adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj
Wiara

Co zobaczysz, gdy umrzesz?

Śmierć to proces polegający na stopniowym wygaszaniu funkcji życiowych organizmu. Z poziomu naukowo-przyrodniczego podejmujemy wysiłek mający na celu zbadanie szeregu przyczyn i skutków, które towarzyszą śmierci. Natomiast z punktu teologicznego zwykle praca skupia się na warstwie eschatologicznej. Pojawia się pytanie, czy dałoby się znaleźć jakiś wspólny grunt dla „filozofii śmierci”, która uwzględniałaby potrzeby współczesnego katolika?

Gdy ludzie są przewlekle chorzy i z powodu choroby mają umrzeć, ich śmierć można zwykle przewidzieć już na kilkanaście do kilkudziesięciu godzin przed zgonem. Ludzie ciężko chorzy często uskarżają się na bóle, dyskomfort oraz liczne problemy zdrowotne. Na krótko przed śmiercią zdarza się jednak, że wszelkie odczuwalne problemy ustają. Nie dzieje się to jednak dlatego, że ktoś cudownie wyzdrowiał. Wręcz przeciwnie. Choroba postąpiła do tego stopnia, że organizm zaczyna już stopniowo gasnąć. Taka osoba nagle zaczyna twierdzić, że czuje się lepiej, że już nic jej nie boli, zaczyna funkcjonować pozornie normalnie.

Na kilkanaście godzin przed śmiercią wygasa jednak apetyt, ruchy się spowalniają, następuje wyłączenie procesów wydalania, pojawiają się senność i zobojętnienie. Chorych dosłownie przestaje cokolwiek obchodzić, a ich organizmy wyłączają kolejne ważne funkcje. Zwykle po tym następuje sen i zatrzymanie akcji serca.

Świadomość a śmierć

Kwestia relacji świadomości do śmierci była nie raz badana, głównie za sprawą okazjonalnych doniesień o tzw. doświadczeniach śmierci klinicznej (ang. NDE – near death experience). Każde doświadczenie śmierci klinicznej jest trochę inne – w końcu inny jest zawsze człowiek. Jednak są pewne cechy wspólne bądź charakterystyczne.

Należą do nich: eksterioryzacja (doświadczenie opuszczania własnego ciała), wizja świetlistego tunelu, idylliczne wizje raju i zielonych krain, ekstatyczne doznania emocjonalne, spotkania z duchami zmarłych, niektórzy doświadczają również czegoś, co można nazwać piekłem. Wszystko to zwykle przyjmuje rodzaj wizji, w których ludzie jakoś nawiązują kontakt ze światem duchowym, jednak, jak sami twierdzą, „Ich dusza wraca z powrotem do ciała”.

Jak się zapatrują na te kwestie nauki przyrodnicze? Tak naprawdę niewiele mogą powiedzieć. Specyfika pracy naukowej wiąże się z redukcją zakresu wniosków wyciąganych z różnych zjawisk. Inaczej nauka nie byłaby nauką, ale filozofią bądź teologią. Z poziomu biologicznego wygląda to więc tak, że wszelkiego rodzaju wizje, eksterioryzacje i inne tego typu doznania są konsekwencjami stopniowo umierającego mózgu. Zdestabilizowane funkcje płatów mózgowych zaczynają tworzyć tego typu doznania. Czy wszystkich coś takiego czeka? Nie wiadomo. Jest to wysoce prawdopodobne.

Umieramy… i co dalej?

To jest chyba ta najważniejsza część, która każdego interesuje. Następuje śmierć… ale właściwie co po niej? Czego tak naprawdę po niej doświadczymy i co zaobserwujemy? W jakim stopniu będziemy świadomi?

Po pierwsze: zapewne ciemność. Moment wyłączenia się ciała, tj. jego śmierci, będzie przez nas odebrany jako utrata świadomości, czucia i rozumowania. Nasza dotychczasowa wiedza naukowa sugeruje, że świat jest organiczny. Oznacza to, że procesy w nim zachodzące są racjonalne i przyczynowe, nie mają one charakteru magicznego. Dlatego nawet oddzielenie się duszy od ciała jest – moim zdaniem – procesem naturalnym, zachodzącym w wyniku jakichś innych zdarzeń, o których nie wiemy.

