Adeste

Adeste jest za darmo i bez reklam
Utrzymują nas tacy czytelnicy jak Ty.

Wesprzyj
Miesięcznik marzec 2020, Społeczeństwo

Pornografia: przemysł i feminizm

magazine cover

pixabay.com

Nie wiadomo do końca, ile jest wart, kto dokładnie za nim stoi, a często także, czy respektuje prawa zatrudnionych osób. Coraz więcej ludzi zaczyna jednak rozumieć, że przemysł pornograficzny jest realnym zagrożeniem dla europejskich społeczeństw.

W ostatnim wydaniu miesięcznika „Adeste” poświęciłem artykuł problemowi pornografii – jej szkodliwemu wpływowi nie tylko na dzieci, ale również na osoby pełnoletnie. Powodów, dla których warto nie oglądać takich filmów, jest wiele. Długo wymieniać można by szkody, jakie ponosi przez nią zarówno widz, jak i całe społeczeństwo: od mniejszej trwałości związków po eskalację przemocy wobec kobiet. Jeszcze innym aspektem pozostają powiązania przemysłu seksualnego z nielegalnym handlem ludźmi, a także uwłaczające ludzkiej godności warunki pracy aktorek.

Pieniądze

Zacznijmy jednak od aspektu finansowego: jak duży jest biznes, o którym tu mówimy? Trudno faktycznie udzielić satysfakcjonującej odpowiedzi, nie ma po prostu spójnych danych, na których można by oprzeć wyliczenia. Większość biur i urzędów statystycznych nie stara się nawet wyodrębnić pornografii w swoich kalkulacjach, zaliczając ją po prostu do show biznesu.

Jeżeli już ktoś zdecyduje się na podanie konkretnych liczb, rozbieżności okazują się ogromne. Poważna stacja telewizyjna, jaką jest CNBC, podała na przykład swego czasu, że roczny przychód branży porno wynosi 97 miliardów dolarów. Dawałoby to jakieś trzy tysiące na sekundę i czyniło tę branżę bardziej dochodową niż całe Hollywood. Liczby te okazują się jednak poważnym przeszacowaniem.

Wystarczy zauważyć, że uznawana za największego gracza na tym rynku firma MindGeek (właściciel portalu PornHub, ale i wielu innych stron o podobnym profilu) wygenerowała w 2015 roku „jedynie” niecałe pół miliarda dolarów obrotu. Trudno sobie wyobrazić, aby inne, pomniejsze firmy, mogły wypełnić brakującą różnicę (por. Zych A., Branża pornograficzna. Ile tak naprawdę jest warta? [w:] opornografii.pl). Wyolbrzymianie znaczenia branży pornograficznej można zatem uważać za rodzaj poszukiwania taniej sensacji. Co jednak nie oznacza, że nie stanowi ona poważnego problemu.

Kobieta w branży porno

Aktorki i aktorzy porno umierają młodo. Dość głośnym echem odbiła się sprawa Caroline Berger, która zmarła w 2011 roku, mając dwadzieścia trzy lata. Bezpośrednią przyczyną było zniszczenie mózgu spowodowane operacją plastyczną. Wstrzyknięto jej 800 g silikonu, czego organizm nie zdołał wytrzymać. Nie jest to przypadek odosobniony. W internecie dostępna jest lista zmarłych gwiazd porno, gdzie przy każdym nazwisku podano datę i przyczynę zgonu. Niepokojąco często pojawia się tam samobójstwo, przedawkowanie czy AIDS.

Warunki pracy również nie należą do dogodnych: zgodnie z badaniami, które cytowałem w poprzedniej części tego cyklu, przemoc fizyczna pojawia się w około 90% scen, natomiast przemoc słowna – w niemal połowie. Okazuje się, że występują ogromne różnice między płciami. Aż 97% wszystkich uderzeń otrzymują w tego typu filmach kobiety. Również w ich kierunku najczęściej kierowane są wulgaryzmy.

Przy licznych ranach na ciele nietrudno o zakażenie wirusem HIV, rzeżączką czy chlamydią. Nie bez szkody pozostaje psychika. Ogromny nacisk kładzie się na przykład na zachowanie fizycznej atrakcyjności za wszelką cenę. Presja ta staje się najsilniejsza po kilku latach pracy, gdy w internecie są dostępne nagrania sprzed jakiegoś czasu, z okresu największej atrakcyjności.

Gospodarka i handel ludźmi

Co zatem sprawia, że tak wiele kobiet decyduje się na wejście w ten system? Niemal wszystkie zgodnie odpowiadają, że przynajmniej początkowo zależało im na pieniądzach. Pensje faktycznie mogą być kuszące: w Stanach osiągają od kilku do kilkunastu tysięcy dolarów za występ, w zależności od rodzaju nagrania. Oznacza to, że zgadzając się na nie, dziewczyna może zarobić nawet pięćdziesiąt razy więcej, niż gdyby pracowała przez ten czas w McDonaldzie (por. Reist M., Bray A. (red.), Big Porn, 2011).

