adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj
Wiara

Po Namyśle: Jak znieść akolitki w procesji wejścia?

„Papież Franciszek zezwolił na dopuszczenie do posług lektoratu i akolitatu kobiety!” – gruchnęła wstrząsająca wieść wprost z Watykanu. Ale o co tyle szumu? Mało to kobiet czyta czytania w kościele? Ministrantki to takie niesłychane zjawisko?

Bardziej postępowe frakcje w Kościele święcą triumfy, dostrzegając w tym wydarzeniu szansę na kapłaństwo kobiet. Z kolei bardziej przywiązani do tradycji konserwatyści wieszczą kolejną katastrofę Kościoła posoborowego, dopatrując się ryzyka forsowania kapłaństwa kobiet. Jakie mogą być bliższe i dalsze reperkusje decyzji papieża?

Święcenia niższe i posługi

Przed reformą Soboru Watykańskiego II istniał podział na święcenia niższe i wyższe. Pierwszym ze święceń niższych był ostiariat – ostiariusz pełnił funkcje, które obecnie można przypisać kościelnemu lub zakrystianowi. Zaliczyć do nich można na przykład otwieranie kościoła czy dzwonienie na nabożeństwa. Drugim był lektorat, obecny do dziś. Trzecim z kolei był egzorcystat – pierwotnie egzorcyści zajmowali się pomocą katechumenom. Przygotowywali ich do przyjęcia pierwszego sakramentu poprzez odmawianie nad nimi modlitw o odejście szatana oraz asystowali przy ich chrzcie. Dość szybko, bo już w V w., posługa ta straciła na znaczeniu, kiedy zadania egzorcystów przejęli duchowni wyższych święceń. Natomiast czwartym był akolitat.

Piątym stopniem były święcenia subdiakonatu. Najpierw były zaliczane do święceń niższych. Później, ze względu na obowiązek celibatu, odmawiania brewiarza i bezpośrednią posługę przy ołtarzu, włączono je do święceń wyższych, choć nie były to święcenia sakramentalne.

W 1972 r. papież Paweł VI wydał list apostolski w formie motu proprio Ministeria quaedam, na mocy którego święcenia niższe oraz subdiakonat zreformowano. Odtąd święcenia te miały nazywać się ustanowieniami, a z pierwszych pięciu stopni pozostawiono jedynie drugi oraz czwarty – lektorat i akolitat. Miały one odtąd być dostępne także dla kandydatów spoza formacji seminaryjnej.

Lektorat i akolitat

W liturgii lektor ma pierwszeństwo w odczytywaniu czytań. Pod nieobecność psałterzysty śpiewa psalm, a pod nieobecność diakona może podawać intencje modlitwy powszechnej oraz uroczyście wnieść ewangeliarz w procesji wejścia. W mszach recytowanych odczytuje z mszału antyfony przepisane na daną mszę. Funkcje lektora nie ograniczają się jednakże do obrzędów liturgicznych. Powinien on pomagać przy katechizowaniu osób, które chcą przyjąć poszczególne sakramenty, oraz w przygotowywaniu wiernych do wykonywania czytań podczas mszy.

Akolita natomiast jest pierwszym spośród świeckich posługujących przy ołtarzu. Do jego zadań podczas mszy należą: niesienie krzyża w procesji wejścia, podawanie księgi i przygotowywanie ołtarza. Zanosi kielich na ołtarz, rozkłada bieliznę kielichową, pomaga w przyjmowaniu darów, podaje kapłanowi patenę z chlebem oraz asystuje przy nakładaniu kadzidła i okadzaniu darów, krzyża i ołtarza. Pod nieobecność diakona okadza kapłana oraz lud, puryfikuje naczynia i zabiera je z ołtarza. Jako nadzwyczajny szafarz komunii świętej może ją rozdzielać, gdy zachodzi taka potrzeba. Wolno mu również wystawić Najświętszy Sakrament do adoracji, lecz nie może nim błogosławić. Na mszach świętych w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego może także zastępować subdiakona. Nie wykonuje wtedy wszystkich jego funkcji, nie zakłada również manipularza. Poza liturgią ma on dbać o sprzęt liturgiczny i o przygotowanie tych, którzy służą przy ołtarzu. Ma się również troszczyć o słabych oraz chorych, pełniąc dzieła miłosierdzia.

