adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj
Polonia Zawsze Wierna

List z Kazachstanu | Polonia Zawsze Wierna

Polonia to nie tylko osoby, które wyjechały za granicę za lepszą pracą, edukacją czy innymi możliwościami. To również tysiące naszych rodaków, którzy poza ojczyzną znaleźli się wbrew własnej woli – w wyniku historycznych zawirowań, przesunięcia granicy czy wysiedleń. Oni sami i ich potomkowie żyją po dziś dzień na Ukrainie, Litwie, Białorusi, w Kazachstanie, Rosji i innych krajach. Wielu z nich nie są obce bieda, choroby czy problemy z miejscową administracją – znajdują jednak oparcie w Bogu oraz pomocy płynącej z Polski. To właśnie dlatego ks. Alexey Mitsinsky – kapłan polskiego pochodzenia pracujący w parafii Tajynsza w Kazachstanie – przysłał nam list, którego tytuł określa Kazachstan jako „miejsce deportacji, męczeństwa, radości i nadziei”.

Kazachstan – miejsce deportacji, męczeństwa, radości i nadziei

List o. Alexeya Mitsinskiy’ego do redakcji Miesięcznika Adeste.

Na wstępie mego listu pragnę bardzo gorąco podziękować za ofiarę i modlitwę wszystkim tym, którzy nas wspierają w pracy misyjnej na ziemiach Kazachstanu. 

Nazywam się Alexey Mitsinskiy MIC. Urodziłem się w Kazachstanie w 1983 roku. Czuję się Polakiem, ponieważ moja babcia z prababcią były Polkami i jako osoby polskiej narodowości oraz katoliczki w 1936 roku zostały wywiezione do Kazachstanu. Ja, podobnie jak i mój ojciec, urodziłem się w Karagandzie. Wzrastałem wśród ludzi wywiezionych do Kazachstanu i dzięki nim uczyłem się szacunku do życia oraz wdzięczności dla doświadczonych życiem i dotkniętych cierpieniem osób starszych. Przez pięć lat ponaglany wewnętrznym pragnieniem, jeszcze przed moim wstąpieniem do Zgromadzenia, uczyłem się prywatnie w Karagandzie języka polskiego. Dopiero z perspektywy czasu zobaczyłem, po co mi ta nauka była potrzebna… i jakie plany Pan Bóg miał odnośnie mojego życia.

W 2000 roku, mając siedemnaście lat, zostałem przyjęty do Zgromadzenia Księży Marianów. Tego samego roku opuściłem Kazachstan i wyjechałem do Polski w celu odbycia formacji zakonnej. Pierwsze śluby zakonne złożyłem w 2002 roku, natomiast profesję wieczystą w 2008 roku. Święcenia kapłańskie w stopniu prezbiteratu miały miejsce w Karagandzie 12 czerwca 2010 roku. Na własną prośbę zostałem skierowany do pracy w Kazachstanie i przez pierwsze dziewięć miesięcy posługiwałem w Karagandzie. Następnie zostałem przeniesiony do placówki o wiele trudniejszej i bardziej wymagającej samozaparcia i przekraczania siebie – do Tajynszy, gdzie jestem po dzień dzisiejszy.

Kościół Parafialny pw. Świętej Rodziny w Tajynszy
Kościół parafialny pw. Świętej Rodziny w Tajynszy
Kościół Parafialny pw. Świętej Rodziny w Tajynszy
Kościół parafialny pw. Świętej Rodziny w Tajynszy
Kościół Parafialny pw. Świętej Rodziny w Tajynszy
Kościół parafialny pw. Świętej Rodziny w Tajynszy
Kościół Parafialny pw. Świętej Rodziny w Tajynszy
Kościół parafialny pw. Świętej Rodziny w Tajynszy
Dom parafialny w Tajynszy
Dom parafialny w Tajynszy
Dom parafialny w Tajynszy
O. Alexey Mitsinskyi (fot. YouTube)

