adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj
Bez kategorii, Cykl slawistyczny, Wiara

O, sancta simplicitas!

Nie był żadnym poprzednikiem Marcina Lutra. Nie wstąpiłby do  Komunistické strany Československa, wbrew temu, co aparatczycy czescy ochoczo twierdzili. Jego śmierć nie była kwestią religijnej instytucji, ale świeckiej. Pobłądził w kwestii nauczania o papieżach, lecz czy była to herezja formalna, czy tylko materialna? Mimo wszystko Jan Hus umarł jako ksiądz katolicki…

„Ż”, „ź”, „ś”, „ó”, „ń”, „ć”, „ą”, „ę” – te litery przeciętnemu filologowi czy poloniście przywodzą na myśl czeskiego reformatora. To ksiądz Hus wymyślił znaki diakrytyczne, czyli kreski zwane z czeska „delkami” (czyli to coś: ´ ) i tak często wyśmiewane w Polsce kółka („kroužky” – ° – jak w „ů”) i „háčky” ( ˘ ). Pod jego wpływem nasi poloniści wymyślili kropki ( · ).

Czy zatem wniósł ksiądz Jan Hus coś do słowiańskiej, czy szerzej, europejskiej, kultury? Tak – odpowie językoznawca. Znaki diakrytyczne. Różne refleksje językowe. Duchowny z Husinca jako pierwszy wyrzucał Czechom językowe niechlujstwo, które zresztą zostało im do dziś (tylko Morawianie silą się na mówienie poprawnie – reszta mówi jak chce).

Jego hasło –Pravda vítězí” (kreski nad samogłoskami to iloczas, czyli wydłużenie ich, a haczek nad „e” zmienia je w „je” albo „nie”) stało się bardzo popularne. Jest nawet dewizą Republiki Czeskiej; a przedtem użyte było wielokrotnie przez komunistów. ”Bojím se pravdy, která vítězí” („Boję się prawdy, która zwycięży”) śpiewał w piosence Strach Jaromír Nohavica. Musiał dobrze pamiętać czasy, w których w co drugim przemówieniu powtarzano te słowa, które stały się frazesem.

Wykładowca z chłopskiej rodziny

No dobrze, ale co z tym słynnym Husem – religijnym polemistą? Obok Jana Amosa Komenského najsławniejszym Czechem?

Można by rzecz, że zrobił on karierę od pucybuta do męczennika. Wywodził się z chłopskiej rodziny z południowych Czech. Gdyby narodził się w Polsce, nazywałby się zapewne „Jaś Gęś”, bowiem właśnie tego ptaka oznacza słowo „hus”. W roku 1400, w wieku trzydziestu lat przyjął święcenia prezbiteratu. Wcześniej, w 1390 roku zaczął studia w Pradze. Zaprosił go na nie jego przyjaciel, Křišťan z Prachatic, ksiądz, astronom i matematyk, a przez pewien czas rektorem Uniwersytetu w Pradze. Po sześciu latach studiów uzyskał tytuł magistra Artes Liberales, czyli sztuk wyzwolonych. Nieco później zaczął wykładać na Wydziale Filozofii na Uniwersytecie Karola. W trakcie studiów mógł śledzić na bieżąco rozwój konfliktu między biskupem Janem z Jenštejnu a królem Wacławem IV i jego tragiczny, dla świętego Jana z Nepomuku, koniec.

Jan Hus musiał włożyć w studia wiele wysiłku, bowiem potrzebował podejmować się różnych drobnych pracy, by się utrzymać. Jego wysiłek, by się wybić, został doceniony. W 1409 roku został rektorem uniwersytetu. Dokładniej rektorem jego filozoficzno-teologicznej części, bowiem część prawnicza miała oddzielnego rektora.

To było wówczas, gdy sprawy przybrały nienajlepszy, bo błyskawiczny, obrót. Można powiedzieć, że jest w jego historii jakaś ironia. Bowiem w 1402 roku został kapelanem przy Kaplicy Betlejemskiej w Pradze, która stała się miejscem spotkań popleczników Husa. Przy tej kaplicy powstał swoisty think-tank, który zaczął wysnuwać pierwsze postulaty późniejszego ruchu husyckiego. Jednym z tych postulatów było powszechne ubóstwo księży. Rzecz w tym, że Jan czerpał spore zyski materialne ze swojej posady kapelana.

