adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj
Kultura

Hagia Sophia meczetem – rozmowa z dr Magdaleną Garnczarską

Nieco ponad tydzień temu świat obiegła informacja, która wielu ludzi zszokowała i zbulwersowała. Hagia Sophia w Stambule staje się meczetem. O tym czym jest Hagia Sophia, jaka jest jej historia, co wpłynęło na ostatnią decyzję i czym może ona skutkować rozmawia z dr Magdaleną Garnczarską, specjalizującą się w historii sztuki bizantyńskiej, Laura Korzeniowska.

LK: Hagia Sophia w Stambule (dawnym Konstantynopolu) jest jednym z najlepiej znanych przykładów sztuki bizantyńskiej. Dlaczego jest taka wyjątkowa?

MG: Rzeczywiście można stwierdzić, że budowla ta jest uważana za dzieło par excellence bizantyńskie. Choć jednocześnie trzeba przyznać, że od strony architektonicznej stanowi dzieło zupełnie wyjątkowe, a przez to i nietypowe dla sztuki bizantyńskiej – nigdy też nie zostało powtórzone. Zaczynając od najbardziej ogólnych cech, na pewno przewyższa inne świątynie bizantyńskie rozmiarami. Może to jeszcze bardziej zadziwiać, gdy weźmiemy pod uwagę, że budowa zajęła mniej niż sześć lat. Do tego Hagia Sophia jest budowlą na wskroś eksperymentalną, w której nową jakość uzyskano poprzez wykorzystanie wcześniejszych doświadczeń na polu architektury sakralnej, zmagając się przy tym z poważnymi problemami konstrukcyjnymi, jakie zrodziły się w związku z niebywałymi rozmiarami oraz masą budynku. Tak też zbliżony do kwadratu plan (ok. 70 na 76 m) przypomina bazyliki, takie jak na przykład V-wieczny kościół klasztoru Studiosa w Konstantynopolu. Odróżnia się od nich jednak konsekwentnym wprowadzeniem sklepień w całym wnętrzu. Ponadto plan podłużny połączony został tu z elementem centralizującym w postaci środkowego przęsła z kopułą o średnicy około 31 metrów, która wznosi się ponad 58 metrów nad posadzką. Kopuła ta zdecydowanie dominuje we wnętrzu. Warto przy tym pamiętać, że przed VI wiekiem sklepienia na dużą skalę były w kościołach stosunkowo rzadkie, tu zaś mamy od razu rozwiązanie, którego nie prześcignięto w średniowieczu. Innowacyjna była także sama konstrukcja kopuły, wzniesiono ją bowiem jako cienką powłokę z cegieł, wzmocnioną 40 żebrami, dzięki czemu uzyskano efekt niezwykłej lekkości (nie tylko wizualnej) – nie bez powodu bizantyńscy autorzy poświęcali jej wiele uwagi, wskazując, że zdaje się ona unosić nad ziemią – wzmocniony także za sprawą okien u podstawy, które zapewniają duży dopływ światła. Rozwiązanie jednakże było na tyle nowatorskie, że pierwsza kopuła runęła w 557 roku podczas trzęsienia ziemi. Odbudowano ją w nieco zmienionej formie (pierwotnie była „płytsza”), którą nadal możemy podziwiać.

Poza śmiałym rozwiązaniem architektonicznym w świątyni tej zachował się wspaniały detal architektoniczny, a także niezwykle ceniona przez ówczesnych okładzina marmurowa. Można powiedzieć, że stanowi ona metaforyczną mapę imperium Justyniana, ponieważ kamienie do ozdoby pozyskano ze wszystkich jego zakątków, o czym najlepiej możemy się przekonać poprzez lekturę poematu Pawła Silencjariusza, który skrupulatnie wyliczył wszystkie rodzaje zastosowanego kamienia. Z czasów fundatora przetrwały także mozaiki, które ze względu na zastosowaną paletę barw – dominują w niej złote tessery – oraz brak przedstawień figuralnych, przywodzą na myśl jedwabne tkaniny. Budowla, mimo upływu wieków i różnych zniszczeń, niezmiennie zachwyca – jak w czasach swej świetności. Jej wyjątkowość nie polega jednak jedynie na walorach artystycznych, ale także historycznych i religijnych.