Kazachstan był miejscem masowych zsyłek, bólu i cierpienia setek tysięcy ludzi, którzy byli tutaj wywożeni. Zabierano tym ludziom wszystko: krewnych, posiadłości i dobytek; odbierano im radość oraz nadzieję na lepsze jutro. Istniały nie tylko obozy pracy dla tak zwanych „ludzi politycznie niewygodnych”, ale także łagry dla kobiet, których mężowie byli uznawani za „zdrajców ojczyzny”. Warto nadmienić, że istniał również obóz dla dzieci, których rodzice byli uważani za „element społecznie niebezpieczny”. Dzieci te były wychowywane w atmosferze sprzyjającej rozwojowi nienawiści do własnych rodziców, a jeżeli któreś potrafiło oprzeć się temu naciskowi (w sposób sobie tylko wiadomy) i jeżeli miało okazję napisać list do swojej matki, to pierwsze zdanie takiej wiadomości brzmiało: „Mamo – żyję…”. Na stepach Kazachstanu spoczywają ludzie, którzy już nigdy nie powrócili do swojej ojczyzny, którym nigdy nie było już dane zobaczyć tego, co zostało im zabrane siłą…

Wiele z osób wywiezionych tu, do Kazachstanu w latach 1939-1941 pamięta te trudne chwile. Jedni wspominają o tym niechętnie, z bólem w sercu i łzami w oczach; inni są gotowi o tym trudnym doświadczeniu swojego życia opowiadać, podkreślając, że to dzięki wierze i świadomości własnej tożsamości, tego, kim są, mogli przetrwać te niełatwe chwile swojego życia. Pamiętam, jak moja babcia, która też była wywieziona w 1936 roku, opowiadała o tym wszystkim z wielkim przejęciem i bólem w sercu. Zawsze wspominała kapłanów, którzy, tracąc zdrowie i narażając życie, gorliwie posługiwali zesłańcom (np. błogosławiony ks. Władysław Bukowiński).

Od razu po święceniach posługiwałem w Karagandzie i tam było mi dane doświadczyć mojej małości wobec wielkości tych ludzi, którzy przetrwali burzliwe okresy zsyłek i deportacji. Ludzie ci do mnie, młodego człowieka, mieli ogromny respekt i szacunek jako do kapłana. Czułem się mały i nieraz po ludzku bezradny wobec wielkości ich wiary, nadziei i miłości do Kościoła i kapłana. Zostałem na przykład wezwany do chorej osoby, która przyjaźniła się z moją babcią. Ta osoba była już u schyłku swego życia. Kiedy wszedłem do pokoju, ona, leżąca i niemająca już sił, bardzo się ucieszyła, wzięła moją rękę, przytuliła do swego policzka i wypowiadając słowa: „Pamiętam o Twojej prośbie o modlitwę. Pamiętam o tym. Modliłam się i będę się modlić za naszego księdza, nawet po śmierci…”, trzymała moją rękę i cicho zasnęła. Wiele było takich momentów, gdy serce się radowało z kapłaństwa Chrystusowego, w którym, z łaski Bożej, dane mi jest uczestniczyć. Można by było wiele o tym pisać, ale nie sposób.

Zobacz też:   Cóż, że pięknie, gdy obco | Polonia Zawsze Wierna

Rzeczywistość pracy w Kazachstanie jest trudna. Jest to państwo, gdzie religia dominująca to islam. Różnice narodowościowe też nieraz dają o sobie znać (w Kazachstanie mieszkają przedstawiciele ok. stu dwudziestu narodowości). Katolicy uważani są za mniejszość i rzeczywiście jest nas bardzo mało. Są parafie, w których na Mszę Świętą w tygodniu przychodzi jedna, dwie osoby albo nikt. Lepiej wygląda sprawa z niedzielnym uczestnictwem w Eucharystii, ale z tym też bywa różnie – wszystko zależy od pory roku i kalendarza prac. Pokolenie, które doświadczyło bólu rozstania z ojczyzną i cierpienia z powodu nieobecności duszpasterza, jest wierne i trwa na modlitwie. Ludzie w średnim wieku mówią, że albo nie czują potrzeby przychodzenia do kościoła, by się modlić i przystępować do sakramentów, albo nie są jeszcze gotowi. 

