adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj
Społeczeństwo

Nadzieja – zapomniana cnota

Nadzieja nie jest czymś, co nam się przydarza bez naszej woli, ale tym, czego możemy się uczyć i powinniśmy w sobie kształtować. Jednak nadzieja to trudna sztuka. Co trzeba wiedzieć, by podjąć się pracy nad nią?

Nadzieja to cnota zaniedbana. Dużo możemy usłyszeć o wierze w świecie, który ją traci, gdyż kontrast pomiędzy tymi, którzy ją posiadają, a tymi, którzy ją tracą, powiększa się. Dużo możemy usłyszeć o miłości, chociaż bardzo często o miłości, jako o uczuciu (łac. „amor”) lub jako o wyrazie bycia bliżej niezdefiniowanym „dobrym człowiekiem”, ale nie o bezinteresownej, ofiarnej miłości na wzór Jezusa (łac. „caritas”, gr. „agape”). Gdybyśmy mieli z szumu informacyjnego, jaki nas otacza, wyłowić trzecią naczelną cnotę, którą ma posiadać człowiek, nigdy byśmy nie wpadli na to, że jest to nadzieja. Prędzej być może „wolność”, cokolwiek ona miałaby znaczyć, w każdym razie więcej się o niej mówi, niż o nadziei. Dlatego nadzieja jest jakby zapomnianą cnotą i niestety konsekwencje tego stanu łatwo zaobserwować wokół nas.

Omawiając swoją teorię cnót Arystoteles uczy nas, że nieustannie podlegamy ryzyku popadania w kuszące skrajności. Mówi na przykład, że męstwo nie jest zaledwie przeciwieństwem tchórzostwa, ale jest mądrą drogą biegnącą środkiem pomiędzy skrajnościami tchórzostwa i brawury. Nadmiar cnoty może być jej wykrzywieniem w tym samym stopniu, co jej niedostatek. Trzeba wiedzieć, kiedy dzielnie stanąć do walki i kiedy mądrym jest się z niej wycofać. To spostrzeżenie Arystotelesa pomoże nam spojrzeć na nadzieję w nowy sposób, a przede wszystkim dostrzec, że w świecie wokół nas dominują raczej jej wykrzywienia.

Czysta rozpacz

Najłatwiejszy do rozpoznania jest oczywiście brak nadziei. Każdego dnia bombardują nas złe wiadomości i one przejmują kontrolę nad naszymi wyobrażeniami o rzeczywistości. Obawiamy się tak wielu rzeczy: wojny, kryzysu ekonomicznego, choroby. Przyszłość jawi się jako niepewna. Świat chwieje się w posadach, może zaraz runie. Jedną z reakcji na odbiór takich komunikatów jest zwyczajna rozpacz, utrata nadziei. Gdy nad tym się zastanowimy, możemy zobaczyć, że nadzieja jest ściśle związana z poczuciem sensu. Jeśli mamy nadzieję, widzimy sens w naszym działaniu, a jeśli nawet akurat nie możemy działać, to przynajmniej widzimy sens w tym, by znosić różne trudności. Gdzieś tam na horyzoncie przynajmniej jawi się przyszłość czy obietnica spełnienia lub odmiany naszego losu. Nadzieja sprawia, że nie poddajemy się. Rozpacz to kapitulacja.

Nasze czasy są czasami depresji. Nie chciałbym tu wchodzić w jej źródła, ale sama powszechność jest wyraźnym znakiem kryzysu i jest to kryzys sensu. Nadzieja zawodzi, gdy jest ulokowana w czymś, co może ulec zmianie. Jeśli pokładamy nadzieję w swoim zdrowiu, będziemy zawiedzeni, gdy i ono zawiedzie. Jeśli liczymy, że szczęście przyniesie nam ostatecznie praca, kłopoty jej dotyczące podkopią naszą pewność. Oczywiście nieustannie wiążemy swoją nadzieję z tego rodzaju rzeczami i nie ma w tym nic złego. Co jednak zrobimy, gdy one zaczną zawodzić i okaże się, że nie pozostała nam żadna nadzieja? Często podskórnie czujemy, że pod wieloma naszymi doczesnymi nadziejami nie znajduje się nic trwalszego, że stąpamy po powietrzu i tylko staramy się odwrócić swoją uwagę od tego przerażającego faktu. Żyjemy w napięciu, które nas powoli od środka rozbraja. Jednak twarda rzeczywistość prędzej czy później nas dopada.