LK: Hagia Sophia już kiedyś była meczetem, czy przywrócenie jej tej funkcji może w jakiś szczególny sposób zagrozić temu dziedzictwu?

MG: Wydaje się, że w tej kwestii wszystko zależy od ostatecznych ustaleń dotyczących przywrócenia tam meczetu: jak w praktyce będą realizowane postanowienia tureckich władz. W poniedziałek 13 lipca mogliśmy bowiem usłyszeć od Ömera Çelika, rzecznika Partii Sprawiedliwości i Rozwoju, że świątynia będzie dostępna dla zwiedzających w czasie, gdy nie odbywają się modlitwy. Wówczas też miałyby być odsłaniane mozaiki. Z dotychczasowych wypowiedzi tureckich polityków wynikałoby, że bizantyńskie dziedzictwo nie powinno być zagrożone, a niedogodności sprowadzą się do ograniczonego czasu dla turystów. Czas jednak pokaże, jak te zapewnienia o ochronie i poszanowaniu tego ważnego zabytku będą realizowane w rzeczywistości – raczej trudno oczekiwać, by obecne władze Turcji ugięły się pod naciskiem opinii międzynarodowej i zmieniły swą decyzję. Poza tym dochodzą racje drugiej strony: budowla ta w latach 1453–1934 była meczetem (do roku 1462 jedynie piątkowym), a zatem miejscem bardzo ważnym także dla muzułmanów. Zapewne nie bez przyczyny prezydent Turcji Recep Erdoğan, odnosząc się do negatywnych reakcji w związku z podpisaniem przez niego dekretu formalnie przekształcającego muzeum w meczet, wskazał, że oczekiwać, by Hagia Sophia pozostała muzeum, to jak żądać, aby Watykan przekształcić w muzeum.

Mimo to trudno nie zauważyć motywacji przede wszystkim politycznych. Sami Turcy ironicznie żartują, że wprawdzie nie dostali podwyżek, ich synowie nie znaleźli pracy, stale też borykają się ze spłatą kredytów mieszkaniowych, ale przynajmniej Hagia Sophia znów stała się meczetem. Na pewno więc nie można w tym posunięciu tureckiego prezydenta nie dostrzegać próby wzmocnienia swej pozycji politycznej – jest ono wyraźnym sygnałem dla konserwatywnego elektoratu. Choć Recep Erdoğan bywa zwany „neo-sułtanem”, to w czasie zeszłorocznych wyborów samorządowych w tak kluczowych miastach jak Stambuł i Ankara wygrali kandydaci opozycyjnej Republikańskiej Partii Ludowej, co pokazało, że notowania jego partii spadają. Miało to zaś związek z trudnościami gospodarczymi w postaci m.in. dwucyfrowej inflacji oraz gwałtownego wzrostu cen żywności. Tak też i ostatnie posunięcie prezydenta wydaje się sposobem na odwrócenie uwagi od kłopotów ekonomicznych pogłębiających się z powodu pandemii. Można przy tym dodać, że przy Mądrości Bożej od 1991 roku funkcjonuje specjalne pomieszczenie przeznaczone na modlitwę wyznawców islamu, w 2016 zaś powołano także stałego imama, nadto co roku, w czasie Lajlat al-Kadr ma miejsce czytanie Koranu oraz modlitwy – tak więc do pewnego stopnia budowla ta już służyła za meczet. Trudno zatem przyjmować jedynie religijne motywacje władz, pomijając tło polityczne. Nie dziwi więc, że ostatnie wydarzenia wzbudzają tak ogromne emocje, ponieważ z jednej strony szczególnie dotknięci tą decyzją są chrześcijanie Wschodni, dla których świątynia Justyniana stanowi miejsce o zupełnie wyjątkowym znaczeniu. Oburzona jest również część tureckiego społeczeństwa, która postrzega te działania jako zamach na dziedzictwo Mustafy Kemala Atatürka, twórcy nowoczesnej Turcji. Z drugiej zaś rodzą się także obawy związane z możliwością kontynuowania ciągle potrzebnych prac konserwatorskich – utrudnienia na tym polu w sposób realny mogłyby budowli zaszkodzić. Przed tym przestrzega wiele międzynarodowych organizacji (jak np. ICCROM, World Monuments Fund i German Research Fund), zaangażowanych w badania, których celem jest między innymi odpowiednie zabezpieczenie nadwątlonej budowli – nie możemy zapominać, że znajduje się ona na terenie sejsmicznym.

