adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Sprawdź nowy numer konta

Wesprzyj
Polonia Zawsze Wierna

Dziękuję Ci, Ojcze, za ten Kościół | Polonia Zawsze Wierna

Jakim krajem jest Uzbekistan? Większości z nas ta nazwa kojarzy się prawdopodobnie zupełnie z niczym. Dla wielu Polaków jest to po prostu jedno z ubogich, słabo rozwiniętych post-radzieckich państw w Azji. I pewnie – jeśli dodać do tego muzułmańską większość w społeczeństwie – jest w tej wizji dużo prawdy. A jednak nawet w tak egzotycznym kraju znajdziemy polskich księży, polskich katolików i piękne historie o wierze.

Z ojcem Stanisławem Rochowiakiem OFM Conv., posługującym w Taszkiencie, rozmawiał Konrad Myszkowski

Konrad Myszkowski: Jak wygląda codzienne życie w Uzbekistanie?

O. Stanisław Rochowiak: W Uzbekistanie mamy pięć parafii w głównych miastach. Dwie z nich są obsługiwane przez kapłanów z Wenezueli oraz Argentyny. Franciszkanie z Polski mają trzy parafie i klasztory w trzech różnych miejscach. Staramy się prowadzić normalne życie we wspólnocie klasztornej, choć nie jest to łatwe z racji tego, że w dwóch konwentach są wspólnoty złożone tylko z dwóch braci. Odczuwamy braki personalne, a liczyć na pomoc z Polski też nie możemy, gdyż są większe potrzeby w Europie czy też w krajach chrześcijańskich, gdzie nasza prowincja ma swoje misje.

KM: Staracie się prowadzić normalne życie, jednak niewątpliwie wygląda ono inaczej niż w Polsce…

O. SR: Trudno jakoś prosto odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ w Uzbekistanie każda placówka ma swoją specyfikę i po prostu trzeba się dostosować do miejsca, w którym się przebywa. W Polsce raczej jest ogólnie przyjęty sposób pracy w parafii czy też wypracowany od wieków model życia w klasztorze, porządek dnia, dużo więcej braci we wspólnocie. W Uzbekistanie życie lubi zaskakiwać różnymi niespodziankami.

KM: Tak w skrócie – jak to jest być Polakiem w Uzbekistanie?

O. SR: Myślę, że być Polakiem w Uzbekistanie jest tak samo, jak być Polakiem w innym kraju. Uzbecy są jednak narodem bardzo życzliwym i otwartym; ciekawią ich obcokrajowcy. Musimy pamiętać, że to kraj położony na Jedwabnym Szlaku, dlatego od wieków mają kontakt z cudzoziemcami i jest to ich chleb powszedni. Turystyka to dziś chyba główna siła napędowa rozwoju tego państwa.

KM: To dobrze, zważywszy na fakt, że mieszka tam stosunkowo liczna Polonia.

O. SR: W Uzbekistanie na pewno mieszka kilka tysięcy osób pochodzenia polskiego. Niektórzy z nich jeszcze kultywują rodzime tradycje, należą do organizacji polonijnych. Sto lat temu w dzielnicy, w której stoi taszkencki kościół, mieszkało kilka tysięcy Polaków – zesłańców, jeńców wojennych, robotników… Niestety, grupa miejscowych Polaków, którzy są katolikami, jest bardzo mała i cały czas się kurczy: umierają, wyjeżdżają do Polski lub innych krajów. Trudno mówić o relacjach z miejscowymi, bo oni też są miejscowi.

Polacy wnieśli w rozwój tego regionu ogromny wkład i do dziś są znane nazwiska tych, którzy od połowy XIX wieku badali tę ziemię i pracowali dla niej. Uzbekistan to państwo wielokulturowe i wielonarodowe – w szczególności mieszkańcy Taszkentu, którzy pochodzą z różnych narodów.

KM: W jaki sposób działa Kościół w Uzbekistanie?

O. SR: W 1997 roku Uzbekistan został powierzony przez świętego Jana Pawła II pod opiekę franciszkanów z prowincji krakowskiej. Zadaniem zakonu jest stworzenie struktur Kościoła oraz jego rozwój. W 2005 roku Jan Paweł II utworzył w Uzbekistanie administraturę apostolską oraz wyznaczył franciszkanina, o. Jerzego Maculewicza, jej pierwszym biskupem. W ostatnich latach zaprosiliśmy do pracy księdza diecezjalnego z Wenezueli, który jest proboszczem w Urgenczu, oraz braci z Argentyny (ze zgromadzenia Verbo Incarnato), którym przekazaliśmy klasztor i kościół w Samarkandzie.

