Adeste

Adeste jest za darmo i bez reklam
Utrzymują nas tacy czytelnicy jak Ty.

Wesprzyj
Miesięcznik luty 2020, Społeczeństwo

Gdy człowiek staje się surowcem…

magazine cover

pixabay.com

Powojenna myśl filozoficzna stanęła w obliczu śmierci milionów ludzi – zarówno na frontach, jak i w wyniku działań o charakterze ludobójczym. Wiele szkół starało się zrozumieć, co się właściwie wtedy stało, gdzie popełniony został błąd, gdzie jest źródło zła.

Zatrzymajmy się na chwilę – wyobraźmy sobie milion ludzi… Jak dla mnie jest to rzecz nieosiągalna. Prawdopodobnie już w roku 1947 w usta Józefa Stalina wsadzono cytat, który brzmi mniej więcej tak: „Śmierć jednego człowieka to tragedia. Śmierć milionów ludzi to statystyka”. Trafił on nie tylko do literatury, ale i popkultury. Niektórzy mogą pamiętać go z ekranu, który ukazywał się po śmierci gracza w grze komputerowej Call of Duty 2.

Możliwe, że siła tego hasła leży w tym, jak bardzo trafnie opisuje nasze spotkanie z wieściami ze świata. Zwykły człowiek nie ma wystarczających sił, aby przeżywać cierpienie każdej jednostki na całym świecie. A jednak wciąż odczuwamy niepokój. Czy nie rodzi się w nas pytanie: dlaczego tak się dzieje?

Co jest źródłem wojny?

Thomas Merton, amerykański pisarz, poeta, katolicki konwertyta i trapista, w swoim życiu doświadczył wiele cierpienia. Został wcześnie osierocony, a jego młodszy brat zginął jako lotnik podczas drugiej wojny światowej. Zrozumiałe jest więc to, że w jego duchowych rozważaniach pojawiło się pytanie o wojnę. Jej źródła Merton dopatrywał się w strachu. Nie jest to – wbrew pozorom – lęk tylko przed bliźnim czy jakaś forma braku zaufania. Jest to strach ogólny, wobec wszystkiego – nawet siebie samego. Pochodzić miał on z braku wiary w Boga.

Merton pisał nieszablonowo o oczekiwaniach ludzkości wobec pokoju:

Gdyby ludzie naprawdę pragnęli pokoju, prosiliby oni Boga, a on dałby im go. Lecz dlaczegóż miałby udzielać pokoju, którego w rzeczywistości świat nie chce? Albowiem pokój, którego świat zdaje się pragnąć, w rzeczywistości nie jest wcale pokojem.

Dla niektórych pokój oznacza jedynie swobodę wyzyskiwania innych ludzi bez obawy zemsty czy czyjegokolwiek mieszania się. Dla innych oznacza on nieograniczone i bezustanne ograbianie się nawzajem. Dla jeszcze innych – wolny czas na pochłanianie dóbr ziemskich, bez konieczności przerywania sobie tej przyjemności dla nakarmienia tych, którzy wskutek ich chciwości umierają z głodu. A praktycznie dla wszystkich pokój oznacza brak fizycznych zakłóceń, które mogłyby rzucić jakikolwiek cień na ich życie, poświęcone zaspokajaniu zwierzęcych apetytów na wygodę i przyjemność

Merton T., Posiew kontemplacji, tłum. M. Morstin-Górska, 1982, s. 75-⁠76

Co możemy w takim razie zrobić, aby powstrzymać konflikty? Merton zwrócił się do swoich czytelników otwarcie: „Czy chcesz położyć kres wojnom, nakłaniając ludzi do zaufania tym, którym w sposób oczywisty zaufać nie sposób? Nie. Ucz ich kochać i ufać Bogu, a wówczas staną się zdolni do pokochania tych ludzi, którym nie mogą zaufać i odważą się pogodzić z nimi, ufając nie im, lecz Bogu” (tamże, s. 75).

Człowiek jako narzędzie mówiące ludzkim głosem

Myślę, że Merton nie wyjaśnia w sposób dostateczny tego, co się stało podczas ostatniego globalnego konfliktu, choć zarysowuje pewne ramy. Mówi przede wszystkim o motywacjach drzemiących w człowieku. Warto jednak spojrzeć także na uzasadnienie wykorzystywania człowieka jako niewolnika, aby zrozumieć głębiej ten problem.

Już w starożytności mieliśmy do czynienia z koncepcją uznania części ludzi za narzędzie mówiące ludzkim głosem, wyprowadzoną za pomocą języka filozoficznego bądź też usankcjonowaną w sposób religijny. Platon, opisując idealne państwo, wskazywał, że niewolnictwo powinno być jego integralną częścią. Także dla Ksenofonta rzeczą zwyczajną było jego istnienie – zresztą sam był właścicielem niewolników. W Polityce Arystotelesa można przeczytać, że każdy człowiek posiada w sposób potencjalny rozum, ale nie każdy potrafi z niego korzystać tak, aby zapewniał mu on możliwość kierowania sobą samym.