LK: Chciałam szczególnie dopytać o mozaiki tam się znajdujące. Przez wiele lat były ukryte pod tynkiem, zostały odkryte dopiero w XIX wieku przez braci Fossati, a odsłonięte dopiero po przekształceniu świątyni w muzeum w 1934. Jaką funkcję pełniły mozaiki w sztuce bizantyńskiej i czy sądzi Pani, że po przywróceniu funkcji meczetu grozi im ponowne zakrycie?

MG: Mozaiki, na które składają się zarówno te z czasów Justyniana I, jak i późniejsze, nie zostały zatynkowane natychmiast po ustanowieniu w kościele Mądrości Bożej meczetu – wówczas we wnętrzu dodano mihrab, minbar, wybudowano także dwa minarety oraz ustanowiono medresę. Stało się to dopiero w drugiej połowie XVII w., kiedy zakryto przedstawienia figuralne. Stąd można więc stwierdzić, że w pierwszym wieku tureckiego panowania w Konstantynopolu budowla przeszła niezbyt duże zmiany. Podejście to zaczęło się zmieniać po epoce Sulejmana Wspaniałego (panował w latach 1520–1566) – wtedy ingerencje stały się poważniejsze. Ta tendencja odwrócona została za sułtana Abdülmecida I (1839–1861), dążącego do modernizacji kraju. On też zlecił wspomnianym przez Panią braciom Fossati przeprowadzenie prac remontowych (1847–1849) w Mądrości Bożej. Zdając sobie sprawę z wagi swego odkrycia, dołożyli oni starań, by w miarę swych możliwości mozaiki zabezpieczyć, ponieważ ich stan zachowania był na tyle kiepski, że zachodziła obawa, że po prostu spadną na ziemię. Sam sułtan, gdy ujrzał mozaiki, był pod wielkim wrażeniem ich piękna. Ze względów religijnych musiały zostać na powrót zakryte, władca jednak polecił, by Fossati należycie je zabezpieczyli, ponieważ – jak dalekowzrocznie zauważył – nie wiadomo, co przyniesie przyszłość. Poza tym bracia wydali album chromolitografii, który przyciągnął uwagę na Zachodzie.

Przełomowa zmiana nastąpiła zaś za Atatürka, który wspierał wysiłki Thomasa Whittemore’a i jego Byzantine Institute of America, a po zapoznaniu się z wstępnymi wynikami badań 24 listopada 1934 roku zadecydował o przekształceniu meczetu w muzeum. W prasie tureckiej tego okresu decyzję tę postrzegano za bardzo ważną nie tylko dla Turcji, ale całej ludzkości ze względu na ogromną wartość świątyni. Miała ona stać się „instytucją wiedzy”. Podkreślano przy tym, że w przeszłości zmiany w budowlach sakralnych najczęściej odbywały się w kontekście zbrojnych podbojów, to przekształcenie zaś miało charakter pokojowy i dokonało się dla poszanowania wszystkich narodów oraz dla dobra nauki. Posunięcia obecnego prezydenta Turcji wzbudzają więc wielkie wątpliwości i są oprotestowywane, ponieważ zachodzą obawy, że Justyniańska fundacja straci swój wyjątkowy status, w którym uwzględnia się całą historię budowli, lub – co gorsza – zostanie pozbawiona właściwej opieki konserwatorskiej. Z kolei same mozaiki, o czym już wspominałam, mają być zasłaniane na czas modlitwy. Nie znamy jednak szczegółów: dotąd przedstawiciele władz mówili ogólnie o zasłonach.

