adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj
Miesięcznik, Wiara

Nie tylko Dekalog

Przywykliśmy do tradycyjnego rachunku sumienia na podstawie Dekalogu. Uczono nas, że jest on jedynym albo najważniejszym wyznacznikiem moralności chrześcijańskiej. Czy aby na pewno tak jest?

Nie. Dekalog, choć bardzo ważny, nie stanowi jedynego punktu odniesienia dla chrześcijanina. Może być co najwyżej punktem wyjścia, podstawą, na której buduje się życie moralne wierzących, pewnym minimum – jakże trudnym szczególnie dziś. Należy jednak od Dekalogu przejść do Kazania na Górze, które ukazuje pełnię chrześcijańskiej postawy. Święty Augustyn, za którego myślą będziemy podążać, zaznacza, że „w nim zawarte są wszelkie przykazania odnoszące się do ukształtowania życia” (O kazaniu Pana na Górze, [w:] O kazaniu Pana na Górze. Do Symplicjana o różnych problemach. Problemy ewangeliczne, Warszawa, 1991, s. 21).

Skrzywiona moralność?

Pokrótce. Przywykliśmy do myślenia o moralności jako zbiorze nakazów i zakazów. Powinność – oto słowo klucz, które wpajano nam i nadal się wpaja jako wyznacznik życia moralnego. Mamy powinności, winniśmy coś robić, a czegoś nam nie wolno czynić. W historii myśli teologicznej doszło nawet do tego, że moralności naucza się w oderwaniu od duchowości. Tym sposobem całe pokolenia żyły pod pręgierzem zakazów i nakazów; całe pokolenia nigdy nie usłyszały – i wciąż nie słyszą – że ich życie moralne mają kształtować błogosławieństwa, a nie groźby. Dlaczego tak się stało?

Odkąd doktrynę moralną Kościoła zaczęto budować na Dekalogu, Kazanie na Górze niejako zepchnięto w kąt, a nawet więcej – wyrzucono je poza nawias moralności chrześcijańskiej. Tym sposobem pojawiła się realna groźba (nie chcę tu oceniać, czy i na ile spełniona) popadnięcia w mentalność i kategorie starotestamentalne dawnej sprawiedliwości opartej na ścisłym trzymaniu się litery prawa, mnożeniu nakazów i zakazów, a według której karą za grzech była śmierć. Niestety ten efekt dawnej sprawiedliwości, życia pod pręgierzem prawa ma się w Kościele wciąż bardzo dobrze. Bardzo powoli zaczyna się to odbijać ogromną czkawką, bowiem opieranie się na samym Dekalogu oderwanym od reszty nauczania moralnego zawartego w Piśmie Świętym może z czasem przybrać formę pewnej subiektywnej lub nawet obiektywnie istniejącej opresji, którą odczuwają słuchacze Słowa. Jak temu zaradzić?

Zobacz też:   Wielki Wtorek

Co jest na początku moralności?

Dominikanin, o. Servais T. Pinckaers w swoich Źródłach moralności chrześcijańskiej, omawiając spojrzenie św. Augustyna, stwierdza, że zacząłby on od ustalenia, co tak naprawdę jest początkiem moralności – pytanie o powinność czy raczej o szczęście. Jeżeli źródło stanowi pytanie o powinność, to dochodzimy do momentu, w którym moralność odrywa się od duchowości, stając się suchym, zewnętrznym (a więc takim, przed którym człowiek intuicyjnie zaczyna się bronić) zbiorem nakazów i zakazów. Kazanie na Górze nie będzie mogło zostać w taką moralność włączone, ponieważ nauczanie Jezusa w nim zawarte zbyt głęboko przenika człowieka, wykraczając daleko poza powinnościową mentalność.

Jak bardzo głęboko przenika człowieka? Ci, którzy słuchali tego kazania, zdumiewali się, „uczył ich bowiem jak ten, który ma władzę, a nie jak uczeni w Piśmie” (Mt 7,29). Jezus daje obietnicę szczęścia tam, gdzie my po ludzku najmniej się tego spodziewamy – w sytuacjach, z których najchętniej byśmy uciekli i nie wracali do nich nawet wspomnieniami. A On właśnie wtedy mówi: „błogosławieni”!

To tylko fragment tekstu, który ukazał się w 28. numerze Miesięcznika Adeste.

Jeżeli podoba Ci się to, co robimy – kliknij w poniższy przycisk aby dowiedzieć się, jak możesz nam pomóc w rozwoju!

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.