
„Wyobraź sobie sytuację, w której nagle całe Twoje myślenie skupia się na tym, że jesteś w beznadziei. Domyślam się, że prawdopodobnie niektórzy nie muszą tego nawet robić. Dlaczego? Niestety żyłem tym przez lata. Każdego dnia zamiast szukać wyjścia – zagłębiałem się w ciemność.
I nagle, podczas zwyczajnego zajęcia w domu, dotarła do mnie prawda. Pogubiłem się. To doświadczenie spowodowało, że zacząłem szukać. I zamiast błądzić – w końcu odnalazłem się”. W ten sposób Pielgrzym, czyli Tomek Leszczyński, opowiada o swoim projekcie w social mediach.
31 grudnia 2025 roku ukazała się Róża wiatrów, czwarty album Pielgrzyma, który jako Adeste mamy przyjemność obejmować patronatem. O muzyce, miłości, kulisach powstawania płyty, życiowym nawróceniu i poszukiwaniu sensu rozmawiamy z autorem.

Nina Błaszczyk-Szuba: Porozmawiajmy o Twoich początkach muzycznych. Jak to wszystko się zaczęło?
Tomek Leszczyński: Przede wszystkim muzyka była w mojej rodzinie od zawsze. Od małego miałem dostęp do różnego rodzaju muzyki, czy to do zespołu Fasolki, którego słuchałem z płyt lub kaset, czy muzyki chrześcijańskiej w wykonaniu scholi mojej siostry. Czasem wciągał mnie też śpiew organisty podczas mszy świętych, innym razem była to muzyka pop, a potem rap. Kiedy miałem około siedmiu lat, swoją premierę miała Głucha noc Pei. O ile sam utwór miał dla mnie niezrozumiałą treść oraz był wulgarny w swoim przekazie, to polubiłem ten rytm i poczułem jakąś wewnętrzną chęć do tworzenia takiej muzyki.
Lata od 2001 do 2010 były takim poszukiwaniem mojego sposobu na rap. Jeszcze wtedy nie wiedziałem, skąd wziąć instrumentale ani jak poprawnie pisać utwory. Natomiast wiedziałem, że chcę pisać teksty. W tym czasie zacząłem zapoznawać się z teorią muzyki (na tyle, na ile to było możliwe), grą na gitarze czy pisaniem pierwszych piosenek i wierszy. W 2011 roku wrzuciłem do internetu swój utwór, który był… specyficzny, ale nie był to na pewno rap. Potem stworzyłem kolejny i kolejny. Tak stopniowo budowałem warsztat. Niestety, jednocześnie schodziłem coraz głębiej w jakąś dziwną pustkę, smutek. To spowodowało, że w końcu się zbuntowałem. Stwierdziłem, że albo ja się nie nadaję do muzyki, albo coś muszę najpierw u siebie zmienić. Akurat w tym czasie poznałem kilka osób, dołączyłem do wspólnoty i tam stopniowo zacząłem odkrywać, dlaczego tak się u mnie działo z muzyką. Byłem pogubiony.
NBS: Co było dalej? Dlaczego zdecydowałeś się na pseudonim Pielgrzym?
TL: Naturalnym krokiem było odwrócenie się od tego, co ciągnęło mnie w dół. I tak powoli zacząłem odcinać się od źródła problemu. Może to, co powiem, zabrzmi kontrowersyjnie, ale uważajcie, czego słuchacie. Ja przez lata, ze względu na bardzo dużą zabawę głosem oraz warstwę instrumentalną, zajarany byłem rodzajem rapu zwanym psychorapem, przez co nieświadomie chłonąłem także jego treść. Potem usunąłem najczęściej słuchane utwory, takie „top of the top”, które okazały się jednocześnie najbardziej szkodliwe. Po wielu rozmowach i spowiedziach u księdza prowadzącego wspólnotę podjąłem też duchową walkę. Dużo modlitwy, regularna spowiedź i obecność na spotkaniach wspólnoty. Poczucie bycia kimś, gdy wcześniej czułem się… nikim. Taka nowa nadzieja na lepsze jutro.
„Choć nie raz zgubiłem drogę
Pielgrzym, Róża wiatrów
uginając się pod krzyżem
Tyle razy mnie podniosłeś,
to dzięki Tobie żyję
Modlitwa prosto z serca?
Wiem, że Cię nieraz usłyszę
Prawda pisana w wersach,
idę wypełnić mą misję
To róża wiatrów, mój drogowskaz
mam pod Niebem”
To było coś, co skłoniło mnie do zmiany stylu życia, a co za tym idzie – zmiany pseudonimu. Wcześniej z uwagi na nazwisko byłem po prostu znany jako Leszcz. Przez długi czas zastanawiałem się, na jaki pseudonim się zdecydować, ale wybór okazał się bardzo nieoczywisty. Jeszcze pod poprzednią ksywką zacząłem tworzyć album Wieczny pielgrzym ukazujący drogę człowieka jako pielgrzyma od narodzin aż po życie wieczne. W końcu stwierdziłem, że usunę przymiotnik „wieczny” z pseudonimu i zostanie tylko Pielgrzym. Od tamtego momentu co roku wydawałem kolejne płyty: Wieczny pielgrzym (2018), Symetria (2019), Księga Psalmów (2020). To tyle, jeśli chodzi o sam pseudonim, to istotne w kontekście albumu Róża wiatrów, bo w wielu utworach odwołuję się właśnie do tej przeszłości.
NBS: Opowiedz o nowym albumie, jaki jest?