Jeśli zaś chodzi o funkcję mozaik w sztuce bizantyńskiej, to niewątpliwie była ona złożona. Z jednej strony zapewniały one wnętrzu niezwykłe efekty wizualne – czytając teksty źródłowe, możemy się przekonać, że bizantyńscy autorzy byli bardzo wyczuleni na wartości estetyczne i że chętnie się na ich temat wypowiadali. Mozaiki bowiem zapewniały tak ceniony blask: wykonane przede wszystkim ze szklanych tesser odbijały światło – dzienne lub sztuczne – rozświetlając wnętrze w oszałamiający sposób. Poza tym stanowiły także deklarację zamożności fundatora. Przede wszystkim jednak były nie tylko olśniewającą ozdobą, ale szczególnym nośnikiem treści ideowych. Co więcej, za każdym razem były one dostosowywane do danej budowli – każdy program jest unikatowy, choć oczywiście możemy mówić o pewnych ogólnych prawidłowościach. Obrazowane za pomocą kostek mozaikowych wizerunki Chrystusa, Marii i świętych oraz sceny z ich życia nie tylko miały pouczać o świętych historiach, ale także pobudzać do pobożności, sprzyjać modlitewnemu skupieniu. Istotne jest również to, że wraz z architekturą tworzyły swoisty mikrokosmos, obraz nieba na ziemi, o czym dowiadujemy się od różnych bizantyńskich autorów. Stąd też poszczególne obrazy były logicznie rozmieszczane, zgodnie z hierarchią ich ważności oraz w odniesieniu do funkcji danej przestrzeni. Tym też sposobem w sztuce bizantyńskiej osiągnięto niezwykłą racjonalność połączoną z wielką elastycznością, za sprawą której każde rozwiązanie jest jednostkowe, dopasowane do charakteru konkretnej fundacji. Niewątpliwie jest to szczególne osiągnięcie kultury bizantyńskiej.

LK: Hagia Sophia nie jest jedynym kościołem bizantyńskim na terenach Turcji i sąsiadujących krajów, który stał się meczetem. Jak te przekształcenia wpłynęły na badania nad sztuką bizantyńską?

MG: Jako negatywny przykład można wskazać świątynię Mądrości Bożej w Trabzonie (dawnym Trapezuncie) nad Morzem Czarnym, którą na mocy sądowego wyroku przekształcono w 2013 roku w meczet. Zachowane tam późnobizantyńskie freski miały być zakrywane tylko na czas modlitwy, w praktyce zaś zbudowano zestaw skomplikowanych przesłon, które stanowią znaczne utrudnienie. Posadzka wykonana w technice opus sectile, pokryta dywanami, pozostaje zupełnie niewidoczna. Kolejny przypadek to inny kościół Mądrości Bożej, tym razem w Vize, gdzie prace restauratorskie przeprowadzone w 2006 roku pod auspicjami Generalnego Dyrektoriatu Fundacji (Vakıflar Genel Müdürlüğü) doprowadziły do poważnych zniszczeń oryginalnej tkanki budowli. Ta sama instytucja ma przejąć opiekę nad konstantynopolitańską świątynią Mądrości Bożej – dotąd było to zadanie Ministerstwa Kultury i Turystyki. Widzimy więc, że niekiedy posunięcia władz przynoszą negatywne skutki, które komplikują kwestie badań nad sztuką bizantyńską. Z pewnością jednak należy każdą sytuację rozpatrywać osobno, ponieważ nierzadko decydująca jest nie tyle wrogość do bizantyńskich dzieł sztuki, co generalny brak dostatecznych funduszy na badania i ochronę zabytków – dotyka on także dziedzictwa muzułmańskiego, jak i antycznego. Tak więc poza czynnikami motywowanymi aktualną polityką państwa mamy także ograniczenia bardziej prozaiczne – dobrze znane również w naszym kraju – związane z problemami finansowymi. Poza tym niekiedy lokalnym społecznościom brakuje odpowiedniej wiedzy i świadomości, co utrudnia dostrzeżenie potrzeby otoczenia ochroną zabytków jako takich.