Wszystkie powyższe spostrzeżenia pozwalają nam uświadomić sobie, dlaczego chrześcijańska nadzieja jest łaską, tzn. zjawiskiem nadprzyrodzonym. Żeby żyć w pokoju, ostatecznie potrzebujemy niewzruszonych gwarancji, zapewnienia niezależnego od otaczających nas okoliczności. Jeśli martwimy się o stan lub los Kościoła i ufamy, że taki lub inny rozwój wypadków poprawi jego sytuację, możemy się zawieść i to wielokrotnie. Ale gdy wierzymy, że los Kościoła nie jest ostatecznie uzależniony od działań tych, którzy mu szkodzą lub od wysiłków tych, którzy go wspierają, tylko od niezmiennej obietnicy Pana tego Kościoła, zawsze wiemy, że bez względu na wszystkie zawody przyszłość jest w dobrych rękach. Nie musimy wszystkiego wiedzieć i wszystko rozumieć, by nie żyć w strachu i niepewności.

Dlatego podstawą nadziei jest wiara i naturalnie tak to też realizuje się w naszym własnym życiu. Jeśli nasza ostateczna troska orientuje się wyłącznie na doczesne życie i jego trudy, łatwo możemy popaść w rozpacz. Ale jeśli zdamy sobie sprawę z tego, że Boża opatrzność czuwa nad nami, że widzi ona więcej i dalej niż my i zamierza dla nas ostateczne szczęście, to niestraszne nam będą różne trudne doświadczenia. Nie zawsze wiemy, co Bóg robi, ale on wie, co robi, a my Jemu ufamy.

Desperacja

Człowiek w akcie desperacji jest zdolny do najbardziej radykalnych kroków. Może mieć to dobry skutek: gdy ktoś utracił wiarę w sens swoich działań, ale z desperacji ostatkiem sił postępuje tak, jakby miały sens. Można by to nazwać rodzajem heroizmu, jeśli to postępowanie byłoby dobre. Duże jest tutaj jednak ryzyko czegoś zgoła przeciwnego: człowiek zdesperowany traci zupełnie orientację w swych działaniach i dopuszcza się czynów wątpliwych moralnie, nieraz zbrodni. Czasami, gdy wydaje nam się, że zagrożenie jest wielkie lub klęska niemal pewna, gotowi jesteśmy zawiesić wszelkie zasady, by się przeciwstawić fatum. Jest to wyraz utraty nadziei – to, na co liczyliśmy, nie ma szansy spełnienia w normalny sposób, więc postanawiamy temu „pomóc”. De facto liczymy już tylko na siebie, a nie coś poza nami.

Zobacz też:   #1 Raport ze Spustoszonej Winnicy: Przebij ten mur!

Desperacja na szczęście nie jest czymś powszechnym, ale przypomnieniem, dlaczego nasza ostateczna nadzieja powinna być zawsze nadzieją pewną i zdrową. Niebezpieczeństwo desperacji pojawia się, gdy ogromne oczekiwania mamy wobec czegoś, co bardzo łatwo może zawieść. Jeśli nasze życie to hazard, możemy znaleźć się łatwo w takim położeniu, które skłoni nas do zrobienia rzeczy, których nigdy byśmy normalnie nie uczynili. Budowanie swojego życia na twardych podstawach, począwszy od duchowych, może nas od tego ustrzec.

Bierność i eskapizm

Innym przejawem aberracji nadziei, tym razem w pewnym sensie jej nadmiaru, jest rezygnacja i bierność. Pokładamy ufność w Bogu tak bardzo, że stwierdzamy, że zostaliśmy przez Niego zwolnieni z działania. Jeśli dzieje się źle, to nie nasza sprawa, bo my ufamy Bogu, że nas uratuje bez naszego wkładu. Skrajną odmianą tej postawy jest eskapizm, gdy wręcz odczuwamy niejaki wstręt względem angażowania się w trudne zadania, w działania, które mogłyby odmienić sytuację naszą lub innych. Liczymy, że rozwiązanie problemu leży w Bogu, ale rozumiemy to tak, że Bóg jest ponad i poza tą sytuacją, a nie w samym jej środku. Nie widzimy, że być może Bóg czeka, aż umocnieni w nadziei złożonej w Nim wkroczymy wraz z Nim do akcji, pewni Jego wsparcia.

