Dzieci, jak każdy inny człowiek zaproszone są do uczestnictwa w Liturgii i czerpania z niej łask Bożych. Doskonale wiemy, że parafie działają bardzo aktywnie, aby wprowadzić maluchy w życie Kościoła – począwszy od specjalnych Mszy dla dzieci, po przygotowanie uroczystości pierwszej Komunii Świętej. Czy wszystko jednak zmierza w dobrym kierunku? W którą stronę powinny pójść takie udogodnienia i czy w każdym przypadku są one właściwe? Nie.
Ubiegłe miesiące, jak co roku, były bardzo intensywne dla całego Kościoła. Po głębokim świętowaniu misterium paschalnego w Świętym Triduum przyszedł czas na paschalną radość1. Nieodłącznym zaś jej elementem stały się uroczystości pierwszokomunijne. W Kościele polskim, ale nie tylko, istnieje ten piękny zwyczaj łączenia radości wielkanocnej z możliwością podjęcia pełnej radości duchowej w Komunii z Bogiem. Każdy z nas zna ten widok: małe dziewczynki w białych sukienkach, chłopcy w garniturach i komżach – dzieci prowadzone przez swych rodziców do kościoła, najpierw na samą uroczystość, potem zaś w białym tygodniu. Gdy „sezon” pierwszokomunijny jest już za nami, chciałoby się prosić o kilka słów podsumowania. Niewątpliwie, widok dzieci przyjmujących naszego Pana do swych serc jest bardzo budujący i można by powiedzieć, ma wartość bezwzględnie pozytywną (okazałbym się heretykiem, gdybym sądził coś innego o przyjmowaniu świętych sakramentów). Uwaga wielu osób jest jednak skupiona na czymś mniej dostrzegalnym, lecz jednak budzącym pewien niepokój.
Udogodnienia… czy na pewno?
Z pewnością każdy z nas spotkał się kiedyś z uroczystościami pierwszokomunijnymi w swojej parafii. Są tacy, którzy z chęcią na nie uczęszczają, mimo braku jakichkolwiek rodzinnych powiązań z dziećmi. Można jednak dostrzec także postawę przeciwną: celowego brania udziału w innych Mszach niedzielnych, aby tylko nie trafić na tę jedną, z uroczystością pierwszej Komunii Świętej. Nasuwa się pytanie, dlaczego tak się dzieje? Owszem, można uargumentować to w sposób następujący: nie jestem powiązany z tymi dziećmi, nie chciałbym, jako obca osoba, psuć ich święta. Bardzo często jednak jest inaczej: Msze święte pierwszokomunijne bywają bardzo „przegadane”, ale także infantylne. Piosenki religijne zamiast poważnych pieśni, rozbudowane procesje, w których dzieci niosą dary do ołtarza przy specjalnych komentarzach, celowo infantylizowany język na kazaniu… Ktoś mógłby zapytać, co w tym złego? Jest to przecież dostosowanie Liturgii do dzieci, dzięki temu lepiej przeżywają tę uroczystość.
Nie patrzymy jednak na to, że takie „udogodnienia” bardzo często stanowią nadużycie liturgiczne. Dobrze wiemy, że liturgia rządzi się swoimi prawami i jest w pełni unormowana. Człowiek nie jest panem Liturgii, zaś jej sługą, bo w pokorze należy oddawać cześć Bogu. Niejednokrotnie pojawiają się głosy mówiące, iż jedno nadużycie nie zrobi nic złego, a dzieciom pomoże lepiej przeżyć uroczystość pierwszej Komunii. Czy jednak pobożność budowana na nieposłuszeństwie jest słuszna? Jak wpływa to na człowieka w dalszej perspektywie?