Zobacz też:   Symbolika potraw wigilijnych

Jeśli zaś chodzi o pewne ogólne tendencje, na pewno warto podkreślić, że wraz z podbojem Bizancjum Turcy nie prowadzili planowej akcji niszczenia dziedzictwa swych poprzedników. Ogólnie cechowało ich dość utylitarne podejście, tak że wiele kościołów chrześcijańskich zaadaptowali do własnych potrzeb – w przypadku malowideł nierzadko ograniczając się do ich zatynkowania. Gdyby nie taka postawa, znacznie mniej zabytków dotrwałoby do naszych czasów. Pod koniec XIX wieku pierwsze naukowe badania prowadzili archeolodzy i historycy sztuki spoza Turcji, choć już w 1846 roku powołano pierwsze w całym imperium Muzeum Archeologiczne, gdzie uwzględniano także dziedzictwo Bizancjum. Z kolei we wczesnym okresie Republiki Turcji (1923–1950) państwo zaczęło wspierać badania z zakresu historii i archeologii, koncentrując się jednak na okresie przedklasycznym, by dowieść, że przed Grecją i Rzymem istniała tam wspaniała cywilizacja. W tym kontekście nie było miejsca dla Bizancjum, niemniej jednak prace badawcze – choć bez państwowej pomocy – były możliwe i prowadzili je zagraniczni badacze, by tylko wspomnieć o działalności takich postaci jak Guillaume de Jerphanion i David Talbot Rice. Z kolei w latach 1950–1960 miały miejsce, przede wszystkim w Stambule, ważne wykopaliska, które zwiększyły naszą wiedzę o sztuce bizantyńskiej. Wówczas odkryto na przykład pozostałości kościoła św. Polieuktosa, a także mozaiki posadzkowe Wielkiego Pałacu. Nie możemy też zapominać o ważkiej roli Dumbarton Oaks Research Center, które kontynuowało misję Thomasa Whittemore’a. Co również istotne, w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych historia sztuki bizantyńskiej znalazła swoje miejsce także na tureckich uniwersytetach, dzięki czemu kraj zyskał własnych badaczy. Dziś przyszłość tureckiej bizantynistyki – w tym studiów nad sztuką – wydaje się zabezpieczona. Warto więc pamiętać, że bizantyńskie zabytki nie są zdane jedynie na zagranicznych naukowców, ponieważ na miejscu nie brakuje badaczy zajmujących się sztuką bizantyńską. Mimo więc pojawiających się różnorodnych trudności badania są możliwe.

LK: Czy polityka prowadzona przez rząd w Turcji utrudnia badanie i zachowanie dziedzictwa sztuki bizantyńskiej?

MG: Od czasu dojścia do władzy Partii Sprawiedliwości i Rozwoju w 2002 roku możemy zauważyć wzmożone akcentowanie zdobycia Konstantynopola jako kluczowego momentu w dziejach powstawania narodu tureckiego. Interpretowane jest ono także jako zwycięstwo nad niewiernymi, a więc w kontekście religijnym. Pojawiały się również postulaty, by 29 maja (tego dnia w 1453 roku Konstantynopol upadł) uczynić świętem narodowym, a Recepowi Erdoğanowi zdarzało się wprost krytykować okres bizantyńskiego panowania, świętował on także rocznicę bitwy pod Mantzikertem (1071 r.), kiedy to Bizancjum utraciło większość swych terenów w Azji Mniejszej na rzecz Seldżuków.

Obecna władza raczej dąży więc do marginalizacji bizantyńskiego dziedzictwa, co widoczne jest także w podręcznikach historii: bowiem już od lat 80 – a więc jeszcze w okresie sprzed dominacji Partii Sprawiedliwości i Rozwoju – czasom antycznym i bizantyńskim poświęca się niewiele uwagi. Nie jest to jednak obraz pełny, ponieważ nie można pominąć działalności tureckich badaczy – historyków, archeologów i historyków sztuki – którzy dokładają starań, by tę spuściznę rzetelnie badać i chronić. Z pewnością polityki obecnych władz Turcji nie można utożsamiać z postawą całego społeczeństwa, jego część – w tym nie tylko naukowcy – bowiem nie zgadza się z tak uproszczoną wizją dziejów kraju i uważa, że państwo powinno otaczać opieką całe dziedzictwo kulturowe, jakie przetrwało na terenie współczesnej Turcji. Ważną sposobnością do przypomnienia spuścizny bizantyńskiej będzie 24. Międzynarodowy Kongres Bizantynistów (International Congress of Byzantine Studies), który w 2022 roku ma się odbyć właśnie w Stambule (pierwotnie miał to być sierpień przyszłego roku, wybuch epidemii jednakże pokrzyżował te plany).

LK: Czy można uznać tak jak w swoim komunikacie ujęło to UNESCO, że Hagia Sophia jest dziedzictwem uniwersalnym?