Władza wolnego człowieka nad niewolnikiem miała być według Arystotelesa w gruncie rzeczy dobra. Także prawo rzymskie odbierało podmiotowość prawną osobie popadającej w niewolę. Przypisywało człowiekowi kategorię rzeczy (instrumentum vocale – narzędzie mówiące), nie odrzucało jednak jego człowieczeństwa jako takiego. Stawał się więc czymś, co pozwalało właścicielowi osiągać cele gospodarcze, i sam podlegał handlowi.

Według artykułu Niewolnik – nasz nieodłączny towarzysz (cz. I) historyka doktora Adama Pałuchowskiego z Uniwersytetu Wrocławskiego, specjalisty w zakresie historii niewolnictwa, nie można zgodzić się z uproszczoną historiozoficzną koncepcją Marksa, według której cały antyk był formacją niewolniczą. Miało to oznaczać, że podstawą ekonomii przez pełną epokę była praca pozbawionych wolności ludzi. Współczesna historia zwraca uwagę, że istniały wtedy pewne okresy, gdy tak się działo, lecz nie objęły całej starożytności. Samo zjawisko jednak było powszechne i trwa po dziś dzień.

Myśl stoicka i wczesnochrześcijańska dokonała pewnego wyłomu w tej kwestii. Wraz z osłabieniem się imperium rzymskiego, co niosło za sobą przemiany gospodarcze, oraz z rozwojem chrześcijaństwa niewolnictwo ilościowo zaczęło zanikać. W średniowieczu wciąż istniało jako zjawisko, lecz samo traktowanie niewolników zwykle polepszało się pod wpływem Ewangelii. Filozof stoicki Seneka zwrócił uwagę, że człowiek może być niewolnikiem tylko co do ciała – nie co do ducha. Kościół w swoich początkach nie występował otwarcie przeciw niewolnictwu – zarówno św. Paweł Apostoł, jak i św. Augustyn nie potępiali tej instytucji. Jednakże podkreślali, że Bóg stworzył człowieka, aby panował nad stworzeniem nierozumnym, a nie nad innymi ludźmi. Św. Augustyn wskazywał na perspektywę wyzwolenia: „[…] do czasu, aż przeminie niesprawiedliwość, aż zniesione zostanie wszelkie panowanie i ludzka władza […]” (św. Augustyn, O państwie Bożym, tłum. W. Kornatowski, 1977, II 421). Jak zwraca uwagę polska historiografia, także plemiona słowiańskie zamieszkujące tereny dzisiejszej Polski handlowały niewolnikami ze światem islamu. Podobnie państwo wczesnopiastowskie – według niektórych historyków Ibrahim Ibn Jakub był przede wszystkim ich handlarzem.

Człowiek pozbawiony umiejętności używania rozumu

Powrót do debaty nad niewolnictwem przyniosło odkrycie Ameryki przez mieszkańców Europy w XV wieku. W obliczu doniesień o losach Indian oraz protestów znanego ówcześnie wykładowcy z Salamanki Francisco de Vitorii papież Paweł III w bulli Sublimis Deus wyraźnie podkreślił, że Indianie są ludźmi i nie wolno im odbierać dóbr oraz brać ich w niewolę. Podczas dysputy w Valladolid Juan Ginés De Sepúlveda optował za niewolnictwem, wyprowadzając wcześniej opisaną argumentację Arystotelesa. Po przeciwnej stronie stanął Bartolome de Las Casas, który był zagorzałym obrońcą Indian – także i on nie omieszkał korzystać z dorobku klasycznej filozofii. W ostateczności przyznano rację temu drugiemu. Polscy antropologowie prof. Magdalena Krysińska-Kałużna i Witold Jacórzyński w artykule Spór o Innego w XVI wieku: Indianie i konkwistadorzy zwrócili uwagę, że „[…] stało się tak głównie za przyczyną myśli chrześcijańskiej, traktującej każdego człowieka jako »osobę«, a »my« – jako zbiór ogarniający cały świat, bowiem Zbawiciel zmarł za wszystkich. Termin »Osoba« został przez wielkie Sobory wybrany dla określenia relacji pomiędzy Ojcem, Synem i Duchem Świętym. Łacińskiemu słowu, zinterpretowanemu zgodnie z myślą grecką, nadano chrześcijańską zawartość. Stąd właśnie wywodzi się tak istotne dla europejskiej kultury pojęcie człowieka, »osoby ludzkiej«”.

Niezwykłą rzeczą w tym konflikcie jest to, że obie strony bazujące na podobnym dorobku filozoficznym tradycji arystotelesowej wyciągnęły zupełnie inne wnioski na temat tak fundamentalnej sprawy jak niewolnictwo.