Dla wielu z nich udział w filmach pornograficznych staje się więc ratunkiem w problemach finansowych. Nie bez winy jest więc na pewno amerykański system ekonomiczny, w którym praktycznie nie ma opieki społecznej, a pesymistyczna diagnoza lekarska często prowadzi do bankructwa. W USA problem ten dotyczy często również imigrantów, którzy nie potrafią znaleźć innych źródeł utrzymania.

Inną gałęzią tego problemu jest handel ludźmi. International Labour Organisation w raporcie za rok 2016 podała, że 4,8 miliona osób było ofiarami wyzysku seksualnego (rozumianego naturalnie szerzej niż jedynie jako pornografia). To jedna piąta wszystkich ofiar handlu ludźmi (human trafficking). Aż 70% przypadków tego procederu zarejestrowano w Azji i w rejonie Pacyfiku. Następna jest Europa wraz z Azją Centralną (14%). Na końcu natomiast plasują się obie Ameryki oraz kraje arabskie (kolejno 4 i 1%). Niemal wszystkie ofiary to kobiety, niektóre zaangażowane w ten biznes już jako dzieci.

Koreluje to z danymi, wedle których większość aktorek pornograficznych była w dzieciństwie molestowana (Nadon S. i inni, Antecedents to Prostitution: Childhood Victimization, 1998). Działalność w branży seksualnej, jak zauważają niektórzy psychologowie, jest kontynuacją tego wykorzystywania. Osoby te zgadzają się na poniżające traktowanie tylko dlatego, że nie miały nigdy możliwości wyrobienia sobie właściwego pojęcia o seksualności.

Branży pornograficznej nie należy wiązać jednak bezpośrednio z tymi danymi. Producenci pornografii są często właścicielami zarejestrowanych firm, do których aktorki zgłaszają się dobrowolnie. Na pewno część dziewcząt i kobiet jest zmuszanych do udziału w nagraniach, trudno jednak ustalić, jaki dokładnie jest to odsetek, ponieważ znowu brakuje wiarygodnych danych. Jakkolwiek twierdzenie, że handel ludźmi jest typowy dla całej branży, byłoby niewłaściwą generalizacją.

Feminizm antypornograficzny

Jako że głównymi i bezpośrednimi poszkodowanymi przez branżę porno są kobiety, nie ma co się dziwić, że dość szybko głos podniosły feministyczne działaczki. Środowiska lewicowe są jednak w tej kwestii mocno podzielone. Nie wszystkie feministki zgadzają się, że pornografia jest szkodliwa dla samych kobiet. Te, które tak sądzą, wskazują, że bogata w przemoc pornografia staje się „strukturalną bronią ustroju patriarchalnego”, która utrwala przedmiotowe postrzeganie kobiet (por. Reist M., Bray A. (red.), Big Porn, 2011).

Niektóre podkreślają także, że jak kiedyś mieliśmy do czynienia z alienacją robotnika, na co zwracał uwagę Karol Marks, tak obecnie dochodzi do alienacji prostytutki. Proces ten, zdaniem Marksa, miał polegać na tym, że dziewiętnastowieczny robotnik, pracując w ogromnej fabryce, nie miał żadnego wpływu ani na warunki swojej pracy, ani na to, co wytwarzał i co się z tym produktem później stało. Podobnie kobiety zarabiające własnym ciałem, które dawniej trudniły się prostytucją, dziś nie mają większego wpływu ani na warunki pracy, ani też na to, gdzie trafią później ich nagrania.

Feministki oponują nie tylko przeciwko samej pornografii, lecz także przeciw wszelkim formom prostytucji, jak na przykład kluby ze striptizem. Zauważają między nimi wiele powiązań: nie tylko w przedmiotowym sposobie traktowania kobiet, lecz również w sferze finansowej. Właściciele stron i wytwórni pornograficznych prowadzą często takie kluby jako przybudówkę do swojego biznesu. Tancerki w nich zatrudnione w wielu przypadkach stają się później aktorkami filmów porno.

Tymczasem amerykańskie Biuro Analiz Biznesowych przyznało w raporcie z 2009 roku, że striptiz jest w rzeczywistości „brutalnym i traumatycznym sposobem pracy, przepełnionym przemocą seksualną, werbalną i fizyczną, który wykorzystuje pracujące w nim kobiety”. Problemem naszej epoki jest ogólna seksualizacja całego społeczeństwa. Dotyczy to nawet branży marketingowej, która pokazując wyidealizowane ciała, kształtuje nieosiągalny wzorzec i wypacza rozumienie ideałów kobiecości oraz męskości (por. Kilbourne J., The dangerous way ads see women [w:] youtube.com).

