak długo, jak naszego sąsiada, koleżankę z pracy czy domowników będziemy traktować jak worki mięsa, „bezinteresowny dar z siebie samego” będzie niemożliwy. A na tym właśnie polega miłość: na decyzji o nieustannych składaniu siebie w ofierze drugiej osobie. Tego właśnie pragnął nasz Święty Papież – byśmy przestali stawiać mu pomniki, a w końcu zaczęli go słuchać. Przestańmy więc traktować się jak przedmioty i dostrzeżmy w końcu w drugim podmiot – osobę, którą możemy obdarować najcenniejszym prezentem, jaki posiadamy. Nami samymi.
- http://fightthenewdrug.org/by-the-numbers-see-how-many-people-are-watching-porn-today/ ↩︎