adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj
#tradilekcje

Wejdź na górę, uciesz się i… zobacz cel!

Tej niedzieli w antyfonie na wejście Kościół woła: „Wesel się, Jerozolimo!”. Wesel się? W Wielkim Poście? Tak! Bo post nie jest celem samym w sobie. Niedziela Laetare jest jak wzgórze, z którego widzimy cel drogi będącej wciąż jeszcze przed nami.

14 marca 2021
IV niedziela Wielkiego Postu, 1 klasy
Szaty fioletowe
Link do tekstów liturgicznych na dziś:
KLIK

W rozważaniu tekstów liturgii nie przestaje mnie zadziwiać wiele rzeczy, o jednej chciałem dziś szczególnie wspomnieć. Otóż Bóg, oprócz tego, że podczas Najświętszej Ofiary staje się obecny i bliski, to w świętych tekstach, które wypowiada kapłan i które są odczytywane Bogu na chwałę i ludowi wiernemu na pożytek, objawia się jako rozumiejący i wyrozumiały Ojciec. Widzi nasze potrzeby, słabości i rozumie trud postu. 

Wielki Post to czas wędrówki, szczególnego zbliżania się do Jezusa. Wędrówka zawsze nas osłabia, bywa tak, że skwar, zmęczenie i inne dolegliwości sprawiają, że tracimy cel z oczu, a nawet zapominamy, po co idziemy. Dlatego Bóg stawia na naszej drodze drogowskazy, jednym z nich jest ta niedziela. Jest jak punkt wzniesienia, z którego widać już cel, lecz również kolejne zejście do doliny. 

Nie jestem jakimś zaprawionym w bojach pątnikiem, na pielgrzymce byłem raz. Pamiętam, jaka była moja radość, kiedy po dłuższym odcinku pod górę w końcu zobaczyliśmy wieżę kościoła, przy którym miał być postój. Całkowicie zmienia się sposób myślenia człowieka, gdy widzi, że to, co robi, nie jest stanem permanentnym, lecz przejściowym – dosłownie – takim, który musi przetrwać, aby dojść do celu.

Niedzielę Laetare można porównać do takiej góry, która podczas wielkopostnego trudu mówi nam: „Zobacz, to już niedaleko!”. Nawołuje do całego Kościoła: „Wesel się, Jerozolimo!”. Przypomina, że ten wysiłek ma cel. I chociaż za chwilę wejdziemy w okres Męki Pańskiej, to ta niedziela jest drogowskazem wskazującym kierunek ku Zmartwychwstaniu Chrystusa. Wchodzimy w ciężki okres, ale pamiętajmy, mrok nie zwycięży chrześcijanina. 

Dzisiejsza Ewangelia jest większości z nas bardzo dobrze znana – rozmnożenie chleba i ryb. Rozważając ją, przychodzi mi do głowy kilka myśli, które – jak sądzę – mogą być pomocne w czasie Wielkiego Postu.

Po pierwsze, Chrystus doskonale wie, że ludzie też muszą się posilić, odpocząć. Właściwie wszyscy to wiemy. Wchodzi w dialog z apostołem Filipem i pyta go, skąd mają wziąć pożywienie dla tak wielu. Jezus wie, co ma czynić, wystawia Filipa na próbę i uzyskuje taką odpowiedź, jakiej się spodziewał – czysto ludzką. Ten dialog jest tak naprawdę dialogiem z każdym z nas, dialogiem formacyjnym. Formacja, przemiana serca, jakiej potrzebujemy, to zmiana sposobu spoglądania na życie. Nie po ludzku, ale po Bożemu. Pewne sprawy można rozwiązać w sposób zwyczajny, ale są też takie, które przekraczają ludzkie możliwości. Wtedy trzeba zauważyć, że nie jest to sprawa zamknięta, ale otwierająca nas na Boże działanie. 

Zobacz też:   Godność męki

Po drugie, dwieście denarów to wcale nie było tak mało, mimo to Jezus z nich nie korzysta. Wykorzystuje zaś kilka chlebów i ryb przyniesionych przez chłopca. Myślę, że może posłużyć nam to za znak, że to, co po ludzku ważniejsze, znaczniejsze, naturalne, nie zawsze będzie odpowiedzią na Boże pytanie o nasze współdziałanie z Nim. Bóg chce pokory, tego, aby w naszym niedostatku objawiła się Jego moc. 

Po trzecie – kosze ułomków, które pozostały. Brzmi to w jakiś sposób banalnie, natomiast prawdą jest, że Bóg zawsze daje nam więcej, niż potrzebujemy. Jeśli on błogosławi jakiemuś dziełu, tak jak pobłogosławił te pokarmy, to nie powinno zdarzyć się tak, że komuś czegoś zabraknie. 

Reasumując: Niedziela Laetare jest jak wejście na wzgórze w czasie Wielkiego Postu. Wzgórze, z którego widać już nasz cel – Zmartwychwstanie Chrystusa, ale widać również okres Męki Pańskiej, w który musimy wejść. Ta właściwa perspektywa dodaje nam sił i nie pozwala zapomnieć, dokąd zmierzamy. 

Ewangelia tej niedzieli, ale i cały jej wydźwięk, pokazuje nam, że Bóg nigdy nie zapomina, że jesteśmy jedynie ludźmi. Daje nam wytchnienie, ale także wskazuje właściwe postawy. Pozwala zrozumieć, że jeśli w pokorze poprosimy Go o pomoc i przyniesiemy nawet niewiele, to On już sobie z resztą poradzi. Trzeba jedynie pamiętać, że to Bóg, a nie człowiek zwycięża. 

Ponadto możemy się cieszyć. Ba! Nawet mamy się cieszyć i radować. Bo nasze wyrzeczenia nie są bezowocne, nie idziemy bez celu. Opiekuje się nami dobry Bóg, który chce nam dawać wszystko w obfitości. Chociaż przed nami krzyż i męka, to za nimi jest już tylko niebo!

O autorze

Diakon, salwatorianin. Miłośnik tradycyjnej liturgii i gier bitewnych - Warhammera 40000 i Bolt Action. Obecnie posługuje w parafii św. Brata Alberta w Elblągu.
Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.