TL: Album prezentuje motyw podróży. Róża wiatrów w nawigacji jest kluczowym oznaczeniem kierunków (północ, południe, wschód, zachód). Aby dokądkolwiek się udać, potrzebujemy znać kierunek drogi. Nasze życie jest tak naprawdę ciągłą podróżą, więc bardzo mocno musimy skupić się na tym, by nie zabłądzić. A przecież my jako Kościół jesteśmy Kościołem pielgrzymującym, czyli zmierzamy do Boga. Na tym motywie oparłem koncepcję płyty. Początkowo miała być to składanka utworów z chrześcijańskim rapem, ale rok po roku zacząłem odkrywać, że za tym albumem musi kryć się większy sens.
Ważnym motywem jest miłość, i to nie tylko ta boska. Także ta ludzka, którą może nam ofiarować tylko ta jedyna, wyjątkowa osoba. Kiedy jesteśmy totalnie zagubieni, a pewnego dnia Bóg obdarza nas konkretnym człowiekiem, trzeba wiedzieć, jak odpowiedzieć na to wezwanie. Ja odpowiedziałem. I dzięki temu wiele z moich dotychczasowych przyzwyczajeń lub barier po prostu pękło. Czysta i bezinteresowna miłość, wsparcie w każdej sytuacji – a co najważniejsze – po prostu trwanie w postanowieniu. Mimo że coś bywało trudne lub nie do końca zrozumiałe. To właśnie zbudowało nie tylko fundament pod album, ale także mnie jako człowieka, zredefiniowało moją osobowość.
NBS: Zdradzisz, jak wyglądały przygotowania do nowej płyty?
TL: Kiedy postanowiłem zacząć tworzyć nowy album, co chwilę piętrzyły się trudności i problemy. Jak nie z doborem instrumentalu, to z napisaniem tekstu. W końcu się zdenerwowałem i stwierdziłem, że „ja więcej pisać chyba nie będę, nie nadaję się!”. Po długiej rozmowie z dziewczyną (a dziś żoną) stwierdziłem, że muszę dać sobie czas i nie nakładać presji. Jakiś czas po tej rozmowie pojechaliśmy do studia i w ciągu kilku miesięcy zostały nagrane pierwsze kawałki.
Kluczowa jest tu data 15 lipca 2021 – wtedy powstały dwa utwory: tytułowa Róża wiatrów oraz Sztorm. Od tej daty można liczyć początek prac nad płytą.
Następnie nagrałem utwory takie jak Nie zatrzymuj się i Dopóki walczysz. Potem przez prawie rok znowu miałem „suche dni”, gdzie nie wiedziałem, jak coś ze sobą zrymować. Wynikało to też z zamieszania, jakie miałem w tym czasie w życiu, od spraw zdrowotnych, kiedy po latach zaniedbań zacząłem dbać o siebie, aż po przygotowania do ślubu oraz różne zmiany w życiu osobistym. W końcu ostatni kawałek został nagrany w 2025 roku, po ponad czterech latach od rozpoczęcia pracy. I w tym samym czasie, gdy finalizowałem pracę nad płytą, nagrałem utwory na następny album.
NBS: Podzielisz się jakąś ciekawostką związaną z Różą wiatrów?
TL: W dniu nagrywania pierwszych kawałków (a konkretnie w utworze Sztorm) zapowiedziałem mojej dziewczynie zamiar zaręczyn! A jak się to wydarzyło? Moja ukochana towarzyszyła mi przy nagrywaniu albumu jako wsparcie, głównie w odsłuchiwaniu, i doradzała, gdy coś było niezbyt wyraźne pod względem dykcji. Pierwsze dwie zwrotki były jej już od dłuższego czasu znane. Natomiast trzecia zwrotka była napisana spontanicznie, gdy siedziała obok mnie. Po nagraniu dwóch zwrotek realizator zapytał, czy nagrywamy trzecią. Kontynuowaliśmy. W słuchawkach nie słyszałem żadnej reakcji ze strony swojej dziewczyny, więc kiedy wróciłem do kabiny realizatora, wytłumaczyłem jej, że ten utwór to forma niespodzianki na zbliżającą się ważną datę w naszym związku.
NBS: Co chciałbyś przekazać odbiorcom, którzy przeczytają ten wywiad i wysłuchają utworów?
TL: Ten album jest prawdopodobnie tym, co sam chciałbym usłyszeć w trudnych momentach. Dlaczego? Bo z osoby, która pisała, aby motywować innych, stałem się „beneficjentem” płyty. Słuchałem tych numerów, by zmotywować się do działania. 23 lutego 2024 roku, w Światowy Dzień Walki z Depresją, wstawiłem na YouTube’a utwór Dopóki walczysz.
Niemal pół roku później otrzymałem bardzo trudne wieści. To spowodowało, że mój zapał do tworzenia muzyki zaczął gasnąć. Chciałem wtedy „schować się w jaskini” i myślałem tylko o tym, co mogę w tej sytuacji zrobić. Zacząłem słuchać od nowa tego, co było nagrane do tej pory. I tak z dnia na dzień, także dzięki wsparciu Boga przez modlitwę oraz dzięki wsparciu mojej żony, zacząłem walczyć, zdałem sobie sprawę, że nigdy nie jestem i nie będę sam. To jest przesłanie, którym chcę się dzisiaj podzielić z innymi.
Album Róża wiatrów możecie kupić tutaj: https://sferarecords.pl/kup/roza-wiatrow/
A tutaj znajdziecie miejsca Pielgrzyma w internecie:
