Adeste

Adeste jest za darmo i bez reklam
Utrzymują nas tacy czytelnicy jak Ty.

Wesprzyj

Czy katolik to frajer?

magazine cover

pixabay.com

„Jesteś niewiele warty”. „Potrzebujesz religii jako ucieczki”. „Idź do swojego kościółka się pomodlić”. „Miłosierdzie to przejaw słabości”. Tego typu sformułowania może usłyszeć osoba wierząca. Słabość nie jest rzadkim zarzutem skierowanym w stronę chrześcijan. Bardzo możliwe, że spotykamy się z tym w naszym życiu dość często. Czy jednak jest tak faktycznie? Czy osoby żyjące wiarą są po prostu słabe? Czy może odwrotnie – są niesamowicie silne?

Słabiuteńki katolik

Dość stereotypowym obrazem katolika jest osoba cicha, na uboczu, niekonfliktowa, nie budząca większego respektu. Taki obraz może łatwo przywodzić na myśl słabość. Nie zawsze jednak bycie w cieniu jest oznaką słabości. Wbrew pozorom to właśnie pokora jest najbardziej wymagającą cnotą, do której potrzeba gigantycznego wysiłku wewnętrznego. Czy ktokolwiek z nas łatwo przyznaje się do błędu? Albo akceptuje swoją gorszą pozycję czy stanowisko? Nie jest łatwo być kimś wielkim lub walczyć o tę wielkość, ale nie jest też rzeczą prostą bycie jednym z „maluczkich”. Czasem zahamowanie pełnej pychy walki o swoje wymaga wielkiej siły duchowej. Bywa i tak, że jako chrześcijanie jesteśmy prześladowani. Cierpliwość i wytrwałość w tym również nie jest prosta i można ją zachować tylko przy pomocy łaski Bożej. W Ewangelii czytamy: „Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić” (J 15,5). Bez łaski Bożej nasze wysiłki w wierze są raczej bezowocne. Możemy zatem powiedzieć, że bez pomocy Boga nie dajemy sobie rady. Jako ludzie zatem jesteśmy słabi. Każdy z nas. Ważne w naszej wierze jest uświadomienie sobie własnej marności wobec wielkości Boga. Świadomość własnej słabości pięknymi słowami opisał św. Augustyn w swoich Wyznaniach (I.6): „Ale chociaż jestem tylko prochem i popiołem, pozwól mi przemówić do miłosierdzia Twego”. Zawarto tu bardzo istotne dla chrześcijanina przesłanie: jesteśmy słabi i grzeszni, więc ratunku możemy szukać w miłosierdziu Bożym. Większość świętych posiadła właśnie tę świadomość własnej marności, która jest bardzo ważna w życiu duchowym. O naszej ułomności pisał również św. Jan Apostoł: „Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, to samych siebie oszukujemy i nie ma w nas prawdy” (1J 1,8). Można zatem powiedzieć, że jako chrześcijanie jesteśmy słabi. Ale nie na sposób wyjątkowy. Każdy człowiek jest po prostu jako grzesznik słaby ze swoimi grzechami i jest słaby wobec zła, które go otacza. Nie leczy tego postawa obojętności wobec niegodziwości ani pochwalania tego, co w nas niewłaściwe. Zło ciągle pozostaje złem. Ale czy na tym się kończy opowieść o burzliwej duszy człowieka? Zdecydowanie nie.

Chrześcijanin i jego siła

Nie można jednak popadać w pesymizm. To, że jako ludzie jesteśmy słabi, nie przesądza jeszcze o wszystkim. Czy istniałoby tylu świętych, gdyby nasza kondycja duchowa kończyła się na słabości? Oczywiście, że nie. Chrystus będąc wśród ludzi, powiedział: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię” (Mt 11,28). To właśnie w Jezusie odnajdujemy siły pośród swoich słabości. Sam Chrystus również doświadczył naszych ludzkich problemów: cierpienia, odrzucenia, niezrozumienia, a w Ogrójcu nawet strachu. Skoro sam Bóg dzielił ludzkie troski z nami, nie możemy wstydzić się swoich ułomności. Święty Paweł Apostoł pisze: „Lecz [Pan] mi powiedział: »Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali«. Najchętniej więc będę się chlubił z moich słabości, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa” (2Kor 12,9). Apostoł był świadomy swojej ułomnej natury ludzkiej. Jednak właśnie przez to tym bardziej ufał Bogu. Piękne w człowieku jest to, jak potrafi być przemieniany przez łaskę Bożą, która zwalcza jego słabości. Nie popadając w skrajność, możemy powiedzieć, że jesteśmy jednocześnie słabi i mocni. Przykładne okazywanie miłosierdzia i wybaczanie, które w oczach świata może wydawać się czymś godnym pogardy i przeznaczonym dla ludzi, którym brak stanowczości i siły, paradoksalnie wymaga wielkiego zaparcia się samego siebie i wewnętrznej siły, aby przezwyciężyć w sobie żal do drugiej osoby, chęć zemsty, zazdrość. Owszem, ze swoimi grzechami możemy być słabi, ale możemy jednocześnie powiedzieć za św. Pawłem: „Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia” (Flp 4,13). Katolik nie jest w żaden sposób gorszy od innych ludzi – każdy z nas przecież grzeszy. Nie mamy jednak prawa w pysze wynosić się ponad bliźnich, ponieważ na łaskę Bożą nie da się zasłużyć. Mimo wszystko powinniśmy czerpać naszą siłę z nieskończonego Źródła.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

Zapisz się na newsletter i bądź na bieżąco

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta witryna jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej Polityka prywatności oraz Warunki korzystania z usług Google.

Weryfikacja reCAPTCHA wygasła. Odśwież stronę.