Eskapizm to odebranie nadziei jej prawdziwej mocy. Nadzieja ma prowadzić do działania, ma być tym, co nas napędza, popycha do przodu. Ona z jednej strony pokazuje, że obecny zły stan rzeczywistości nie jest ostateczny, ale z drugiej strony przypomina, że obiecane przez nią spełnienie nie jest czymś oderwanym od tej rzeczywistości, a ziści się jako jej przemiana. Eskapizm próbuje usunąć napięcie, które nadaje nadziei tę zbawczą i odkupieńczą dynamikę. Rzeczy mają się kiepsko i chcemy je zostawić takimi, uciec przed nimi. Nadzieja jednak mówi: rzeczy mają się źle, ale jest sens walczyć, by je zmienić.

Utopia

Można by powiedzieć, że ludzie, którzy projektują utopie są zdecydowanie ludźmi nadziei: wszak mają zwykle bardzo konkretną wizję tego, ku czemu dążą i w co wierzą, a zatem wykazują się dużym zaangażowaniem w osiągnięcie tego celu. A jednak jest coś, co czyni utopijne nastawienie przeciwieństwem nadziei. Jest to odrzucenie wprost lub w domyśle elementu nadprzyrodzonego, tego, który przekracza sferę naszych planów i działań, który od nas nie zależy. Utopiści usiłują pokonać nadzieję i w jej miejsce zaprowadzić pewność. Chcą usunąć elementy przypadkowości, losu, które są związane z samą znikomością i skończonością stworzenia, w tym człowieka.

W efekcie w istocie fundują tym, którzy wpadną ich ręce, świat pozbawiony nadziei, świat wszechmocy człowieka, w którym chce on kontrolować to, czego nie może ostatecznie poddać swojej absolutnej kontroli, choćby drugiego człowieka.

Dlatego utopie wcielone w życie kończą się strasznymi zbrodniami dokonywanymi w celu podporządkowania rzeczywistości planowi. W naszym prywatnym życiu, w mniejszej skali podlegamy również pokusie totalnego planowania, gdy chcemy wykluczyć przypadek, zaskoczenie, gdy nie możemy się zgodzić na żadną niedoskonałość własną lub bliźnich. Uciekając przed nieszczęściem i cierpieniem często zamieniamy życie innych w piekło. Ostatecznie taka totalna kontrola jest lustrzanym odbiciem eskapizmu. Łączy je to, że próbują usunąć problem cierpienia, nieszczęścia, przypadku. Eskapizm je ignoruje, unika zmierzenia się z nimi. Utopia próbuje je wymazać z powierzchni ziemi. Ale prawdziwa nadzieja zakłada je, odnosi się do nich, nie ma nadętej ambicji ich kompletnej eliminacji i przez to jest znakomitym narzędziem kształtowania wewnętrznego człowieka. Nadzieja uczy nas żyć twórczo z trudnościami, które nas dotykają tak, by to spotkanie stało się dla nas zbawienne.

Zbawieni nadzieją

Nadzieja, wraz z wiarą i miłością, zbawia. W swojej encyklice „Spe salvi” papież Benedykt XVI wskazuje sposoby na to, jak człowiek może uczyć się takiej zbawczej nadziei mówiąc o modlitwie, cierpieniu i Sądzie Ostatecznym. Ale ważne jest tutaj założenie: nadziei można i trzeba się uczyć. Nie trzeba tego pozostawiać przypadkowi, nie trzeba liczyć na to, że w chwili kryzysu pojawi się ona znikąd. Nadzieja to cnota, a więc można się jej uczyć, można się w niej ćwiczyć. Musimy jednak zawsze szukać tego złotego środka, w którym nasza nadzieja jest autentyczną nadzieją, taką, która nie zawodzi, nie nadyma, nie znieczula, nie usypia. Potrzebna nam nadzieja ugruntowana na autentycznej wierze w Boże objawienie i zagrzewająca nas do działania. Z taką nadzieją, choćbyśmy siali ze łzami, będziemy żąć w radości (Ps 126, 5).

Kamil Mańka

Artykuł ukazał się w numerze 3 (2017) Miesięcznika Adeste.

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.