Lex orandi – lex credendi
„Jak modlisz się, tak też żyjesz” – głosi stara chrześcijańska maksyma. Pogłębianie relacji z Bogiem, życia nadprzyrodzonego, wymaga nieustannej rozmowy z Nim samym. Nie możemy odcinać życia modlitewnego, wewnętrznego, od kultu w całości – dobrze wiemy, że składają się na niego także znaki zewnętrzne, które pobudzają duchowość człowieka. Ktoś mógłby zapytać, po co wyrażać modlitwę na zewnątrz? Zewnętrzność czci, którą oddajemy Bogu, jest potrzebna każdemu człowiekowi, co wynika z jego natury. Ksiądz Alojzy Jougan pisze: „Nie da się zaprzeczyć, że o własnościach jakiejś istoty wtedy tylko możemy coś wiedzieć, jeżeli się ona w jakiś sposób objawia. (…) Każde bowiem podniesienie duszy ku Bogu, każde poruszenie religijne serca ludzkiego, objawia się z natury rzeczy także w sposób zmysłowy. I odwrotnie: potrzebą jest człowieka, by postępował od rzeczy zmysłowych do nadzmysłowych, gdyż tego, co nadzmysłowe, nie zdoła bezpośrednio objąć i uchwycić.”2 Człowiek z natury jest istotą wewnętrzną, ale też zewnętrzną. Ten dualizm ludzki od zawsze był i jest obecny i nie można wymazać go z człowieczej tożsamości. Po takim, dosyć filozoficznym wprowadzeniu, przychodzi pytanie: co, jeśli forma wyrazu liturgicznego powszechnej Mszy świętej z udziałem dzieci okazuje się sztuczna i na siłę dostosowana do ich świadomości? Dziecko też jest człowiekiem i nie należy zaburzać jego poczucia piękna zabawnym kiczem, szczególnie w przestrzeni liturgicznej, która powinna być piękna z natury, co więcej, w sposób obiektywny! Jeśli wprowadzać będziemy do niej elementy dziecięcej zabawy, to w dalszej perspektywie poskutkuje zaburzeniem prawidłowej świadomości liturgicznej, wg której Liturgia jest „źródłem i szczytem”, „przedsionkiem nieba”, oblubieńczym „działaniem Chrystusa i Kościoła”3. Po takich zabiegach może stać się przestrzenią całkowicie zwyczajną, zdesakralizowaną, z której po kolei wycofywać się będzie treści wzniosłe, a więc dla człowieka trudniejsze, lecz przynoszące wielkie owoce. Uroczystość pierwszej Komunii Świętej to dla każdego człowieka wydarzenie bardzo ważne. Przede wszystkim powinno być takim ze względu na samą wagę sakramentu, który jest udzielany. Dzieci po raz pierwszy przyjmują do swoich serc samego Boga, a co za tym idzie, świadomie sięgają po owoce Najświętszej Ofiary, która dokonuje się na Mszy świętej. To, w jaki sposób odbierać będą ten sakrament i święte obrzędy, zależy właśnie od tego, czy zagadnienie to jest traktowane z należytą powagą i czcią. W dalszej perspektywie dostrzegamy tzw. Msze „dla dzieci” (właściwie – Msze Święte z udziałem dzieci), które są codzienną rzeczywistością liturgiczną maluchów, uczęszczających do katolickich świątyń. Co stanie się, jeśli w tym powszednim wymiarze duchowości wprowadzać będziemy ciągle elementy kiczu, bylejakości i gołoskórnej przyjemności?
Czego Jaś się nie nauczy…
Wiara jest procesem, zachodzącym w całym życiu człowieka, dlatego należy patrzeć na nią w kontekście całości, nie zaś, wyrywając z kontekstu poszczególne okresy życia. Niestety, okazuje się, że wspomniane wyżej „dziecięce udogodnienia” sprawią, że wprawdzie dziecko poczuje się dobrze przez chwilę, ale, gdy stanie się przyzwyczajone do takich praktyk, będzie przekładało je na swoje życie wewnętrzne. Tak jak rozpieszczane w młodości dziecko będzie miało trudności z wkroczeniem w dorosłe, samodzielne życie, tak i wiecznie pobudzane dodatkowymi bodźcami maluchy tak się do nich przyzwyczają, że nie będą w stanie bez trudności wprowadzać swojej wiary na nowe tory, czynić jej bardziej dojrzałą i rzeczywiście głęboką. Liturgia, niewątpliwie ma charakter dydaktyczny, którego nie sposób zakwestionowac. Tak, jak się ją odbiera, tak też będzie uczyć jej uczestników. Jeśli nasza Liturgia będzie trudna, ale jednak dostojna i autentyczna, to taka też będzie nasza wiara, ale także wszystkie inne sfery życia. Peter Kwasniewski w swojej książce napisał, można powiedzieć, znamienne słowa: „Jeśli chcecie kościołów wypełnionych katolikami znającymi swoją wiarę, kochającymi ją i praktykującymi, dajcie im liturgię wymagającą, głęboką i surową. (…) Psychika człowieka potrzebuje pewnego mroku, nieprzebranej głębi, źródła oporu i trudności, nieznanej wielkości, które stoją w ostrym kontraście ze znajomą codzienną płycizną życia? Człowiek potrzebuje tego, aby mógł poznać, kim jest i dlaczego znalazł się na ziemi.”4; Aby dzieci mogły w sposób dojrzały przeżywać swoją wiarę w dorosłym okresie życia, to już we wczesnych latach powinno się je przyzwyczajać do liturgii surowej i dojrzałej, aby mogły, na zasadzie pewnego przeciwieństwa, zachwycić się jej dostojeństwem i pięknem, wobec perspektywy skażonego grzechem świata i ludzkich serc. Jeżeli jednak w młodości obracać się będziemy wśród liturgicznego kiczu i niepoprawności, uczącego pobłażania sprawom wielkiej wagi, a także podejścia do autorytetu, samego w sobie, to w dorosłym życiu będzie podobnie. Co więcej, takie destrukcyjne wręcz podejście, przeniesiemy także do naszego życia społecznego, kulturalnego i politycznego.