KM: Ilu wiernych posiada uzbecki Kościół?

O. SR: Wspólnota wiernych jest nieliczna. W naszych pięciu parafiach gromadzi się na niedzielnych mszach świętych około pięciuset osób. Oczywiście w Uzbekistanie jest więcej katolików (liczymy, że około trzech tysięcy) jednakże oni nie mają nic wspólnego z Kościołem. Dowiadujemy się o nich w dniu ich pogrzebu, bo jednak rodzina wie, że to katolicy i potrzeba, aby ksiądz odprawił pogrzeb.

Przez społeczeństwo jesteśmy odbierani pozytywnie, gdyż wiele osób wie, kto to jest papież lub czym jest Watykan, znają też nasze stuletnie kościoły.

KM: Rozumiem, że w Uzbekistanie można swobodnie wyznawać wiarę katolicką?

O. SR: Co do wyznawania wiary, to raczej wierzący nie mają żadnych problemów, aby praktykować swoją wiarę. Problemy mogą się zdarzać wtedy, kiedy ktoś z innej kultury, religii chce zostać chrześcijaninem. Wtedy jest duża presja społeczna i rodzinna na taką osobę, ale raczej nie można mówić o problemach ze strony państwa. Oczywiście prozelityzm jest zakazany, dlatego nie możemy organizować kolonii, czy też letnich obozów dla dzieci, co jeszcze 15 lat temu było możliwe.

KM: A jak wyglądało to dawniej?

O. SR: Kościół w Uzbekistanie ma swoją bogatą przeszłość, niestety zapomnianą i być może celowo nie nagłaśnianą w środowiskach naukowych i środkach masowego przekazu. Odrodzenie Kościoła nastąpiło tutaj w drugiej połowie XIX wieku, głównie dzięki Polakom. Wtedy też na terenie Uzbekistanu wybudowano kościoły w Taszkencie, Samarkandzie i Ferganie.

“Bóg jest Miłością”

KM: Jak to się stało, że trafił Ojciec do Taszkentu i działa akurat tam? 

O. SR: Bardzo prosto. W 1997 roku Stolica Apostolska powierzyła opiekę duszpasterską naszej prowincji zakonnej, franciszkanom z Krakowa. W tym czasie jeden z naszych braci, o. Krzysztof Kukułka, który był proboszczem w Taszkencie i Ferganie, odbudowywał kościół w pierwszym z tych miast. Zakon musiał przysłać kolejnych braci do pracy w Uzbekistanie, a ja byłem jednym z tych, którzy się zgłosili do tego wyjazdu, choć przyznam, że nie było tłumu chętnych.

KM: Co było później?

O. SR: W 2002 roku zostałem proboszczem w mieście Urgench. Leży ono tysiąc kilometrów od Taszkentu, stolicy Uzbekistanu. W XIII wieku było tam biskupstwo, na czele którego stał franciszkanin, ale od XIV wieku nie było tam żadnej chrześcijańskiej świątyni. Od razu zacząłem starania, aby wybudować tam kościół. Po wielu trudnościach i przy pomocy samego senatora Johna Kerry’ego udało mi się uzyskać pozwolenia na budowę i otwarcie świątyni.

W 2003 roku do naszego kościoła przyszła kobieta, muzułmanka. Miała bardzo ciężkie życie: mąż ją zostawił, wychowała dwóch synów i trzy córki, a później wnuki, ponieważ córki wyjechały do pracy w Rosji. W pewnym momencie zauważyła, że zaczyna chorować psychicznie i poszła modlić się na cmentarz muzułmański. Tam została pobita i wracając z płaczem, spotkała naszą parafiankę. Ta zaprosiła ją do kościoła. Od tamtego czasu bardzo często była w świątyni. Przyprowadzała swoje wnuki, czasem też swoje córki. W tym miejscu czuła się zawsze szczęśliwa. Mimo że do dziś nie przyjęła chrztu, czuje się członkiem wspólnoty i całym sercem jest oddana parafii i Kościołowi katolickiemu. Kiedy w 2008 roku zostałem przeniesiony do parafii w Samarkandzie, kobieta ta na naszym pożegnalnym przyjęciu wstała i powiedziała: „Dziękuję ci, ojcze, za ten kościół. To miejsce jest dla mnie rajem na ziemi. W całym moim podłym życiu to miejsce jest jedyną radością. Kiedy przekraczam próg bramy kościoła, to wchodzę do innego świata”. Te chwile spędzone w świątyni dają jej radość życia i siłę do codziennych zmagań.