Delegalizacja?

Metodą nie są jednak usilne próby blokowania treści pornograficznych, których niepowodzenie z góry można przewidzieć. Jakiś czas temu na przykład media obiegła informacja, że Ministerstwo Cyfryzacji przygotowuje taką właśnie blokadę, mającą ograniczać dostęp do pornografii. Wydawałoby się, że jest to inicjatywa słuszna, gdyby nie fakt, że nawet jeżeli takie przepisy weszłyby w życie, pozostawałyby martwe. To dlatego, że nie istnieją właściwie metody cenzury internetu, których nie dałoby się obejść za pomocą prostej w użyciu sieci TOR lub VPN.

Jedynym skutecznym sposobem byłoby dotarcie do właścicieli serwerów i nakazanie im usunięcia danych materiałów – ci jednak znajdują się najczęściej daleko poza obszarem polskiej jurysdykcji. Można więc jedynie zakazać nagrywania czy rozpowszechniania pornografii na terenie Rzeczypospolitej. Ale i to rozwiązanie budzi sporo wątpliwości: biznes przeniósłby się prawdopodobnie do podziemia, z czasem przybierając pewnie zabarwienie mafijne.

Władze Islandii przed dekadą zakazały działalności klubom ze striptizem. Uzasadniając tę decyzję, lewicowa premier Jóhanna Sigurðardóttir, która otwarcie określa się jako lesbijka, stwierdziła: „Kraje nordyckie dążą do równego traktowania kobiet, postrzegając je jako równych obywateli, a nie towar przeznaczony na sprzedaż”. Ustawa została przyjęta bez choćby jednego głosu sprzeciwu.

Tym samym Islandia stała się drugim europejskim państwem (obok Watykanu), które zakazało tego typu działalności. Jak nietrudno się spodziewać, nielegalnie nadal działają pojedyncze lokale (Benjamin G., Twenty Thousand ISK Gets You An Illegal Strip Dance [w:] grapevine.is), można zatem spierać się o zasadność takiego posunięcia prawnego. Delegalizacja pozostaje więc zagadnieniem do szerszej dyskusji.

Prawica ma pole do popisu

Niezależnie od tego, czy zdecydujemy się na delegalizację pornografii, czy szerzej rozumianej branży seksualnej, ogromnie ważnym zadaniem pozostaje uświadamianie. Nie powinniśmy dopuścić, aby pornografia stała się w świadomości Polaków czymś normalnym. W tym miejscu znów warto, aby prawicowi działacze uderzyli się w pierś i zapytali, co tak naprawdę robią w tej materii. Działalność feministyczna w tym zakresie bardzo łatwo została oddana na wyłączność lewicowym aktywistkom. Dlaczego nie ma woli do walki ramię w ramię, jeśli (mimo być może różnych motywacji) powinniśmy mieć wspólny cel?

Jest to teren, na którym katolicy mogliby się wykazać, a jednak ograniczają się najczęściej jedynie do umoralniających frazesów. Katolicki feminizm jest możliwy, czego dowodzi między innymi Laura Korzeniowska swym artykułem w tym (30.) numerze miesięcznika „Adeste”. Tym bardziej więc tematy takie, jak pornografia czy ogólna seksualizacja społeczeństwa, powinny być aktywnie poruszane.

Częstym błędem katolików wydaje się sprowadzanie dyskusji wyłącznie do poziomu przykazań i wartości. To oczywiście poziom niezwykle ważny, ale – umówmy się – cnota czystości dla współczesnego Kowalskiego nie znaczy zbyt wiele. Całe szczęście, że moralność katolicka jest w wielu aspektach uniwersalna i do swojego uzasadnienia nie potrzebuje religii. Tak jest i w tym przypadku: argumentację wystarczy oprzeć na kilku rzeczowych danych i zdrowym rozsądku. Najlepiej potwierdza to fakt, że niektóre feministki, nie opierając się przecież na nauce Kościoła, doszły do podobnych wniosków.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

O autorze

Od św. Franciszka uczy się zachwytu nad istnieniem i Stwórcą, od św. Ignacego – dostrzegania w każdej idei cząstki Prawdy, od mnichów natomiast prostoty i milczenia. Większość życia spędza nad filozofią i literaturą. Czasem tworzy.
Zapisz się na newsletter i bądź na bieżąco

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta witryna jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej Polityka prywatności oraz Warunki korzystania z usług Google.

Weryfikacja reCAPTCHA wygasła. Odśwież stronę.