W późniejszym okresie część filozofów liberalnych także odrzucała niewolnictwo. Byli to przede wszystkim John Locke i Jean Jacques Rousseau. Wolność jednak pojmowali w sposób zupełnie inny niż chrześcijańscy myśliciele. Według współczesnego filozofa kultury, prof. Piotra Jaroszyńskiego, przedstawiciela myśli neotomistycznej:

Z punktu widzenia filozoficznego różnica między intelektualistycznym a liberalistycznym ujęciem n[iewolnictwa] sprowadza się do innego pojmowania wolności. Dla Arystotelesa i Tomasza z Akwinu wolność jest aktem decyzji, który suponuje istotny udział refleksji intelektualnej, i który jest wolnością do czegoś, natomiast dla Locke’a i Rousseau wolność jest stanem pierwotnym, który oznacza podstawowe uprawnienia jednostki, jako wolność od. Z punktu widzenia politycznego to drugie ujęcie skuteczniej przyczyniło się do uznania instytucji n[iewolnictwa] za formę całkowicie bezprawną i uwłaczającą ludzkiej godności. Z punktu widzenia moralnego liberalistyczna koncepcja wolności, wskutek przeakcentowania wolności od, zamazała różnicę między wolnością a wewnętrznym zniewoleniem, ponieważ odrzucona została kategoria zła moralnego i religijnego grzechu, które rozpoznawalne są dopiero na odpowiednim poziomie intelektualnym, a nie w stanie pierwotnej natury

Jaroszyński P., Niewolnictwo [w:] ptta.pl; podkr. S.K.

Niestety sprzeciwy filozofów nigdy nie zlikwidowały w pełni niewolnictwa, które po czasie pojawiło się w opakowaniu rasizmu, na pewien sposób wyprowadzanego z dziewiętnastowiecznych nauk.

Człowiek w masowym grobie

Lecz czy niewolnictwo było jedyną formą traktowania człowieka jako surowca? Wieki XIX i XX pokazały, że ludzkość potrafi być niezwykle „kreatywna”. W tym okresie wymyślono i zrealizowano koncepcję obozów koncentracyjnych, które swoją szczytową formę osiągnęły w III Rzeszy i Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich.

W państwach totalitarnych, podobnie jak u Niccolò Machiavellego, cel uświęcał środki. Celem była konkretna wizja społeczeństwa, a środkiem potrzebnym do realizacji byli ludzie. Staje się to jasne, kiedy spojrzymy na źródła marksizmu. Pierwotnie komuniści byli formą chrześcijańskiej sekty, która za pomocą rewolucji miała doprowadzić do zmartwychwstania ludzkości i ustanowienia Nowego Jeruzalem na ziemi. Dopiero pod wpływem Karola Marksa i Fryderyka Engelsa ruch ten przyjął teorię materialistyczną. Szerzej to zagadnienie opisuje publicysta historyczny Jakub Zgierski w artykule dostępnym w internecie pt. Jak narodził się marksizm? Chrześcijański komunizm, Mesjasz i zbawienie na ziemi, w skrócie jednak ujmując: komunizm chciał wprowadzić raj na ziemi za pomocą siły. W sposób praktyczny zostało to zrealizowane przez Lenina, który dopracował tę koncepcję, tworząc konkretny plan działania.

Ważnym elementem wojennej propagandy była dehumanizacja przeciwnika ideologicznego. W III Rzeszy na plakatach widać było postacie wrogów zniekształcone przez wyostrzone rysy, które czyniły je obrzydliwymi i budzącymi pogardę. Znanym przykładem jest plakat, który miał kojarzyć żydów jako nosicieli tyfusu plamistego.

Remedium?

Według mnie o wiele trafniej ujął ten problem współtwórca Lubelskiej Szkoły Filozoficznej i wieloletni rektor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, o. prof. Mieczysław Krąpiec, gdy mówił w kontekście wpływu totalitaryzmu na uczelnie, którego sam doświadczył: „[…] Człowiek jest celem, a nie środkiem! I to jest największa alienacja, gdy środki zmienia się na cele, a cele na środki […]” (materiał video KUL Profesor Mieczysław Albert Krąpiec OP [w:] youtube.com, 0:14-⁠0:26).

Współcześnie wciąż istnieje problem traktowania człowieka jako towaru. Z jednej strony dalej borykamy się z problemem niewolnictwa. Z drugiej – są jego inne przejawy… dalsze przemyślenia pozostawiam czytelnikom.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

Zapisz się na newsletter i bądź na bieżąco

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta witryna jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej Polityka prywatności oraz Warunki korzystania z usług Google.

Weryfikacja reCAPTCHA wygasła. Odśwież stronę.