adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj
Okiem Naczelnego, Wiara

Okiem naczelnego: Jonaszu, Jonaszu! Słyszysz mnie?

Pan skierował do Jonasza, syna Amittaja, te słowa:  «Wstań, idź do Niniwy – wielkiego miasta – i upomnij ją, albowiem nieprawość jej dotarła przed moje oblicze».  A Jonasz wstał, aby uciec do Tarszisz przed Panem. Zszedł do Jafy, znalazł okręt płynący do Tarszisz, uiścił należną opłatę i wsiadł na niego, by udać się nim do Tarszisz, daleko od Pana. Ale Pan zesłał na morze gwałtowny wiatr, i powstała wielka burza na morzu, tak że okrętowi groziło rozbicie. (Jon 1, 1-4)

Masz na imię Jonasz. Ale nie z chrztu. Z decyzji. Bo nieraz nasze decyzje są tak poważne, że zmieniają nam tożsamość i osobowość. Zamykają drzwi, prawie na zawsze i otwierają inne. Dlatego Szymon stal się Piotrem, a Szaweł Pawłem. A Ty stałeś się Jonaszem. Tylko nie oszukuj się, że masz inaczej na imię.

Najpierw była decyzja. Odchodzę. Bo nie chce, bo można inaczej, bo dalej tak nie potrafię. Odchodzę… a może uciekam? I wybrałeś, Jonaszu bilet do najdalszego miejsca w jakie byłeś w stanie odpłynąć. By sumienie nie krzyczało podczas podróży potrafiłeś ucinać sobie nawet pogawędkę z innymi uciekającymi, że przecież tak jak oni czcisz Boga i że jest ok. A nie jest. I nie wiesz, czy kiedykolwiek będzie.

A potem poszło szybko jak szybka jest rozmowa z biskupem czy ciągnięcie losów o tego, kogo trzeba wrzucić do morza. I tak, masz rację. Kiedy odszedłeś, w jakiś sposób na morzu Twojej parafii i środowiska zrobiło się cicho. Skończyło się napięcie, ciągłe wahanie, mówienie o kryzysie, publiczne rozterki. Zamknąłeś za sobą drzwi zakrystii. Ale to nie oznaczało końca czegokolwiek

Twój dramat trwał nadal. Nawet jeszcze bardziej i intensywniej niż wcześniej. Zostałeś połknięty przez wieloryba. Był może nim strach, zmęczenie złem dokoła, własnymi błędami, nieradzeniem sobie z celibatem.

Teraz jesteś w nim. Siedzisz w brzuchu wieloryba, połknięty przez swoją własną decyzję. Miało być lżej, łatwiej, jakoś wygodniej bez koloratki cisnącej pod szyją. Bo jak sam przyznawałeś, „Ewangelię można głosić i bez niej’”. Może i można, tylko pytanie, czy Ty, Jonaszu powinieneś. Właściwie nie rozumiesz, dlaczego jest tutaj tak ciemno, skoro miało być jasno.

Miało być normalniej, po ludzku i w sumie przecież po Bożemu, bez sztucznych wymagań, jak sam mówiłeś. A jest inaczej. Jakby nieco ciszej, ale z zewnątrz słyszysz różne głosy: jedni Cię chwalą za to, że skoczyłeś za burtę, drugi krytykują. Miało być bardziej jasno, jest ciemniej.

Wokoło mrok, a czekałeś na światło, chciałeś wyzwolenia i odciążenia innych oraz własnego sumienia a siedzisz zamknięty we własnych myślach.

A jednak mnie słyszysz? Mówię do Ciebie, Jonaszu naszych czasów. Kapłanie, który pozostawił sutannę za drzwiami. Jesteś w brzuchu wielkiej ryby, otaczają Cię ciemności i rozterki: miały być mniejsze, a są znacznie większe niż kiedykolwiek.

Mówię do Ciebie: Ja, Jonasz. Bo uwierz, znam ten specyficzny zapach wnętrzności wieloryba. Ciemności, którą człowiek zachwala. Wolności decyzji i uwolnienia się od rzekomo gniotących go norm. Wiesz, ciągle na plecach czuje ciarki po nurcie zimnej wody. Wskakiwałem wtedy po rzekomą wolność, by odciążyć innych, bo przecież tak miało być lepiej. Pamiętam to dokładnie. I jeszcze do dzisiaj widzę mrok. Zapytasz: jak można widzieć…nic? Tak, można, bo to mrok, który jest wręcz fizyczny, bo nie masz pewności, czy kiedykolwiek się z niego uwolnisz.

Zobacz też:   Jaki kształt ma dusza?

To już trzy dni strachu, bezsensu i pytania o wszystko. A przecież miała być wolność. Jonaszu, słyszysz? Jesteś teraz w tym brzuchu. Nie bój się. Jest wyjście. Tylko sobie uświadom, że brzuch wieloryba to nie Twój dom, że stąd trzeba się wydostać.

Na ikonach przedstawiających pierwszego Jonasza, który nas symbolizuje nad jego głową jest aureola.

Wiesz co to oznacza? Jeśli zaczniesz wołać do Boga i prosić o wyjście na ląd, by wypełnić misje, wieloryb Cię wypluje.

Tak Jonaszu, misję – nie przygodę czy kolejny etap. Bo w życiu są też misje, które trzeba wypełnić. Do końca. A wtedy nad Twoją głową zajaśnieje aureola, bo przemienisz w Bogu to, kim jesteś.

Więc jeśli chcesz się stąd wydostać uświadom sobie, że wieloryb może Cię strawić. Jak przeczekasz – po prostu zgnijesz. Chcesz tego? Serio chcesz, by brzuch wieloryba był Twoją ostatnią przystanią?

Spróbujmy się stąd wydostać, razem. Nie udawaj, że nie znasz tej modlitwy. Znamy ją wszyscy – Jonasze swoich czasów. Mamy ją wdrukowaną w duszę. To jak, spróbujesz?

 Rzekłem do Ciebie: Wygnany daleko od oczu Twoich, 
<jakże choć tyle osiągnę, by móc> wejrzeć na Twój święty przybytek? 
 Wody objęły mnie zewsząd, aż po gardło, 
ocean mnie otoczył, 
sitowie okoliło mi głowę. 
Do posad gór zstąpiłem, 
zawory ziemi zostały poza mną na zawsze. 
Ale Ty wyprowadziłeś życie moje z przepaści, 
Panie, mój Boże! 
Gdy gasło we mnie życie, 
wspomniałem na Pana, 
a modlitwa moja dotarła do Ciebie, 
do Twego świętego przybytku. 
Czciciele próżnych marności
opuszczają Łaskawego dla nich. 
Ale ja złożę Tobie ofiarę, 
z głośnym dziękczynieniem. 
Spełnię to, co ślubowałem. 
Zbawienie jest u Pana». 

Jon 2, 5-10, (BT, 2003)

Pan nakazał rybie i wyrzuciła Jonasza na ląd. 

Ja, Jonasz

//Inspiracją do napisania tego tekstu był wykład Jordana Petersona o Jonaszu w odniesieniu do ostatnich przypadków porzucenia posługi kapłańskiej w Polsce.

O autorze

Redaktor Naczelny miesięcznika Adeste. Z wykształcenia politolog specjalizujący się w cyberbezpieczeństwie, z zawodu dziennikarz. Prywatnie melancholik lubiący dobrą muzykę, kubek ciepłej herbaty i spotkania z przyjaciółmi.
Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.