Adeste

Adeste jest za darmo i bez reklam
Utrzymują nas tacy czytelnicy jak Ty.

Wesprzyj

Czego pragnie chłopiec?

magazine cover

pixabay.com

Gdybyśmy zapytali młodego chłopca o jego pragnienia, pewnie bylibyśmy zaskoczeni różnorodnością uzyskanych odpowiedzi. Jednak w życiu każdego chłopca przychodzi taki moment, kiedy musi zapragnąć stać się mężczyzną. Wydaje mi się, że większość z nas ten moment przegapiła albo przespała, a nasz świat zapełnia się dobrymi chłopcami albo buntownikami. Ale nie mężczyznami.

Dzikie serce

„Czego pragnie chłopiec?” – to jedno z pytań, które pojawia się w książce Johna Eldredge’a Dzikie serce. Tęsknoty męskiej duszy. Książce, która mimo że w wielu momentach do mnie nie przemawia, to jednak robi wrażenie, a co ważniejsze – spełnia swoją najważniejszą funkcję: zmusza do myślenia. O tym, jakim jest się mężczyzną i czego się pragnie. Albo czy w ogóle jeszcze się czegoś pragnie. Nie chcę tutaj jednak recenzować książki, ale wspomnieć o kilku kwestiach, które porusza.

„Dzikie serce” jest wpisane w naturę mężczyzny od samego początku, od momentu jego stworzenia. Kiedyś ta „dzikość” pozwalała nam przetrwać i rozwijać się w dzikim świecie. Jednak obecnie świat już taki nie jest, a przynajmniej nie wydaje się taki na pierwszy rzut oka. I w tym miejscu pojawia się pewna spowodowana „dzikością” tęsknota, która nie znajduje ujścia. Tutaj powracamy do pytania z tytułu. Jakie obrazy pojawią się w głowie mężczyzny, gdy cofnie się do czasów młodości i przypomni sobie, o czym marzył oraz czego pragnął? Czy będzie to spokojne i bezproblemowe życie, czy raczej wizje przepełnione akcją, adrenaliną i niejednokrotnie brudnym od błota i przygody ubraniem? A gdzie teraz podziały się nasze pragnienia młodości? Albo inaczej. W jaki sposób tłumimy nasze pragnienia?

Rana

Ów stan rzeczy, swoistego zagubienia w męskości, można łatwo zrzucić na obecne czasy, w których „dzikość” nie jest już przydatna, w których nie oczekuje się już od mężczyzn tak wiele jak dawniej, w których chce się zniwelować naturalne różnice między kobietami a mężczyznami. To dość proste wytłumaczenie. Jednak moim zdaniem bardzo niewłaściwe. Bo większość przyczyn kryzysu męskości, a już na pewno jego początek, bierze się z naszego serca. Serca, które niejednokrotnie jest bardzo poranione. Serca, do którego nie chcemy się przyznać.

Rana ta, jak pisze Eldredge, najczęściej zadawana jest nam w dzieciństwie przez rodziców. Początkuje ją pierwsze i niewłaściwe poskramianie chłopięcej energii, która przejawia się w zadziorności, w byciu niegrzecznym. To te momenty, kiedy chłopcy zaczynają komuś dokuczać albo robić coś niebezpiecznego. Zamiast we właściwy sposób pokierować tą młodzieńczą energią, wykorzystując ją do rozwijających i wychowawczych rzeczy, rodzice najczęściej całkowicie ją tłumią. Nakazują mu być dobrym i grzecznym chłopcem. Ta rana powiększa się w każdym momencie krytyki za to, jakim się jest albo nie jest. Ostatecznie serce młodego mężczyzny staje się rozdarte, gdy zostaje on odrzucony przez swego ojca bądź inną bliską osobę, która była dla niego wzorem do naśladowania. Nie chodzi tutaj tylko o odrzucenie fizyczne. Wielu chłopców, mimo że ma w domu ojca, wychowuje się, jakby go nie było. Często również okazuje się, że ten ojciec zapomniał, co to znaczy być mężczyzną dla swojej rodziny i dzieci. Eldredge przywołuje przykład kolegi, który w dzieciństwie bardzo lubił grać na pianinie. Nie był jak swoi bracia, którzy całe dnie spędzali na boisku. Pewnego razu, gdy jego ojciec i bracia wrócili z meczu, dostrzegli chłopca siedzącego przy pianinie. Wówczas ojciec powiedział o synu, że jest „pedziem”. Był to dla niego ogromny cios, który na zawsze zranił serce młodego mężczyzny. Ojciec obdarł go z godności i wartości. O takie właśnie zranienie chodzi, brak zrozumienia w oczach swojego autorytetu. Brak chociażby najdrobniejszej pochwały i ciągłe poczucie zawodu. Mogłoby się wydawać, że to jedynie użalanie się nad sobą. A jednak ta rana w sercu może sparaliżować całe życie. Nie pozwala chłopcu stać się mężczyzną.