Zostawmy tę dygresję. Trzeba powiedzieć, że coś, co już wtedy pogrążyło księdza Husa i jego stronników, to tezy Johna Wycliffe’a.

„Jemuż nic rownego

Mistrza pogańskiego

I krześcijańskiego,

Ani będzie więcszego

Aż do dnia sądnego.”

To twierdzi o angielskim myślicielu Jędrzej Gałka z Dobroczyna w swej piętnastowiecznej „Pieśni o Wiklefie”. Wycliffe był twórcą ruchu lollardów. Twierdzili oni, że Biblia jest najważniejszym źródłem wiary, papiestwo jest niebiblijne, a sakramenty nieważne, gdy sprawują je niegodni kapłani.

Hus przejął te poglądy w okrojonym zakresie. Nie podważał ważności sakramentów, nie negował sensu istnienia papieża. Twierdził jednakże, że papież i kardynałowie są Następcami Apostołów tylko wtedy, gdy czynami ich naśladują. Swoją koncepcję przedstawił w dziele De Ecclesia. W swoich wystąpieniach i dziełach podkreślał konieczność unarodowienia liturgii, propagował czeskie nabożeństwa. Był przeciwny przyjmowaniu pieniężnego wynagrodzenia za odprawianie Służby Bożej, mówił na nie „svatokupectví” („świętokupstwo”, ale nie należy w tym kontekście utożsamiać tego z „symonią”, kupowaniem urzędów).

„Jeżeli źle powiedziałem, udowodnij, co było złego(J 18, 23a)

Jeżeli ksiądz Jan obserwował tragiczny, męczeński koniec swego świętego imiennika z Nepomuku, to niewiele się po nim nauczył. Wierzył bowiem szczerze, że zdoła przekonać swoich przeciwników na gruncie uniwersyteckiej debaty. To między innymi miało oznaczać hasło „Prawda zwycięży!”. Toczył więc spór z nominalistami, głównie pochodzącymi z Niemiec. Hus miał poparcie czeskich akademików i części ludu praskiego, który chętnie przychodził do Kaplicy Betlejemskiej na jego kazania. Nominalizm był jedną ze stron średniowiecznego „sporu o uniwersalia”,

Zobacz też:   [Quiz] Czy znasz miasta, w których odbywały się ŚDM?

Przez większość elity naukowej Królestwa Czech poglądy  Husa zostały potępione. Ale w samej Pradze większość je poparła. Sytuację mocno zmieniło zapewnienie Czechom większości na uczelni przez króla Wacława IV, co sprawiło, że wielu Polaków i Niemców tam studiujących opuściło czeską stolicę. Dzięki temu mógł dalej spokojnie piastować swój urząd wykładowcy uniwersyteckiego i kapelana. Ale spór się zaognił, wszedł na nieoczekiwnae tory. Arcybiskup Zbyněk Zajíc z Hasenburka, dotychczas hołubiący księdza Jana, po licznych naciskach nominalistów oskarżył dwóch jego współpracowników o herezję (zresztą wykazali oni skruchę i zaczęli potem krytykować swego dawnego mentora). Zakazał też w pewnym momencie księdzu Husowi sprawowania funkcji kapłańskich. Arcybiskup Zajíc nie poparł też postanowień tak zwanego soboru w Pizie, który miał położyć kres schiźmie. Było wówczas trzech dostojników, którzy uznawali siebie za papieża. Hus był za postanowieniami gremium z Pizy. W konsekwencji został przez arcybiskupa Zbyňka ekskomunikowany.

Praski hierarcha zmarł w 1411 roku. W wyniku jego śmierci sprawą Husa zajęła się bezpośrednio Kuria Rzymska. Ta wezwała czeskiego kapłana do Rzymu. Ten jednakże do Wiecznego Miasta nie przybył, trudno stwierdzić czemu. W odpowiedzi na to Kuria obłożyła interdyktem (czyli zakazem sprawowania liturgii) każde miejsce, w którym ksiądz Jan by przebywał, w tym przypadku dotyczyło to Pragi. Przyniosło to skutek, bo opuścił on Pragę. Udał się do południowych Czech. W tym czasie był najbardziej płodnym autorem pism. Wciąż wdawał się w polemikę ze swymi przeciwnikami, na piśmie.

