adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj
Nasz patronat

“Śpiewam, bo wtedy doświadczam, że Pan jest blisko” – Ola Abramowicz opowiada o swojej nowej płycie

Ola Abramowicz to kobieta absolutnie wyjątkowa. Dowód? Jej talent wokalny docenia publiczność w wielu krajach. Ola nie jest jednak jak Zenek Martyniuk, śpiewający o najprostszych kwestiach związanych z codziennością. Nasza rozmówczyni śpiewa o Bogu, który jest Miłością, a teksty piosenek – których w większości sama jest autorką – dają poważnie do myślenia. Nie ma więc przypadku w tym, że ta interesująca piosenkarka zagościła na naszych łamach już po raz drugi. W naszej pierwszej rozmowie mogliście się dowiedzieć wiele ciekawego na temat życia w Niemczech, USA i Kanadzie, zwyczajów Polonii i śpiewaniu na chwałę Boga w różnych miejscach świata. Dziś z kolei z dumą prezentujemy ekskluzywny wywiad na temat nowej płyty Anthony, nad którą objęliśmy patronat medialny.

Z Olą Abramowicz rozmawiał Konrad Myszkowski.

Anthony – o czym będzie ten nowy album?

– O miłości… Zaskoczony?

To również muzyczna opowieść o zaufaniu i zwątpieniu, o naszej drodze tu, na ziemi, jakże często pokręconej. To album o traceniu i zdobywaniu – jest o relacji do drugiego człowieka, ale przede wszystkim to wyznanie miłości do Jezusa i Maryi, gdyż właśnie miłość jest najważniejsza. Bez niej wszystko traci swój smak, choćbyśmy posiedli nawet całą ziemię.

– Czym nowa płyta będzie się różnić od pierwszego krążka W imię Jezusa?

– Chyba po prostu wszystkim. Gdy pisałam utwory, które noszę w sercu, nie wiedziałam, że wyjdzie album, to przyszło z czasem. Od czasu nagrania mojej pierwszej płyty W Imię Jezusa minęło jednak trzy lata. Gdy powstawał Anthony, moja relacja z Bogiem była inna, myślę, że dojrzalsza… Moje doświadczenia także były inne i nowe. Inaczej przez to śpiewam i piszę – niby wciąż ta sama Ola, ale jednak inna. W najnowszej składance będzie można usłyszeć fenomenalnych muzyków, którzy również kochają Boga. Wzruszało mnie to, gdy patrzyłam, ile serca wkładają w pomoc przy albumie. Dziękuję im za to z całego serca.

fot. Ola Abramowicz

– Tak w ogóle – dlaczego śpiewasz? Co spowodowało, że zaczęłaś zajmować się muzyką na poważnie i nagrywać płyty?

– Śpiewam, bo po prostu wtedy doświadczam, że Pan jest blisko. Widzisz, ja czasem sama tego nie rozumiem, ale tak jest. Kocham modlić się na różańcu, bo wiem, że okazuję przez to miłość Maryi i proszę Ją o wstawiennictwo u Jezusa. Gdy jednak zamykam oczy i śpiewam dla Matki Bożej, to wiem, że Ona jest blisko mnie. To samo czuję wówczas, gdy adoruję Pana Jezusa lub czytam Słowo Boże, które zawsze mnie zachwyca, uczy i inspiruje, ale gdy znów chwytam za gitarę i zaczynam śpiewać, po prostu wtedy mam doświadczenie obecności Zbawiciela. To jest coś takiego, że po prostu wiem, że On wtedy jest blisko. To tak, jakby podczas śpiewania Jezus siadał obok mnie i zwyczajnie słuchał, co mam Mu do wyśpiewania i jak przyjaciel przebywał ze mną między tymi brzmiącymi nutami.

A co spowodowało, że zaczęłam nagrywać płyty? Hmmm, nazwijmy to PRAGNIENIEM. Gdy doświadczysz w swoim życiu żywego Boga i Jego miłości, to chcesz to przekazywać dalej na różne sposoby. W moim przypadku jest to śpiewanie.

– Jak to jest być piosenkarką – dobrze czy niedobrze?

– Hahaha. Uśmiecham się, słysząc słowo “piosenkarka”… Zakładam, że gdy człowiek żyje zgodnie ze swoim powołaniem, to jest szczęśliwy. Powiedziałabym, że jest bardzo dobrze móc śpiewać dla Jezusa.

– Co chcesz przekazać światu swoimi piosenkami?

– Chciałabym, aby piosenki, których słuchają ludzie, zbliżały ich do nieba, otwierały serce na modlitwę, wyciszenie i wewnętrzny pokój, a czasem wywoływały po prostu radość, dawały nadzieję i taki szalenie błogosławiony stan miłości.

– Z tego co wiem, sama piszesz teksty do większości swoich piosenek. Skąd bierzesz na nie pomysły?

– Tak. Na albumach pojawiają się teksty, które, jak ufam, powstają prosto z serca. Wiesz, w piosenkach nie chodzi o pomysły… Tu idzie o relacje, szczerość, prawdę, miłość. Jestem kobietą a my zwykle mamy potrzebę dzielić się tym, co mamy w środku. Kiedyś dużo gadałam, dziś chyba wolę jak Maryja zachowywać pewne sprawy w sercu i ufać, a z tego potem wypływają słowa piosenek. To jest też trochę tak, jakbym poprzez teksty, które napiszę, odpowiadała Bogu na to, co słyszę, gdy On mówi do mnie. A tu potrzeba ciszy, aby usłyszeć… Prawdą jest też to, że nie piszę zupełnie sama. Wierzę, że Duch Święty prowadzi ten ołówek po kartce, znając to, co mam w sercu.