Dobry chłopak

Mamy być dobrymi i grzecznymi chłopcami. Nie dzikimi. To słowa, które większość z nas usłyszała bardzo wcześnie, może nawet zanim w ogóle zaczęliśmy rozumieć znaczenie słów. I od tego momentu pojawiają się dwie niewłaściwe drogi: albo młody chłopak stanie się już na zawsze „dobrym chłopcem”, albo buntownikiem. W pierwszym przypadku przez całe życie będzie tylko dobrym chłopcem, takim, który za bardzo boi się życia i świata, by działać, który nie będzie znał swojej wartości. Będzie się bał podejmować wyzwania i wchodzić w relacje, a nawet jeśli mu się to uda, to będzie… tylko dobrym chłopcem. Bez charyzmy, bez woli walki, bez pragnienia czegoś więcej. W drugim przypadku chłopak zbuntuje się przykazaniu bycia dobrym. Stanie się obojętny i cyniczny, będzie z pogardą podchodził do innych ludzi i ze swobodą do relacji, zwłaszcza tych z kobietami. Stanie się, mówiąc prościej, złym chłopcem. Jednak nie „dzikim”.

„Gdzie się podziali prawdziwi mężczyźni?” – to pytanie pojawiło się zapewne w głowie każdej kobiety. I nic dziwnego, gdyż z jednej strony jest rzesza grzecznych chłopców, którzy czasami wręcz przepraszają, że żyją i boją się stawić czoła życiu oraz relacjom, a z drugiej, tłum buntowników niepotrafiących się zaangażować i oddać relacjom, na każde poczucie strachu reagujących złością i agresją. Często te dwie drogi się przeplatają i już nie wiemy, kim jesteśmy. Gubimy się w tym świecie. Pojawia się myśl, że może warto byłoby stać się prawdziwym mężczyzną.

Jednak mężczyzna niesie w sobie wielki ciężar. Potężny obowiązek. Jakąś odpowiedzialność. A my boimy się tego słowa. Niewielu znajduje w sobie siłę, aby przyjąć pełne obowiązków miano mężczyzny.

Uleczyć ranę

Jedynym sposobem na uleczenie ran serca jest odnalezienie swojej pierwotnej wartości. Odnalezienie pragnienia i ciekawości życia. Nie jest to proste, bo wymaga zmierzenia się ze swoimi lękami. Tak wielu mężczyzn w dzisiejszym świecie po prostu się boi, dlatego że nigdy nie mieli stabilnego oparcia, chociażby w postaci prawdziwego ojca. Gdy jest się już dorosłym, to trudno te rany uleczyć, dlatego większość woli zostać którymś z wyżej wspomnianych typów chłopca. Jak z tego wszystkiego wyjść? Jak uświadomić sobie swoją wartość mimo tylu ran w sercu?

Najpierw trzeba zbudować prawdziwą relację z Bogiem. Z Tym, który od samego początku jest naszym kochającym Ojcem, a którego może odrobinę odsunęliśmy na bok lub którego po prostu nie dostrzegamy. To Ojciec, który nie zadał nam żadnej rany i który jako jedyny widzi w nas prawdziwych i wystarczających mężczyzn. Wielu chłopców nigdy nie usłyszało tego od ziemskich ojców: że są odpowiedni, że są wystarczający. A to bardzo potrzebne do zdrowego wzrastania.

Gdy naprawi się swoją relację z Bogiem, po jakimś czasie powraca do serca mężczyzny jego wartość, a wraz z nią głód życia. Chłopiec przestaje być byle jaki, staje się mężczyzną. Już się nie boi rzeczywistości, nie boi się relacji, nie boi się odpowiedzialności. Nie musi zaspokajać się suplementami życia i kłamstwami. Może wreszcie zacząć żyć. Jego dawne dzikie serce przemienia się w serce pragnące życia, pragnące więcej. To jest prawdziwa siła mężczyzny – pragnienie życia. Całkowity sukces odnosi wtedy, gdy to pragnienie przemieni się w wielkie pragnienie życia wiecznego. Marzenie, by nie być tylko dobrym, ale i świętym.

Przeżyć przygodę

Gdyby podsumować powyższe zagadnienia i spróbować odpowiedzieć na pytanie, jaki ma być prawdziwy mężczyzna, chyba najlepszą odpowiedzią będzie to, że powinien pragnąć życia. Powinien tęsknić za pasją, wolnością, działaniem, za byciem nie byle jakim. O tym przecież marzył jako mały chłopiec – by zdobywać świat. Większości chłopców tego pragnienia nie udaje się obronić. Powody, które tutaj przywołałem, to zaledwie czubek góry lodowej. Po więcej przykładów ran w sercu mężczyzny polecam sięgnąć do wspomnianej książki Johna Eldredge’a.

A wszystkich mężczyzn zachęcam, aby na moment się zatrzymali i pomyśleli o tym, czego pragnęli jako chłopcy. Co było ich prawdziwym pragnieniem. I co potem z tym pragnieniem zrobili. Udało się je obronić, a może zostało ono zranione? A jeśli nadal mają je w sobie, to co zrobili, by znaleźć Tego, który może ich uleczyć. Naprawić. I przywrócić im pragnienie życia i działania.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

O autorze

Wielbiciel kawy i student prawa. Miłośnik liturgii, ładnych zdjęć i dobrych książek. Lubi z zachwytem patrzeć na świat, a z miłością na drugiego człowieka.
Zapisz się na newsletter i bądź na bieżąco

1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta witryna jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej Polityka prywatności oraz Warunki korzystania z usług Google.

Weryfikacja reCAPTCHA wygasła. Odśwież stronę.