Adeste

Adeste jest za darmo i bez reklam
Utrzymują nas tacy czytelnicy jak Ty.

Wesprzyj

Po Namyśle: Czy tędy droga?

magazine cover

pixabay.com

Jak myślisz? Długo jeszcze pożyjesz? Albo ja? Nie wiem jak Ty, drogi Czytelniku, ale ja wizję własnej śmierci odbieram jako kompletną abstrakcję. Zupełnie sobie jej nie wyobrażam, bo przecież jestem jeszcze młody, zdrowy, w miarę silny. Ale równie dobrze nagle, w trakcie pisania tego felietonu, ręce mogą mi się zsunąć z klawiatury, a ja już nigdy ich nie podniosę…

Skąd się w nas bierze to złudne przekonanie o własnej nieśmiertelności? „Ach, ale ja przecież umrę kiedyś, w przyszłości”. Bzdura. Nie ma przyszłości. Kiedykolwiek człowiek by nie umarł, zawsze będzie to w „teraz”. I nawet jeśli będziemy mieli to niebywałe szczęście umrzeć zaopatrzeni w sakramenty, zawsze będzie w nas to pragnienie przedłużenia naszego ziemskiego życia choć odrobinę.

Żarliwa wiara

Skąd jednak taki mroczny początek, gdzie do pełni grozy brakuje tylko stojącej za plecami i dyszącej w kark kostuchy w postrzępionej czarnej szacie i z kosą w ręku? Otóż znalazłem niedawno wspomnienie sprzed przeszło dwóch lat. Po spowiedzi wstąpiłem do kaplicy wieczystej adoracji, żeby odmówić pokutę. Oprócz mnie było troje ludzi, w tym jeden starszy mężczyzna. Zazwyczaj w kaplicy panuje cisza, ale ten mężczyzna modlił się dość głośnym szeptem. W pierwszym odruchu oburzyłem się: jak ktoś śmie zakłócać mi wznoszenie pokutnych modlitw? Przyjrzałem się jednak bliżej mężczyźnie i wsłuchałem w jego słowa. Płakał. W dłoniach ściskał różaniec. I klęczał, co w jego wieku było nie lada wyczynem. „Nie zabieraj mi jej, nie zabieraj mi mojej ukochanej żony! Panie Boże, błagam! Będę się nią opiekował, będę jej pomagał. Tylko proszę Cię, pozwól jej jeszcze żyć. Ojcze nasz… Zdrowaś Maryjo…”. I nagle uszło ze mnie powietrze. Nie miałem pojęcia, kim jest ten człowiek. Nie miałem pojęcia, kim jest jego żona. Nieczęsto jest się świadkiem tak żarliwej modlitwy i tak rozpaczliwego błagania. I zacząłem modlić się razem z nim.

Ale zaraz. Przecież w starszym wieku spokojnie można się śmierci spodziewać. Otóż nie. Zawsze będzie obecny element zaskoczenia. Czy to będzie nasza śmierć, czy kogoś z naszych bliskich. Zazwyczaj pojawi się żal, że tak wielu rzeczy jeszcze nie zrobiliśmy albo że niewystarczająco dobrze spędziliśmy wspólne chwile. Wtedy jednak pozostaje nadzieja. Mówi się, że umiera ostatnia. Czyli zapewne też po nas. Dlatego trzeba starać się żyć najpiękniej jak tylko się da i troszczyć się o nasze dusze, żeby – jak w moim ulubionym błogosławieństwie – noc spokojną i śmierć szczęśliwą dał nam Bóg wszechmogący.

Z czego jednak będziemy musieli zdać sprawę po naszym zejściu ze sceny tego świata? Wiadomo – sądzeni będziemy z miłości. Ale w życiu różnie można ją realizować. A to już zależy od tego, jak – i czy w ogóle – podążymy za naszym powołaniem. Wszyscy jesteśmy powołani do świętości. Musimy jednakże wybrać sposób, którym będziemy starali się ją osiągnąć.