Oprócz tego lektorzy i akolici mogą prowadzić czuwanie przy zmarłym, ceremonię pogrzebu oraz stację w jego domu. Ponadto uprawnieni są do błogosławieństwa pokarmów w Wielką Sobotę oraz – co ciekawe – maszyn rolniczych. Warto zaznaczyć, że nie ma obowiązku, aby byli oni opłacani przez parafie za swoją posługę. Zależy to jedynie od dobrej woli duchownych.

„Lektorat” i „akolitat”

„Prowizorki są najtrwalsze”, jak stare przysłowie pszczół mówi. Większość ministrantów w wieku niegdyś zwanym gimnazjalnym jest święcie przekonana, że są lektorami, wszak to im powiedzieli księża na kursie. Przecież czytają czytania i mają alby! Z kolei w wielu parafiach kobiety czytają – czyż nie są lektorkami? „Cały czas przecież ustanawiani są lektorzy, wystarczy zapisać się na kurs. Ja sam posługę lektoratu otrzymałem jakoś w ósmej klasie…” – usłyszałem kiedyś od pewnego kapłana w wieku okołoemerytalnym, z którym zdarzyło mi się rozmawiać o ogólnej sytuacji w Kościele.

„Nie ma potrzeby ustanawiania akolitów w diecezji” – odpowiadają biskupi pytani o tę posługę. Nie przeszkadza im to produkować rocznie setek nadzwyczajnych szafarzy komunii świętej. Jak prawnie wyglądają możliwości NSKŚ-a? O tym można przeczytać w instrukcji Konferencji Episkopatu Polski. Jeśli podczas mszy świętej jest naprawdę dużo ludzi, ministrant z odpowiednimi uprawnieniami – będący na mszy od początku – czeka, aż ksiądz wręczy mu naczynie z Ciałem Pańskim. Po zakończeniu rozdzielania Komunii oddaje to naczynie księdzu, który zanosi je do tabernakulum. Dodatkowo może chodzić z Komunią do chorych. Kropka.

Teraz przyjrzyjmy się jeszcze raz przytoczonej powyżej liście przywilejów i obowiązków, które wynikają z samej istoty posługi. Wydaje się szersza. I – tak! – znajdują się na niej czynności, które może wykonać każdy ministrant. Wlicza się do nich przygotowanie ołtarza czy wręczenie kapłanowi pateny z chlebem. Ale na przykład puryfikować naczyń mszalnych szafarzom nadzwyczajnym, którzy nie są akolitami, już nie wolno. Tabernakulum nie ruszają poza wyjątkowymi sytuacjami. I bynajmniej nie ma konieczności, żeby komunikowali na każdej mszy, kiedy na przykład jest raptem kilkanaście osób. Na tym w pewnym sensie polega przymiotnik „nadzwyczajny” – posługują nadzwyczajnie, w sytuacjach nadzwyczajnych.

A tymczasem na losowej mszy – czy niedzielnej, czy w tygodniu, niezależnie od liczby osób w kościele – w okolicy Agnus Dei wyskakuje z zakrystii taki delikwent, przynosi cyboria z tabernakulum, podczas komunii wciera partykuły w czoła lub czapki dzieci, symulując kapłańskie błogosławieństwo, zanosi cyboria do tabernakulum, po czym puryfikuje te puste. Oczywiście to jest kompilacja z gatunku „jak nie wykonywać posługi”, natomiast standardowo podczas mszy występuje co najmniej kilka z wymienionych. Do tego prezbiterzy sami często przyzwalają na to, migając się od udzielania Komunii w koncelebrze, bo „przecież są szafarze”.

Priorytety biskupów

Zaledwie dwa dni po liście papieża Franciszka do Ludwika kardynała Ladarii, prefekta Kongregacji Nauki Wiary, dotyczącego udzielania posług lektoratu i akolitatu kobietom, pojawiła się wypowiedź biskupa Adama Bałabucha, przewodniczącego Komisji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów KEP, że „nasza Komisja Liturgiczna zajmie się sprawą w najbliższym możliwym czasie”. Nie wiem, co o tej wypowiedzi sądzić. Warto byłoby przyjrzeć się, jak komisji idzie tłumaczenie trzeciego wydania mszału rzymskiego, promulgowanego w 2002 (sic!) roku, a nieznacznie poprawionego i uzupełnionego w 2008. Od początku ubiegłej dekady swoimi tłumaczeniami posługują się choćby kraje anglojęzyczne (afrykańskie również) oraz Rosja. Na Ukrainie również został już wydany, w 2012 r. Tymczasem Polska najwyraźniej jest „dziesięć lat za…”.