MG: Artykuł 1. Konwencji Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Naturalnego stanowi, że dobrami kulturowymi są między innymi dzieła architektury oraz malarstwa i rzeźby o wyjątkowej i powszechnej wartości z punktu widzenia historii, sztuki lub nauki. Świątynia Mądrości Bożej niewątpliwie spełnia te kryteria, jest bowiem przykładem dzieła architektury, w którym nadto zachował się cenny zespół mozaik oraz rzeźby architektonicznej. Wszystko to zaś ma wartość tak historyczną, jak i artystyczną oraz naukową. Choć tak wysoki status świątyni wydaje się oczywisty, warto zwrócić uwagę także na wyodrębnione przez UNESCO kryteria decydujące o wpisie na Listę Światowego Dziedzictwa, by przekonać się, które z nich i dlaczego możemy odnieść do poruszanej budowli. Według pierwszego trzeba, aby było to „wybitne dzieło twórczego geniuszu człowieka”. Warunek ten Hagia Sophia bez wątpienia spełnia, stanowiąc niezwykły pomnik ludzkiego intelektu – dwóch teoretyków Antemiusza z Tralles oraz Izydora z Miletu, którzy zaprojektowali śmiałą od strony architektonicznej budowlę o niespotykanej wcześniej skali. Współcześni badacze nierzadko podkreślają, że praktykujący budowniczowie nie poważyliby się na świątynię tak ogromną i o tak nowatorskiej formie – mogli to zrobić jedynie naukowcy, matematycy, jednym słowem teoretycy. Na pewno też budowla ta prezentuje „znaczącą wymianę wartości, zachodzącą w danym okresie czasu lub na danym obszarze kulturowym świata w dziedzinie rozwoju architektury” (kryterium II), bo choć jako całość jest dziełem unikatowym, to poszczególne elementy możemy zaobserwować w innych dziełach, ponieważ „grunt” pod jej budowę zaczęto tworzyć już w V wieku, ponieważ wiele ówczesnych budowli sakralnych na terenie Cesarstwa świadczy o eksperymentowaniu z formą. Z drugiej strony dowodzi ona, ogólnie rzecz biorąc, bardzo twórczego wykorzystania doświadczeń architektury rzymskiej, zwłaszcza w zakresie wznoszenia kopuł i przesklepiania. Stanowi przy tym „unikalne świadectwo tradycji kulturowej” (kryterium III) – choć Cesarstwo Bizantyńskie od dawna nie istnieje, to w powszechnej świadomości świątynia ta stanowi najbardziej wyrazisty symbol tej kultury oraz jej dawnej wielkości. Tak też zarazem „ilustruje znaczący etap w historii ludzkości” (kryterium IV), co jest tym bardziej istotne, gdy zważy się na to, że zasadniczo współcześnie wiedza społeczeństwa o Bizancjum nie jest zbyt rozległa, ale zabytki w rodzaju kościoła Mądrości Bożej sprawiają, że przeszłość ta nie może być łatwo zapomniana, pozostawiona jedynie dla wąskiej grupy badaczy. Poza tym dzieło jest „powiązane w sposób bezpośredni z wydarzeniami, ideami, wierzeniami, dziełami artystycznymi o wyjątkowym uniwersalnym znaczeniu” (kryterium VI). Świątynia ta bowiem była najważniejszą w Bizancjum, jej znaczenie dla chrześcijaństwa jest więc ogromne, po przekształceniu na meczet była zaś miejscem bardzo istotnym również dla muzułmanów. Zachowały się w niej wspaniałe zabytki malarstwa monumentalnego, które wraz z samą architekturą mają wielką wartość artystyczną, a o jej unikatowym ładunku ideowym zdają się świadczyć najlepiej ostatnie wydarzenia. Widzimy więc, że jeśli chodzi o założenia UNESCO, to Hagia Sophia spełnia niemal wszystkie wyróżnione kryteria dobra kultury o uniwersalnym znaczeniu. Zresztą właśnie na ten aspekt zabytku powołuje się wielu protestujących, wskazując, że wraz z przemianą w meczet pojawia się zagrożenie, że owa uniwersalność zostanie zastąpiona jednostronną narracją – ograniczoną tylko do kultury muzułmańskiej.