Miejsce mojej obecnej posługi, o którym była mowa już wcześniej, to parafia składająca się z ludzi przeważnie polskiego pochodzenia, potomków byłych zesłańców, których tu jest bardzo dużo. Często słyszymy o ich tęsknocie za ojczyzną, której nie będzie już im dane zobaczyć. Tęsknią za kulturą polską – starają się ją w miarę swoich możliwości pielęgnować; tęsknią także za językiem ojczystym. 

Warunki, które tu mamy, są bardzo trudne – począwszy od tych mieszkaniowych, a skończywszy na klimatycznych. Dom jest bardzo stary, wszystkie jego kąty już popękały i odchodzą od pozostałej części budynku. Póki co jednak musimy mieszkać w tym domku i w takich warunkach, jakie tu są. Rozpoczęliśmy budowę domu parafialnego, który – jak ufamy – dokończymy z pomocą Bożą i wsparciem ludzi o dobrym i wrażliwym sercu.

Kaplica pw. św. Józefa w Rabocim Poseloku
Kaplica pw. św. Józefa w Rabocim Poseloku
Kaplica pw. św. Józefa w Rabocim Poseloku
Kaplica pw. Matki Bożej Fatimskiej w Donieckoje
Kaplica pw. Matki Bożej Fatimskiej w Donieckoje
Kaplica pw. Matki Bożej Fatimskiej w Donieckoje
Kaplica pw. Matki Bożej Fatimskiej w Donieckoje
Kaplica pw. Matki Bożej Fatimskiej w Donieckoje
Kaplica pw. Matki Bożej Fatimskiej w Donieckoje
Kaplica pw. Matki Bożej Fatimskiej w Donieckoje
Kaplica pw. Matki Bożej Fatimskiej w Donieckoje
Kaplica pw. św. Teresy od Dzieciątka Jezus w Podolskoje
Bł. ks. Władysław Bukowiński (fot. Słowo Polskie)

Mamy cztery parafie dojazdowe oraz kościół parafialny. Dwie wioski są typowo polskie – w jednej na przykład jest czterysta domów, gdzie mieszkają sami Polacy. Młodzież wyjeżdża przeważnie do Polski na studia i już nie wraca. W parafii pozostają ludzie starsi, wśród których jest dużo chorych. Od początku tego roku z samej parafii (nie z wiosek) do Polski wyjechało aż piętnaście rodzin – jest to bardzo dużo. Pytania, które sobie zadajemy, to m.in. kwestia tego, jak przyciągnąć młodzież do Kościoła, jak zacząć pracę z małżeństwami i w jaki sposób ją poprowadzić; jak jeszcze bardziej dotrzeć do średniego pokolenia, by zechciało uczestniczyć w życiu wspólnoty. Szukamy możliwości, pytamy Boga, prosząc o światło, czekamy… 

W okolicy jest jeszcze cerkiew prawosławna oraz meczet, ale do zaoferowania tym ludziom to chyba my mamy najwięcej, tak mi się wydaje. Głosimy Słowo Boże, kontynuujemy pracę naszych poprzedników, którzy w większości byli księżmi diecezjalnymi i którzy nieraz w sposób heroiczny służyli swoim parafianom. Głosimy Boga bogatego w miłosierdzie, który czeka na człowieka, który przygarnia, który nie odrzuca nikogo. 

Bieda była i ciągle pozostaje dla nas wyzwaniem, z którym najbardziej się zmagamy. Potrzeby są duże, a nasze możliwości mocno ograniczone, stąd też jesteśmy wdzięczni za każdy wyraz życzliwości i pomocy skierowany w naszą stronę. Więcej informacji o nas, naszej posłudze i życiu można znaleźć na naszej stronie internetowej pod adresem: www.tajynsza.marianie.com 

Niech Bóg błogosławi, a my już teraz gorąco dziękujemy za każdą ofiarę – w sposób szczególny serdecznie dziękujemy za modlitwę i zapewniamy o niej naszych Dobrodziejów. 

o. Alexey Mitsinskiy MIC

Polacy w Kazachstanie bardzo potrzebują naszego wsparcia. Kliknij poniższy przycisk, aby im pomóc!


Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.