Zobacz też:   O tym, co wymaga odnowy. Konkurs dla twórców
fot. Ola Abramowicz

– Jakiej muzyki lubisz słuchać? Może masz ulubiony gatunek, wykonawców lub płyty?

– Niech żyją latino rytmy!!! Nie skupiam się na artystach czy gatunkach. Lubię słuchać tego, co dotyka serca lub porywa mnie do tańca ?

Z polskich muzyków bardzo lubię Soykę, Kowalską, Ryśka i Sebę Riedla oraz Krzysztofa Cugowskiego. Lubię też słuchać muzyki uwielbienia, bo muzy nie przyjmujesz tylko uszami, lecz przede wszystkim duszą i sercem, trzeba więc karmić się tą dobrą muzyką.

– W takim razie jaka jest Twoja ulubiona pieśń kościelna?

– Hmmm, to nie jest łatwe pytanie, gdyż zmienia się to wraz ze stanem ducha i aktualnymi przeżyciami. Jeśli jednak chodzi o kościelną piosenkę, to zawsze dotyka mnie taka pieśń na komunię: Panie nie jestem godzien abyś przyszedł do mnie, ale powiedz tylko słowo i uzdrów duszę mą. W tych słowach wszystko jest zawarte…

A piosenka nie-religijna?

Ulubione nie-religijne? Hotel California zespołu The Eagles, Ballada o dziwnym malarzu Riedla. Więcej nic nie dodam, bo coś w tym jest, że kiedy powiesz, jakiej słuchasz muzyki, to ja powiem ci, jakim człowiekiem jesteś (tak ponoć mówią…), a ja chcę jednak być trochę tajemnicza. ?

– W takim razie może są jacyś artyści lub zespoły, o których mogłabyś powiedzieć, że inspirują Cię w Twojej twórczości?

– Najlepszy artysta to Bóg. On mnie inspiruje, zachwyca i wzrusza.

– Jak myślisz, jak muzyka wpływa na życie ludzi? Jak nasze życie wyglądałoby, gdyby jej nie było?

– To zależy, jakiej muzyki się słucha. Na pewno ma ona dostęp do naszego serca i duszy. Może być modlitwą, lecz nie musi i albo pomaga łagodzić ból i cierpienie, odprężając i zachęcając do zapomnienia się na chwilę w tańcu (przy dobrym winku i gorzkiej czekoladzie), albo nas zniewala i wywołuje negatywne emocje. Nie wchodzę w szczegóły, ale muzyka to siła. Wiesz, o czym mówię?

Nie chcę nawet o tym myśleć, jak wyglądałby świat bez muzyki. Bóg jest wspaniałym twórcą i jestem Mu wdzięczna, że w swojej kreatywności stworzył muzykę.

fot. Ola Abramowicz

– Odnoszę wrażenie, że ważną postacią jest dla Ciebie św. Jan Paweł II. Dlaczego właśnie on?

– Gdy Jan Paweł ll umierał, moje serce się poruszyło i zaczęłam szukać Boga; nie wiem, gdzie byłabym dziś bez Niego w sercu. Papież jest szczególnym przykładem dla mnie. Był taki zwyczajny w swojej mądrości, otwartości i wielkości. Myślę, że jego śmierć była dla wielu ludzi momentem nawrócenia. Poza tym kiedyś Jan Paweł II przyśnił mi się. Może to wydać się zabawne, ale poczułam się ważna i kochana. Pamiętam ten sen do dziś i wracam do niego, gdy czasem jest mi ciężko. Papież był cały oddany Maryi, która niewątpliwie prowadziła Go i chroniła podczas całego pontyfikatu.

Potem przyszedł Benedykt XVI, którego też bardzo kocham – chociażby dlatego, że jest taki mądry, że gdy tylko próbuję czytać jego książki, rezygnuję już po pierwszych dwóch stronach. Tak, teraz możesz się trochę pośmiać, a potem zajrzyj do książki Jezus z Nazaretu. Benedykt XVI jest pokorny i zupełnie inny od Jana Pawła II, ale urzeka mnie w nim to, że zawsze trzymał się PRAWDY i pokory, chociaż atakowali go nie raz. Zresztą, ci dwaj papieże się przyjaźnili. Po prostu mam do nich słabość.

A mój ulubiony święty to św. Franciszek z Asyżu i jego zawołanie “Pokój i dobro”.

– Jakie są Twoje plany na przyszłość? Czy myślisz już o kolejnej płycie?

– Oooo nie. Najpierw poczekam, aż zagoją się siniaki, które zebrałam w czasie nagrywania najnowszego albumu, bo ostatnie pół roku  bardzo wiele mnie kosztowało. Pismo Święte mówi, że jeśli chce się służyć Panu, trzeba być gotowym na różne doświadczenia. Prawdopodobnie gdybym wiedziała, ile nadarzy się trudności po drodze, nigdy nie zaczęłabym nagrywać tego krążka. Dzisiaj się cieszę i ufam, że płyta dotknie wielu serc, ale oddaję to wszystko w ręce Boga. Album nagrałam z miłości do Jezusa i Maryi, owoce poznam dopiero w niebie i mam nadzieję, że będę tam miło zaskoczona. Tak naprawdę jednak cała chwała należy się Bogu. Przy trudnościach jest również błogosławieństwo, a ja jestem tylko narzędziem w ręku Pana. Trudności oczyszczają, by intencje serca były czystsze i śpiew piękniejszy…

A moje plany na przyszłość? Kochać, kochać, kochać…

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.