LK: Dlaczego w Polsce tak mało uczy się o Bizancjum? Dlaczego jest tak mała wiedza o tym dziedzictwie?

MG: W gruncie rzeczy nie jest to problem jedynie polskiego systemu edukacji, w którym według założeń programowych wiedza o Cesarstwie Bizantyńskim jest znikoma, ale generalnie współczesnego świata. Wprawdzie nie może to stanowić żadnego pocieszenia, ale badacze w krajach zachodnich również zwracają uwagę na to, że w szkołach Bizancjum praktycznie nie istnieje. Tendencja ta, można rzec, odzwierciedla podejście do tej cywilizacji, którą sztucznie oddzielono od losów Europy, uznając za twór zupełnie obcy, orientalny, nieprzystający do europejskich ideałów, choć w epoce te związki były dostrzegane, by tylko wspomnieć, że Eneasz Sylwiusz Piccolomini, późniejszy papież Pius II (1458–1464), na wieść o upadku Konstantynopola stwierdził, że Europa właśnie straciła jedno oko. Tak też negatywne stereotypy dotyczące Bizancjum, jakie powstały zwłaszcza w okresie Oświecenia, zdają się być wciąż żywotne wśród społeczeństwa, o czym świadczy choćby potoczne rozumienie przymiotnika „bizantyński”, będącego synonimem zamiłowania do przepychu i monumentalności, a także egzotyczności, jak i sztuczności, despotyzmu oraz wybujałej administracji i egzaltowanej pobożności. Wszystko to wynika z niewiedzy. Doceniana jest – oczywiście nader słusznie – spuścizna starożytności grecko-rzymskiej, co też znajduje odzwierciedlenie na poziomie szkolnej edukacji.

Dziedzictwo Bizancjum zaś jest rzeczywiście ważne przede wszystkim dla Grecji – choć początkowo, po powstaniu państwa w 1821 roku, bizantyńska przeszłość nie była w cenie, ponieważ starano się odwoływać jedynie do okresu starożytnego; ku ciągłości historycznej, uwzględniającej tak Bizancjum, jak i okres turkokracji (trwający od zdobycia Konstantynopola do wojny o niepodległość w 1821 r. i powołania w 1822 r. Pierwszej Greckiej Republiki), zaczęto zwracać się dopiero po połowie XIX wieku – a w nieco mniejszym stopniu również dla krajów bałkańskich i Rosji. Reszta Europy zdaje się nie dostrzegać związków pomiędzy Cesarstwem Bizantyńskim a Zachodem, pomijany jest jego wkład choćby na rzecz zachowania dzieł antycznych autorów, które w wielu przypadkach znamy jedynie dzięki bizantyńskim rękopisom. Oczywiście cały czas mówimy o ogóle społeczeństwa, ponieważ na poziomie uniwersyteckim studia bizantynistyczne rozwijają się całkiem dobrze.

W naszym kraju nadto dochodzą dodatkowe, specyficzne czynniki. Mianowicie, można stwierdzić, że w Polsce Bizancjum miało „twarz Moskala” – określeniem tym posłużył się Jerzy Axer, by oddać stosunek do tej cywilizacji Adama Mickiewicza – co nie sprzyjało rozwojowi studiów bizantynistycznych. Takie postrzeganie Bizancjum było charakterystyczne dla polskich ziem pod rosyjskim zaborem – właściwie było ono równoznaczne z prawosławiem i Rosją. Stąd też niechęć do kultury bizantyńskiej. Dziś te skojarzenia nie są już nazbyt istotne, ale brak odpowiedniej edukacji w szkole sprawia, że społeczeństwu nadal brakuje rzetelnej wiedzy o tym okresie historii powszechnej, przez co zdaje się ono tkwić w ramach negatywnych stereotypów oświeceniowych – i to mimo ogromnego postępu badań. Tak politycy wszystkich opcji co jakiś czas mogą nawoływać swych przeciwników do „skończenia z Bizancjum”, uważając to stwierdzenie za błyskotliwą metaforę nazbyt wystawnych rządów. Na pewno więc ciągle jest wiele do zrobienia na polu popularyzacji wiedzy o Cesarstwie Bizantyńskim.

LK: Dziękuję za rozmowę!

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.