Zobacz też:   Różaniec na wielbłądach

KM: Z muzułmanami ma Ojciec kontakt na co dzień.

O. SR: Uzbekistan nie jest krajem chrześcijańskim. Większość społeczeństwa przyznaje się do islamu, choć może nie praktykują, ale zachowują tradycje i święta muzułmańskie. Islam jest częścią kultury tego narodu.

Nie mówimy o działalności misjonarskiej, gdyż ta jest postrzegana negatywnie przez władze państwowe i kojarzona z prozelityzmem. Tu raczej chodzi o dawanie świadectwa życia chrześcijańskiego i zapewnienie duchowej opieki katolikom, którzy tutaj żyją, ale też i tym, którzy przyjeżdżają do pracy czy w celach turystycznych. Z tego względu na przykład w Taszkencie prowadzimy duszpasterstwo w językach rosyjskim, koreańskim, angielskim i polskim.

KM: A więc świadectwo to słowo-klucz do zrozumienia działalności księży katolickich w Uzbekistanie?

O. SR: Jesteśmy również otwarci na różne spotkania z osobami z innych kultur i religii. W wielu wypadkach takie rozmowy umacniają nas w przekonaniu, że jesteśmy tutaj nie tylko potrzebni, ale wręcz niezbędni. Często spotykamy ludzi, którzy przychodzą do nas, aby się pomodlić za nich, otrzymać błogosławieństwo, radę lub pomoc materialną. Jezus działa w przedziwny sposób, aby pokazać ludziom, że to On jest jedynym Zbawicielem świata.

W 2016 roku do naszego kościoła w Taszkencie przyszedł mężczyzna, muzułmanin, aby prosić o modlitwę za swego brata, który zginął ponad trzydzieści lat temu na wojnie w Afganistanie. Mówił, że przez całe lata modli się za swego brata i jeździ do różnych muzułmańskich świętych miejsc, ale nie ma pokoju w sercu i brat ciągle mu się śni. Teraz przyszedł do nas, do kościoła katolickiego, ponieważ brat we śnie powiedział mu, że ma pójść prosić o modlitwę za niego u tych, którzy modlą się do Jezusa. Oczywiście przyjęliśmy go i umówiliśmy się, że odprawimy mszę świętą w intencji tego człowieka. Musicie wiedzieć, że w Kościołach prawosławnych nie można zamówić mszy świętej za kogoś, kto nie tylko nie był ochrzczony, ale też nie był prawosławny. Ten człowiek przyszedł na tę mszę świętą, uczestniczył w niej i złożył ofiarę. Po kilku dniach złożył świadectwo, że znów widział we śnie brata, ale ten był zupełnie inny – bardzo szczęśliwy – i że teraz znalazł on pokój serca. Świadectwo tego człowieka na pewno działa w jego muzułmańskim środowisku i z pewnością nie będzie on wrogiem tych, których prosił o modlitwę za swego brata.

KM: W codziennej posłudze nie brakuje zapewne trudności i przeszkód…

O. SR: Trudności są wszędzie i jakoś trudno o nich mówić, gdyż każdy dzień przynosi nowe niespodzianki. Myślę, że dużym problemem jest emigracja naszych parafian z tego kraju. Bardzo wielu młodych ludzi wyjechało i ciągle wyjeżdża, a prawie każdy z nich marzy o tym, aby zamieszkać w Europie.

KM: Jak wielu polskich misjonarzy działa w Uzbekistanie?

O. SR: W pewnej mierze już na to pytanie odpowiedziałem wcześniej. Obecnie w Uzbekistanie pracują franciszkanie z prowincji krakowskiej, jeden kapłan diecezjalny z Wenezueli oraz jeden kapłan i brat zakonny z Instytutu Verbo Incarnato z Argentyny. Franciszkanie z Polski pracują w trzech parafiach i wraz z o. biskupem (który też jest franciszkaninem) jest ich dziewięciu. W tej liczbie mieści się trzech braci zakonnych i jeden kapłan, ojciec Siergiej, który pochodzi z Taszkentu i jest pierwszym księdzem pochodzącym z Uzbekistanu. Ukończył on nasze wyższe seminarium przy ulicy Franciszkańskiej w Krakowie.

