adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj
Miesięcznik, Społeczeństwo, Wiara

Gdzie jest nasze serce?

Z ks. dr. hab. Piotrem Kieniewiczem MIC rozmawiał Piotr Ulrich

Często formułujemy tezę, że dzisiejszy świat oszalał na punkcie pieniędzy, zysku i chęci posiadania. Czy człowiek, będący produktem takiej cywilizacji, odnajdzie się w sytuacji, w której będzie chciał kogoś pokochać? O problemie miłości w czasach komercji rozmawialiśmy z ks. dr. hab. Piotrem Kieniewiczem MIC – specjalistą w zakresie teologii moralnej.

Księże Profesorze, czy będąc nastawionym na zysk, człowiek może prawdziwie kochać?

To pytanie odnosi się do priorytetów i do definicji miłości. Jeśli człowiek troszczy się o zysk, który jednak nie jest celem samym w sobie, to oczywiście istnieje możliwość, że są dla niego rzeczy ważniejsze. Jak jednak rozumiem, nie tego dotyczy pytanie. Chodzi o sytuację, gdy zysk i pieniądze są sprawami kluczowymi – innymi słowy, mamy do czynienia z czymś, co Biblia nazywa bałwochwalstwem. Korzeniem wszelkiego zła – jak mówi św. Paweł – jest chciwość pieniędzy. Jeżeli tak, to znaczy że albo pieniądze służą wzrostowi ludzkiej pychy, albo człowiek zupełnie stał się ich niewolnikiem. W obu wypadkach trudno mówić o otwarciu się na miłość ukazywaną przez Słowo Boże – jako bezinteresowny dar z siebie. Jeśli ktoś jest skupiony na sobie, wszystko sobie podporządkowuje i zainteresowany jest tym, by mieć coraz więcej, bo daje mu to poczucie bezpieczeństwa, władzy i niezależności, to nie ma w nim miejsca na dar. Tym bardziej tam, gdzie człowiek jest niewolnikiem i nie potrafi funkcjonować bez pieniędzy. Chciałbym się tu odnieść do niezwykle istotnej kwestii: można być niewolnikiem pieniędzy, nie posiadając ich. Człowiek może być chciwy, nie mając pieniędzy. Jest wtedy zależny od tego, o czym myśli, czego pożąda, czego łaknie i czego jest straszliwie głodny, jednak tego nie posiada. Podstawą tego głodu jest zawiść i zazdrość. Człowiek myśli o tym, co mógłby mieć i skupia się na chęci posiadania. Słowo mówi, że „gdzie skarb twój, tam i serce twoje” (Mt 6, 21). Jeśli się jest niewolnikiem pieniędzy, trudno mówić o miłości, bo serce ludzkie jest już zajęte czym innym.

Jeśli zatem serce skomercjalizowanego społeczeństwa jest zajęte gonitwą za pieniądzem, a młodzi ludzie są podatni na kształtowanie ze strony swojego otoczenia, to do jakiej „miłości” wychowuje ich świat?

Najbardziej zainfekowani podejściem konsumpcyjnym nie są jednak ludzie młodzi, a pokolenie dorosłych w wieku 30–50 lat, którzy byli wychowani przez kogoś, kto doświadczył biedy komunizmu i zachłysnął się bogactwem. Dla kogoś takiego wszystko jest dostępne – jednocześnie jest on bombardowany obrazami społeczeństw, które mają jeszcze więcej i jeszcze łatwiej im to osiągnąć, też więc chce konsumpcyjnie równać do tego poziomu. Żyje więc na kredyt, tak jak społeczeństwa zachodnie. To pokolenie ma w pewien sposób przetrącony kręgosłup moralny w odniesieniu do konsumpcji. Siłą rzeczy wychowują oni młode pokolenie, jednak wśród młodych ludzi łatwiej jest wykrzesać ideał, który się utrzyma. Da się wśród nich wyodrębnić grupę, która jakkolwiek bombardowana tym konsumpcyjnym modelem, jest na niego w jakiś sposób odporna. Z jednej strony dlatego że zderzyła się z beznadziejnym (w sensie: pozbawionym nadziei) modelem życia swoich rodziców i chce w jakiś sposób zaprotestować, więc szuka uważnie i jest wymagająca, bądź też spotkała się z jakimś świadectwem i pragnie przyłączyć się do kogoś, kto jest świadkiem. Młodzi (w wieku 16–25 lat) są pokoleniem, które jest złaknione ideałów i można ich stosunkowo łatwo formować, pociągnąć, zapalić. Problem jednak niewątpliwie istnieje. Mamy do czynienia z modelem, w którym człowiek korzysta z życia, tj. z hedonizmem. Jednym z powodów takiego zjawiska jest, w moim odczuciu, pewien kryzys moralności, jaki możemy zaobserwować we współczesnej Europie. Wynika on z ogromnego rozczarowania ludzkością, która odcierpiawszy dwie wojny światowe, później zaś agresywną zimną wojnę i zagrożenie nuklearnym unicestwieniem, weszła w postawę, którą można scharakteryzować w następujący sposób: „lepiej dzisiaj się zabawić, mieć przyjemność z życia, niż starać się żyć porządnie w sytuacji, gdy życie zaraz może się zakończyć”.

Zobacz też:   „Hej, ha! Kolejkę nalej! Hej, ha! Kielichy wznieśmy!”

Ta pokusa jest charakterystyczna dla czasów powojennych, dla społeczeństw dotkniętych straszliwą katastrofą. Mimo tego że kryzys dotyczył głównie obszaru Europy, to jego odłamki dotknęły najdalszych krańców świata, bo dzisiejszy świat stał się globalną wioską. Myślę więc, że u podstaw wszystkiego leży właśnie brak nadziei, natomiast niesie on za sobą kolejne konsekwencje. Zagubiwszy moralną jakość, świat wszedł w jakąś przedziwną pustkę, którą zagospodarowano agresywnymi modelami zdemoralizowanymi, związanymi z ideologią gender, z rozpasaniem seksualnym, ale także z kryzysem religii i wiary – indywidualnym i społecznym. Zagubiliśmy, jako społeczeństwo, naszą chrześcijańską tożsamość. Chrześcijańska cywilizacja Europy, którą znamy od czasów apostolskich do dziś, w moim odczuciu kona albo już skonała i funkcjonuje już tylko w ograniczonym zakresie. Z religijnego punktu widzenia w tę pustkę wszedł niezwykle agresywny islam. Europy, którą znali nasi dziadkowie, już nie ma. Model funkcjonowania wedle hasła „Bóg, Honor, Ojczyzna”, który dla naszych przodków był oczywisty, dla ogromnej części społeczeństwa polskiego jest niezrozumiały, karykaturalny i śmieszny.

To tylko fragment tekstu, który ukazał się w 29. numerze Miesięcznika Adeste.

Jeżeli podoba Ci się to, co robimy – kliknij w poniższy przycisk aby dowiedzieć się, jak możesz nam pomóc w rozwoju!

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.