A może przyjrzyjmy się postępom biskupów we wprowadzaniu lektorów i akolitów pozaseminaryjnych wśród mężczyzn. Jest to wszakże możliwe od 1972 r. Od niemal półwiecza! Tymczasem diecezje udzielające tych posług można policzyć na palcach jednej ręki. Zresztą pisałem o tym w swoim tekście Po Namyśle: Pozwólcie dorosłym przychodzić do mnie („Adeste” 11/2020). Nawet wśród wytycznych tych kilku pobożniejszych diecezji pojawiają się kwiatki w stylu „kandydat na akolitę musi przez co najmniej trzy lata być nadzwyczajnym szafarzem komunii świętej”. Jest to wymóg zbliżony do: „kandydat na męża musi mieć co najmniej troje nieślubnych dzieci”, co jest absurdem.

Zobacz też:   Ja i Ojciec

„Niewielka popularność tych posług [lektoratu i akolitatu wśród mężczyzn – przyp. KJN] nie wynika z opieszałości w reformach kościelnych, ale jest to uzależnione także od stanu świadomości eklezjalnej ogółu wiernych, co w naszym kraju ma swoje konkretne ukształtowanie” – kontynuował biskup Bałabuch. Obawiam się, że niewielka popularność tych posług wynika raczej ze zbytniej klerykalizacji Kościoła oraz nikłej świadomości części duchownych tego, jak istotne są te posługi, oraz jest uzależniona od przywiązania do rozwiązań prowizorycznych.

Zachodzi zatem prawdopodobieństwo, że „najbliższy możliwy termin” bynajmniej nie oznacza, iż możemy spodziewać się lektorek i akolitek lada dzień w naszych prezbiteriach, ale że naczekamy się na to zjawisko dłużej niż na termin wizyty u specjalisty w ramach NFZ.

Problem tradycji

W Ministeria quaedam czytamy: „VII. Urząd lektora i akolity według czcigodnej tradycji Kościoła jest zastrzeżony mężczyznom”. Tylko co to właściwie znaczy, że tradycję można nazwać czcigodną? Czy kładzenie sianka pod obrus w Wigilię można nazwać tradycją czcigodną? Nie sądzę. Czy celibat duchownych łacińskich można nazwać tradycją czcigodną? Prawdopodobnie prędzej, ale wciąż niekoniecznie. Skąd zatem takie określenie w papieskim dokumencie?

Kobiety nigdy nie pełniły posług liturgicznych w Kościele. Owszem, istniała instytucja diakonisy (polecam tekst Katarzyny Mich Zapomniana posługa kobiet – o diakonisach na wschodzie i zachodzie – „Adeste” 10/2020), ich rola jednak ograniczała się do asystowania podczas chrztu kobiet, zanoszenia chorym kobietom komunii świętej oraz pełnienia uczynków miłosierdzia. Przed reformą liturgiczną w sytuacji braku ministranta przedstawicielka płci żeńskiej mogła, owszem, odpowiadać kapłanowi, choćby podczas modlitw u stopni, ale już nie mogła posługiwać mu w prezbiterium.

Czy papież mógł dokonać takiej zmiany? Oczywiście, że tak! Szczególnie że w samym liście zaznaczył, że to jedynie tradycja venerabilis, czyli tylko czcigodna, a nie veneranda, czyli taka, która musi być przestrzegana. Według papieża „może ona być uznana za prawomocną i tak było przez długi czas; nie ma ona jednak charakteru wiążącego”. Spoglądając zatem na Watykan, można odnieść wrażenie, że tradycje, nawet te czcigodne, nie są już przez hierarchów traktowane jako „rozwiązania problemów, o których przestano pamiętać, że rozwiązywały problemy”, jak głosi anegdotyczna definicja tradycji. Można wręcz dostrzec, że zaczęły być traktowane bardziej jako problemy same w sobie, które trzeba bezzwłocznie eradykować.

Czy otwiera to furtkę do święceń kapłańskich kobiet? Raczej nie, biorąc pod uwagę fakt, że sam papież przypomniał, powołując się na nauczanie św. Jana Pawła Wielkiego w Ordinatio sacerdotalis, że Kościół „nie ma żadnej władzy udzielania święceń kapłańskich kobietom”. Choć warto zaznaczyć, że święcenia diakonatu nie są święceniami kapłańskimi. A już kilka razy zbierały się w Watykanie komisje, które miały zbadać zasadność diakonatu kobiet i możliwość jego wprowadzenia.