Proces w Konstancji

W końcu udało się przyszłemu królowi Czech, a zarazem cesarzowi niemieckiemu i królowi Węgier, Zygmuntowi Luksemburskiemu, przekonać Jana Husa do przybycia na sobór, zwołany w południowoniemieckiej Konstancji. Dał mu list żelazny, gwarantujący nietykalność. Doprawdy zastanawiający jest fakt, że ktokolwiek wpadł na pomysł dawania tego glejtu osobie ekskomunikowanej, która na mocy prawa była możliwości tej pozbawiona…

Tłumaczyć to może fakt, że Zygmunt Luksemburski w ogóle nie planował dać Husowi możliwości wybronienia się. Po jego przyjeździe uwięził go. Część uczestników soborowych, zwłaszcza przedstawiciele polscy i czescy, zaprotestowali przeciwko decyzji króla. Hus był kilkukrotnie przesłuchiwany przez sobór. Za każdym razem wypierał się poglądów Wycliffe’a i twierdził, że wyznaje ortodoksyjną katolicką naukę.

Jego nauczanie o papiestwie przez króla Zygmunta i znaczną część uczestników obrad uznane zostało za groźną herezję. Ponadto, miał powiedzieć o Luksemburczyku w trakcie jednego z przesłuchań „król w grzechu śmiertelnym przed Bogiem nie jest pomazańcem”. Determinacja obrażonego monarchy sprawiła, że 6 lipca 1415 roku został spalony na stosie. W obliczu śmierci miał modlić się i śpiewać „Kyrie eleison”. Ponoć gdy jakaś staruszka dorzuciła drwa do stosu, miał powiedzieć “o, sancta simplicitas!” (“o, święta naiwności”).

Wielka rewolta i król Czech bez Czech

Król popełnił błąd. W roku 1419 umarł Wacław IV, a jego następca Zygmunt udał się z wojskiem do wrzącej Pragi. Wprawdzie udało mu się koronować, ale w obliczu kontrataku husytów musiał się ewakuować i nieprędko wrócił.

Jan Žižka był głównym dowódcą. Był geniuszem taktycznym, jeśli chodzi o stosowanie piechoty. Na pewno zresztą go Państwo z widzenia kojarzą – na Bitwie pod Grunwaldem Matejki zamachuje się mieczem nieopodal księcia Witolda.

Większość kadry dowódczej husytów to byli byli rozbójnicy, którzy na mocy amnestii udali się jako delegacja czeska na pomoc królowi Jagielle. Jest to ironia, ale wojny husyckie w dużej mierze są skutkiem decyzji kolejnych czeskich władców. Uniwersytet Karola IV to zaplecze intelektualne. Wacław IV, który dał możliwość wyszkolenia się w boju husyckim dowódcom. I Zygmunt Luksemburski, który dał pretekst do powstania.

Powstańcy walczyli kilkanaście lat. Dopiero rozłam wśród uczniów „mistra Jana Husa” sprawił, że Zygmuntowi Luksemburskiemu udało się wrócić na tron w Pradze. Niedługo potem umarł.

Wciąż trwa spór, czy w końcu był Hus heretykiem, czy nie. Wśród teologów nie ma w tym zgody. Nie zmienia to faktu, że przez Czechów jest uważany za narodowego świętego. Na trwałe zdążył też zaszczepić temu niewielkiemu, lecz wówczas jeszcze bardzo wojowniczemu narodowi, tradycję niechęci wobec Rzymu. Uchylam się zatem od ostatecznej odpowiedzi, jaki był Hus, bowiem był postacią niejednoznaczną. Choć uważam, że pobłądził. I został niesprawiedliwie potraktowany przez potomnych. Z całą pewnością był o klasę wyżej myślicielem od Lutra, który odrzucił wiarę katolicką w całości i porzucił kapłaństwo. Nie był rewolucjonistą jak Marcin Luter czy komuniści, ale raczej reformatorem. Prawdziwą naiwnością jest sądzić, że poparłby twórcę protestantyzmu czy twórców komunistycznego ładu. W gruncie rzeczy pozostał katolikiem, pomimo spalenia na stosie.

Josef Mathauser – “Wieść o śmierci Husa”
Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.