Złoty środek
Ktoś mógłby powiedzieć, że powyższy tekst jest jedynie narzekaniem na faktyczny stan rzeczy. Należy więc pochylić się nad tym, jak być powinno. Pytanie jednak, kto powinien określić kierunek zdroworozsądkowego podejścia nie tylko do uroczystości pierwszej Komunii Świętej, ale także do uczestnictwa dzieci w Liturgii? Z pomocą przychodzi nam autorytet Kościoła, który, przez ręce Świętej Kongregacji dla Kultu Bożego po Soborze Watykańskim II wydał „Dyrektorium o Mszach św. z udziałem dzieci”. O ile nie wyszczególnia on konkretnych zapisów odnośnie uroczystości pierwszokomunijnych, to skupia się jednak na codziennym sprawowaniu Mszy Świętych, w których dzieci uczestniczą. Dobrze wiemy, że Msze, na których Komunia udzielana jest maluchom po raz pierwszy opierają się, w sensie liturgicznym, właśnie na Mszach Świętych z udziałem dzieci, chociaż często ze spotęgowanym efektem.
Przede wszystkim, ów dokument zwraca uwagę na znaczenie wprowadzenia dzieci w Liturgię katolicką, a więc – uświadomienia ich o uroczystym charakterze obrzędów, i wartości symbolu5, po to, by rozpoczęły swoją drogę duchową w liturgii z pewną wiedzą o Liturgii samej w sobie. Ponadto, tekst skupia się na ogromnym znaczeniu katechezy liturgicznej6, mającej miejsce w na lekcjach religii, ale także w ramach wychowania odbieranego przez dzieci od rodziców.
Wiadomo, że psychika dziecka jest inna, niż człowieka emocjonalnie i społecznie dojrzałego, więc dopuszczalne są pewne adaptacje w zakresie liturgii, w której uczestniczą. Należy jednak zauważyć, że nigdy nie są zalecone zmiany, które oddzielą ów „ryt dziecięcy” od właściwej Liturgii na zasadzie zupełnie odrębnej obrzędowości7. Przede wszystkim, w planowaniu takich udogodnień należy pamiętać, iż wszystkie takie zabiegi służyć mają temu, aby dzieci lepiej przeżywały swoją wiarę, a więc skupieniu, wyciszeniu, poczuciu dostojeństwa i uroczystego charakteru liturgii, itd8. Nie można dopuścić do tego, że adaptacje będą rozpraszały maluchy, i dawały im zewnętrzne i chwilowe jedynie poczucie radości i przyjemności.
„Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego”9 – powiedział nasz Pan. Słowa te, przez biblistów są jednak interpretowane w sposób następujący: „Jeśli nie będziecie wierzyli Bogu tak, jak dziecko wierzy swojej matce, jeśli nie będziecie patrzyli na świat jak dziecko, nie oglądając się na to, co powiedzą ludzie, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego.” Jak być dziecięcym, a jednak dojrzałym? Jak stać się dziecięcym, a nie dziecinnym? Powyższy tekst nie miał na celu narzekania na liturgiczne nadużycia występujące podczas uroczystości pierwszokomunijnych, ale raczej, na przykładzie tych obchodów, ukazać ogólny problem niewłaściwego dostosowania liturgii do dzieci, które nie dość, że godzi w dostojeństwo świętych obrzędów, to przede wszystkim, wprowadza w dzieci złe nawyki, które pozostaną z nimi aż do życia dorosłego. Zakończmy tę analizę słowami kardynała Ratzingera: „Liturgia zdaje się wskazywać, iż w odniesieniu do prawdziwego życia, do którego pragniemy dojść, wszyscy w istocie pozostajemy dziećmi, a w każdym razie powinniśmy nimi pozostać. W takim ujęciu liturgia staje się zatem całkowicie innym rodzajem antycypacji bądź też ćwiczenia wstępnego, jest grą wprowadzajacą w przyszłe, wieczne życie. (…) Liturgia byłaby przeto budzeniem w nas prawdziwego dziecięctwa, (…) byłaby ona ukształtowaną formą nadziei, która żyje już przyszłym, rzeczywistym życiem i która uczy nas właściwego życia”10
- O radości w wymiarze chrześcijańskim i duchowym pisałem w swoim ostatnim artykule, który ukazał się w 7. numerze Miesięcznika. Możliwe, że jego przeczytanie pomoże w pełniejszym zrozumieniu niniejszego tekstu. ↩︎
- Jougan W.A, “Podręcznik teologii pasterskiej wedle najpoważniejszych autorów i nowszych orzeczeń Kongregacyi”, Lwów 1917 ↩︎
- Konstytucja o Liturgii świętej Sacrosanctum Concilium, wstęp ↩︎
- P. Kwasniewski, “Kryzys i odrodzenie. Tradycyjna liturgia łacińska a odnowa Kościoła” Kraków, 2016, s. 65 ↩︎
- Dyrektorium o Mszach św. z udziałem dzieci 9 ↩︎
- Dyrektorium… 12 ↩︎
- Dyrektorium… 12 ↩︎
- Dyrektorium… 32 ↩︎
- Mt 18, 3. ↩︎
- J. kard. Ratzinger, “Duch Liturgii”Poznań 2002, s. 15 ↩︎