Kościół żeńskokatolicki

Już teraz w kościołach można dostrzec wyraźną dysproporcję w obecności kobiet i mężczyzn, zwłaszcza na mszach w tygodniu. Róże różańcowe męskie również należą do rzadkości. W nieministranckich wspólnotach młodzieżowych również dziewczęta zazwyczaj stanowią większość. „Lektorki” (w znaczeniu dorosłych czytających kobiet) również są bardziej popularne. Opisany stan rzeczy pozwala sądzić, że dorośli mężczyźni nie są szczególnie przekonani do tej formy posługi.

Z drugiej strony rosnącą popularnością cieszy się pośród młodych mężczyzn duchowość tradycyjna, związana z mszami trydenckimi. Tam zaś można dostrzec dysproporcję odwrotną do tej na nowych mszach w tygodniu, o czym pisałem na początku poprzedniego akapitu. W tym kontekście szczególnie smuci fakt, że w wielu polskich diecezjach nie zostały jeszcze utworzone duszpasterstwa, które dbałyby o stałą formację tych przyszłych mężów i ojców. Tworzą się też różne męskie wspólnoty odwołujące się do etosu wojownika. Osobiście nie jestem fanem, ale niektórym widocznie taka duchowość odpowiada.

W Polsce na szczęście zjawisko dziewczyn ministrantek należy do rzadkości. Dlaczego „na szczęście”? W znaczącej większości przypadków dokooptowanie dziewczyn do męskiego grona wspólnoty ministranckiej powoduje, że jeszcze trudniej o powołania do służby. A ci, którzy służyli dotychczas, zaczynają odchodzić. Dzieje się tak z różnych względów, także psychologicznych.

Chłopcy będący w tym samym wieku co dziewczynki są zasadniczo mniej dojrzali. Ponadto przyswajanie pewnych umiejętności oraz wiedzy przychodzi im z nieco większym trudem niż dziewczynkom. Powoduje to, że zniechęcają się i rezygnują. Do tego dochodzi odebranie im w zasadzie jedynej możliwości tworzenia typowo męskich relacji, wszak szkoły są koedukacyjne, i czerpania męskich wzorców. Najczęściej kiedy braki ministrantów próbuje uzupełniać się dziewczynkami, prowadzi to do ostatecznego rozpadu dotychczasowej wspólnoty. Wtedy przy ołtarzu pozostają wyłącznie ministrantki.

Katastrofalne skutki czy szansa?

Duży wpływ zachodnich biskupów na decyzję papieża wydaje się tak naprawdę ich przyznaniem się do porażki w formowaniu młodych mężczyzn. Nie brak również opinii, że ma to służyć podtrzymaniu iluzji zaangażowania świeckich w posługę przy ołtarzu w ramach nie najlepiej rozumianego participatio actuosa – aktywnego uczestnictwa. Już teraz na Zachodzie mamy do czynienia z tak zwanymi asystentkami pastoralnymi. Kobiety te nieraz przebierają się w szaty kapłańskie (sic!) i przewodniczą „nabożeństwom Słowa Bożego z Komunią Świętą” w ramach deficytu kapłanów. W USA natomiast funkcjonuje stereotyp Susan from parish council. Jest to rozemocjonowana członkini rady parafialnej, szafarka nadzwyczajna, która jest „nieco” na bakier z nauczaniem Kościoła (na przykład w sprawie aborcji), ale nie przeszkadza jej to w pokazywaniu wszem i wobec swojego zaangażowania w życie i działalność parafii.

W Polsce większość kobiet wydaje się akceptować fakt, że nie posługują przy ołtarzu. Te, które najintensywniej o to walczyły, zazwyczaj wywodzą się z mocno progresywnego skrzydła Kościoła. Obecnie słowa poparcia dla swoich działań otrzymały od samego papieża. Jeśli polscy biskupi pójdą w tę stronę, dla naszego kraju najprawdopodobniej może oznaczać to jeszcze pewniejsze podążanie ścieżką katolicyzmu na Zachodzie.

W mojej opinii tą decyzją otworzono puszkę Pandory. Nie sposób przewidzieć, w którą stronę potoczą się konsekwencje tego ruchu papieża. A może faktycznie taka jest potrzeba etapu i rzeczywiście wyda ona dobre owoce, które trudno jest mi przewidzieć ze względu na mój niezbyt przychylny punkt widzenia? Na przykład doprowadzi do drgnięcia ustanawiania akolitów i lektorów, aby wreszcie było ich znacząco więcej niż prezbiterów? Czas pokaże.

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.