No ale dobrze, dochodzi do separacji i co dalej? Nie mamy oczu, którymi możemy widzieć, uszu, którymi moglibyśmy słyszeć, języka, by smakować i zmysłu dotyku, by czuć. Nie ma mózgu, który pozwalałby na czucie emocji, na rozumowanie, myślenie. Jak tak właściwie to nasze życie duchowe miałoby wyglądać?

Zobacz też:   Spadkobiercy chwały
Życie po śmierci a bycie człowiekiem

Człowiek ze swojej natury jest istotą duchowo-cielesną. Stąd dążenie Boga do zmartwychwstania ciał, do uczynienia człowieka uświęconą, pełną istotą, jaką w zamierzeniu stworzył. Czy można więc powiedzieć, że po śmierci człowiek jest nie w pełni człowiekiem? To by było dość ryzykowne twierdzenie, ale uważam, że jest w nim jakaś część prawdy.

Należy zwrócić uwagę na podstawową kwestię: nie mamy informacji o tym, czy po śmierci dusza zachowuje te same władze poznawcze, diagnostyczne i afektywne, jakimi człowiek okazuje swoją osobowość za życia. Natomiast stykamy się z przekonaniem wyrażanym przez Katechizm Kościoła Katolickiego, który wskazuje, że ludzka dusza istnieje po śmierci ciała i trwa w świadomym oczekiwaniu na zmartwychwstanie ciała (zob. Mt 10,28; Ap 6,9). To, co szczególnie wyróżnia człowieka, to rozum, wola, wolność woli i tożsamość. Te elementy nie mogą więc umrzeć. Mogą się jedynie zmienić w tym sensie, że zmieni się sposób ich postrzegania, doświadczania i poznawania.

Czy dusza ma pamięć krótko i długotrwałą, z której człowiek mógłby korzystać, chcąc przetwarzać zapamiętane dane? Nie wiemy tego. Ale ciężko myśleć o rozumowaniu bez pamięci, więc w takiej czy innej formie owa pamięć powinna istnieć. W zależności więc od tego, jakie są władze poznawcze duszy istniejącej bez ciała, tak będzie też wyglądało samo poznawanie. Ostatecznie ograniczone poznanie ludzkie nie ma monopolu na to, jak ogólnie w rzeczywistości powinno wyglądać poznanie.

Świat duchów światem absurdów?

Z naszej perspektywy trochę tak to może wyglądać, że świat duchowy jest po prostu absurdalny. My go sobie nawet niezbyt dobrze umiemy wyobrazić, a co dopiero pojąć. Co, jeżeli do bycia świadomym nie potrzeba takiej konkretnej świadomości, jak my mamy tu za życia? Brzmi to dość szalenie, ale może nie potrzeba być „świadomym” żeby być „świadomym”? Może to tylko nasz ludzki, materialny framework wbija nas w takie myślenie, bo taka jest jego natura?

Rozum i wola najprawdopodobniej są tylko ograniczonymi przez możliwości materii funkcjami. Fakt, są sposobami, w jaki dusza się manifestuje. Ale nikt nie mówił, że dusza robi to w sposób doskonały i nic nie wskazuje, że jako gatunek rozumny mamy jakiś monopol we wszechświecie na najlepszy system poznawczy.

Ten problem przypomina trochę dość zabawne porównanie, jakie można zamieścić również w niniejszym rozważaniu. Załóżmy, że narysowany na kartce papieru dwuwymiarowy ludzik ożywa. Jest takim samym człowiekiem jak my, tylko że w dwóch wymiarach. Jego świat to wyłącznie długość i szerokość. On mnie nawet nie widzi, pomimo że stoję z ołówkiem nad kartką, na której żyje. Gdy przykładam ołówek do kartki, ludzik widzi materializujący się na papierze dwuwymiarowy okrągły obiekt. To rysik. Dla niego nie istnieje ołówek, a jedynie ten wąski wycinek rysika przykładanego do kartki. Dla takiego ludzika nie istnieje nawet jedna linia widzialnych atomów rysika, która się materializuje na kartce. Nawet te atomy są dla niego dwuwymiarowe. I to jest ostateczna wizja obrazu różnicy w postrzeganiu świata ze względu na to, jak ktoś istnieje. Podobnie z człowiekiem i jego poznaniem – a raczej apercepcją – świata duchowego.

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.