KM: Z jakim przyjęciem spotyka się działalność księży wśród miejscowych?

O. SR: Raczej spotykamy się z życzliwością ze strony miejscowej ludności, która uważa, że każdy ma prawo do wyznawania swojej religii. Bardzo często słyszymy od muzułmanów, że Bóg jest jeden, choć oni nie mogą pogodzić się z tym, że oddajemy cześć boską Jezusowi Chrystusowi; dla nich to tylko wielki prorok.

W Urgenczu, mieście, w którym urodziła się Anna German, obok nas mieszkał stary Uzbek, który odnosił się do nas bardzo przyjaźnie. W przeszłości był komunistą. Miał on bardzo dużą, kochającą się rodzinę. Kiedyś go zapytałem, ile ma dzieci. Odparł, że urodził mu się najstarszy syn, a drugą ciążę kazał żonie usunąć. Kiedy żona zaszła w ciążę po raz trzeci, powiedział, że jeśli Pan Bóg daje dzieci, to i chleb im da. Tym sposobem urodziło mu się dziesięciu synów i jedna córka. Nie mógł powiedzieć, ilu ma wnuków i prawnuków.

Kiedy budowaliśmy kościół, on dwa razy ufundował obiad dla wszystkich robotników, aby tym sposobem wyprosić sobie błogosławieństwo u Boga. Kiedy już mieliśmy naszą kaplicę, przyniósł nam dywan, aby leżał on przed ołtarzem. Powiedział, że wie o tym, że jeśli położy ten dywan w naszym kościele, to on tam zostanie. Miesiąc wcześniej zaniósł dywan do meczetu, ale po tygodniu czasu nie zobaczył już tam swojego podarunku. Wiele mogliśmy się nauczyć od tego człowieka, który choć nie był chrześcijaninem, to prawdziwie kochał Boga i swoje dzieci wychował na prawych ludzi. Nie żyje od kilku lat, ale jego synowie mimo tego, że są wierzącymi i praktykującymi muzułmanami, nadal utrzymują z nami kontakt i możemy powiedzieć, że jesteśmy przyjaciółmi.

KM: Widzę, że świadectwo naprawdę potrafi przekonać zwykłych ludzi. A co z władzami państwowymi?

O. SR: Tak jak wspominałem, prozelityzm i działalność misjonarska są zabronione. Władze państwowe widzą w nas przedstawicieli największego Kościoła chrześcijańskiego i raczej są przychylne naszej obecności, gdyż to też promuje Uzbekistan w świecie. Nie znaczy to jednak, że nie spotykamy się z różnymi trudnościami w codziennym życiu ze strony miejscowych urzędników.

KM: Na koniec chciałbym jeszcze zapytać, czy czytelnicy Adeste mogą w jakiś sposób wesprzeć działalność księży w Uzbekistanie, a jeśli tak, to w jaki?

O. SR: Oczywiście, że odczuwamy pewne braki materialne. Wielu ludzi prosi nas o pomoc, szczególnie rodziny wielodzietne. Bardzo dużą pracę wykonują w Taszkencie Siostry Miłosierdzia Matki Teresy z Kalkuty. Często kupujemy dzieciom i młodzieży odzież i lekarstwa lub dokarmiamy przy naszych parafiach.

Myślę jednak, że najważniejszym darem jest modlitwa za ten kraj i jego mieszkańców. Ważne jest nasze codzienne ofiarowywanie swego cierpienia, trudności i codziennych krzyży w tej intencji, aby ci, którzy nie otwarli swego serca na Jezusa, dzięki Bożej łasce uwierzyli w Niego i przyjęli Go jako swego Pana i Zbawiciela. Uzbekistan zamieszkuje bardzo dużo młodych ludzi. Każdego roku przybywa sześćset tysięcy mieszkańców. Średnia wieku społeczeństwa nie przekracza trzydziestu lat. Myślę, że Jezus kocha ten naród i chce, aby każdy usłyszał o Nim i aby każdy dowiedział się i uwierzył, że „tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3, 16).

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.