Kryzys rodziny

Znajomy ksiądz mówił ostatnio, że źle się dzieje, bo obecne pokolenie młodzieży nie chce brać na siebie odpowiedzialności, nie chce podejmować żadnych długoterminowo wiążących decyzji. Seminaria zaczynają świecić pustkami. Pary żyjące „na kartę rowerową” mnożą się w zastraszającym tempie (i bynajmniej nie chodzi tu o liczbę ich dzieci, a o to, że tych par jest więcej). Jak do tego doszło? Jak temu zaradzić?

Wielu ludzi dopatruje się źródeł problemu w rodzinie. Rodzice w dzisiejszych czasach często nie przekazują wiary i nauki Kościoła swoim dzieciom. Ale skąd się to wzięło? Może trzeba sięgnąć głębiej w przeszłość? Może w samych działaniach Kościoła instytucjonalnego należałoby się dopatrywać przyczyn? Nie przekazują, bo może wiara została im ukazana w krzywym zwierciadle? Wśród niektórych rodziców spotkałem się z przeświadczeniem, że wiara to albo bajki dla dzieci, albo coś dla ludzi starszych. „Oni już dziećmi nie są, a zdrowaśki to będą klepać na emeryturze”. Ale jak obserwuję kierunek, który niegdyś został obrany, a obecnie jest uporczywie kontynuowany, to naprawdę trudno mi się dziwić. Przecież z jednej strony ci obecni rodzice obserwowali swoich dziadków i babcie, regularnie chodzących do kościoła, a z drugiej strony zostali skrzywdzeni przez swoich rodziców krótkowzrocznym pozwoleniem na chodzenie na „msze dla dzieci”. Do czego to doprowadziło? Wiara została im przekazana w sposób infantylny, więc gdy zaczęli dorastać, uznali, że to nie dla nich i odwrócili się od Kościoła. Po czym wpoili to swoim dzieciom.

W jednej z dużych parafii w mojej diecezji po złączeniu roczników (VIII klasy podstawówki i III klasy gimnazjum) okazało się, że osób przygotowujących się do bierzmowania jest przeszło trzysta. Ile z nich po bierzmowaniu przychodzi na spotkania grup parafialnych, których w tamtej parafii sporo organizowano? Trzy. Daje to zawrotny jeden procent. Gdyby przełożyć to na inną parafię, gdzie teraz jest jeden rocznik i trzydzieści osób? Trzy dziesiąte osoby zaangażuje się w parafii. To jest dramat. Miejmy nadzieję, że jeszcze uda się odwrócić trend, zwłaszcza że gdzieniegdzie widać przebłyski zaangażowania młodzieży w życie eklezjalne.

Jak temu zaradzić?

Potrzeba ludzi, którzy będą rozeznawać powołanie do pracy z młodzieżą. Potrzeba, żeby kiedy już się znajdą, pozwolić im działać, zamiast podcinać im skrzydła. Potrzeba księży, którzy będąc wiernymi swojemu powołaniu, najbardziej skupią się na sprawowaniu sakramentów, a nie na stopniowym rozmiękczaniu wszystkiego, co się da – od chaotycznego skracania i okrajania niedzielnej Mszy do mniej niż trzech kwadransów po pozwalanie wiernym na ignorowanie zaleceń Kościoła w imię możliwości praktykowania błogiego nieangażowania się w duszpasterstwo. Potrzeba nam świętych małżeństw, które będą dbały o wiarę w swoich rodzinach oraz o wierność nauczaniu Kościoła.

Módlmy się o zdolność do rozeznawania, którą drogą do świętości mamy podążać.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

O autorze

Mąż i ojciec, miłośnik liturgii i „Gwiezdnych Wojen”. Członek „małego, acz wpływowego lobby kantorskiego” oraz Polskiego Towarzystwa Ortodontycznego.
Zapisz się na newsletter i bądź na bieżąco

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta witryna jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej Polityka prywatności oraz Warunki korzystania z usług Google.

Weryfikacja reCAPTCHA wygasła. Odśwież stronę.